• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley]

[01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley]
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#1
29.08.2026, 19:07  ✶  
1 września 1957, Hogwart Ekspres

Z

anim wsiadła do pociągu, pomachała niepewnie mamie i rodzeństwu. Chwilę wcześniej ta sama kobieta mówiła jej, że nie ma się czym martwić, że na pewno sobie fantastycznie poradzi. Wspomniała też o tym, żeby Sabrina była dzielna i napisała list od razu, gdy tylko zostanie przydzielona do któregoś z domów. Brina wiedziała, że mama bardzo chciała, żeby jej najstarsze dziecko trafiło do Ravenclaw, tak samo jak ona, ale Sabrina… Nie wiedziała. Nie miała żadnego specjalnego przeczucia. To wszystko było dla niej jak przerażający sen, wręcz koszmar. Nie wyobrażała sobie spać z innymi dziewczynkami w jednym pokoju, nie wyobrażała sobie dzielić łazienki z kimś, kto nie był dla niej najbliższą rodziną. Nie wyobrażała sobie złości ojca, jeśli okaże się głupia, co słyszała już niejeden raz, ale czego nie chciała potwierdzać swoim zachowaniem i ocenami. Nawet pomimo tego, że ojciec patrzył na nią z zaświatów już od dwóch lat, niech mu ziemia ciężką lekką będzie. Nie miała przeczuć, a jeśli już zaczynała je mieć, to czuła jedynie strach przed nieznanym, przed obcymi dziećmi, przed osądzającymi spojrzeniami nauczycieli, prawdopodobnie tak surowych jak jej tata i przed szkołą, o której zawsze słyszała same dobre rzeczy.

Chciała być uznana za inteligentną, ale bardziej chciała być po prostu docenioną. Lubiła czytać, ale nie lubiła się uczyć dłużej niż tego od niej wymagano. No i chciała być najlepsza. Opis raczej nie pasował do Ravenclaw, ale tata przed śmiercią mawiał, że jakby trafiła do Slytherinu, mogłaby być wielką czarownicą. Oczywiście gdyby tylko się słuchała i nie spędzała całego wolnego czasu w ogrodzie… Chciała przede wszystkim udowodnić tacie, że nie miał racji.

Gdy szukała swojego miejsca, taszcząc ze sobą wielką walizkę i klatkę z malutką sówką imieniem Luna, trzęsła się jak osika. Nie miała powodu, już kilka razy usłyszała jak ktoś powiedział jej cześć, jakieś dzieciaki, które kojarzyła, czy to z jednej, czy drugiej strony rodziny. Jednak chciała znaleźć swoje miejsce, pusty przedział, aby móc w spokoju usiąść i, ewentualnie, rozpłakać się, gdy zajdzie taka potrzeba. Po przejściu niemalże połowy pociągu (lub tak tylko jej się wydawało), poddała się, westchnęła widząc, że w najbliższym przedziale siedzi tylko jedna dziewczynka i zapukała w szybę. Mama mówiła, że miała być dzielna? No to musiała spróbować. Nawet jeśli cała misja skończy się płaczem i jeszcze większym stresem na myśl o tym, że przez całą drogę nie będzie miała gdzie usiąść. A ona chciała usiąść! Chciała wygody, przynajmniej po to, aby ukoić trochę nerwy przed Ceremonią Przydziału! Przecież musiała być wtedy spokojna, opanowana, uśmiechnięta! To był ważny moment w jej życiu i nie mogła tego zepsuć. Zdawała sobie z tego sprawę aż za dobrze.

– Cz-cześć, czy jest tutaj może wolne miejsce? – zapytała niepewnie, ale dość głośno. Niemalże sama sobie tym przeczyła, bo wyglądała na zdecydowaną, aby tam wejść, rozsiąść się jak u siebie, a jednak się zająkała i zawahała na samym początku.

W głowie pojawiła jej się myśl o tym, że przynajmniej tato nie byłby zły o to, że się garbi. Bo definitywnie się nie garbiła. Była wręcz wyprostowana i sztywna jak struna. Nienaturalnie dla jedenastoletniej, prawie dwunastoletniej dziewczynki; dziewczynki z długim blond warkoczem, raczej skomplikowanym i fantazyjnym, nieskazitelnie czystej i wyprasowanej szałwiowej sukience i czarnych lakierkach na niskim obcasie. Czuła się… dziwnie. I tak niesamowicie tęskniła za mamą i rodzeństwem…
bestseller actress
wiek
27
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Aktorka
155 cm wzrostu, blond włosy, błękitne oczy.

Alice Bletchley
#2
09.09.2026, 09:45  ✶  
Alice nie mogła się doczekać pierwszego dnia szkoły i gdy nadszedł, była najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Słyszała od rodziców tyle historii, a w książkach przeczytała chyba wszystko o zamku i jego historii. Każdy dom wydawał się jej fajną opcją, by do niego trafić. W Ravenclawie pewnie spotkałaby wielu mądrych uczniów, którzy mogliby jej pomóc, gdyby miała problemy z nauką. Hufflepuff gromadził najmilszych ludzi na świecie, w Gryffindorze wszyscy wydawali się strasznie odjechani, ale w pozytywnym sensie. Nawet w Slytherinie Alice dostrzegała szansę na przygodę – życie w lochach było co prawda mrożące krew w żyłach, ale na pewno nie mogło być tak źle. Ponoć pokój główny Ślizgonów udekorowano wprost przepięknie i z okien dało się patrzeć na dno jeziora.

Bolało ją tylko, że musi się pożegnać z mamą i tatą na cały rok. Gdyby mogli pojechać z nią… albo chociaż być gdzieś blisko. Byłoby to o wiele lepsze. Wiedziała też, że zatęskni za małą Hestią. Już w pociągu brakowało jej szczerego, dziecięcego śmiechu czterolatki. Alice kochała swoją rodzinę i bardzo nie chciała ich zostawiać, ale cóż… tak to wyglądało. Dlatego starała się skupiać na pozytywach sytuacji wokół siebie, jak to zwykle robiła.

Usiadła w pustym przedziale. Ubrała się w swoją ulubioną sukienkę – kolorową, dość zwiewną z szerokimi rękawami zrobionymi na szydełku. Do tego jej ulubione kozaki w kwiatowe wzory i białe rajstopy. Włosy uczesała jej mama przed wyjazdem, zaplotła je w dwa dobierane warkocze i obwiązała barwnymi wstążkami. Alice miała wielką nadzieję, że ktoś przyjdzie do jej przedziału. Wiedziała, że tak można było poznać przyjaciół nie tylko na czas szkoły, ale i na całe życie.

Dlatego tak bardzo się ucieszyła, gdy w drzwiach pojawiła się śliczna dziewczyna. Wysoka jak na jedenastolatkę, szczupła, nadzwyczaj elegancka. Wyglądała jak kompletne przeciwieństwo Alice, która była dość niska i raczej pulchna, a także ubrana w zupełnie odmiennej palecie kolorystycznej.

– Jasne! Tak, oczywiście! – wykrzyknęła Alice. Po chwili złapała się na tym, że chyba ucieszyła się za bardzo. Nie chciała spłoszyć koleżanki swoim nadmiernym entuzjazmem. Wyciągnęła do dziewczynki rękę do uściśnięcia. – Jestem Alice Bletchley. Miło mi cię poznać i cieszę się, że tutaj przyszłaś. Nie do Ekspresu tak ogólnie, ale do mojego przedziału.

Zarumieniła się. Strasznie plątały się jej słowa. Miała nadzieję, że to nie odstraszy dziewczyny.
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#3
17.09.2026, 18:03  ✶  
Cicho zachichotała, słysząc szczery entuzjazm w głosie dziewczyny. Nowej koleżanki, co przemknęło jej przez myśl chwilę przed tym jak udało jej się wtaszczyć ogromną walizkę do przedziału. Sowa, której klatka umieszczona była na walizce pohukiwała z irytacją. Sabrina potrafiła to rozpoznać głównie dlatego, że robiła tak zawsze, gdy została obudzona. A teraz, cóż, raczej spać nie mogła.

W końcu dziewczynka usiadła naprzeciwko nowej koleżanki i po chwili wahania zdecydowała sie uścisnąć jej dłoń. Starała się wyglądać przy tym luźno, jakby zupełnie nie była spięta i przerażona tym wszystkim, co ją otaczało.

– Slughorn, Sabrina – powiedziała i potrząsnęła uściśniętą dłoń. Alice miała miękką skórę. I była urocza. Czy wszystkie koleżanki miały być tak miłe i urocze jak Alice? Brina nie zapamiętała jako miłych tych wszystkich dziewczyn, które zdążyła poznać na wszelkich balach i bankietach, na które zabierali ją rodzice. Wolała być jednak ostrożna. Co nie zmieniało faktu, że Alice w tym swoim entuzjaźmie wydawała sie być niezwykle szczera. – Mi również bardzo miło cię poznać, Alice.

Uśmiechnęła się, nawet szeroko i spojrzała na swoją sówkę, która w tej samej chwili zaczęła zawzięcie dziobać kratę klatki.

– Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać zachowanie małej Luny. Podróże w klatce są dla niej nowością – rzuciła i wróciła spojrzeniem do koleżanki. Patrzyła jej prosto w oczy i przekrzywiła lekko głowę. – Chyba nigdy nie widziałam cię na spotkaniach towarzyskich dla arystokracji. Rodzice cię na nie nie zabierali?

Dopiero gdy wyrzuciła te słowa z siebie, zorientowała się, że to chyba niezbyt taktowne. Przecież nie każdy był czystej krwi. No i nawet spośród tych nie każdy był mile widziany na tychże spotkaniach. Na bogów, miała ochotę boleśnie uderzyć się w czoło. Czego nie zrobiła, ale zmieszana popatrzyła w podłogę.

– Masz śliczne buty. Czy to stokrotki? – zapytała, wydawać by sie mogło, że tylko po to, aby zmniejszyć napięcie, ale naprawdę zaciekawiły ją te kozaczki w kwiaty. Chciała takie mieć, ale mama jej kiedyś powiedziała, że nie bedzie się dokładała do tego, że będą się z niej koleżanki śmiały. Ale co to były za koleżanki? Finalnie to nie z nimi siedziała w przedziale ekspresu do Hogwartu, prawda?
bestseller actress
wiek
27
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Aktorka
155 cm wzrostu, blond włosy, błękitne oczy.

Alice Bletchley
#4
20.09.2026, 17:08  ✶  
Rodzice zdążyli uprzedzić Alice, że w Hogwarcie niektóre dzieci mogą być dla niej niemiłe ze względu na coś, co nazywano „statusem krwi”. Dziewczynka niespecjalnie rozumiała, o co chodziło. Spytała wtedy ich, czy jedni czarodzieje mieli krew czerwoną, a inni fioletową? Niebieską? Czarną może? Ale nie, tu chodziło o coś o wiele bardziej subtelnego, a raczej kompletnie zmyślonego. Jednych uważano za bliższych mugolom, innych za dalszych, ale czemu to miało wyznaczać wartość osoby? Przecież wszyscy tak samo umieli czarować i dostali się do Hogwartu…

– Luna mi nie przeszkadza, spokojnie – Alice spojrzała na sówkę. – Jaka słodka! Ja wzięłam Vincenta – wskazała na klatkę z nabzdyczonym ptaszyskiem, którą przytachała razem z bagażami. – Jest już stary, ale dobrze zna drogę do mojego domu i do Hogwartu.

Sabrina chyba musiała czystej krwi, bowiem wspomniała o jakichś spotkaniach towarzyskich. Alice speszyła się nieco. Często uczestniczyła w spotkaniach towarzyskich. Kiedyś jej rodzice zapraszali wujka Paula, ciocię Christine i ich małego synka. Ale potem państwo Lockhart umarli, a dziadkowie zabrali ich syna z dala od dawnych znajomych jego rodziców. Byli jeszcze oczywiście inni. No ale to wciąż żadna arystokracja…

Jednocześnie Alice nie mogła powstrzymać lekkiej ekscytacji.

– Nie chodzę na takie spotkania, ale… czy chodzi ci o bale? Takie z sukniami i wachlarzami, i tańcami? – dziewczynka rozmarzyła się na samą myśl o takim wydarzeniu. Wyobrażała sobie przyjęcie jak z bajki. Damy w szerokich, błyszczących spódnicach, ubrane w gorsety, ze złotymi spinkami we włosach. Panowie zaś w eleganckich surdutach, szarmanccy i książęcy. – Tak, to stokrotki. Ale nie tylko. Są też maki i chabry. Rosną w naszym ogródku w Dolinie. Przyjaciółka mamy wyszyła je więc na kozakach z okazji moich urodzin.
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#5
26.09.2026, 11:38  ✶  
Sabrinie aż zaświeciły się oczy, gdy zwróciła uwagę na sowę Alice. Faktycznie Vincent wyglądał na leciwego, ale wciąż był piękny. Taki… dostojny! Jakby. Pomachała w jego stronę.

– Cześć Vinnie! – odparła, niemalże automatycznie skracając imię sowy, mając nadzieję, że ani Alice, ani tym bardziej Vincent się na nią nie obrażą. Miała przecież dobre intencje, a sowy uwielbiała. Każde zwierzę od razu kradło jej serce, jednak w sowach było coś niezwykłego, coś… Właśnie takiego dostojnego.

Słysząc pytanie o bale, pokręciła głową. To wszystko tylko w teorii było przyjemne i miłe. Sabrina zwykle na tych spotkaniach strasznie się nudziła. Rodzice szli do głównego miejsca spotkania, a dzieci, jeśli przychodziły, zostawały w osobnym pokoju, gdzie miały siedzieć grzecznie i nie rozrabiać. Może gdyby mogła chociaż potańczyć, a nie słuchać ciągle jak dzieci mówią jacy to ich rodzice bogaci, jak to ich przodkowie pochodzą od tego czy owego czarodzieja znanego całemu ich światu. Ona chyba jedynie mogła pochwalić się wujkiem Horacym, ale nie chciała, bo przecież nie było chyba nic ciekawego w wujku, który jest nauczycielem. Zwykle sztywno siedziała wtedy na krześle i machała z nudy nogami, słuchając co inni mają do powiedzenia. I zawsze wtedy zapamiętywała i wyrabiała sobie opinie, najczęściej jednak były one niezbyt pochlebne.

– Może dla dorosłych jest to miłe i takie jak mówisz, ale ja tego nie lubię. Wolałabym zostawać w domu i czytać książkę o magicznych roślinach – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Na ostatnie święta w które tata jeszcze żył, podarował jej album z ręcznie malowanymi akwarelami roślinami. Kupił go od jakiegoś swojego znajomego, naukowca-magibotanika, którego imienia kompletnie nie pamiętała.

Rozchmurzyła się na nowo słysząc o kwiatach w ogrodzie rodziny Alice. Patrzyła prosto na koleżankę z prawdziwym zafascynowaniem.

– Ale świetnie! My mamy tylko zioła. Też są piękne i fascynujące, ale raczej nie nadawałyby się na wzór kozaków. – Chociaż z drugiej strony… Urok zielsk mógł zostać oddany na wzorze i Sabrina chętnie by nosiła jakikolwiek element ubioru, który byłby właśnie taki.
bestseller actress
wiek
27
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Aktorka
155 cm wzrostu, blond włosy, błękitne oczy.

Alice Bletchley
#6
09.10.2026, 10:35  ✶  
Alice marzyła, by móc chociaż zobaczyć bal arystokracji. Przebywać w tych pięknych dworkach, zobaczyć suknie wszystkich dam, posłuchać, o czym tam rozmawiano, zatańczyć… Obraz w jej głowie był wzięty raczej z bajki niż z doświadczenia. Cóż, nie miała żadnych innych możliwości sprawdzenia, jak wyglądałoby takie przyjęcie.

Rozumiała jednak również perspektywę Sabriny. Czasem chciało się aż nie uczestniczyć w spotkaniach dorosłych, tylko czytać. Dziewczynki co prawda nie interesowała botanika, poza wymiarem estetycznym.

– Też uwielbiam książki. Choć bardziej lubię czytać te fabularne. Najbardziej te romantyczne. Na przykład baśnie. Lubisz je? – spytała wesoło. – Lubię te od Barda Beedle'a, choć niektórych trochę się boję. Na przykład Opowieści o Trzech Braciach. Kiedyś, kiedy mama mi ją przeczytała, miałam złe sny. Nie wiem, dlaczego te opowieści muszą być takie straszne. Nie powinny nas uczyć o przyjaźni? O pomaganiu sobie nawzajem? O akceptacji?

Mogła o tym mówić wiele, ponieważ sprawa szczególnie ją bulwersowała. Nie wiedziała, czemu dzieci od najmłodszych lat miały bać się śmierci, myśleć o niej. A te historie w ogóle nie miały nic wspólnego z tym, jak odczuwało się odejście kogoś bliskiego. Koncentrowały się tylko na straszeniu, a nigdy nie wyjaśniały, jak radzić sobie potem. Jak w ogóle żyć.

Temat kozaków denerwował ją znacznie mniej, dlatego chętniej do niego przeskoczyła.

– Myślę, że twoje ulubione rośliny na pewno nadawałyby się na kozaki albo sukienkę. Zależy, jakie lubisz kolory – uśmiechnęła się. – Jaki jest twój ulubiony? Chodzi mi o kwiatek. Choć może być też kolor.
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#7
11.10.2026, 10:52  ✶  
– Uwielbiam baśnie – powiedziała, jednak nie mówiła nic więcej, słuchając nowej koleżanki. Ważniejsze było dla niej wysłuchać opinii dziewczynki, niż wypowiedzieć własną. Uśmiech jednak nie schodził z jej twarzy, bo Alice dosłownie powiedziała to, co Sabrina o baśniach myślała. Nie lubiła tych mrocznych, gdy była młodsza zawsze prosiła mamę, aby ominęła straszne fragmentu. Dlatego właśnie mama zawsze omijała Opowieść o Trzech Braciach i baśń o Włochatym Sercu Czarodzieja. Wystarczyło, że raz usłyszała o tej drugiej z wymienionych. Bała się jej niemiłosiernie i… Nie wyobrażała sobie tego. Mama jej tłumaczyła, że to ma uczyć, że nie wolno wyzbywać się uczuć, bo to prowadzi do potwornych wręcz rzeczy i wydarzeń. Jednak tak czy siak Sabrina niesamowicie bała się tej baśni. Bo co, jeśli jej serce kiedyś się takie stanie? Obrośnięte futrem, potworne i nieczułe? Nie chciała nawet o tym myśleć! – Moja mama zawsze mówi, że każda z nich czegoś uczy, ale to jest tak jakby ukryte i trzeba się tego domyślić. Ja słuchając niektórych z baśni mam wrażenie, że za bardzo się boję, żeby długo o nich myśleć. Ale bardzo lubię tę o Fontannie Szczęśliwego Losu.

Zastanowiła się nad słowami Alice. Mogła mieć rację, niektóre z ziół mamy faktycznie były piękne. Szczególnie dyptam. Mandragory nigdy nie widziała w jej pełnej formie, bo mama nie pozwalała wchodzić jej do szklarni z nimi, a reszta… Reszta chyba nieszczególnie się nadawała na haft. Nie były ładne. Co nie zmieniało faktu, że rośliny tak czy siak były fascynujące.

– Dyptam. Znaczy się… yyy… zielony. I różowy. I pomarańczowy, i żółty, i fioletowy. – Zrobiło się jej głupio, bo właściwie to… chyba nie miała ulubionego koloru. Lubiła wszystkie z wyjątkiem niebieskiego, błękitnego, szarego, czarnego… Ech. – Nie śmiej się ze mnie, proszę, Alice, ale chyba nie mam jednego ulubionego koloru. Lubię wszystkie, które się wyróżniają, ale mama mi zawsze mówi, że jakbym połączyła zielony z fioletowym, to bym wyglądała jak szaleniec, więc ubieram się w kolory, które mama mi zaleca. Mówi, że są eleganckie i dziewczęce. A ja nie za bardzo je lubię – powiedziała, zerkając na swoją walizkę, w której wiedziała, że kryje się co najmniej pięć takich samych szarych sweterków. Choć ciepłe i z ciekawymi haftami na rękawach, nie były ładne.
bestseller actress
wiek
27
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Aktorka
155 cm wzrostu, blond włosy, błękitne oczy.

Alice Bletchley
#8
10 godzin(y) temu ✶  
Przypomniała sobie baśń o fontannie szczęśliwego losu i uśmiechnęła się lekko. Bardzo lubiła jej zakończenie, chociaż Glista ją nieco przerażała. Cóż, ponoć każda baśń miała jakiś morał, przestrzegała przed czymś dzieci. Przy tej Alice wydawało się, że życie nie było w pełni zależne od losu. Ludzkie wybory były nawet ważniejsze.

Dlatego Alice podjęła decyzję, by wbrew wszystkim dorosłym oddzielającym dzieci półkrwi od czystokrwistych, zaprzyjaźnić się z Sabriną Slughorn. Sabriną, której rodzice zakazywali nosić zieleń z fioletem. Sabriną, która chodziła na bale, choć nigdy tego nie chciała. Sabriną, która kochała kwiaty i zapewne miała zostać prymuską na zielarstwie.

– Noś to, co wskazuje ci serce. Serio. Tak zawsze mówiła mi moja mama. Żebym nie brała sobie do serca negatywnych opinii. I żebym robiła to, co kocham, nawet jeśli świat mówi, żeby tego nie robić. I ty też tak powinnaś – Alice uśmiechnęła się promiennie. – Jeśli chcesz, możemy się kolegować. W szkole. Nawet jak będziemy w innych domach. To nie jest znowu takie ważne. Tata mówi, że tiara przydziału pewnie te domy losuje, żeby wszędzie było podobnie dużo osób. Nie wiem, czy ma rację, to całkiem możliwe – zaśmiała się. Czasem nie wiedziała, czy tata żartował, czy mówił coś zupełnie serio.

Wtedy właśnie do ich przedziału podeszła pani z wózkiem pełnym przekąsek. Alice najbardziej lubiła te słodkości, które się nie ruszały. Jedzenie czekoladowych żab wydawało się jej nieco okrutne.

– Mam pomysł. Zamówmy sobie orzeszki w czekoladzie. A potem możesz mi opowiedzieć o najładniejszych kwiatkach. Oprócz dyptamu – zaproponowała Alice.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Bletchley (1143), Sabrina Morgan (1591)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa