- Oszalałeś? A jaki niby ja bym miała w tym interes? – Merlinie, co on jej tutaj sugerował, co?
- Bije czy nie, nieistotne. Ważne, że je masz – i nie mówiła tego teraz po to, żeby podkreślić, że można go zranić, tylko po to, że nic to nie dla niej nie zmieniało, to co mówił i to jak często podkreślał, ze jego serce nie bije. I co z tego? Nie musiało. Już raz umarł i cudem był ciągle wśród żywych. Ale to wcale nie znaczyło, że jest bez serca.
Pewnie było wiele takich spraw. Takich, które będą boleć, może łamać serce, może powodować łzy, tylko, że Victoria jeszcze sobie nie zdawała z tego sprawy. Może nie chciała, może to odsuwała, choć wiedziała, że to nie jest i nie będzie prosta relacja. Ale hej, na pewno nie byli pierwsi, nie będą też ostatni, prawda? Zwłaszcza jeśli chodziło o ustawiane małżeństwo.
- O? – zaskoczył ją dlatego, że uważała, że pomimo wielu swoich wad, jedną z nich nie było bycie kłamcą. - W takim razie przepraszam, źle cię oceniłam – ale już wtedy powiedziała mu, ze dobrze się bawiła, więc chyba nie było problemu? Bo naprawdę miło wspominała tamten wieczór – naprawdę długi. - Żebyśmy mieli jasność, Sauriel. Ja tego nie przeżywam, nie jest mi smutno na tę myśl, więc nie musisz chodzić wokół tematu na paluszkach – nie widziała w tym czarnego humoru, ani też nie nadziei. A jeśli Sauriel bał się z nią porozmawiać o jej poprzednim… „związku”, no to proszę bardzo: nie było czego. Jeśli chciał to wiedzieć, to spokojnie mógł się o to zapytać.
Usiedli więc w ciszy, ale wcale nie niezręcznej, kobieta patrzyła na grób przed nimi, wyciągnęła nawet różdżkę, żeby przeczytać wyryte tam nazwiska
- Ro… Ra… Nie. Chyba jednak Ro… se? Rose. Ha-… Nie wiem – próbowała na głos, składając sylaby, mrużąc oczy, to je rozszerzając, bo było to niewyraźne, w końcu dała sobie spokój, odkręciła butelkę i upiła łyka. Paliło w język, podniebienie, rozgrzewało. W sumie dobrze, bo choć mieli koniec marca, to wieczory i noce nadal były chłodne. Poruszyła się na ławeczce, by usiąść wygodniej, oparła się o oparcie i westchnęła. - Miałam lipny tydzień, a ty? – zagadnęła. Był pogrzeb. I jednocześnie pierwsza rocznica śmierci jej byłego narzeczonego. Mogła go nie lubić, ale nie życzyła mu śmierci wiec… jakiś tam smutek zagościł jej w sercu. Mimo to chciała wiedzieć co tam porabiał Sauriel.
Kiedy…
- Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee – zagrzmiało gdzieś z tyłu, za ich plecami. Victoria aż się zakrztusiła właśnie branym łykiem miodu i zaczęła mocno kaszleć na przemian z duszeniem się, kiedy jednocześnie odwróciła się gwałtownie, niemal od razu mając różdżkę w dłoni. Tę, która im tutaj dawała ten upiorny klimat. - Blablablablablaaa – teraz z kolei gdzieś z przodu, przed nimi. I Victoria, kaszląc, próbując jednocześnie się klepnąć w mostek i świecić światełkiem odwróciła się na nowo do przodu.
- Kto tu jest?! – zagrzmiała ostro, ale efekt popsuło to, że no… Alkohol poleciał nie tam gdzie trzeba.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)