• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[26/04/1972] Wzgórza, Little Hangleton || Erik & Geraldine

[26/04/1972] Wzgórza, Little Hangleton || Erik & Geraldine
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
06.03.2023, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:05 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—26/04/1972—
Wzgórze w okolicy Little Hangleton
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley


Naprawdę nie miał pojęcia, co go tak właściwie przekonało do wzięcia udziału w tej niespodziewanej wyprawie do Little Hangleton. Kiedy otrzymał propozycję wspólnego wypadu, w pierwszym odruchu chciał uprzejmie odmówić. W końcu był koniec miesiąca, a on miał pełne ręce roboty, pomimo tego, że pracował na pełnych obrotach. Pomimo że każdy kolejny dzień zbliżający go do Beltane powinien sprawiać, że lista obowiązków będzie się zmniejszała, ta zdawała się jedynie wydłużać, co tylko wzmagało jego irytację. Być może to właśnie chęć wyładowania negatywnych emocji przekonała go do tego, że ucieczka od Londynu czy Doliny Godryka będzie dobrym pomysłem.

— Jeśli chciałaś mnie zmęczyć przed pojedynkiem, to Ci się to udało — wystękał, kończąc swą wspinaczkę po stromej dróżce, aż w końcu oparł dłonie na kolanach, dysząc przy tym ciężko. — Bardzo sprytna taktyka. Może nawet za sprytna. — Podniósł niby obrażone, acz rozbawione spojrzenie na kobietę. — Aż strach pomyśleć, jakie inne niespodzianki chowasz w rękawie.

Wziął głęboki wdech, starając się uspokoić oddech, po czym odwrócił się za siebie. Huh, nawet jeśli ich trening nie skończy się spektakularną bitką magiczną, to przynajmniej obraz wioski w środku wiosny pozostanie w ich pamięci na dłuższy czas. Dróżka, po której tu trafili, opadała w dół zbocza, a przed nimi rozciągał się w widok na wioskę. Większość budynków była stosunkowo niewielkich rozmiarów, jednak tu i ówdzie można było dostrzec pojedyncze rezydencje, których właściciele ewidentnie mogli sobie pozwolić na więcej niż reszta. Ger jednak miewa czasami przebłyski geniuszu, stwierdził wspaniałomyślnie, wyciągając różdżkę zza pazuchy.

Pogoda dopisywała, a słońce przyjemnie przygrzewało, toteż Longbottom nie czuł się zobowiązany do tego, aby wbić się w gruby, wielowarstwowy strój. Ba, odpuścił sobie nawet grubą kurtkę, stawiając na cienki, przewiewny płaszcz, pod którym skrywał szary sweter z czerwono-złotymi akcentami, stanowiącymi symbol dawnej przynależności do Gryffindoru. Jedynie cieplejsze buty i spodnie sugerowały, że pomimo dogodnych warunków atmosferycznych, prawdziwe angielskie lato pozostawało, póki co w sferze nieuchwytnych marzeń.

— Prawdę mówiąc, bardzo mnie zaskakujesz. Że też akurat teraz zachciało Ci się treningów — zaczął, aby zaraz przerwać, mamrocząc pod nosem inkantację trzeciego z kolei zaklęcia antymugolskiego. Przezorny zawsze ubezpieczony. — Chodzi mi o to, że do Beltane zostało zaledwie kilka dni. Większość ludzi wolałaby się odznaczyć... Cóż... Dobrą prezencją przy takiej okazji. — Uśmiechnął się nieśmiało, nie chcąc urazić Yaxley. — Chyba że planujesz zastraszyć swojego ewentualnego wybranka serca, pokazując mu swoje pamiątki po pojedynku. To też jest jakaś strategia...

Po rzuceniu jeszcze kilku zaklęć ochronnych Erik doszedł do wniosku, że udało im się zabezpieczyć teren przed wzrokiem obcych. Choć było dość mało prawdopodobne, by spotkali tu kogoś, kto chciałby im zrobić krzywdę, mieszkańcy wioski mogliby nabrać podejrzeń, gdyby zobaczyli kolorowe wstęgi światła przecinające niebo nad wzgórzem. Hangleton to nie była Dolina Godryka, a wbrew pozorom niektórzy mugole mieli całkiem bystry wzrok.

— Najedzona? Wypoczęta? Przygotowana? — spytał zadziornie, starając się wyczuć nastrój kobiety. Ich ostatni pojedynek nie należał do najbardziej wyrównanych starć, toteż liczył, że tego dnia, szczęście dopisze Geraldine. — Jeśli jesteś gotowa, to bardzo proszę, zaczynaj. Kobietom należy się pierwszeństwo.
Skłonił przed nią głową, odsuwając się na odpowiednią odległość, uważnie lustrując sylwetkę przyjaciółki. Przez jego ciało przeszła iskra euforii, przez co był bardziej czujny niż zwykle.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
06.03.2023, 12:22  ✶  

Postanowiła napisać do Erika. Był jedną z osób, które znała jeszcze z czasów Hogwartu i tak jak ona należał do klubu pojedynków. Wierzyła, że będzie miał ochotę się z nią zmierzyć, ponownie. Mimo tego, że ich ostatni trening nie przebigał specjalnie zachwycająco, przynajmniej z jej strony to liczyła na to, że go to nie zniechęci. Musiała się zrewanżować i ćwiczyć, w końcu atmosfera w świecie czarodziejów była naprawdę napięta, a ona sama w pewien sposób trochę się wystawiała. Czuła się niepewnie od momentu ostatniego spotkania ze swoim bratem bliźniakiem. Sugerował jej, że może zostać kolejnym celem, właściwie to miała wrażenie, że chce ją wystraszyć. Geraldine wolała więc ćwiczyć swoje umiejętności, nie należała do osób, które zamierzały uciekać. Wolała konfrontacje.

- Myślisz, że jestem aż taka przebiegła?- Uśmiechnęła się do Erika. Humor miała wyśmienity, spacer w taką piękną pogodę napawał ją pozytywną energią. - Jest ich wiele, może kiedyś będzie Ci dane niektóre z nich zobaczyć.- W końcu ostatnio dosyć często się spotykali, czemu by więc nie miała zademonstrować Longbottomowi swoich innych ukrytych talentów.

Udawała, że jej ten spacer praktycznie wcale nie zmęczył, choć i z nią również nie było kolorowo. Pomimo dosyć dużego doświadczenia, niezłej sprawności fizycznej taki wysiłek był wyczerpujący nawet dla niej. Odetchnęła głęboko, gdy doszli na miejsce. Zerknęła na horyzont, naprawdę piękny to był widok, warto było czasem trochę pocierpieć dla takich atrakcji.

