• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[24.03.1972] Natrętny duch | Victoria & Sauriel

[24.03.1972] Natrętny duch | Victoria & Sauriel
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
29.01.2023, 00:05  ✶  
No właśnie – miał humorki jak panienka w czasie okresu, i to cały czas! Trudno było wyczuć, co sprawi, ze wykrzywi facjatę, a co nie. Małe rzeczy, zupełnie błahe, potrafiły sprawić, że się krzywił i obrażał, a te wielkie robiły tyle, że wzruszał ramionami. Albo i nie. Różnie. Dlatego Victoria nie wiedziała, na ile mogłaby sobie pozwolić i dlatego wolała nie przeciągać struny, skoro jakoś tam szło to dogadywanie się ze sobą.
- Oszalałeś? A jaki niby ja bym miała w tym interes? – Merlinie, co on jej tutaj sugerował, co?
- Bije czy nie, nieistotne. Ważne, że je masz – i nie mówiła tego teraz po to, żeby podkreślić, że można go zranić, tylko po to, że nic to nie dla niej nie zmieniało, to co mówił i to jak często podkreślał, ze jego serce nie bije. I co z tego? Nie musiało. Już raz umarł i cudem był ciągle wśród żywych. Ale to wcale nie znaczyło, że jest bez serca.
Pewnie było wiele takich spraw. Takich, które będą boleć, może łamać serce, może powodować łzy, tylko, że Victoria jeszcze sobie nie zdawała z tego sprawy. Może nie chciała, może to odsuwała, choć wiedziała, że to nie jest i nie będzie prosta relacja. Ale hej, na pewno nie byli pierwsi, nie będą też ostatni, prawda? Zwłaszcza jeśli chodziło o ustawiane małżeństwo.
- O? – zaskoczył ją dlatego, że uważała, że pomimo wielu swoich wad, jedną z nich nie było bycie kłamcą. - W takim razie przepraszam, źle cię oceniłam – ale już wtedy powiedziała mu, ze dobrze się bawiła, więc chyba nie było problemu? Bo naprawdę miło wspominała tamten wieczór – naprawdę długi. - Żebyśmy mieli jasność, Sauriel. Ja tego nie przeżywam, nie jest mi smutno na tę myśl, więc nie musisz chodzić wokół tematu na paluszkach – nie widziała w tym czarnego humoru, ani też nie nadziei. A jeśli Sauriel bał się z nią porozmawiać o jej poprzednim… „związku”, no to proszę bardzo: nie było czego. Jeśli chciał to wiedzieć, to spokojnie mógł się o to zapytać.
Usiedli więc w ciszy, ale wcale nie niezręcznej, kobieta patrzyła na grób przed nimi, wyciągnęła nawet różdżkę, żeby przeczytać wyryte tam nazwiska
- Ro… Ra… Nie. Chyba jednak Ro… se? Rose. Ha-… Nie wiem – próbowała na głos, składając sylaby, mrużąc oczy, to je rozszerzając, bo było to niewyraźne, w końcu dała sobie spokój, odkręciła butelkę i upiła łyka. Paliło w język, podniebienie, rozgrzewało. W sumie dobrze, bo choć mieli koniec marca, to wieczory i noce nadal były chłodne. Poruszyła się na ławeczce, by usiąść wygodniej, oparła się o oparcie i westchnęła. - Miałam lipny tydzień, a ty? – zagadnęła. Był pogrzeb. I jednocześnie pierwsza rocznica śmierci jej byłego narzeczonego. Mogła go nie lubić, ale nie życzyła mu śmierci wiec… jakiś tam smutek zagościł jej w sercu. Mimo to chciała wiedzieć co tam porabiał Sauriel.
Kiedy…
- Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee – zagrzmiało gdzieś z tyłu, za ich plecami. Victoria aż się zakrztusiła właśnie branym łykiem miodu i zaczęła mocno kaszleć na przemian z duszeniem się, kiedy jednocześnie odwróciła się gwałtownie, niemal od razu mając różdżkę w dłoni. Tę, która im tutaj dawała ten upiorny klimat. - Blablablablablaaa – teraz z kolei gdzieś z przodu, przed nimi. I Victoria, kaszląc, próbując jednocześnie się klepnąć w mostek i świecić światełkiem odwróciła się na nowo do przodu.
- Kto tu jest?! – zagrzmiała ostro, ale efekt popsuło to, że no… Alkohol poleciał nie tam gdzie trzeba.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
29.01.2023, 23:09  ✶  

