Leon w sierpniu miał do odebrania parę dni wolnych i postanowił skorzystać z nich w najlepszy możliwy sposób - wyjechać poza magiczny Londyn i spędzić cały ten czas na łonie natury. Pozostawił pod opieką rodziców swoją sowę i swojego pufka. Potrzebował krótkiego wypoczynku, w którym nie będzie otrzymywać jakichkolwiek listów ani prenumeraty. Nie będzie musiał pilnować swojego zwierzaka przed próbą picia wody z jeziora albo przed próbą dostania się do łazienki z zamiarem picia wody wprost z sedesu oraz z związanej z tym sytuacji, w której musiałby go szukać po wszystkich sąsiednich domkach letniskowych i mieszczących się tam łazienkach. Przed tym przestrzegł swoich rodziców, aby zawsze zamykali drzwi do tego pomieszczenia i zawsze sprawdzali zamknięcie klatki, jeśli wyciągają z niej Honey.
Przez ten czas zamierzał wylegiwać się na leżaku w promieniach letniego słońca, czytać zabraną ze sobą niedawno kupioną książkę oraz chłodzić się na miarę swoich możliwości w jeziorze. Bliskość drewnianego mola umożliwi mu moczenie nóg w wodzie. Planował rozkoszować się panującą tutaj ciszą, przerywaną zaledwie bzyczeniem pszczół i wieczornym kumkaniem żab. Pakując się na ten krótki wyjazd zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie tutaj sam. Został ostatni miesiąc wakacji i z pewnością nie będzie tutaj sam. Z pewnością mógłby założyć, że nie będzie tutaj sam. Wakacje niebawem się skończą i dla młodzieży to ostatni czas na skorzystanie z pięknej pogody. Jednak ten ośrodek nie cieszył się dobrą sławą pośród mugoli i czarodziejów. Dotarły do niego pogłoski o przedziwnym wpływie tego miejsca i starał się podchodzić do nich stosunkowo sceptycznie. Wszystko zależało od tego, co sam uświadczy.
Trzymając w dłoni swoją walizkę przekroczył teren ośrodka wypoczynkowego "Windermere". To miejsce zrobiło na nim odpowiednie wrażenie i bardzo przypadło mu do gustu. Będąc czarodziejem pozostawał przyzwyczajony do braku elektryczności, więc słabo działająca elektryczność nie stanowi dla niego problemu. Po wejściu do jednego z drewnianych domków uderzył go w nozdrza mało przyjemny zapach stęchlizny. Na całe szczęście nie wyczuwał zapachu pleśni. Nie mógł poszczycić się doskonałym zdrowiem i przez kontakt z pleśnią mogłoby się ono jeszcze bardziej pogorszyć. Zgodnie z zaleceniami uzdrowiciela nie miał w planach odbywania długich wycieczek po okolicy, choć intrygowały go te ruiny średniowiecznego kościoła.
Po rozpakowaniu się otworzył okna w domku letniskowym starając się w ten sposób pozbyć się zapachu stęchlizny. Jeśli to nie pomoże to zapali jedno ze swoich kadzideł. Dzień pozostawał wystarczająco piękny na to aby pozostawać w środku, dlatego zabrał swoją książkę i opuścił ten domek. Po opuszczeniu swojej tymczasowej kwatery, jego spojrzenie padło na zdecydowanie młodszą od niego dziewczynę, która przystanęła przy sąsiadującym z jego własnym domkiem. Uśmiechnął się do niej. To, że nie znał jej, nie miało znaczenia. Zawsze mógł poznać swoją tymczasową sąsiadkę. Wakacje to czas zawierania nowych znajomości.
— Cześć. — Zgodnie z tym założeniem postanowił się przywitać.
!szaleństwoWindermere