Yaxley ubrała się na cebulkę, wiedziała, że zrobi jej się gorąco, kiedy zaczną dreptać pod tą wcale niemałą górkę. Sztruksowe dzwony w granatowym kolorze, do tego zielony swter, a na wierzch narzucony lekki płaszcz. Nie potrzebowała grubych warstw, kiedy się ruszała, momentalnie robiło jej się gorąco. Na nogach miała jednak jak zawsze ciężkie, skórzane buty - który były odpowiednie do najtrudniejszych warunków. Nigdy nie wiadomo, kiedy wylądujesz w błocie, przykładem była jej wizyta na mokradłach, gdzie pałętała się dosyć długo szukając wyjścia.

Wiedziała, że jest to dosyć gorący czas, Beltane zbliżało się wielkimi krokami. - Muszę być gotowa Erik, Beltane, czy nie oni mogą zacząć na mnie polować. - Powiedziała poważnym tonem, nie było to coś typowego dla panny Yaxley. Widać było, że naprawdę ją to trapi. - Mój brat przy ostatnim spotkaniu sugerował, że mogę zostać celem. Nie zamierzam uciekać, powinnam tylko być pewna, że sobie poradzę.- Po ostatnim treningu trochę w to wątpiła. Nie wiedziała też, czy na pewno chcą ją zaatakować, czy Theon chciał ją wystraszyć i w ten sposób spowodować, że oddali się od ludzi na których jej zależało. Niedoczekanie. - Myślę, że ewentualne limo pod okiem mogłoby mi tylko dodać uroku. - Posłała Erikowi ciepły uśmiech. Zresztą Thomas i tak pisał, że będzie pracował w Beltane, miała się tam tylko pojawić na chwilę, żeby dostarczyć mu pączki - w końcu obiecała, a należała do osób, które dotrzymują obietnic. Szczególnie, gdy jej na kimś zależało. - Mój ewentualny wybranek serca widział mnie już z różnymi pamiątkami po pojedynkach na ciele, nie powinien się wystraszyć. - Hardwick w końcu był z nią na roku, wiedział, że nie ma problemu z tym, żeby się z kimś pobić, czasem kończyło się to śladami na ciele. Na szczęście szybko wszystko się goiło, może poza paroma bliznami, które zostały jej po spotkaniach bliższego stopnia z magicznymi stworzeniami.

Erik zajął się przygotowaniem okolicy do ich starcia. Usiadła wtedy na ziemi i go obserwowała, widać było, że wie co robi. Nie musieli się obawiać, że ktoś ich zobaczy i zainteresuje się tym, co tutaj robią. - Nie będę bardziej gotowa.- Rzekła i podniosła się na nogi. Wyciągnęła różdzkę, mocno złapała ją w ręku, gotowa do pojedynku. - Gentleman, jak zawsze. Nic się nie zmienia.- Skomentowała jeszcze. Nie zamierzała oczywiście odmawiać rozpoczęcia pojedynku.

Przesunęła się do tyłu. Stanęła na przeciwko Erika gotowa do rzucenia zaklęcia. Machnęła różdżką i pewnie powiedziała - Drętwota.


Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
06.03.2023, 21:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2023, 00:33 przez Erik Longbottom.)  

— Powiedzmy, że nie byłbym zdziwiony takim obrotem spraw — parsknął cichym śmiechem, aby chwilę później oblać się rumieńcem. Cóż, to rzucała za sugestie i z jakimi kartami chciała go zapoznać?

Niestety sielska atmosfera na wzgórzu nie trwała długo i zupełnie wytrąciła Longbottoma z równowagi. Zamrugał parokrotnie, upewniając się, że dobrze zrozumiał. Ger, to znaczy TA Geraldine Yaxley była na czyimś celowniku? Ale... Kogo? Podpadła jakiemuś innemu łowcy potworów, który teraz szuka zemsty?

— Ktoś na Ciebie poluje? Jakiś rywal, czy obrońcy praw zwierząt zaczęli jakąś krucjatę? — Zmarszczył brwi, chwilowo nie będąc w stanie dodać dwa do dwóch. Powłóczył po sylwetce kobiety pełnym niedowierzania wzrokiem i dopiero gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, w jego głowie zaświtała jedna z prawdopodobnych odpowiedzi. — Że radykałowie? Czemu mieliby się na Ciebie uwziąć? Wplątałaś się w coś?

Ta wiadomość była sporą niespodzianką i niestety nie z gatunku tych pozytywnych. Co jak co, ale oceniając po zawodzie, jakim parała się Geraldine, jak i reputację jej rodziny, można by sądzić, że osoby stojące po niewłaściwej stronie barykady powinny być wręcz zainteresowane jej usługami. Znana w odpowiednich kręgach łowczyni potworów o bogatym doświadczeniu mogłaby przydać się każdej „sprawie”, bez względu na to, jaka by ona nie była. O ile trafił z tym że w sprawę zamieszani są zwolennicy Czarnego Pana lub złaknieni jego uwagi naśladowcy najbliższych mu towarzyszy, to świadczyło to o tym, że sytuacja w szeregach przeciwnika uległa zmianie. I to go martwiło.

Do tej pory Erikowi nawet przez myśl nie przeszło, że przedstawiciele czystej krwi mogliby zostać celem ataku, o ile nie nabruździli w planach niewłaściwych ludzi. Longbottomowie czy Bonesowie byli zapewne całkiem wysoko na liście potencjalnych ludzi do likwidacji, zarówno za odmienne poglądy, ścisłą współpracę z siłami bezpieczeństwa, czy działania charytatywne, które nie były wycelowane w pomoc grupie o konkretnym statusie krwi. Ale Yaxleyowie? Jako ród czystej krwi, można by śmiało założyć, że familii bliżej było do poglądów Śmierciożerców. Ogółem, bo wszędzie można było znaleźć odstępców. Czy chęć eradykacji takich ludzi zwyciężyła ponad próbami przekabacenia ich na swoją stronę? Longbottoma aż zmroziło.

— Cóż, w takim razie będziemy pracować dwa razy bardziej wytrwale — stwierdził z mocą, zapisując w pamięci informacje, że powinien się z kimś podzielić tą plotką w najbliższym czasie. — Jeśli będziesz potrzebować pomocy, to pisz. Nieważne, kto czai się w cieniu, próbując cię dopaść, pomyśli dwa razy, zanim spróbuje zaatakować połowę departamentu z Doliny Godryka.