Uśmiechnął się tylko pod nosem, bo tak - żartował, albo tak - oszalał. Nie, nie "albo". Oraz. Łącznik "oraz" był tutaj o wiele odpowiedniejszy w zastosowaniu. Nie wierzył w to, że jest normalny. Zaglądał do własnej głowy i jeśli nie była tam nuta szaleństwa to nie wiedział, czym usprawiedliwić swoje zachowania. Swoje przewrażliwienie na jakieś głupie teksty, by potem być zupełnie niewrażliwym na ludzkie krzywdy. Nawet nie niewrażliwym - PODOBAŁY MU SIĘ ludzkie krzywdy. Poczucie dominacji, poczucie władzy, poczucie tego, że jest zawsze ktoś niżej, kogo można docisnąć obcasem do ziemi, a samemu stać na górze. Wyprostowanym. To nie było normalne. Normalni ludzie funkcjonowali jak Victoria. Mieli swoje problemy, rzeczy ważne i ważniejsze, pracę, nie lubili się pastwić nad innymi i posiadali jakąkolwiek stabilność. Z brakiem serca, albo raczej tym, że nie biło, to też były bardziej żarty. Takie, które weszły w krew, bo stanowiły część tego "jestem taki bardzo bad boy". No, był bad boy. Ale przy tym faktycznie serce posiadał. I chociaż mijały lata, a ono było coraz bardziej wygłuszane, to było i nadal pozwalało mu przeżywać pewne aspekty tego świata. Sęk w tym, że w trochę bardziej spłaszczonej wersji niż lata temu. Zawsze miał do czego się odnieść i porównywać.

- Chciałbym poznać chociaż jedną osobę, która na starcie oceniła mnie dobrze. - Miał tę paskudną manierę, by robić - i nie tłumaczyć. Milczeć. Taką, w której to, co zrobił, wydawało się na pozór złe, albo właśnie - robione dla siebie samego, podczas gdy było robione dla kogoś. A przynajmniej on to robił z myślą o kimś. Rzadko już miał takie odruchy, ale się zdarzały. Byli ludzie, których po prostu lubił i tak samo lubił coś dla nich uczynić. Sprawiało to, że czuł się o wiele bardziej ludzko. Inwestycja była zwrotna - bo jemu sprawiało przyjemność patrzenie, że ktoś jednak z czegoś się cieszy. Albo chociaż pocieszał się myślą, że końcowy efekt przyniesie lepsze skutki. Tym nie mniej żartował tutaj też - bo wiedział, z czego to wynika, wiedział, jak się zachowywał i nie miał pretensji o to. Czasami tylko odczuwał żal. Kiedyś o wiele bardziej. A teraz? Jest jak jest. Jak chciał coś naprostować to naprostowywał - jak tutaj teraz. To, czy mu wierzyła czy nie - nie uważał, żeby na to akurat miał wpływ.

- Zauważyłem. - To, że nie reagowała alergicznie, że mówiła o tym normalnie i nie było żadnych dramatów ani niczego takiego. Już po tamtym ustaleniu co do tego kto wygrał zakład było to dla niego dość jasne. To dobrze, że tego nie przeżywała. I chociaż dla większości zabrzmiałoby to okrutnie, to jednak to był dla niej w zasadzie obcy facet. Facet, który skończył tragicznie, ale Victoria nawet nie miała wielkiej szansy się z nim poznać. Obcych ludzi się nie opłakuje. Wiedział to z autopsji.

- Tak? A czemu? - Z jakiegoś powodu nie spodziewał się tak... prostego zdania. Było zabawnie trywialne w swojej prostocie. Pozytywnie, żeby nie było wątpliwości. - Wszystkie moje tygodnie są lipne, Gwiazdeczko. - Rzucił peta na ziemię, przydeptał i odkorkował swoją whisky, żeby napić się łyka. - Ale ten był wyjątkowo spierdolony, chociaż nie do końca w negatywnym całkowicie znaczeniu. Matka posłała mnie na Ostarę, żebym jednej dzioszce kwiaty przyniósł. I jej babcia uznała, że ją podrywam i zaatakowała mnie laską. Ty wiesz kurwa jak ja spanikowałem? No wszystkim można wpierdolić, ale babci?! - Zagestykulował przy tym pokazując teraz ręką przed siebie, jakby ta babcia to stała w ogóle przed nimi i już na końcu słychać było śmiech w jego głosie i widoczne było rozbawienie na jego twarzy. Iiii może by kontynuowali, gdyby nie...

Sauriel puścił whisky, zerwał się z miejsce i obrócił przodem do źródła dźwięku, napięty i zjeżony jak kocur. Tylko że za nimi niczego nie było. Podskoczył i znów się obrócił wraz z kolejnym dźwiękiem - ale ten zaczął rozchodzić się jakby... zewsząd.

Gdyby nie to, że Sauriel się wystraszył nie na żarty w pierwszym momencie to właśnie skinąłby z głosu Victorii. Ale w drugim momencie już ciężko westchnął i się skrzywił.

- Czy my padamy właśnie ofiarą pranku dzieciaków? - To było pierwsze co my przyszło do głowy.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
01.02.2023, 00:20  ✶  
- Jestem pewna, że gdybyśmy inaczej zaczęli tamtą rozmowę, to patrzyłabym na ciebie inaczej – ale to już wiedział, już o tym rozmawiali. Pewnie nie było sensu kolejny raz strzępić o to języka? Bo czasu przecież już nie cofną, nie będzie drugiej szansy na zrobienie pierwszego, tym razem dobrego, wrażenia. Mieli co mieli i musieli jakoś uciągnąć to, w jakim stanie była ich relacja. Poprawić ją. Stopniowo to przecież robili. Na początku grudnia przecież nie poszliby chlać na cmentarz, gdzie zupełnie spokojnie ze sobą rozmawiali. Tak normalnie – jak im minął tydzień od ich ostatniego spotkania. Teraz zaś Victoria po prostu pomału się uczyła, choćby tego, ze Sauriel wcale nie był takim skończonym dupkiem, za jakiego chciał uchodzić. Że nie był tak bez serca, jak chciał powtarzać. Że jednak brał ją pod uwagę i myślał o niej, wcale niekoniecznie źle. I ze wzajemnością, bo lestrange często łapała się na tym, że myślała sobie o tym co tam u niego słychać. Co porabia. Czy sobie radzi.
Bardzo pomalutku też zaczęła przeglądać księgi z eliksirami i składnikami, bo choć może mogła uchodzić za chodzącą encyklopedię, to nią nie była. I zastanawiała się, czy jest możliwe stworzenie właśnie takiego eliksiru… Po którym ugryzienie wampira tak bardzo by nie bolało.
Choć może na początek trzeba by było wiedzieć jaką skalę bólu należy zbić?
- Niespecjalnie za nim przepadałam – stwierdziła po prostu. Nie rozmawiali o tym w zasadzie wcześniej… Ale może powinien to wiedzieć? Że ona i Drake niekoniecznie się nawet dogadywali.
- Ach. Byłam na pogrzebie Simone Malfoy. Jeszcze była rocznica śmierci Drake’a. Nie lubiłam go, ale źle wspominam tamten dzień, zresztą nie życzyłam mu śmierci – kiedy zginął, ona pracowała. I była jedną z osób, które musiały sprzątnąć zawalony mugolski dom, w którym były jego zgniecione i spalone zwłoki. Nawet nie wiedziała wtedy, że zbiera swojego narzeczonego. - I jakiś taki ten tydzień był… Za dużo zadumy – stwierdziła po prostu i przysunęła sobie nos do szyjki butelki z miodem. Uśmiechnęła się pod nosem. - No wiesz? Tak inne panny- - podrywać, ale nie dokończyła bo wtedy usłyszeli to pierwsze BLEEE.
- Sam jesteś dzieciak, smarku – odpowiedział mu głos i wtedy z powietrza tuż obok Sauriela wyłonił się… duch. Który przez niego przeleciał i gdyby Sauriel był człowiekiem, to pewnie poczułby nagłe uderzenie chłodu. Na pewno jednak mógł sobie to wyobrazić – pewnie w Hogwarcie poczuł to nie raz i nie dwa razy. - Kieeedyś ta młoodzież była bardziej wychowana, no naprawdę, jak Merlina kocham – wystękał. To był mężczyzna, ewidentnie, który wyglądał, jakby lała się z niego woda – ale nic takiego się w rzeczywistości nie działo. - Ooooojj taaak, kieeeeedyś to byyyłoooo - zamarudził i pogleciał kawałek dalej, gapiąc się tępo w przestrzeń przed nimi.
- Myślałam, że zawału dostanę – wydusiła z siebie w końcu i jeszcze raz uderzyła się w mostek po czym zakaszlała. Paliło ją gardło z niedawnego bólu i skurczu, no i z tego, że to jednak był alkohol. - Musisz nam przeszkadzać w spokojnym piciu? – przez moment nie wiedziała, czy ma go ignorować czy nie, ale ostatecznie uznała, że tyle duchowi powie: że jest, cholera jasna, niegrzeczny i NIEWYCHOWANY.
- Bleblebleleeeee czy możesz nie przeszkadzać blablablaaaa – brzmiało to jakby przedrzeźniał Victorię, stojąc (lewitując) tyłem do nich, po czym się odwrócił, przeleciał żałośnie (!) przez kobietę i za jej plecami ponownie zaczął swoje - Bleeeeeeeeeeeblllllllleeeeeeeeeeeebleeeeeeeeeeee.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
01.02.2023, 21:26  ✶  

Właściwie to nawet jej wierzył. Ba! Spotkał na swojej drodze naprawdę przeróżnych ludzi - tych miłych i tych przeżartych do krwi skurwysynów. Tych leniwych i tych zdolnych. Tych śmieszków i tych z kijami w dupsku. Ale dla każdego z tych ludzi miał swoją maskę. Każda z tych masek to był on - niezaprzeczalnie. I jednocześnie żadna z tych masek nie przedstawiała go w pełni. Istniały po to, żeby można było się do towarzystwa dopasować, albo położyć odpowiednie gładzie na podłogę, po której będzie się chodzić. Uwierzył Victorii, że gdyby, ale to GDYBY pokazał siebie w pełni, albo przynajmniej w tej części nie związanej z tego, że jego martwe serce jednak gnało do przodu i trzepotało mu w brzuchu motylkami gdy czuł krew i śmierć, to poznałaby go, zaakceptowała i skinęła głową. Bez skazywania na przegraną. Oczywiście dochodził ten mankament największego brudu. Ale jakoś nie było mu śpieszno do obnażania go.

Skinął głową i nawet chciał jej odpowiedzieć, że wierzy. Potwierdzić. Może nawet zdołałaby to z jego twarzy wyczytać, gdyby nie było tu tak ciemno. Może i może - a te wszystkie "możenia" przecinały i prowadził do etapu, w którym w ich wspaniała konwersację wprosiła się jednostka trzecia. I była zupełnie nieproszona. Choć skoro byli na cmentarzu to może oni się wprosili i naruszyli jej spokój? ANYWAY - Sauriel podskoczył w miejscu, jak każdy kot, który nagle usłyszy dźwięk niezapowiedziany. I był nim głos, męski, tak specyficzny, że nawet jeśli przyjdzie mu usłyszeć ze dwa zdania to chyba go zapamięta do końca życia. Przestawił nogę w bok, ale zanim dobrze obrócił się w kierunku głosu - duch przeniknął przez jego ciało, pozostawiając po sobie chłodek - dla wampirzego ciała to właściwie różnicy nie było, ledwo dziwne, specyficzne mrowienie, które nawet nie było szczególnie przyjemnego.

- Co? - Zdołał z siebie wydusić bardzo mało inteligentne pytanie, obracając się teraz w drugą stronę. Zaczynał się kręcić jak dzieciak na karuzeli, nie mogąc nadążyć za ich, ee... rozmówcą? Miał przy tym minę cielaka wpatrującego się w trawsko. Mało inteligentną, innymi słowy. Normalnie by odpyskował, powiedział, żeby spierdalał, albo cokolwiek - ale teraz to się gapił i z każdym kolejnym zdaniem ducha miał tylko coraz większe WTF siejące istnie spustoszenie w jego mózgu.

- Ja też! - Powiedział całkowicie poważnie, a przecież zawału dostać nie mógł. Ale chodziło o samą ideę. Victoria też mogłaby mieć z tym zawałem problem, ale na pewno miała większą szansę od niego. - Jakie kurwa wychowanie, przecież... - Już minimalnie ocknięty, a to głównie dzięki Victorii, chciał duchowi nawrzucać, że to on wpierdala swoje dupsko gdzie nie trzeba i kiedy nie trzeba i bez wychowania wtrynżala w rozmowę kiedy rozległo się jego kolejne BLEBLEBNLEBLEEEEEEEEEEE.

- Kurwa, SHUT UP! - Sauriel przykrył uszy dłońmi, niedowierzając temu, co tu się odpierdala. - Ty wsziurze niewychowany! - Jakby miał coś pod ręką to właśnie by w ducha rzucił, mimo tego, że przeniknęłoby to przez niego na wskroś. Ale nie miał. I nie chciało mu się szukać specjalnie. Spojrzał na Victorię z uniesionymi brwiami, tak pytająco. No, to zdecydowanie mieli randkę. Drugą pod rząd - zajebiście udaną. Czy to jakieś fatum na nich spadło czy ki licho?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
03.02.2023, 00:00  ✶  
Jak tak patrzyła na tego ducha to miała jakieś takie flashbacki z Hogwartu i z tego jak bardzo poltergeist Irytek robił tam bajzel i zaczepiał uczniów. W inny sposób, ale odniosła wrażenie, ze ten duch czerpał jakąś przyjemność ze straszenia ludzi… ciekawe czy mugoli też tak straszył jeśli jacyś się tutaj zapałętali. Ale Sauriel wyglądał na tak samo zaskoczoną jak i ona, czyli że jak wcześniej tutaj bywał, to nie miał takich przygód? Tak z tego wywnioskowała – że to pierwszy raz, kiedy spotyka ducha straszącego na cmentarzu.
Zabawne, co nie?
- Nie rób tak więcej – Victoria wzdrygnęła się, czując na całym ciele chłód po tym, jak duch wleciał w jej ciało i wyleciał z drugiej strony. Absolutnie nieprzyjemne uczucie dla kogoś, kto odczuwa zimno, zwłaszcza, ze był wieczór i była ubrana w płaszcz. I nie mogła liczyć na to, że ogrzeje ją ciepło wampira, który siedział obok niej. To kolejny absurd – przyszła na cmentarz z wampirem i straszy ich duch. To kara za to, że nie poszli jak Merlin przykazał, do restauracji, tak? Że olali rezerwacje rodziców dla ich pięknej, wspaniałej wręcz r a n d k i?
- Blebleble nie rób nie rób, nie jesteś moją matką! – w tym momencie to i Victoria miała przemożną ochotę rzucić czymś ducha, ale nie wyrzuci przecież butelki dobrego miodu pitnego, nie? Ciastkiem też nie rzuci.
- Dobra czego chcesz? Mamy sobie iść? Zakłócamy twój spokój, czy coś? – zapytała się w końcu zrezygnowana, bo co im pozostało…
Wtedy przez moment duch siedział cicho, nie odzywał się, aż ni z gruszki ni z pietruszki zaczął, że…
- Urodziłem się w tysiąc osiemset trzydziestym drugim roku jako drugi syn w naszym domu w… - i Victoria wybałuszyła na niego oczy, kiedy ten po prostu gadał. O swoich narodzinach.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
03.02.2023, 14:09  ✶  

Romantyk z niego żaden i hej - teraz miał wymówkę, że nie przytuli jej bo będzie jej jeszcze zimniej, hihi. Zawsze mógł na taką ściemę zwalić! A tak całkowicie poważnie to nie wiedział, co zrobić teraz ze sobą, a co dopiero, że Victorii mogło być zimno. Prawdę powiedziawszy to teraz nawet nie wspominał, że kiedyś jak duch cię przeleciał (hihi) to było zimno, nieprzyjemnie zimno i dlatego też uczniowie woleli, żeby te wszystkie duchy chodziły własnymi ścieżkami, a nie ich napastowały - grzecznych, porządnych obywateli.

Aktualny opis ducha w mózgu Sauriela to: atencyjny dziwkarz. Co trzeba przyznać w przeciwieństwie do wszystkich tych ludków, których można było ignorować, to ten zbierał tę atencję naprawdę skutecznie. Sauriel ani myślał spuszczać z niego wzroku, bo jawił się jako jakiś psychopata, który nie wiadomo, co zaraz odjebie czy odwali. Strach się było bać, jakie następstwa wydarzeń mogły tu nastąpić. Bo ewidentnie duch czegoś chciał. I Victoria właśnie postanowiła rozwiać ich wątpliwości co do tego, CZEGO.

- Ooo nieee, znooowu zaczynaaasz..! - Rozległ się kobiecy głos. Duch niewiasty w eleganckim bereciku wyłonił się spod nagrobka i kobieta o okrągłych policzkach uniosła w górę dłoń i wywróciła oczami. Prawdziwa diva, której przyszło zstąpić do jakichś nędznych śmiertelników.

- Czy was totalnie pojeb...

- Pleplepleple. - Niewiasta machnęła tą dłonią. Sauriel nawet nie zdążył skończyć swojej kwestii, bo ta mu się wcięła. I trzeba przyznać - znów był zaskoczony. No bo okej, potrafił być miły, ale teraz był wkurwiony. I nie był do końca przyzwyczajony, że kiedy jest wkurwiony to obcy człowiek ma instynkt samozachowawczy na minusie, albo dodatkowy chromosom, że nie widzi sytuacji, że zaraz mu ktoś wpierdoli. Ale czego miał bać się duch? Już i tak był martwy. - Ta młodzież, taka niewychowana. - Sauriel miał wrażenie, że ma flashback do tego, co przed chwilą powiedział ten mężczyzna. - jestem rok młodsza od mojego męża a i tak o wiele bardziej dojrzała. Moje narodziny to była kompletna tragedia, mateczka była ciężko chora, ojciec tak przeżywał, aaah! - Przyłożyła dłoń do swojego polika z przejęciem, przelatując za ich plecami, żeby znaleźć się blisko męża. - I jak skończyłam, jak skończyłam? Mogli mnie nie wydawać za ciebie za mąż, nigdy nie pozwalałeś mi się wypłakać ze swoich tragedii!



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
03.02.2023, 18:42  ✶  
Co z tego, że chciała rozwiać wątpliwości, skoro duch nie zamierzał powiedzieć wprost czego właściwie chce? Lestrange mogła tylko wybaluszać oczy na ducha ubranego w sposób, w jaki obecnie nikt już się nie ubierał, kiedy ten ani me ani be, ani spierdalaj, po prostu zaczął gadać o swoim życiu. Dosłownie: historia jego życia. Od narodzin i dalej. Brakowało jeszcze tylko barwnego opisu jego poczęcia, ale nie wybierajmy za daleko w przod, w końcu nie doszliśmy jeszcze do jego małżeństwa…
Bo oczywiście było i małżeństwo. Jego wybranka zresztą zaraz się pojawiła, kolejny gracz na tej planszy – w reakcji na co brunetka zdobyła się tylko na to, by wyżej unieść swoje brwi.
A potem westchnęła ciężko, cierpiętniczo wręcz, i szczelniej owinęła się płaszczem. Bo jakoś tak… zrobiło się chłodniej.
- Trzeba się było nie zgadzać, niewdzięczna babo! – zagrzmiał duch mężczyzny, okazując swoje zirytowane wszem i wobec. - Wiecznie narzekała! Życie mi zatruwałaś, kobieto, wiecznie coś nie tak! A to pieniędzy za mało, a to dzieci nie takie, a to powiedziałem coś nie tak! Jeszcze ta twoja przeklęta matka, co nam wiecznie do sypialni zaglądała! Kiedyś mi w twarz wyrzuciła, że nieodpowiednią techniką spłodziłem nasze dzieci! - stary lamentował, a Victoria miała wrażenie, że zaraz usłyszą tutaj ze szczegółami jak wyglądało ich pożycie małżeńskie. I co tu teraz zrobić – urwać sobie uszy, uciec, czy co? Ale Victoria zamiast dać Saurielowi znać że skoro oni są sobie zajęci to należy się ulotnić, to gapiła się z ofertą gębą na dwa duchy.
- Piątka dzieci! Piątka! Słyszycie? A ta mi gadała, że źle to robię! Stara raszpla, głupia… – to wyrzucił z siebie pod nosem, ostatnich słów nie dało się wręcz zrozumieć. - Sześćdziesiąt lat z tobą wytrzymałem, kobieto. SZEŚĆDZIESIĄT!!!!!!! – i ryknął to tak, że aż dało się usłyszeć te wszystkie wykrzykniki.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
04.02.2023, 00:48  ✶  

Z całą stanowczością, na czystą logikę, najlepszym sposobem byłoby teraz się... odmeldować. Tak po prostu wziąć, powiedzieć "hasta la vista, baby" i wyjść. Z alkoholem i ciastkami pod paszką. Albo najlepiej nic nie mówić, żeby dwójka duchów nie przypomniała sobie o ich istnieniu, kiedy już zajęli się sobą. A zajęli, ooooj zajęli! Usteczka Sauriela, w przeciwieństwie do tych Airanowych, były zamknięte. Za to uniósł brwi i siupnął sobie dużego łyka whisky. Na nietrzeźwo ten spektakl będzie jak nic jeszcze lepszy. A już zapowiadało się na świetną komedię.

- Ha! Nie wierzcie w te jego plecione bajki. - Spojrzała w kierunku słuchaczy, a Sauriel z pełnym przekonaniem pokiwał głową, że tak tak, totalnie nie wierzy, na pewno racja była po JEJ stronie! W zasadzie to w chuju to miał, po prostu chciał utrzymać pozór, żeby duch się nagle do niego nie dosrał. Odebrał wrażenie, że tutaj bardzo łatwo było zostać tą trzecią stroną, na którą przechodzi kłótnia. Więc trzeba było taktycznie. - Moja matka była kobietą światłą i wykształconą. Już jako medyczka w szpitalu Munga pomogła wielu parom, które nie mogły doczekać się dziecka. Tylko i wyłącznie dzięki niej doczekaliśmy się pierwotnego! Jej nauki nie poszły ci na marne! - Kobieta uniosła dumnie podbródek i trochę podfrunęła do góry. Tak parę centymetrów, żeby móc spojrzeć na męża... z góry.

- Musiało być pani bardzo ciężko. - Powiedział Sauriel ze współczuciem, a przynajmniej taką jego ilością, jaką był w stanie udawać. Czyli całkiem sporą. Nawet zrobił smutną minę przy tym, ściągnął brwi i znowu kiwał głową. I uniósł butelkę, by wypić za kobiety zdrówko. Przynajmniej tego jednego łyczka. Mógł się powstrzymać, ale jednak wcale nie mógł. Bo nie chciał. Jego szok i niedowierzanie, a potem wkurw, zaczęły przechodzić w rozbawienie tym całym absurdem.

- Nawet dziecko rozumie, że twoja praca, twój urząd, że seks z tobą był utrapieniem! Musiałam szydełkować godzinami w fotelu, żeby zapomnieć, jak fatalnie mnie kochałeś, ACH! - Zrobiła dramatyczną pozycję, przykładając dłoń do czoła jakby tu zaraz miała zemdleć.

- Jakie sześćdziesiąt lat, ty nawiedzony sklerotyku, PIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ! I pewnie nawet nie pamiętasz, jaką sukienkę miałam na naszej rocznicy! HA! Ty nawet nie pamiętasz, jaką miałam na pięćdziesiątą rocznicę! A była taka piękna, z koronkami...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
04.02.2023, 20:10  ✶  
Nie była taką wspaniałą publicznością jak Sauriel, który tutaj brał udział w tej całej opowieści. Kiwał głową, z zainteresowaniem słuchał, komentował… Lestrange jedyne co potrafiła to gapić się. Lekko rozchyliła usta, zupełnie niczego nieświadoma i po prostu gapiła się – czasami tylko przenosząc spojrzenie z jednego ducha na drugiego, niczym w meczu quidditcha. Miała w głowie kompletną pustkę – po prostu słuchała. I jednym uchem wlatywało, drugim wylatywało – może coś tam jej się ostanie, ale z pewnością nie cała historia, w której zdążyła się zatrzymać gdzieś na tym jak mężczyzna uczęszczał do Hogwartu i podrywał koleżanki, a potem się wyłączyła i zaczęła „słuchać” czy raczej kontaktować dopiero, kiedy pojawiła się jego żona i zaczął się temat… poczęcia.
Temat, który kompletnie jej nie interesował, niech sobie w łóżku robią co chcą, ZWŁASZCZA, że to było dawno i niemalże nieprawda. Na brodę Merlina, to była ICH SPRAWA. Victoria wcale nie chciała tego słuchac. Pewnie by się wpasowała, gdyby zatkała sobie uszy i zrobiła piękne „lalalalala nie słuuuchaam” – przedrzeźniając wcześniejsze „blbelble” i „plepleple”, nie? Na szczęście miała w dupie zbyt długi kij i nie przychodziły jej takie rzeczy do głowy.
- Ach tak?! Skoro byłem taki beznadziejny, to trzeba było sobie innego gacha znaleźć! A może znalazłaś, tylko nie miałaś tyle odwagi, żeby odejść z godnością! – gdyby tylko duchy mogły poczerwienieć ze złości… Ale nie mogły. - Czepiasz się szczegółów, głupia babo! Jak to jaka sukienka! Długa… taka. O takaa – i pokazał rękami szerokość na jaką układała się dolna część sukienki – co jak łatwo zgadnąć było szerokie. - Zielona taka. Albo błękitna? Nie znam się na kolorach! – duch zastrzegł długim wąsem i pociągnął jego końcówkę w zdenerwowaniu. - Ta twoja córka to tak samo czepialska była! – oczywiście to była też jego córka, ale były to nieistotne szczegóły… Zresztą teraz temat płynnie przeszedł na dzieci – a przecież była ich cała piątka! – i zaczęło się wymienianie wszystkich z imienia, daty urodzenia i tego jak dorastali, i jak starzeli się rodzice.
Gładko przechodząc pomiędzy kłótniami starego (dobrego?) małżeństwa aż do punktu starości, opieki nad wnuczętami i śmierci.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
05.02.2023, 15:17  ✶  

Na początku kiwał głową, odpowiadał co najwyżej, a właściwie jak historia się potoczyła, a jak zaczęli to zaczęła płynąć jak długa, wściekła rzeka! - to zaczął naprawdę swoje komentarze wrzucać! Świetnie się zaczął bawić. I to było widać. Wkręcił się w absurdalną historię dwóch duchów i jeszcze pomagał im się napuszczać na siebie wzajem, kręcąc w tym kotle bałkańskim i dodając niepotrzebnych spięć. To taka nauka na przyszłość, żeby Sauriela nie brać na rodzinną Wigilię. Bo jak przy stole zaczną się kłócić o politykę, to Sauriel zacznie się kłócić z nimi jako strona trzecia bez własnego zdania - a tylko dobijająca szpilki, żeby te dwie strony kłóciły się bardziej. Tak, bawiło go to. Trywialność i banalność takich wydarzeń, robił sobie żarty czyimś kosztem, jakkolwiek ładnie by tego nie ujmować w słowa. Ale też dlatego pokochał przemoc. Bo mogłeś być silniejszy od innego człowieka i wbijać go w parter. Jakoś tak człowiekowi od razu lepiej się robiło, kiedy miał nad innymi przewagę.

Tym nie mniej taka zabawa jak zabawa, jak już zaczęli się przekrzykiwać i za długo to trwało, bo ich historia to skakała w wątkach, gubiła się, nie wiadomo już było kto i z kim, bo oczywiście każda ze stron miała swoją osobę do poparcia ich racji, a to kuzynów ciotecznych a to piątą wodę po kisielu i milionowe rodzeństwo, to nawet czarnowłosy miał dość. I nawet zagaił do Victorii, że ej, może byśmy... nie miał jednak szansy dokończyć, bo oba duchy jak jeden mąż i jedno ciało wyjechały z tym swoim "PLEPLEPLE". Znowu go trochę zaskoczyły, trzeba przyznać. I stwierdziły, że jak ich nie wysłuchają, to nie mogą stąd odejść. Sauriel nie był pewien, czy powinien się bać duchów. Tym bardziej nie był pewien, czy powinien je ignorować - historia pokazywała, że duchy może i nie czyniły krzywdy, ale niektóre potrafiły być niebezpieczne. I niebezpiecznie upierdliwe. Ryzykować, że będą cię prześladować jakkolwiek? Że jednak się z cmentarza wyrwą? Nie był taki przekonany. Więc usiadł w końcu na dupsku z powrotem i wzruszył ramionami w kierunku Viki, poklepując miejsce zaraz po tym obok siebie. Stuknął nawet swoją whisky o jej.

Gdy duchy skończyły i rozpłynęły się w powietrzu, Sauriel był już wstawiony. Bo pił zdecydowanie za szybko, ale przynajmniej po alkoholu na nowo zaczął doceniać ten kabaret na żywo, jakie robiło im stare małżeństwo.

- Ale kurwa cicho. - W uszach mu piszczało wręcz, kiedy te duchy przestały nadawać jak katarynki.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5105), Victoria Lestrange (5281)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa