10.07.2026, 13:32 ✶
Uśmiechnął się. I wciąż obserwował – jego uważne oczy śledziły z uwagą zarówno to, co działo się w bibliotece, jak i poczynania ukochanej siostry. Wraz z uniesieniem kącików ust, na posępną twarz padło kilka metaforycznych promieni słońca, ale tym co wybrzmiewało z jego mimiki było przede wszystkim głębokie skupienie. Ludzie musieli w swoim życiu przywdziewać wiele ról, Alastor wydawał się w tym naprawdę dobry. Można było powiedzieć, że z jednej z nich nie wychodził nigdy – nie istniało coś, co ściągał z pleców wychodząc z biura w Ministerstwie – ciągnął ze sobą cały ten bagaż wszędzie gdzie tylko się pojawiał, a jakby się nad tym zastanowić głębiej, to… Może on ten bagaż miał nawet wcześniej, jeszcze zanim przekroczył próg Ministerstwa. Spojrzenie jakim obdarowywał teraz swoje otoczenie zdawało się przyklejać do niego jeszcze kiedy był małym dzieckiem udającym za pomocą patyka, że magia jaką się posługuje jest czymś więcej niż spontanicznymi wybuchami euforii lub smutku.
– Nie widzę go – przyznał – ale to możliwe. Bo to są działania durne i zatruwające życie, ale nieszkodliwe. Duch by nas nie zabił, bo nie będzie miał się z kim bawić, a klątwa… – zmarszczył brwi – szybko ujebałaby nam palce.
Odsunął ich od regału, tak żeby na nich nie spadł w całym panującym tutaj chaosie. Nie walczył ze spadającymi książkami, póki ich okładki nie próbowały podbić któremuś z nich oka – rzucał jedynie zaklęcia rozpraszające, tu i ówdzie, jeśli wyczuł moment mogący zapobiec zawaleniem się w dół którejś z półek.
– Co chciałaś mi powiedzieć?
Oczywiście, że zauważył. Zauważył też, że im dłużej rozmawiali, tym mniej mówiła. Nie zamierzał zmuszać jej do nadawania jak katarynka, ale zauważał takie subtelne zmiany. Kiedy nie ucinał żadnych wątków, to trochę tak, jakby panowała pomiędzy nimi cisza.
@Millie Moody
– Nie widzę go – przyznał – ale to możliwe. Bo to są działania durne i zatruwające życie, ale nieszkodliwe. Duch by nas nie zabił, bo nie będzie miał się z kim bawić, a klątwa… – zmarszczył brwi – szybko ujebałaby nam palce.
Odsunął ich od regału, tak żeby na nich nie spadł w całym panującym tutaj chaosie. Nie walczył ze spadającymi książkami, póki ich okładki nie próbowały podbić któremuś z nich oka – rzucał jedynie zaklęcia rozpraszające, tu i ówdzie, jeśli wyczuł moment mogący zapobiec zawaleniem się w dół którejś z półek.
Rzut PO 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
– Co chciałaś mi powiedzieć?
Oczywiście, że zauważył. Zauważył też, że im dłużej rozmawiali, tym mniej mówiła. Nie zamierzał zmuszać jej do nadawania jak katarynka, ale zauważał takie subtelne zmiany. Kiedy nie ucinał żadnych wątków, to trochę tak, jakby panowała pomiędzy nimi cisza.
@Millie Moody