Nie była to najbardziej konkretna oferta wsparcia, ale poza zawoalowaną sugestią nie mógł zaoferować wiele więcej. Przynajmniej nie od szerszego grona ludzi przed odbyciem konsultacji z kimś wyżej. Za to ewentualne przenocowanie dziewczyny w posiadłości Longbottomów lub zorganizowanie koleżeńskiej interwencji... To było coś, co rodzina mogła w razie czego zrobić na własną rękę. Ich opinia na temat toczącego się konfliktu była dosyć jasna, więc jakiekolwiek szanse na to, że mogliby odsunąć od siebie podejrzenia czarnoksiężników i tak były bardzo, ale to bardzo małe.

— Skoro się nie wystraszy, to znaczy, że może zacząć się martwić — skomentował niemrawo, a w głowie momentalnie zagościł u niego jeden z gorszych scenariuszy. Uśmiechnął się słabo. — A co, jak zacznie mnie szukać i domagać się pojedynku o Twój honor? Jak to ktoś obcy, to mogę poważnie oberwać! — Wydął dolną wargę z pretensją w głosie. — Zbliża się lata, oberwę po głowie od siostry, jak się potłukę i będzie musiała zmienić harmonogram sesji zdjęciowych. Na pewno wpisała mi już z jedną lub dwie do grafiku.

O ile, oczywiście, dożyje tych dni, pomyślał z przekąsem. Czy obawiał się ewentualnej reakcji Brenny? Cóż, na pewno miał mieszane uczucia względem tego, jakie działania mogłaby powziąć, aby dopiąć swego. Po jej wybryku na balu można było się spodziewać wszystkiego, nawet tego, że podsunie mu do herbaty eliksir nasenny, a następnie wywiezie na zabieg kosmetyczny do jakiegoś kuzyna od strony matki, aby mu naprawił twarz. Erik pokręcił głową. Chyba się jednak trochę zapędził. Och, im bliżej Beltane, tym było z nim gorzej.

Na szczęście dalsze rozmyślania nad jego przykrym losem przerwała panna Yaxley, która zgodnie z jego prośbą postanowiła wykonać pierwszy ruch w tej rozgrywce. Niestety, nie okazał się on tak efektywny, jak oboje sobie by tego życzyli. Przez krótką chwilę rozważał wstrzymanie się od kontrataku, jednak szybko postanowił nie iść tą drogą. Ostatnio próbowali czegoś w tym rodzaju i niezbyt im to pomogło.

— Rictusempra! — rzucił gardłowo Erik, a głos ugrzązł mu niespodziewanie w gardle. Odkaszlnął, co z kolei sprawiło, że z czubka różdżki... Nic nie wystrzeliło. Ani jedna iskra, promień, czy strużka dymu. Huh. To dopiero mało klimatyczny początek pojedynku. Wbił skonsternowane spojrzenie w Geraldine.


(Translokacja*) Rzut na powodzenie zaklęcia Rictusempra
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
*Oryginalny rzut był na Kształtowanie, jednak dla porządku zmieniam na Translokację. Żeby było fair w stosunku do Ger, pozostawiam wynik rzutu taki sam i interpretuję tę 14 według widełek na Nędzny i wypada mi Akcja nieudana.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
07.03.2023, 13:23  ✶  

- Jeśli dalej będziemy się tak często spotykać, to myślę, że stanie się to całkiem szybko.- Zauważyła delikatne zawstydzenie u swojego towarzysza, mrugnęła do niego porozumiewawczo. Nie miała wobec niego żadnych parszywych planów, jeśli o to chodzi, naprawdę dobrze się czuła w jego towarzystwie, choć minęło już trochę lat od kiedy skończyli edukacje. W tym przypadku upływ czasu w ogóle nie miał wpływu na te znajomość.

- Krucjata obrońców praw zwierząt trwa od lat, ale oni tylko głośno krzyczą.- Jakoś nikt nie palił się do tego, żeby załatwić ten konflikt inaczej i nie spodziewałaby się, żeby miało się to zmienić. Odetchnęła głęboko i wpatrywała się w Longbottoma, czy powinna o tym z nim rozmawiać? Nie chciała wyjść na osóbę, która się boi, jednak ostatnio trochę się zastanawiała nad tym wszystkim, nie do końca wiedziała, czy i tym razem poradzi sobie zupełnie sama. Powinna się uczyć mówić o tym wszystkim i przestać polegać tylko na sobie. - Pamiętasz mojego brata? - Zapewne nie mogło być inaczej. Theon był jej wrzodem na tyłku już w Hogwarcie. - Zaczął mi sugerować, że powinnam zmienić towarzystwo.- Te sugestie zaczęły się już kilka lat temu, ale ostatnio stały się dużo bardziej natarczywe. - Nie do końca wplątałam, po prostu zadaję się z nieodpowiednimi ludźmi.- Tak się jej wydawało, w końcu mieszkała z Thesem, a on był pół krwi, do tego teraz zaczęła się spotykać z Thomasem, który w ogóle w hierarchii jej rodziny był naprawdę nisko. - Oni nie lubią, kiedy tacy jak my mieszamy się z tymi gorszymi w ich mniemaniu.- W końcu powinna dbać o to, żeby jej krew nadal była czysta jak łza, a nie bratać się z tymi nic nie wartymi mugolakami.

Geraldine wiedziała, że nie będzie mogła wiecznie lawirować pomiędzy stronami. Nieubłaganie nadchodził moment, w którym powinna wybrać jedną. Nie było to takie łatwe, gdy cała jej rodzina stała po tej, której ona nie do końca chciała. Była czarną owcą, objawiło się to już w dzieciństwie, w końcu jako jedyna trafiła do Gryffindoru. Poznała tam całą masę dzieciaków, która nie miała tak długowiecznego rodowodu magicznego i wcale jej to nie przeszkadzało. Już wtedy rodzice sugerowali jej, że powinna bardziej dbać o to z kim się zdaje. Gerry miała to gdzieś i zostało tak do dzisiaj. Teraz jednak nie tylko jej rodzice mogli się tym zacząć interesować. Wiedziała, że poplecznicy Voldemorta mogą chcieć pokazać innym czystokrwistym, jak kończą osoby, jak ona, które sympatyzują z mugolakami, a może nawet łączy ich coś więcej. Najłatwiej było wystraszyć czarodziejów dając im przykład, jak to się może skończyć. Czyż taka Geraldine nie byłaby idealnym przykładem?

- Dziękuję Erik, Twoje słowa wiele dla mnie znaczą.- Dobrze było wiedzieć, że są gdzieś jeszcze osoby, które życzą jej dobrze. Pewnie nawet nie skorzystałaby z ich wsparcia, ale sama świadomość, że ma taką możliwość podnosiła ją na duchu.

- Martwić? Myślisz, że jestem osobą o którą można się martwić?- Bycie w relacji romantycznej z panną Yaxley na pewno nie należało do najprostszych. Jej praca nie należała do szczególnie bezpiecznych i druga połówka nie miała innego wyjścia, jak pogodzić się z tym, że czasami wraca do domu nieco poturbowana. Starcie z Erikiem Longbottomem na pewno nie było takie straszne jak to z nundu, czy buchorożcem. One to dopiero potrafiły poturbować człowieka. - Dlaczego zakładasz, że to ktos obcy?- Przyglądała się uważnie Erikowi. - Nie musisz się martwić, jakby coś, nie jest obcy i Tobie.- Powiedziała, żeby go uspokoić, może dzięki temu będzie mniej się bał konsewkencji tego pojedynku. - Spokojnie, zadbamy o to, żeby szczególnie nie uszkodzić Twojego drogocennego ciała.- Zaśmiała się w głos słysząc, jakie ma obawy. To zabawne, że taki duży chłopak, a boi się reakcji siostry, tego się nie spodziewała.

Nie było żadną niespodznianką to, że różdżka Geraldine nie chciała współpracować. Erik robił na niej takie wrażenie, że za każdym razem zaliczała jakieś niepowodzenia. Przewróciła jedynie oczami niezadowolona z takiego obrotu sprawy. Zapewne Longbottom to wykorzysta i szybko rzuci w jej stronę zaklęcia. Miała trochę racji, bo próbował, Gerry już miała rzucać tarczę, tyle, że nie było po co. Erik też był nieco rozkojarzony... Nie czekała więc długo. Machnęła różdżką i powiedziała pod nosem zaklęcie, chciała żeby ono odepchnęło Longbottoma do tyłu, może i by się dzięki niemu przewrócił?

Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
08.03.2023, 01:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2023, 23:28 przez Erik Longbottom.)  

Erik również czuł się całkiem komfortowo w towarzystwie Geraldine. Wprawdzie nie dzielili się ze sobą najściślej skrywanymi tajemnicy, a o dręczących ich problemach mówili zazwyczaj doraźnie, tak wiedział, że mógł na nią liczyć, gdyby potrzebował kogoś o jej talentach lub jej silnego charakteru. Kobieta była przy nim, gdy przyzwyczajał się do życia w skórze wilkołaka, a odnalezienie równowagi w codziennej rutynie podczas roku szkolnego w Hogwarcie nie było wyjątkowo proste. Gdyby nie ona bez wątpienia byłoby to dla niego o wiele trudniejsze.

— Kto wie, kiedy przyjdzie lato, okoliczności naszych spotkań mogą ulec zmianie — Skłonił przed nią elegancko głowę, wykrzesując z siebie delikatny uśmiech. — Byłoby zaszczytem móc Cię gościć na grillu lub powiedzmy... Rywalizować z Tobą podczas wyścigu miotlarskiego.

Oczy Longbottoma zabłysły przy ostatnich słowach. O ile w najbliższych tygodniach nie dojdzie do jakiejś wielkiej katastrofy, która doprowadzi do przesunięcia letnich konkursów, to z powodzeniem na którymś z wielu festynów pewnie udałoby im się znaleźć jakiś tor miotlarski. Oczywiście, gdyby Ministerstwo Magii wtrąciło się ze swoimi procedurami bezpieczeństwa miejsca takie jak Londyn czy Dolina Godryka mogłyby zostać pozbawione tego typu form rozrywki, ale mniejsze miasteczka i wsie, być może pośród szkockich wyżyn? Wbrew pozorom nawet ręka Ministry Magii nie mogła być odczuwalna w całym kraju jednocześnie.

Potrząsnął głową na znak zrozumienia. Cóż, skoro to nie obrońców zwierząt miała na karku, to krąg podejrzanych nieco się zawężał. Przynajmniej w kwestii samej grupy. W ramach jednej rozmowy trudno by było wytypować konkretną osobę, która uwzięła się na Geraldine.

— Trudno go zapomnieć — stwierdził neutralnie, chociaż mimowolnie i tak się nachmurzył na wspomnienie o drugim Yaxleyu. Z przyzwoitości postanowił nie dopytywać o rolę Theona w tej sprawie i pozwolił Ger kontynuować. — To prawda, nie są znani ze swej wyrozumiałości. Dodać do tego jeszcze lekkomyślność i fanatyzm i lądujesz z dosyć nieciekawą kombinacją — przytaknął, przypominając sobie o plotkach, doniesieniach, czy nawet wezwaniach służbowych dotyczących radykałów. Cholera, nawet wołanie o pomoc Thomasa, które doprowadziło do tego, że ten z częstego gościa stał się lokatorem posiadłości w Dolinie Godryka. — Mimo to — zawiesił głos, dla pewności powtarzając w myślach to, co chciał powiedzieć, żeby przypadkiem nie urazić przyjaciółki — kierując się ich przekonaniami, sądziłem, że czystość krwi jest dla nich kwestią priorytetową. Że zapewnia, chociaż minimum jakiejś pokręconej wersji szacunku z ich strony. Nie żebym z tego powodu sądził, że z miejsca złożyliby mi propozycję współpracy, gdybym znalazł się na ich łasce. — Skrzywił się. Sława Longbottomów raczej sprawiłaby, że zostałby wyśmiany w tym jakże irracjonalnym scenariuszu.

Czy to była próba minimalnego wybielenia zwolenników Czarnego Pana? Absolutnie nie. Po prostu starał się patrzeć na obecny ideologiczny konflikt z szerszej perspektywy, licząc że agresorzy faktycznie kierują się, chociaż minimalnymi strzępkami zdrowego rozsądku czy logiki. Miał pośród swych bliskich ludzi wywodzących się ze znamienitych rodzin czystej krwi o korzeniach wręcz arystokratycznych. Chociaż nie podzielał ich perspektywy na to, jak powinno kształtować przyszłość świata czarodziejów, tak potrafił zrozumieć ich obawy, czy krytykę zmian, które zostały wprowadzone w ciągu kadencji bardziej progresywnych przywódców ich społeczności. Ale tutaj? Tutaj brakowało logiki, a jeśli jakaś istniała, to nie był w stanie jej dostrzec. Przynajmniej nie z punktu widzenia, którym obecnie dysponował.

— Cieszę się, że mogę służyć pomocą — odparł, chyląc przed kobietą czoło w geście szacunku. Po chwili w odpowiedzi na jej pytanie kontynuował swą wypowiedź. — Tak — przyznał bez większego namysłu, wbijając zaciekawiony wzrok w kobietę, jakby nie wiedział, czemu miałaby podawać tę kwestię w wątpliwość. — Wydaje mi się, że można, ale to czy trzeba to już indywidualna kwestia. W Twoim przypadku martwienie się o ciebie zalicza się raczej do kategorii „mam nadzieję, że wróci z polowania cała i zdrowa” niż „ o mój Merlinie, jak ta dziewoja poradzi w dziczy”.

Zmarszczył brwi. A więc to kogoś, kogo znam, pomyślał, jakby właśnie wspiął się na szczyty góry Sprytu. W pierwszym odruchu wielu mogłoby uznać to z całkiem cenną wskazówkę, jednak Erikowi mogło to powiedzieć jednocześnie wszystko, jak i nic. Miał kolegów i przyjaciół w różnych kręgach, a jakby dodać do tego jeszcze kontakty biznesowe, czy znajomych znajomych i rozsiane po kraju kuzynostwa, to mógłby zgadywać w nieskończoność, a i tak mógłby nie trafić. Cóż, może Beltane przyniesie jakieś konkretne odpowiedzi w tym zakresie?

Co tu strzępić język, pech Geraldine najwidoczniej zaczął się udzielać także Erikowi, skoro miał problemy z czarowaniem już na początku pojedynku. Niedziałająca Rictusempra wytrąciła go z równowagi, przez co z oszołomienia nawet nie pomyślał o tym, że wypadałoby wznieść obronę. Chociażby tak na wszelki wypadek, gdyby jego oponentce tym razem atak jednak się udał. I się, cholera, udał. Brawo! Zaklęcie odpychające walnęło w Longbottoma, przez co odleciał ze dwa metry w tył, tocząc się po trawie. W porównaniu do ich poprzednich ćwiczeń tym razem ubranie mu się nie porwało, toteż dosyć szybko się podniósł. W jego oczach zapłonęła chęć odegrania się.

— Orbis! — warknął, kreśląc w powietrzu odpowiedni znak.


(Ksztaltowanie) Czy udaje się wyczarować świetliste pęta przy pomocy zaklęcia Orbis?
Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana

W zamyśle zaklęcie to miało wyczarować świetliste pęta, które mogły unieruchomić przeciwnika, jednak tym razem... Nic się nie stało. Znowu. Ugh, zaczynał rozumieć, czemu Yaxley towarzyszyła tak silna frustracja, gdy to od niej odwróciło się szczęście. Eh, te ich sesje treningowe niedługo przejdą do historii lub staną się przedmiotem plotek.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
15.03.2023, 21:32  ✶  

Nie z każdym można było nawiązać równie silną relację, co ona i Theseus. Rozumieli się bez słów, wiedzieli o sobie wszystko. Jednak potrzebne były również osoby jak Erik. Z którymi można było się spotkać od czasu do czasu, trochę powspominać, poćwiczyć, dowiedzieć się co słychać, a później pójść do domu. Może nie była to specjalnie bliska relacja, wiedziała jednak, że gdyby coś się działo - to może na niego liczyć. Więź, jaką nawiązali w Hogwarcie nie przepadła, nadal można było zauważyć tą nić porozumienia. Cieszyła się, że Longbottom nadal potrafi znaleźć dla niej czas, mimo, że wcale już nie było tacy młodzi.

- Grill, zimne piwo, to coś o czym marzę, a do tego słońce, jak najwięcej słońca. - Nie mogła doczekać się lata. Wtedy zawsze więcej się chciało, energia brała się znikąd. - Wyścig miotlarski to kolejna rzecz, za którą tęsknię Erik. Poczekajmy na czerwiec, wtedy będzie można coś wymyślić, chociaż maj też właściwie nie jest najgorszy. Możemy poszukać czegoś, na pewno są organizowane jakieś dla amatorów. - Pomimo tego, że wiedziala, iż jest niebezpiecznie nie przestawała planować, nie uważała, że może jej się przytrafić coś złego. Jak tylko wróci do domu, to przejrzy prasę, poszuka informacji o wyścigach miotlarskich w okolicy. Na pewno będzie to świetną zabawą.

Wcale nie tak łatwo było jej mówić o tym Erikowi. Poczuła jednak, że dobrze jej zrobi wygadanie się. Szczególnie, że nie byli ze sobą bardzo blisko, jakoś tak łatwiej było wtedy mówić o swoich obawach. Nie chciała marudzić, ale trochę przejęła się tym wszystkim. W końcu nie miała pojęcia do czego mogą się posunąć. Szczególnie kiedy groził jej własny brak. Gdy więzy krwi przestawały mieć znaczenie, a organizacja przesłaniała cały świat robiło się niebezpiecznie. Tacy byli śmierciożercy - fanatycy, ślepo podążający za swoim panem. - Niestety rodziny się nie wybiera. - Nie mogło być idealnie. W końcu dzięki nim została łowcą potworów, od dziecka uczyła się z nimi walczyć, jednak byli tradycjonalistami, do których nie docierało, że ich poglądy nie powinny mieć już racji bytu. Gerry przestała z tym walczyć, wiedziała, że nie ma możliwości by coś zmienić. - Straszne jest to, że bez zastanowienia robią wszystko, co tylko im każe. Nie umiem tego zrozumieć. - Skomentowała jeszcze.

Przyglądała się uważnie Erikowi, słuchała tego, co miał do powiedzenia. - Jest dla nich priorytetowa, ale w tym też leży problem. Nie chcą, aby tacy jak my łączyli swoją krew z mugolakami. Uważają, że jak pokażą, że sobie tego nie życzą, będą atakować, to coś zmienią i czystokrwistym odechce się romansowania z mugolakami. Tak właściwie, to nie wiem, myślą, że uda im się wygrać z prawdziwym uczuciem? Te wszystkie aranżowane małżeństwa uczyniły przecież już tyle krzywd. - Wiele osób kończyło nieszczęśliwych u boku osób, których nawet nie lubili. Jaki to miało sens? Kto by się spodziewał, że z Ger będzie taka romantyczka, wiele się zmienia, kiedy na swojej drodze spotyka się osobę, na której zaczyna zależeć.

Sama Yaxley już dawno przestała szukać logiki w zachowaniu popleczników Lorda Voldemorta. Uważała, że ich działania nie mają sensu. Kto bowiem sięga po argument jakim jest przemoc? Ci którym jest brak jakichkolwiek innych. Byli pod ścianą, jedyne co im pozostawało to siła, ale druga strona też ją miała i co najważniejsze nie wszyscy się ich bali, wręcz przeciwnie - dzielnie walczyli ryzykując swoje życie.

- Masz rację, w końcu nawet mi może zdarzyć się coś złego. Nie przywykłam jednak do tego że ktoś może się o mnie martwić. - Yaxley przez lata prowadziła raczej samotny tryb życia, nigdy nie musiała się nikomu tłumaczyć, ani akceptować tego, że ktoś po ludzku może się o nią martwić. Powinna trochę inaczej na to wszystko spojrzeć. Erik jej to uświadomił. Dobrze było czasem porozmawiać z kimś, z kim nie przebywało się na co dzień.

Nie dała Longbottomowi konkretnej informacji z kim się spotyka, bo to by była już przesada, nie byli przecież najbliższymi przyjaciółmi. Miała świadomość, że Thomas jest jego partnerem, ale najwyraźniej póki co sam mu nic wyśpiewał - chciała go trochę sprawdzić wspominając o tym Erikowi.

Ku jej zaskoczeniu zaklęcie, które rzuciła w stronę Erika faktycznie tam poleciało. Biedny, nie był na to gotowy - pewnie nie spodziewał się, że uda jej się jej cokolwiek wyczarować. Nie ma się co dziwić - w końcu ostatnio różdżka w ogóle nie chciała z nią współpracować. Uśmiechnęła się fo siebie, zadowolona, że jej się udało. - Wszystko gra? - Wolała zapytać, choć chyba niepotrzebnie, Longbottom próbował rzucić zaklęcie w jej kierunku, niestety nic się nie wydarzyło. Czuła, że niedługo zacznie się denerwować - tak jak ona ostatnim razem. Nie czekała jednak długo. To był jej dzień. Machnęła szybko różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała wyczarować pod Erikiem dziurę - w którą wpadnie - dół.


Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!

Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na transmutowanie ziemi pod Erikiem w dziurę
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
20.03.2023, 22:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 22:16 przez Erik Longbottom.)  

— A więc mamy umowę. — Uśmiechnął się nieco szerzej, licząc, że ta dobra obietnica poprawi Yaxley humor.

Nie mógł jej wmawiać, że nie spotka jej już nic przykrego, jednak mógł sprawić, aby zapłonęła w niej drobna iskierka nadziei, że przetrwa jeszcze trochę. Dotrwa do tego szczęśliwego momentu, gdzie na moment będzie mogła zapomnieć o niesnaskach, atakach na nią i znajdzie się w powietrzu, myśląc tylko o tym, aby zająć pierwsze miejsce na podium.

— Myślę, że się boją. — Westchnął cicho. —Postrzegają związki czystokrwistych z mugolakami czy czarodziejami półkrwi za rozdrabnianie się. Wchodzenie w taką relację z której, powiedzmy, urodzą się dzieci, sprawi, że status krwi od danego pokolenia będzie mniejszy. Dodać do tego, że populacja „niżej urodzonych” może w przyszłości przewyższyć populację czystokrwistych, a nagle pojawiają się pytanie o majątki, przywileje, rodowe posiadłości, stałość koneksji społecznych i politycznych.

Zdawał sobie sprawę, jak irracjonalny był ten tok myślenia. Jednak nie dało się w pełni wykluczyć, że niektóre rodziny faktycznie obawiały się tego, że mogą utracić to, co ich przodkowie tworzyli przez całe pokolenia. A wskazanie im potencjalnego sprawcy, który może sprawić, że stanie się to rzeczywistością, mogło być cholernie dobrym motywatorem do kontrowersyjnych działań. W końcu z ich perspektywy chodziło o walkę o przetrwanie. Naprawdę chciał wierzyć, że w szeregach Czarnego Pana są chociaż trochę zdrowo-rozsądkowi ludzi. To dałoby nadzieję, że konflikt można zakończyć bez sięgania po różdżki i dalsze zaognienie konfliktu.

A potem przeszli do pojedynku, który wcale nie szedł po myśli Longbottoma.

Oczywiście, nawet gra i buczy. Wszystko idzie zgodnie z planem, pomyślał z przekąsem Erik, powstrzymując się od wygłoszenia tego zjadliwego komentarza na głos. Ten trening zdecydowanie pomógł mu zrozumieć, z jaką mieszanką negatywnych uczuć mierzyła się Geraldine podczas ich ostatnich ćwiczeń. Mógł dawać z siebie wszystko, ale jeśli nie dostroił się do samej magii i pozwolił, aby emocje przejęły górę nad spokojem, tak potrzebnym podczas pojedynku, wszystko było stracone. Tak jak teraz, gdy machał różdżką, jak szaleniec, a z czubka nie chciały wystrzelić nawet maleńkie iskierki, nie mówiąc o długiej czerwonej wstędze magicznej energii.

Nie zdołał odpowiedzieć kobiecie w inny sposób, gdyż ta postanowiła kontynuować atak. Tym razem zdecydowała się jednak na mniej bezpośrednie zaklęcia, więc chwilę mu zajęło zorientowanie się, co właściwie próbuje zrobić. Dopiero dziwne chrupanie z dołu zwróciło jego uwagę, przez co wbił zniżył spojrzenie, a po chwili ziemia się pod nim rozstąpiła. Korzenie, kamienie, piach, a nawet drobne żyjątka zostały zdematerializowane, tworząc około trzymetrowy dół, a Erik... znalazł się na jego dnie. Syknął z niezadowoleniem, gdy zdał sobie sprawę, że już ma utytłane ziemią całe ubranie.

— Wiesz co, Geraldine? To nie jest wcale zabawne! Ani trochę! — zawołał donośnie, strzepując z siebie ziarenka piasku, a nawet wypluwając kilka. Pokręcił głową, po czym spojrzał w górę, starając się ocenić sytuację.

Cóż, mógł spróbować wspiąć się po wystających tu i ówdzie korzeniach i spróbować złapać równowagę na kamieniach, czy utwardzonej ziemi, ale równie dobrze mógł spróbować czegoś innego... Longbottom postanowił rzucić zaklęcie Spongify na dno dołka, w którym się znalazł. W zamyśle chciał nadać podłożu sprężystych właściwości, licząc, że jeśli skoczy, to zostanie wybity na powierzchnię. Tak, to był jakiś pomysł... Znając życie, pewnie jest łatwiejsza droga, pomyślał, jednak w jego umyśle ta opcja jawiła się jako najbardziej logiczna.


(Transmutacja) Czy Erikowi udaje się poprawnie rzucić zaklęcie Spongify i wyskoczyć z dołu?
Rzut O 1d100 - 24
Akcja nieudana

Zaklęcie nie zadziało przez co Erik pozostał na dnie dołu wyczarowanego przez Geraldine. I jak tu prowadzić sprawiedliwy pojedynek w takich warunkach?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
21.03.2023, 13:03  ✶  

Humor panny Yaxley już był wyśmienity. Obecność Erika wzbudzała w niej pozytywne emocje. Dobrze było się z nim spotkać od czasu do czasu. - Jak najbardziej, umowa zaczyna obowiązywać od dzisiaj. - Odparła, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.

Problemy, które ostatnio ją kłopotały choć na moment się oddaliły, liczyło się tylko to, że w tej chwili nic jej nie groziło. Była bezpieczna w towarzystwie Erika i mogła sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. - Oczywiście, majątki, bogactwo - to wszystko jest najważniejsze. Nie rozumiem tego wcale, ale nie dla wszystkich dobra materialne są takie istotne. - Wiedziała, że w przyszłości osoby krwi mieszanej mogą przejąć stanowiska, mąjątki i inne, jednak nie widziała w tym nic złego. Uważała, że świat się zmieniał, czarodzieje powinni to zaakcpetować. Magia pojawiała się w różnych miejscach i nie mieli na to wpływu, sama wybierała, więc dlaczego mieliby to negować i dyskutować na temat tego, że mugolacy są gorsi, bo zyskali ten dar niedawno. Zupełnie to do niej nie docierało i nie potrafiła zrozumieć takiego toku myślenia.

Yaxley coraz bardziej irytowało to, że czystokrwiści uważali się za tych, którzy rozdawali karty. Nie zamierzała się temu przyglądać bezczynnie, jednak też nie do końca wiedziała, w jaki sposób mogła pomóc innym. Póki co, musiała skupić się na tym, aby nie dać sobie zrobić krzywdy, bo wiedziała, że się naraziła. Jak to ogarnie, to zacznie się zastanawiać, co może zrobić, aby żyło im się lepiej w tym chorym świecie, szczególnie, że sama zaczęła darzyć silnym uczuciem jednego z mugolaków.

Te ich pojedynki przejdą do historii, niekoniecznie jako powód do dumy, bardziej jak instrukacja, jak się tego nie powinno robić. Za każdym razem, któreś z nich wykazywało się niesubordynacją. Dzisiaj padło na Erika, nie wiedziała, czym jest spowodowane jego rozkojarzenie, ale zdawała sobie sprawę, że musi go to ogromnie boleć. Ostatnio to ona miała przyjemność czuć to samo.

Longbottom nie zdążył zareagować i wpadł w dziurę. Wszystko poszło zgodnie z jej planem. Zaśmiała się nawet w głos, bo było to dla niej dosyć zabawne, chyba jednak on nie bawił się w tym wszystkim tak wyśmienicie, jak ona. - Nie jest? Jak chcesz mogę transmutować patyki w węże, może wtedy zacznie Cię to bawić. - Nie zamierzała zostawić go w tej dziurze, liczyła na to jednak, że spróbuje sam z niej wyleźć.

Nie musiała długo czekać, usłyszała zaklęcie, jednak znowu nie wyszło. Starając się powstrzymać od śmiechu podeszła do tego pięknego dołu, który chwilę wcześniej stworzyła. Oczywiście nie zamierzała atakować go, kiedy zanajdował się w pułapce. Wyciągnęła jednak rękę w jego kierunku, aby pomóc mu się wydostać. - Chyba nie chcesz tu siedzieć do końca dnia? - Zapytała jeszcze, bo może wolał?

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
23.03.2023, 01:22  ✶  

Niezła z niej idealistka, pomyślał znienacka, uśmiechając się do siebie lekko zaskoczony tym odkryciem. Wprawdzie znał Geraldine od dawna, jednak raczej nie odbywali tego typu rozmów zbyt często. Najwyraźniej ciężkie czasy sprawiały, że ludzie stawali się ufniejsi lub bardziej skłonni do tego, aby powiedzieć, co im leży na wątrobie. Erik pewnie powinien czuć się zaszczycony tym, że kobieta się z nim podzieliła problemami trawiącymi obecnie jej życie.

— Bogactwo to symbol statusu. A status, poważanie w wyższych sferach – nawet w obecnych czasach – daje poczucie kontroli. — Wzruszył lekko ramionami. — Spora część ciepłych stołków w Ministerstwie Magii dalej należy do ludzi czystej krwi. Owszem, jest wśród nich multum ekspertów, jednak ten stan rzeczy sprawia, że jest to poniekąd standard w naszej społeczności. Widzimy czystokrwistych na wysokich stanowiskach, słyszymy o ich sukcesach, więc osoby podobne im widzimy jako odpowiednich kandydatów na określone stanowiska. — Westchnął przeciągle. Czy te słowa nie znaczyły, że sam był częścią problemu? Zapewne tak. Ba, poniekąd można było zarzucić mu nepotyzm, biorąc pod uwagę, jak wielu jego krewniaków przewinęło się przez Brygadę Uderzeniową czy Biuro Aurorów. — Pomyśl o samym Leachu. Jedna zmiana, a jak wielka reakcja. „O Merlinie, jeśli mugolaki dojdą do władzy, to wszystko spartaczą, stracimy nasze dziedzictwo”. Głowa boli od samego myślenia o tym.

To nie była kwestią, którą mogli omówić podczas jednej rozmowy w terenie. Dlatego konflikt zdawał się stopniowo przybierać na sile. Zaczęcie jakiejkolwiek konwersacji, która mogłaby pogodzić zwolenników Czarnego Pana z resztą magicznej społeczności, momentalnie wywołałby istną lawinę. Nic dziwnego, że Ministerstwo ma chwilami związane ręce, pomyślał. Uśmiechnął się przepraszająco do Geraldine. Naprawdę wolał przekazać jej jakieś pozytywne wieści, coś, co mogłoby przynieść jej nadzieję, że problemy można by było łatwo i szybko zażegnać. Niestety, swoimi wspólnymi dywagacjami wywołali wilka z lasu, przez co Erik po prostu nie potrafił się powstrzymać przez zgłębieniem potencjalnych powodów, dla których ich społeczeństwo funkcjonowało w taki, a nie inny sposób.

W duchu Erik był wdzięczny, że nie towarzyszyła im Brenna, czy inny pracownik Brygady Uderzeniowej. Miał nieodparte wrażenie, że coponiektórzy znajomi z pracy bardzo chętnie wykorzystaliby magiczne fotografie z tego pojedynku w celu przygotowania podręcznika dla młodych Brygadzistów odnośnie do podstaw walki w terenie. I pod każdym zdjęciem z pojedynku Longbottom kontra Yaxley pojawiłaby się adnotacja „NIE RÓBCIE TEGO W DOMU”. Lepiej, żeby magia lepiej współpracowała podczas Beltane, skomentował bezgłośnie. Mężczyzna podniósł wzrok na Ger, przewracając wymownie oczami.

— Powiedziałbym coś, ale jestem dżentelmenem, więc sobie daruje, panno Yaxley — mruknął, klepiąc w gruncie rzeczy dobrze wyuczoną formułkę. Powoływanie się na swoje dobre wychowanie było całkiem niezłą wymówką, zwłaszcza gdy próbowano go publicznie ośmieszyć lub wyprowadzić daleko poza jego strefę komfortu. — Może chcę. Mam prawo do swoich fanaberii — powiedział przekornie, zakładając jedną rękę na drugą. Wbił wzrok w Geraldine, spoglądając na nią przez dłuższy czas. Westchnął z kwaśną miną, przewracając oczami. — No dobra. Tylko mnie nie puść przez przypadek!

Podskoczył, aby chwycić wyciągniętą ku niemu dłoń Yaxley. Nie oczekiwał, że ta wyciągnie go na powierzchnię bez żadnej pomocy z jego strony, toteż starał się znaleźć jakieś oparcie na ścianie dołu, pośród resztek wyrwanych korzeni czy większych kamyków. Nie było to łatwe, ale koniec końców udało mu się ułatwić koleżance zadanie. Wygrzebał się z dziury z ziemi, cały brudny, momentalnie zaczynając się otrzepywać, aby doprowadzić swoje ubranie do porządku.

— Cóż, mogło nam to lepiej pójść — skomentował, rozglądając się to w prawo, to w lewo. — Przynajmniej odbyliśmy miłą wycieczkę.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
27.03.2023, 12:28  ✶  

Geraldine raczej nie wchodziła często w dyskusje tego typu. Zazwyczaj milczała, gdy przychodziło do rozmów o tematach politycznych, zresztą nie bez powodu. Wolała nie dzielić się ze wszystkimi swoimi przemyśleniami, szczególnie, że były bardzo odległe od tych, które popierała jej rodzina. Zresztą trudno było ukryć jej podejście, nawet jeśli niezbyt często o tym rozmawiała, to jednak nie dało się nie zauważyć, że różni się od reszty Yaxleyów, oni sami to zauważyli, nie wróżyło to niczego dobrego - wręcz przeciwnie mogło jej przystworzyć tylko dodatkowych problemów. Nie bała się otworzyć przed Erikiem, bo uważała, że kto jak kto, ale on na pewno tego nie wykorzysta. Miała do niego zaufanie, już od czasów nauki w Hogwarcie, w końcu wtedy to ona stała się jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o jego sekrecie i starała się go kryć przed innymi osobami. Wierzyła, że o tym pamięta, zresztą nie miała podstaw aby sądzić inaczej. Tamte wydarzenia, może już trochę dawne, jednak nadal w niej tkwiły, uważała, że może mu ufać, tak jak i on mógł jej.

- Masz rację. Przez to, że nic się nie zmienia, mamy wrażenie, że czystokrwiści mają większe doświadczenie, umiejętności, że się bardziej nadają.- Zgodziła się z Longbottomem. Sama ona wiedziała, że jej rodzina posiada swoje stołki tylko ze względu na swoje nazwisko. Jej bracia w końcu nie byli jakimiś wybitnymi specjalistami, wystarczyło pogadać z kim trzeba i znalazło się zawsze dla nich odpowiednie miejsce. Nie do końca uważała, żeby to było sprawiedliwe. Tym bardziej, że miała świadomość, że większość czystokrwistych postępuje w ten sam sposób, była to klika, której nie dało się ruszyć. Przynajmniej jak na razie.

- Tak, nikt nie przechodził koło tego obojętnie, dobrze się stało, szkoda tylko, że jego kadencja nie łączyła się z samymi sukcesami. - Pojawiło się zbyt wiele kontrowersji, jednak faktem było to, że każdy o nim słyszał, nawet Ci, którzy normalnie nie interesowali się polityką.

Dzisiejszy pojedynek nie był specjalnie efektowny. Nie ma się co oszukiwać, jej towarzysz nie stawił się przed nią w najlepszej formie, ale bywało i tak. Sama zaliczyła podobną wpadkę podczas ich ostatniego spotkania. Szkoda, że nie było im dane spotkać się ostatnio w momecie, kiedy każde z nich miało lepszy dzień. Pewnie niedługo nadaży się kolejna okazja... Nie mogło być inaczej.

- Tak oficjalnie mnie zbywasz? Nie spodziewałam się tego po Tobie Longbottom. - Zdawała sobie sprawę, że musiał czuć się już przyciśnięty do muru inaczej by nie zareagował w ten sposób. - Wiesz o tym, że daleko mi do typowych panien, które by się przejęły tym, że zdarza Ci się zachować nie do końca, jak przystoi. - Byłoby jej to nawet na rękę, zobaczyć, jak zachowuje się naprawdę Erik Longbottom - kiedy nikt na niego nie patrzy.

- Jeśli chcesz, to mogę sobie stąd pójść, żeby Ci nie przeszkadzać... - Pokręciła głową, zdziwiona tym, że brnął w to dalej. Na całe szczęście, przyszedł moment, w którym się opamiętał. - Uwierz, jeśli bym Cię puściła - nie byłoby to przypadkowe. - Dodała jeszcze nie mogąc się powstrzymać od komentarza.

Yaxley nachyliła się i wyciagnęła rękę w kierunku Erika. Udało mu się ją złapać, bez najmniejszego problemu. Uścisk kobiety był silny, nie przypominał raczej siły kobiety, ale tego się można było po niej spodziewać, Geraldine odbiegała nieco od typowej panny. Miała krzepę, której nie powstydziłby się mężczyzna. Lata pracowania nad swoim ciałem robiły swoje, nie dało się ukryć, że jest bardzo sprawna fizycznie. Zaparła się nogami i bez mniejszego problemu wyciągnęła Longbottoma nad ziemię, chociaż należał raczej do tych rosłych mężczyzn - współpracował z nią jednak, więc nie mogło być inaczej.

- Tak, to miejsce jest bardzo malownicze. - Nie mogła się nie zgodzić. - Następnym razem pójdzie nam lepiej, na pewno. - W końcu powinien nadejść moment, w którym i ona i Erik będą w formie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3942), Geraldine Greengrass-Yaxley (3189)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa