• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen.] Wszystkie twoje lęki

[08.08.72. Tropem przepowiedni. Sen.] Wszystkie twoje lęki
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
19.02.2024, 13:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:58 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz IV
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Tropem przepowiedni.
Sesja główna
Sesję prowadzi Brenna L.

*

Zaś czwartego strachy biorą jak swojego.
*

Wieża z szarego kamienia z daleka wyglądała na ruinę – choć każdy członek Zakonu Feniksa wiedział, że w istocie nie jest żadną ruiną. Wyrastała pośród lasu, przez którego nieprzeniknioną gęstwinę drogę trzeba było sobie utorować zaklęciem. Erik Longbottom robił to nieskończenie wiele razy, Vincent Prewett… nie mógł sobie przypomnieć, ale pewnie też mu się zdarzyło, bo znał drogę. To tutaj udawali się na większe zebrania czy na te spotkania, podczas których nie mogli zostać podsłuchani. Tu przychodziło się czasem po odbiór zamówień czy żeby potrenować.
Tym razem jednak Strażnica miała być miejscem ucieczki.
I żaden z nich, gdy przedzierali się przez gęstwinę, w której sercu się przypadkiem spotkali, coraz bardziej zbliżając do budynku, nie był pewien, kogo i co dokładnie zastaną w środku.
Ministerstwo padło. Idą po was. Uciekajcie. Wszyscy dostają tę samą wiadomość. Zbiórka w Strażnicy.
Wilczy patronus Brenny pojawił się przed Vincentem, kiedy ten spacerował po prostu po New Forest, a przed Erikiem – kiedy ten stanął na progu Warowni, wracając po pracy. Dom Longbottomów okazał się zupełnie pusty: prawdopodobnie część domowników była w pracy czy u znajomych, ale zważywszy na to, że rzadko nie było tam absolutnie nikogo, a przepadły i psy, i nawet skrzatka Malwa, prawdopodobnie ktoś posłał patronusa i tam.
I dobrze, bo na sekundę przed tym, jak Erik aportował się sprzed posiadłości Longbottomów, dostrzegł kątem oka pojawiające się w sadzie postacie w ciemnych płaszczach. Zaklęcia ochraniające Warownię od wielu wieków zostały przełamane.
Jeżeli Vincent przed udaniem się do Strażnicy postanowił sprawdzić, gdzie jest Laurent, to nie znalazł i kuzyna, który kiedyś, z powodu pamiętnego wywiadu, podpadł śmierciożercom – drzwi do jego domu były wyłamane, ale w środku nie było śladów walki, więc może i jego ktoś uprzedził i zdołał umknąć za pomocą proszku Fiuu?

Tura do godziny 20 - 23.02.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#2
19.02.2024, 13:43  ✶  

Spojrzał na patronusa Brenny, który przekazał mu informację. Drgnął nieznacznie i popędził do domu Laurenta. Wyłamane drzwi sprawiły, że jego serce na chwile zamarło, ale nie było śladów walki. Może już się przeniósł, może był już bezpieczny? W pierwszym odruchu chciał zabezpieczyć zwierzęta, ale to nie miało teraz znaczenia. Jeśli Śmierciożercy tu wpadną to nic mu nie pomoże, nic nie pomoże magicznym stworzeniom, które tu chronili, więc aportował się do Strażnicy jak nakazała Brenna.

Gdy wypadł w gęstwiny omal nie wpadł na Erika, ale zaczął sobie torować drogę w stronę wieży. Nie pamiętał ile razy tu był, czy kiedykolwiek był, ale na pewno był… tak? Spojrzał na Longbottoma i leciał dalej. Szybko przemierzając metr za metrem, aby dowiedzieć się tego ile osób przeżyło, ile osób było bezpiecznych i czy jego rodzina też tam była. Miał nadzieję, że Brenna ostrzegła Edwarda. Może powinien… nie Strażnica.

– Wszyscy są bezpieczni – zapewnił głośno. Nie wiedział, czy mówił to do Erika, czy chciał pocieszyć siebie. Oglądał się za siebie i dookoła, aby upewnić się, że nikt nie przeniósł się z nimi, czy może jeszcze gdzieś w gęstwinach nie zabłąkał się ktoś z ich bliskich, kto potrzebował pomocy.

Nigdy nie czuł takiego strachu jak teraz. Nie sądził, że przegrają. Nie, nie przegrali. Walka się jeszcze nie skończyła. Muszą się zgrupować i pokonać Śmierciożerców oraz Voldemorta. Muszą związać siły, obmyślić plan i znaleźć odpowiednio bezpieczne miejsce dla osób, które nie walczą i miejsce, w którym stoczą walkę. Ministerstwo padło, ale nie oznaczało to końca. Mieli Zakon, był jebanym mnichem stworzonym do walki, tak? Spojrzał na Erika jeszcze raz upewniając się, że był cały. Jeszcze trochę i dotrą do wieży, jeszcze trochę i będą bezpieczni.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
21.02.2024, 19:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 00:03 przez Erik Longbottom.)  
Nie tak sobie wyobrażał początek końca. Przez myśl by mu nie przeszło, że upadek Ministerstwa Magii mógłby odbyć się w sposób tak... Bezceremonialny. Niebo nie pękło na pół, rozpętując tym samym burzę stulecia. Nie doszło do żadnej magicznej anomalii, która sprowadziła kolejny kataklizm na Wielką Brytanię. To się po prostu stało, a on dostał informację w najmniej spodziewanym momencie. Czy ludzie wiedzieli? A może placówkę rządową zamknięto na cztery spusty, nie pozwalając nikomu opuścić stanowisk, dopóki nie doszło do jakiejś...

Czystki, dokończył z przestrachem, przedzierając się przez kolejne krzaki ku wieży Strażnicy, gdy niespodziewanie z pobliskich zarośli wypadł na niego Vincent. Nie zdążył nawet wycelować w niego ostrzegawczo różdżki, bo mężczyzna poleciał do przodu. A więc inni też dostali wiadomość. To poniekąd napawało go nadzieją. Skoro im się udało, to innym tym bardziej, prawda? Mavelle, Danielle, Norze, Thomasowi, Patrickowi i całej reszcie.

— Oby — rzucił, przyspieszając kroku, żeby zrównać się z Prewettem. — Warownia była pusta, gdy się zjawiłem. — Pociągnął głośno nosem, zaciskając palce na rączce jarzębinowej różdżki. Musiał się uspokoić i skupić na dotarciu do celu. — Przebili się przez zabezpieczenia. Nikt miał się nie przebić przez te cholerne zabezpieczenia.

Na usta cisnęły mu się gorsze słowa. Gdyby na własne oczy nie zobaczył ciemnych sylwetek na własnym podwórku, uznałby to za swego rodzaju żart. Może nawet próbę poprawienia tarcz ochronnych otulających posiadłość niczym kocyk przykrywający ciałko dziecka w kołysce. Pierwsza i ostatnia linia obrony. Bariera była ich głównym atutem. Gdyby nie ona, Warownia byłaby tylko jedną z wielu rezydencji, punktem przerzutowym, a nie azylem. A teraz... Teraz padła. Jak Ministerstwo.

— Nie było mnie w Londynie — odezwał się naprędce, widząc taksującego go spojrzenie przyjaciela z Zakonu. Jakby te kilka słów miało wszystko wytłumaczyć. Tylko czy faktycznie tak było? Czy przekazywało to wszystko, czego nie mówił na głos?

Nie było go w stolicy, a więc nie był też w centrum zdarzeń. Bezpieczny, ale pozbawiony jakichkolwiek sprawdzonych informacji na temat tego, co wydarzyło się w mieście. Niepokój zaglądał coraz odważniej w jego serce, jakby szukał kąta, w którym mógłby się zagnieździć. Ale wszystko będzie dobrze. Przecież musiało być. Bywali już w gorszych tarapatach, a przecież byli tymi dobrymi. Jeśli oni nie przetrwają, to jak inni mieli?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
21.02.2024, 20:35  ✶  
Drzwi Strażnicy uchyliły się na moment, zanim do nich podeszli. Być może zostali zobaczeni z któregoś z okien – ktoś mógł trzymać straż. To miejsce było chronione lepiej niż dom Longbottomów, a jego położenie znali tylko członkowie Zakonu Feniksa, ale teraz, gdy Ministerstwo padło, nigdzie nie byli tak naprawdę bezpieczni.
Na progu stała Dora Crawley – Vincentowi znana pod innym nazwiskiem.
– Wchodźcie, szybko – pogoniła ich z mieszaniną niepokoju oraz ulgi. – Jak dobrze, że dotarliście. Elise tak się bała, że ciebie też dostali…
Te ostatnie słowa dziewczyna skierowała do Erika, kiedy przestąpili próg. Wypowiedziała je przyciszonym głosem, bo chociaż Strażnica była budynkiem sporym, już na parterze byli ludzie. Może nie chciano przenosić pośpiesznie nikogo na górę, a może było ich tylu, że nie mieścili się na piętrach, gdzie zwykle odbywały się zebrania?
Erik mógł dostrzec Heather, leżącą pod jedną ze ścian. Dziewczyna była żywa, chociaż chyba nieprzytomna. Obok siedział Cameron Lupin, ściskając jej rękę, zapatrzony gdzieś w przestrzeń pustym wzrokiem. Kawałek dalej leżała Millie Moody, nad którą pochylała się Danielle – przynajmniej ona była cała i zdrowa. W kącie siedział pan Crawley, a do niego tuliły się psy. Elise Longbottom zajęła jedno z krzeseł, na drugim końcu pomieszczenia: chyba go nie dostrzegła, bo pochylała się, ukrywając twarz w dłoniach.
– Malwa teleportowała się na Pokątną. Miała przenieść Norę i Mabel do jednej z kryjówek i posłać Thomasa, żeby ostrzegał ludzi i pomagał się im teleportować – wyrzuciła z siebie pośpiesznie Dora. Na jej twarzy mogli dostrzec teraz ślady łez: musiała niedawno płakać i chociaż nie była ranna, to policzki dziewczyny pokrywała trupia niemalże bladość. – Morpheus zdążył ewakuować się z Ministerstwa, ale zabrał część ludzi stamtąd… nie od nas… do jednej z innych kryjówek, dołączy do nas później… Ministerstwo… Ministerstwo padło. I…
Tutaj zawahała się i spojrzała najpierw na Camerona, a potem na Vincenta.
– Zaatakowali też Munga – powiedziała cicho. – Cameron ledwo co tutaj dotarł. Chcieli wydania pacjentów i uzdrowicieli mugolskiego pochodzenia, a kiedy magimedycy odmówili, zaatakowali. Kiedy ewakuowano pacjentów, część uzdrowicieli zginęła w ich obronie. W tym Florence. Przykro mi, Vincent.


Kolejny odpis do 25.02, godzina 20.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
25.02.2024, 19:36  ✶  
Momentalnie wycelował czubek różdżki w wejście do kwatery Zakonu Feniksa, gdy drzwi się uchyliły. Nie wiedział, czy to wiatr, ktoś z ocalałych, czy jakiś mechanizm zabezpieczający założony w ostatnich miesiącach przez Patricka, czy Brennę. Wolał nie ryzykować zwłaszcza dzisiaj. Dzięki niech będą Merlinowi i Matce, pomyślał, gdy na progu dostrzegł znajomą sylwetkę panny Crawley.

Poczucie ulgi przelało się przez umysł Erika, gdy podążył za nią, w głębi Strażnicy nie napotkali kompletnej ciszy. Może nie było gwarnie, ale byli tu ludzi. Czyli ktoś przeżył, a nawet wielu ktosiów. Wzrok detektywa mimowolnie prześlizgiwał się po kolejnych ocalałych, potakując głową na kolejne meldunki skracane mu przez Menodorę. Dobrze, czyli Sieć Feniksa działała. Szybko zareagowali, a skoro wszyscy wzięli się do roboty, to będą mogli się spodziewać kolejnych gości.

W pewnym momencie wyłączył się z konwersacji, kiedy to jego wzrok padł nad Millie znajdującą się pod opieką Brenny. Gdzie był Alastor? Razem z Thomasem? Towarzyszył Malwie? Wtedy jego spojrzenie powędrowało w stronę jego własnej matki, która przysiadła samotnie na krześle. Dlaczego nikt jej nie towarzyszył? Gdzie był ojciec, gdzie była Lucy, a przede wszystkim do jasnej cholery i wszystkich świętych...

— Gdzie jest moja siostra, Doro? — wtrącił się chłodnym jak lód głosem, rozglądając się na wszystkie strony, jakby któraś ze smutnych twarzy mogła mu udzielić odpowiedzi. — Gdzie jest Brenna?

Wstrzymał oddech, a jego twarz zaczęła tracić na kolorze, gdy zdał sobie sprawę, że jej tu nie ma. Nie ma tu cholernej Lewej Ręki, ale co ważniejsze nie ma tu jego siostry, która wszystkich ostrzegła. Zieleń jego oczu próbowała znaleźć ukojenie i zaprzeczenie najgorszym myślom w błękicie źrenic Menodory, jakby mógł w ten sposób wydobyć wszystkie informacje z jej mózgu i świadomości.

— Nie mów mi, że... Nie mów — Głos Erika załamał się, a jego ręce mimowolnie splotły się ze sobą z tyłu głowy. Nie myślał o niczym, a jego umysłem zawładnęła wypełniona paniką pustka.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#6
25.02.2024, 21:24  ✶  

Różdżkę trzymał w pogotowiu, gdy drzwi Strażnicv powoli się otwierały. Czuł jak serce mu zamarło, bo nie wiedział czego się spodziewać. Byli tu bezpieczni, prawda? Na szczęście w drzwiach pojawiła się znajoma twarz, poczuł pierwszy raz ulgę. Jego rozbiegane oczy nerwowo przeszukiwały otoczenie, zatrzymywał się dłużej na twarzach, które znał i szukał tych, których kochał, tych, o których bezpieczeństwo chciał zadbać. Słuchał z uwagą słów kobiety, ale nie mógł się na nich skupić. Dopiero jak usłyszał imię swojej siostrzenicy poczuł jak coś wbija mu się w serce, poczuł taki dziwny ból w klatce, zrobiło mu się ciepło, aż musiał oprzeć się o najbliższą ścianę. Przeczesał włosy dłonią i pokręcił głową.

– Nie, niemożliwe – wyparcie. Nie był w stanie w to uwierzyć. Florence miała przeżyć, każdy z jego rodziny miał przeżyć. – Co z Laurentem? Mój brat, Edward, coś o nim wiecie? – jego pytania utonęły w panice Erika. Spojrzał na niego, a potem do niego dotarło, że nie było tu Paskudy, że Dora użyła słowa też, że nie powiedziała, gdzie jest jedna z najważniejszych osób w tym całym miejscu. Znowu poczuł jak robi mu się nie dobrze, ale musiał zachować zimną krew.

Brenna mogła zaginąć, nie? Nie mogła umrzeć. Była nieśmiertelna. Tyle razy uniknęła śmierci, nie mogła umrzeć! Złapał Erika za ramię może nawet zbyt mocno, bo nie panował nad swoimi emocjami, nad swoją siłą, nad tą sytuacją. Czuł przerażenie, które wzbierało się w nim z każdą sekundą. Musiał zachować zimną krew. Nie potrafił. Nie wiedział jak. Nie był przygotowany na taki scenariusz. Naprawdę sądził, że wygrają, że nikt ich nie pokona. Byli przecież tymi dobrymi, a dobrzy zawsze wygrywają.

Chrząknął, wyprostował się, zabrał dłoń z ramienia Erika. Co miał robić? Miał być żołnierzem. Potrzebował rozkazów. Czuł jak jego dłonie się trzęsą, że nie może utrzymać różdżki, więc zacisnął mocniej dłonie w pięści.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
25.02.2024, 21:33  ✶  
Pytanie Erika zawisło w powietrzu. Danielle uniosła na niego na moment udręczone spojrzenie, ale zaraz znów skupiła się na udzielaniu pierwszej pomocy rannej Brygadzistce. Crawleyówna zaś zgarbiła się nieco, jakby wcale nie chciała odpowiadać – jakby wolała, aby zrobił to ktoś inny. Ale nikogo innego nie było: Elise zdawała się nazbyt załamana, aby choćby dostrzec, że jej syn dotarł na miejsce cały i zdrowy, Danielle była zajęta, Mills i Heather poważnie ranne, a Cameron i pan Crawley przygnieceni tym, co zobaczyli, wciąż nie mogli się pozbierać.
- Wszyscy obecni na miejscu aurorzy i Brygadziści ruszyli do walki – powiedziała w końcu Dora cicho, spuszczając wzrok. - Heather i Mills zostały ranne na samym początku, bo w Departamencie byli zdrajcy. Brenna i Alastor rozesłali wiadomości do naszych i kazali Cainowi je dwie ewakuować wraz z kilkoma innymi rannymi, więc on z dziewczynami dotarł, stąd wiemy mniej więcej, jaka jest sytuacja, ale reszta...
Głos załamał się jej na moment. Było jasne, co chciała powiedzieć, a raczej czego powiedzieć nie chciała, a co na pewno się wydarzyło: kto został w Ministerstwie albo pokłonił się Voldemortowi, albo zginął w walce. A ta dwójka, Brenna i Alastor, z całą pewnością wybrała to drugie i mogli tylko postarać się zrobić przy tym jak najwięcej huku, by dać innym czas na ucieczkę i w miarę możliwości osłabić siły śmierciożerców na później.
Nie żyją, zawisło między nimi niewypowiadane. Nie żyją albo zostali ujęci, ale powinni mieć nadzieję, że zginęli w walce, bo prawdopodobnie tak było dla nich lepiej.
– Patrick był poza Ministerstwem, ale na razie nie dotarł. Nie wiem… nie wiem nic o Laurencie – powiedziała, trochę zagubiona, bo chyba nie była pewna, o kim Vincent mówi: mogła zwyczajnie chłopaka nie znać. - Pandora, to chyba twoja krewna, Vincencie, zdołała przysłać przed chwilą wiadomość, że jej ojciec natychmiast zabiera ją i matkę do Turcji, więc jeżeli jej ojcem jest Edward, to oni są bezpieczni – mruknęła jeszcze, nie patrząc na nich, jakby chciała przynajmniej tym pocieszyć Vincenta: że jego siostrzenica była martwa, siostrzeńcy aurorzy pewnie albo przyłączyli się do drugiej strony, albo też zginęli, ale przynajmniej brat, bratowa i bratanica będą bezpieczni.
Erikowi szumiało w uszach: tak bardzo, że mógłby przysiąc, że gdzieś na zewnątrz słyszy morze.
Vincenta zaś uderzyła myśl, że nie może przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz był w Strażnicy – i że wnętrze wygląda jakby… obco.


Rzut na percepcję

Do 29.02, godzina 20.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
26.02.2024, 17:49  ✶  
Zdrajcy. Jak mogli to zignorować? Powinni to przewidzieć, przecież to nie była taka wielka filozofia! Przez Ministerstwo Magii przewijało się mnóstwo ludzi z najróżniejszych rodzin. Już, gdy składali pierwsze przysięgi wierności wobec Zakonu Feniksa, ostrzegano ich, że czasem nawet na najbliższych nie będą mogli liczyć. Longbottomowie mieli szczęście; lwia część rodu dołączyła do sprawy, ale co z ludźmi, których na co dzień widywali w pracy, którym ufali, z którymi służyli od lat czy z którymi współpracowali w ramach zleceń międzydepartamentowych?

— Oczywiście, że zostali — skomentował głucho, potykając się o własne nogi, gdy próbował zrobić krok do przodu.

Padłby na kolana w tej wypełnionej rozpaczą ruiną, gdyby nie dłoń Vicenta zaciśnięta na jego ramieniu, niczym kotwica, trzymając go w miejscu. Objął mimowolnie Prewetta, jemu też nie dając upaść. Zaszkliły mu się oczy, gdy próbował zebrać myśli do kupy, jednak nie był w stanie logicznie myśleć. Przed oczami miał tylko obraz swojej siostry, gdy żegnali się przy śniadaniu. Sama myśl o tym poranku wycisnęła mu łzy z oczu.

Jak zwykle jego umysł mimowolnie zaczął podsuwać mu alternatywy; co mógłby zrobić inaczej, żeby temu zapobiec. Brenna i Alastor nigdy nie powinni wylądować w jednym zespole; razem byli jak samonapędzający się mechanizm, który z każdą chwilą nabierał prędkości. Podczas ataku na Ministerstwo Magii na pewno osiągnęli punkt krytyczny i zdecydowali się na opcję nuklearną. Nie mieli w zwyczaju uciekać, toteż powzięli sobie za punkt honoru, żeby zabrać ze sobą, kogo tylko się dało.

— G-gdzie... G-gdzie jest Dumbledore? — rzucił w stronę Dory, próbując za wszelką cenę powstrzymać drżenie głosu.

Powinien się skupić. Tego chciałaby Brenna. Kazałaby mu się pozbierać i zacząć planować, robić cokolwiek, ale na pewno nie poddać. A teraz ze wszystkich sił walczył z tym, aby po prostu nie zaszyć się w kącie. Niech diabły same do nich przyjdą, niech wrzucą ich do najgłębszych otchłani piekła i niech to się w końcu skończy. Jaki był sens, skoro trzon całej operacji, jego własna siostra równie dobrze mogła już nie żyć?

Nie słyszał własnych myśli; przed oczami dalej miał siostrę, jednak pośród białego szumy ciszy i otępienia miał wrażenie, że wybijał się także i inny dźwięk. Woda. Górski strumień? Jezioro? Wybrzeże? Morze? Jak na Perle Morze, pomyślał tępo, gdy na skraju jego świadomości rozbłysło wspomnienie z czasów, gdy mieli w sobie zdecydowanie większe pokłady nadziei na ukrócenie konfliktu, zanim ten przybierze na sile. Och, co za płonne to były nadzieje.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#9
27.02.2024, 14:07  ✶  

Wzrok Vincenta nadal prześlizgiwał się po zebranych tu twarzach. Dostrzegł ich zmieszanie na słowa o Brennie, więc czuł jak traci grunt pod nogami. Musiał jednak zachować spokój, więc wciągał głośno powietrze przez nos i tak samo wypuszczał. Powinien robić to przez usta, ale to przerażenie nadal w nim się tliło. Głupia Florence. Powinna przenieść się do posiadłości jego brata, powinna tam zostać nawet jeśli nie miała z nim dobrych relacji, ale byłaby bezpieczna, prawda? Żyłaby? Czuł jak w gardle narasta mu klucha, coś w rodzaju kuli wielkości piłki do tenisa. Utracił kontrolę, kiedy tak bardzo przywiązał się do obcych ludzi, kiedy zaczęło mu zależeć na życiu innych? Czy żałował, że zgodził się być zakonnikiem? Nie, wiedział, że nie potrafiłby klęczeć przed Czarnym Panem, ale nie potrafił pogodzić się z śmiercią.

Gdy Dora powiedziała o Pandorze poczuł ulgę. Uciekają. Znikają. Będą bezpieczni. Kiwnął jedynie głową, bo skupił się na Eriku, który był w gorszej sytuacji. Brenna była dla niego ważna, ale nie była, aż tak ważna jak dla Erika. Od zawsze byli nierozłączni, do tej pory pamiętał jak zagubiony był, gdy Paskuda zniknęła z tej imprezy urodzinowej, na której z nim był. Czuł w obowiązku mu pomóc, zostać przy nim i nie tracić rezonu. Złapał go więc pod ramię, aby nie upadł, aby nie czuł się jeszcze bardziej przygnieciony. Damy radę, sunęło się na język, ale sam nie był tego pewny, więc milczał. Pierwszy raz w swoim życiu milczał, nie rzucał głupich komentarzy, nie uśmiechał się, bo nie miał powodu, bo nie potrafił, bo strach paraliżował jego gardło. Nie płakał, nie miał łez w oczach, a były one ciemne, przerażająco zagubione i nie potrafiły przyjąć tej prawdy jako faktu. To tylko gdybania, nic pewnego. Paskuda uniknęła śmierci. Na pewno.

Pytanie, które zadał Erik też mu się nasuwało na myśl, ale uznał, że dyrektor szkoły raczej chronił uczniów. Nie mógłby ich porzucić, prawda? Potem jego wzrok znowu przeczesywał to pomieszczenie. Zaczynało wyglądać obco, był tu już kiedyś, prawda? Nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć.

– Coś jest nie tak? – mruknął na głos swoje myśli. Zrobił to nieświadomie. Znowu spojrzał na Erika szukając w nim czegoś, co pomoże mu zrozumieć. Obco... za szybko... pokręcił głową próbując zebrać myśli. Może był to szok? Może wyprał jakieś wspomnienia. – Kiedy byłem tu ostatnio? – zapytał nie spuszczając wzroku z Erka.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
27.02.2024, 22:17  ✶  
– Tak – powiedziała tylko Dora cicho, w tym jednym „tak” zamykając tysiąc innych słów. Milczała potem dość długo, nawet chwilę po tym, jak Erik zadał pytanie o Dumbledore’a. – Nie wiem. Nie skontaktował się z nami. Być może ewakuuje szkołę albo przygotowuje ją do obrony – stwierdziła, i zabrzmiała teraz trochę bezradnie. Była młodą dziewczyną, młodszą od Erika i Vincenta, a dopóki nie pojawili się oni, w Strażnicy nie było nikogo, kto mógłby zabrać się za ogarnianie sytuacji – bo kto miałby to zrobić? Ranna Heather? Cameron, powiązany z Zakonem głównie przez swoją dziewczynę? Załamana Elise czy może mugol, pan Crawley? Większość trzonu Zakonu, pierwotnych członków organizacji, wydała ostatnie rozkazy, mające na celu uratowanie tylu osób, ile się zdoła, nie zaplanowanie dalszej walki, a potem pewnie poszła zginąć, by dać czas na ich wykonanie. Brakowało w końcu nie tylko Brenny i Alastora, a i innych, i los przynajmniej części był zapewne przesądzony.
Może dlatego teraz wzrok Crawleyówny wodził od twarzy Vincenta do Erika, i z powrotem, jakby miała nadzieję, że któryś z nich zaraz zdecyduje, co mają robić, i wyda dalsze polecenia.
– Co mamy robić? – spytała w końcu, nerwowym gestem pocierając ręce i wlepiając w Longbottoma spojrzenie jasnoniebieskich oczu.
Jak na Perle Morza.
Pomyślał tymczasem Erik.
Jak na Wyspie, która pojawia się i znika.
- Nie rozumiem - szepnęła Dora na pytanie Vincenta, a potem pokręciła głową. A on nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć ostatnich wizyt w Strażnicy. - Jakie to ma teraz znaczenie? Musimy... Musimy jakoś się zorganizować... Nie wiem. Walczyć dalej? Albo spróbować uciekać? Przecież nie zostaniemy w Strażnicy na zawsze. A Alastor nie żyje, Patrick pewnie też nie żyje, skoro go tutaj nie ma, Harper zginęła, Mavelle pewnie też, Brenny nie ma... Musicie... Kto ma teraz się tym zająć, jeżeli nie wy?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1604), Erik Longbottom (1527), Vincent Prewett (1315)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa