• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be

[01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
03.09.2026, 20:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 21:59 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Bajarz II
Kilka ulic dalej, po drodze przez Pokątną, zdążyłam już dojść do wniosku, że ten wieczór powinien się skończyć na pierwszej rozsądnej okazji do usiądnięcia, wysuszenia się i zrobienia czegoś, co nie wymagało biegania za nikim po mokrym bruku, najlepiej do uzupełnienia procentów w krwioobiegu. Razem z Prue skierowałyśmy się więc do Dziurawego Kotła, licząc na to, że znajdziemy tam kawałek wolnego miejsca i przynajmniej przez najbliższe pół godziny nikt nie będzie próbował organizować żadnych rewolucji, napadać na kogoś ani urządzać spontanicznych pościgów, oczywiście, już po kilku minutach stało się jasne, że najwyraźniej wymagałyśmy od tego wieczoru zdecydowanie zbyt wiele…
Deszcz w końcu zelżał, chociaż bruk nadal błyszczał od wilgoci, a nad ulicą unosiła się ta charakterystyczna wieczorna mieszanina zapachów, przede wszystkim dymu z kominów oraz ciepłego jedzenia, którego woń przyprawiała mnie o burczenie w żołądku. Rozmawiałyśmy o czymś zupełnie niezwiązanym z polityką, kiedy niedaleko wejścia do „Dziurawego” Kotła znowu usłyszałam podniesione głosy i odruchowo zwolniłam, bo po ostatnich wydarzeniach nauczyłam się, że podniesione głosy w tej okolicy rzadko zwiastowały coś dobrego. Zaczęłam stawiać wolniejsze kroki, łapiąc przy tym przyjaciółkę za rękę, aby również zwróciła na to uwagę - przy jednej ze ścian, przed drzwiami lokalu, zebrała się niewielka grupa czarodziejów i goblinów, najwyraźniej związanych z tym samym niedoszłym wiecem, który kilka godzin wcześniej miał doprowadzić do wielkiej dyskusji o równych prawach, a skończył się mniej więcej tak dobrze, jak można było przewidzieć po pierwszych pięciu minutach.
Jeden z czarodziejów trzymał w ręce pomiętą ulotkę, drugi najwyraźniej próbował coś komuś tłumaczyć, a goblin stojący naprzeciwko nich co chwilę podnosił głos, kiedy ktoś próbował mu przerwać. Nie trzeba było długo słuchać, żeby zrozumieć, o czym rozmawiali, wrócił temat Buntu Goblinów z 1612 roku, tym razem w znacznie poważniejszym wydaniu, bo zamiast przerzucać się wyłącznie oskarżeniami, zebrani zaczęli zastanawiać się nad tym, dlaczego w ogóle dochodziło do takich krwawych powstań i walk - los najwyraźniej miał wyjątkowo kiepskie poczucie humoru - jeszcze niedawno biegłyśmy za jednym z takich stworów przez mokre uliczki, a teraz znalazłyśmy się kilka kroków od grupy jego pobratymców, którzy z pełną powagą rozbierali na części przyczyny krwawych powstań sprzed kilku stuleci. Padło nazwisko jednego z przywódców powstania, potem wspomnienie o ofiarach i o tym, że w czasie walk ginęli nie tylko ci, którzy rzeczywiście brali udział w starciach, co ironicznie dobrze oddawało również naszą obecną sytuację, tyle tylko, że teraz chodziło o charłaki i mugolaków, którzy raczej nie posuwali się tak daleko jak prowodyrzy tamtych zdarzeń…
Z uchylonych i zamkniętych drzwi „Dziurawego Kotła” dobiegł tymczasem gwar rozmów i brzęk naczyń, ktoś przechodzący obok potrącił jedną z ulotek leżących na ziemi, wiatr przesunął ją kilka centymetrów po mokrym bruku, prosto pod moje obcasy - popatrzyłam na nią, później na grupę i w końcu na Prue, po czym ruszyłam powoli w stronę wejścia, starając się nie zwracać na nas uwagi, gdyż w międzyczasie rozmowa szybko zeszła na pytanie, czy przemoc była konsekwencją wieloletniego ucisku, czy też w pewnym momencie stawała się już własną siłą, która przestawała potrzebować pierwotnego powodu, a ja nie chciałam na to odpowiadać…
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
03.09.2026, 21:26  ✶  

Dziurawy Kocioł był bezpieczną opcją, to znaczy powinien być, miał swoją renomę. Można tam było wejść na drinka, czy dwa, jeśli miało się ochotę z kimś pogadać, to zawsze ktoś otworzył usta, ale jeśli chciało się pomilczeć i popatrzeć w ścianę to nikt w tym nie przeszkadzał. Ona i Cressida zdecydowanie potrzebowały podobnego miejsca, więc Dziurawy Kocioł wydawał się być idealnym jak na to, co je dzisiaj spotkało. Bez problemu powinny mieć szansę tam usiąść, zająć jeden ze stolików i odsapnąć po tym jakże intensywnym dniu. Prue nie spodziewała się tego, że aż tyle przygód miało ją spotkać, Cressida również wydawała się zaskoczona. Miały tylko pójść na wiec, zobaczyć co gadają ludzie i wrócić do domu. Czy jednak to, że gobliny rozlazły się po Londynie nie było już samo w sobie zapowiedzią na to, że w różnych miejscach może zrobić się gorąco? No było.

Aura nieco się zmieniła, deszcz nie padał już tak intensywnie jak wcześniej, chociaż niczego to nie zmieniało, zdążyły już całe przemoknąć, Cressida w sumie drugi raz tego wieczoru, oby równie szybko co wcześniej udało im się ją wysuszyć, w sumie teraz to je, bo dołączyła do grona zmokłych kur.

Były blisko miejsca docelowego, kiedy Cressida złapała ją za rękę, co musiało mieć związek z tym, że gdzieś obok toczyła się bardzo intensywna rozmowa, słychać było uniesione głosy. Tyle by było z ich spokoju. Po tym, co przytrafiło im się wcześniej tego dnia uważała, że zwolnienie kroku było dobrym pomysłem, nie wiadomo kto tym razem stanie im na drodze.

Chcąc nie chcąc do ich uszu dotarło o czym dyskutowali. Nie miała pojęcia jak to możliwe, że znowu chodziło o gobliny, czy to był jakiś dzień goblina, ich święto? O co tutaj właściwie chodziło. Westchnęła jedynie ciężko. Miała nadzieję, że uda się im przejść obok niezauważonym, zniknąć z radaru tych osób, nie do końca chyba miała siłę dzisiaj na podobne dyskusje, już nie.

Drzwi Dziurawego Kotła były uchylone, wydawało się, że było tam całkiem cicho, więc jeszcze najwyraźniej nikt o kontrowersyjnych poglądach nie zdążył wejść do środka, faktycznie to mógł być ich dzisiejszy azyl. Cressida najwyraźniej miała podobne podejście, powoli ruszyła w stronę drzwi, Prue do niej dołączyła - zignorowała ulotkę, która znalazła się na bruku, nie chciała nawet na nią patrzeć. Już niemalże dotykały klamki, kiedy mogły usłyszeć pytanie.

- Królowe złote, dziewuszki najwspanialsze, a wy co sądzicie o braku reprezentacji goblinów w Wizengamocie, na pewno macie coś mądrego do powiedzenia. - Już miała wyciągnąć rękę, by złapać klamkę, zatrzymała ją jednak w powietrzu, przez chwilę się wahała, jednak stwierdziła, że najprościej będzie udać, że tego nie słyszała. Nie spojrzała przez ramię, nie odwróciła się - miała nadzieję, że jej przyjaciółka również tego nie zrobiła. Zamiast tego w końcu otworzyła drzwi od Dziurawego Kotła licząc na to, że zaznają tam chwili spokoju.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
03.09.2026, 22:00  ✶  
Oczywiście, że nie mogło być tak łatwo, przez ostatnie kilka godzin los najwyraźniej bardzo konsekwentnie próbował udowodnić nam, że jeżeli w obecnych realiach miało się już konkretny plan na wieczór spędzany na mieście, najlepiej było natychmiast go porzucić i po prostu płynąć z prądem, w tym przypadku bardzo rwącym. Odwróciłam głowę tylko odrobinę, żeby spojrzeć na osobę, która postanowiła zagadnąć nas o reprezentację goblinów w Wizengamocie, samo pytanie było całkiem poważne, ale sposób, w jaki zostało zadane, sprawił, że uniosłam brwi. „Królowe złote” i „dziewuszki najwspanialsze” zdecydowanie nie były określeniami, których spodziewałam się usłyszeć przed „Dziurawym Kotłem” od kogoś, kto nie wyglądał mi na kompletnego żula, szczególnie po całym dniu, podczas którego miałam już wystarczająco dużo kontaktu z polityką, goblinami, fałszerstwami i ludźmi przekonanymi, że właśnie znalazłam się na właściwym miejscu, żeby wysłuchać ich opinii. Przez chwilę rozważałam więc najbardziej dojrzałą reakcję, na jaką było mnie stać, czyli wejście do środka i udawanie, że absolutnie niczego nie słyszałam, modląc się w myślach, aby Prudence zrozumiała mnie na ich przekaz, chociaż żadna z nas chyba nigdy nie nauczyła się korzystać z fal i teraz zaczynałam tego bardzo, ale to bardzo poważnie żałować.
- Myślę, żeeee… - Zaczęłam bardzo powoli, po czym zawiesiłam głos i spojrzałam na Prue, przełykając ślinę, w tym momencie chciałam się upewnić, czy obie myślalyśmy o tym samym - że należało spierdalać do środka, i to natychmiast - na szczęście rzeczywiście mnie zrozumiała, zrobiła jedyną rozsądną rzecz i sięgnęła do klamki, najwyraźniej postanawiając udawać, że tłum za naszymi plecami wcale nie istniał. Ja również postanowiłam wykazać się podobną roztropnością, przynajmniej przez sekundę, ale że niestety nigdy nie byłam szczególnie dobra w przemilczaniu rzeczy, które doprowadzały mnie do szału, więc zatrzymałam się jeszcze na progu, odwróciłam głowę i spojrzałam w stronę grupki, która najwyraźniej za wszelką cenę chciała wciągnąć nas w kolejną dyskusję tego wieczoru.
- Jebać gobliny! - Wyrzuciłam z siebie na cały głos, po czym uniosłam rękę w geście ostatecznego pożegnania. - Jebać was, jebać wiece, jebać wasze powstania z szesnastego wieku i jebać każdego, kto jeszcze dzisiaj spróbuje mnie zapytać o reprezentację kogokolwiek w czymkolwiek! Nara! - Dopiero wtedy weszłam do środka, zdecydowanie zbyt zadowolona z własnej przemowy, po czym głośno zamknęłam za sobą drzwi, odcinając nas od gwaru ulicy - oparłam się plecami o drewno, spojrzałam na Prue i uśmiechnęłam się szeroko, ociekając nie tylko deszczem z włosów i rękawów, lecz także czystą satysfakcją.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
07.09.2026, 18:40  ✶  

Ten dzień… ten dzień, a właściwie wieczór był tak okropnie intensywny, że Prue następnym razem dwa razy miała się zastanowić nad tym, czy faktycznie wyjdzie z domu. Tam było ciepło, przytulnie, spokojnie, nie musiała radzić sobie z interakcjami z ludźmi no i goblinami, które okazywały się być bardzo, ale to bardzo skomplikowane - najwyraźniej dwie kobiety nie mogły poruszać się wieczorem ulicami Londynu bez zaczepienia, a szkoda, chociaż - czy wtedy miałyby co wspominać, bo nie wątpiła w to, że ten wieczór na pewno będą.

Nie obeszło się bez zapytania kobiet o zdanie na jakiś gobliński temat. Naprawdę chciała to zignorować, spojrzała na Cressidę, przyglądała jej się przez chwilę, bardzo zależało jej, żeby po prostu napić się drinka, nie gadać już dzisiaj z nikim więcej, chciała, aby miały trochę spokoju, już jeden bar musiały opuścić przez te krasnoludy, to było jednak za mało, najwidoczniej prosiły się o więcej, czy miały coś takiego w swoim wyglądzie, co sugerowało, że chciałyby się dołączyć do tej dyskusji? No nie wydawało jej się.

Przyjaciółka zaczęła mówić, Prue w między czasie sięgnęła w stronę klamki - spodziewała się bowiem, że i Cressida może mieć dość tego całego, goblińskiego zachowania. Nie myliła się zbytnio. Zdążyła otworzyć drzwi, zrobić krok w stronę wnętrza baru, kiedy do jej uszu dobiegły elokwentne słowa Cressidy. Nie odwróciła się jednak, weszła głębiej do pomieszczenia, dopiero wtedy spojrzała przez ramię - chcąc sprawdzić, czy i ona już jest w środku. Liczyła na to, że nie zwróciły na siebie zbyt wielkiej uwagi, było to trochę wejście smoka, jednak ludzie przy stolikach wydawali się być zajęci rozmowami, które prowadzili. Prue jeszcze szybko rozejrzała się po Dziurawym Kotle, wolała się upewnić, że w środku nie ma żadnych goblinów, bo tych miała dość na dzisiejszy wieczór. Nie zauważyła nikogo, kto spowodowałby, że wyszłaby z baru - w sumie gobliny łatwo było przegapić, ale miała nadzieję, że wzrok jej nie mylił.

- Ja nie mogę, co kogo obchodzi, czy jakiś goblin będzie w Wizengamocie? Zaraz każdy będzie chciał mieć swojego reprezentanta, będą trytony, wilkołaki, wampiry, może i jednorożce? - Rzuciła jeszcze w stronę Cressidy. No tego to by było zbyt wiele, każdy powinien znać swoje miejsce, przynajmniej zdaniem Prue. Lubiła gdy świat był uporządkowany, nie znosiła zmian, nie podobało jej się to, że tamci tak głośno zaczęli krzyczeć o swoich prawach.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
07.09.2026, 19:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2026, 19:43 przez Bard Beedle.)  
Przez moment naprawdę miałam wrażenie, że mogłyśmy jeszcze uratować nasz wspólny wypad na miasto, nieważne, jaki by on nie był nieprzewidywalny, chaotyczny i zupełnie niezgodny z planem - przekroczenie progu Dziurawego Kotła stanowiło w mojej wyobraźni coś w rodzaju magicznej granicy, za którą wszystkie dzisiejsze nieszczęścia powinny były zostać na ulicy, razem z deszczem, przemoczonymi ulotkami, fałszywymi monetami i z tamtym skurwiałym goblinem, który okazał się być zdecydowanie szybszy, niż pozwalał mu na to jego wzrost - przez kilka minut, które zajął nam spacer z ponurych części magicznego Londynu z powrotem do cywilizacji było nawet dobrze, ale potem… Potem znowu stałyśmy się częścią czegoś, w co nie chciałyśmy być zamieszane - nic więc dziwnego, że troszeczkę puściły mi nerwy, prawda? Każdy byłby zirytowany w takiej sytuacji, a przynajmniej tak usiłowałam się przed sobą wytłumaczyć, zanim weszłam za Prue do środka, zamknęłam drzwi, otrzepałam rękawy, chociaż nie miało to większego sensu, i rozejrzałam się po wnętrzu, najpewniej przypominając kogoś, kto właśnie wrócił z wojny, podczas gdy w rzeczywistości naszym największym osiągnięciem tego wieczoru było jego przeżycie w jednym kawałku. Na szczęście było tu spokojnie, ciepło i zwyczajnie, a przede wszystkim nie dostrzegłam w zasięgu mojego wzroku żadnego niedoszłego wiecownika, który mógłby w tej chwili podejść do nas z kolejnym pytaniem dotyczącym Wizengamotu.
Spojrzałam na Prue, kiedy zaczęła wyliczać wszystkie możliwe stworzenia, które mogłyby zażądać własnego miejsca w Wizengamocie, i parsknęłam śmiechem, bo jej ton doskonale zdradzał, że nie zamierzała prowadzić żadnej poważnej debaty, tylko zwyczajnie robiła sobie jaja z całej tej sytuacji.
- A potem będą reprezentanci duchów. I dementorów, bo przecież oni też mają uczucia. - Ciągnęłam po niej, kierując się do miejsc przy najbliższym wolnym stoliku. - Będą domagały się prawa do głosowania, chociaż połowa z nich nie ma nawet porządnego ciała, ani nawet półmaterialnej ręki, żeby podpisać się pod dokumentem, i… Wiesz co? Masz rację. - Przytaknęłam z całkowicie poważną miną, po czym usiadłam ciężko na krześle i oparłam się plecami o jego wysokie oparcie, dopiero teraz czując to, jak bardzo byłam zmęczona, całe ciało miałam jeszcze rozgrzane po biegu, ale moje ubrania pozostawały mokre i chłodne, więc z pewnością byłam w stanie docenić ciepło bijące z pobliskiego rozpalonego kominka oraz bez dalszego wahania zamówić nam zasłużonego mocnego grzańca, herbatę z wkładką albo chociaż korzennego drinka czy dwa. - Uważam, że Wizengamot powinien natychmiast przygotować miejsca dla wszystkich, którzy mogą poczuć się uprawnieni do wyrażania się za ogół magicznej społeczności. - Rozejrzałam po sali jeszcze raz, tak profilaktycznie, upewniając się, że rzeczywiście nigdzie nie czaił się kolejny uczestnik tamtego nieszczęsnego zgromadzenia - nie znalazłam żadnego, więc po raz pierwszy od kilku godzin pozwoliłam sobie naprawdę się rozluźnić. - Jedno dla trytona, najlepiej takie w akwarium. Jedno dla wilkołaka, ale chowane podczas pełni, bo po co mu wtedy krzesło. Nie daj, Merlinie, ktoś inny by na nim usiadł, a one są przecież terytorialne. Wampirowi przydałoby się miejsce gdzieś z dala od okien, ponieważ dostosowanie posiedzeń do godzin wieczornych mogłoby się gryźć z trybem życia wilkołaków, a jednorożec mógłby stać i głosować za pomocą machnięcia grzywą. Moja Stara też by sobie jakieś znalazła, bo lubi dyskutować, mogłaby być tam całkiem ważna. Nie uważasz, że to plan idealny?- A jeśli już o moją matkę i jej mądrości chodziło… Odsunęłam mokre włosy, które przykleiły mi się do policzków, przygotowując się na pełne poniesienie konsekwencji naszych dotychczasowych decyzji, najpewniej rychłe, bo mięśnie nóg już zaczynały przypominać mi o tym, że najwyraźniej nie były stworzone do pościgów ulicznych, a w prawym bucie chlupała mi woda, wydając mokro-mlaszczący dźwięk przy każdym ruchu - spojrzałam na własne obuwie, kręcąc głową, z mieszaniną żalu i wyrzutu, po czym uznałam jednak, że skoro przeżyło dzisiejszy wieczór, zasługiwały na całkiem spore uznanie, w końcu nie miało łatwo, jak i my - co za życie, co za świat…
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
07.09.2026, 20:26  ✶  

Może był to moment, w którym powinny stwierdzić, że już na nie czas. Pożegnać się, życzyć sobie miłej nocy i oddalić się w kierunku domów. Najwyraźniej jednak miały jeszcze odrobinę nadziei na to, że przyjdzie im się w spokoju napić drinka. Niby to nic wielkiego, ale jak widać w tym wypadku nie było to wcale takie proste. Zaczęło się całkiem niewinnie, skończyło - cóż, zostały wyjebane z Dziupli, później zgubiły goblina spierdalającego z hajsem, a teraz jeszcze kolejni przyjemniaczkowie próbowali je wmieszać w swoje konwersacje - jakby faktycznie miały na twarzy napisane To my, wybierz nas, bardzo chcemy rozmawiać.

Nie dziwiło jej wcale to, że Cressidzie puściły nerwy, wykazywała się jak do tej pory ogromną cierpliwością, każdy miał swoje granice, sama Prue rzadko kiedy pozwalała sobie na to by w podobny sposób rozładowywać emocje, jednak rozumiała, że niektórzy byli zdecydowanie dużo bardziej ekspresyjni od niej. Zupełnie jej to nie przeszkadzało.

- Och, jak mogłabym o nich zapomnieć! - Nie powinna sobie pozwalać na takie faux pas. Jakże mogła nie pomyśleć o duchach, czy dementorach, te na pewno też chciałyby mieć swoich reprezentantów w Wizengamocie. Każdy by chciał, bo czemu nie? Przecież znalazłoby się tam miejsce dla wszystkich, ależ oczywiście, nie było sensu się krępować.

- Powinni znaleźć nieco większą lokację, najlepiej na wczoraj, bo zainteresowani mogliby się nie zmieścić. - Może warto było podrzucić ten pomysł do ministerstwa, czemu by nie, w końcu wszyscy byliby szczęśliwi, mogliby mówić głośno swoje zdanie, reprezentować się przed Wizengamotem, to byłaby prawdziwa Idylla.

- Zaiste, to doskonały plan, na pewno się uda. Jeszcze wypadałoby przygotować jakąś jednostkę, która będzie czuwała nad tym, aby się przypadkiem nie pogryźli, wiadomo, jakie nastroje panują między różnymi gatunkami. Nie warto się przejmować generowaniem kosztów, przecież aktualnie nie ma żadnych, ważniejszych wydatków. - Mniejsza ze śmierciożercami, pożarami i innymi takimi sprawami, trzeba by w końcu jasno określić priorytety, prawda?

Prue pokręciła jeszcze głową, nie mogła się nadziwić, że niektórzy uważali, że wyciąganie podobnych tematów w tej chwili było właściwe, naprawdę mieli dużo poważnych problemów na głowie, a ci myśleli tylko o własnych dupach. Czego więcej jednak powinni się spodziewać po goblinach? One nie cieszyły się zbyt dobrą opinią, w sumie po dzisiejszym dniu zaczęła rozumieć podejście osób, które za nimi nie przepadały. Nie spodziewała się, że ją spotka coś takiego, co spowoduje, że będzie patrzeć na nich sceptycznie, jak widać jednak czasem niewiele trzeba, aby zmienić swoje zdanie. Ogólnie była przecież tolerancyjna, akceptowała inność, tyle, że nie była w stanie zgadzać się z tym, że ktoś chciał zmieniać aktualnie panujący porządek. Ktoś go przecież ustalił, wszystko działało od lat, jaki był więc sens w tym, aby nagle go zmieniać? Korzystali z okazji, korzystali z tego, że nastroje były różne, chcieli przepchnąć te swoje postulaty… nie podobało jej się to strasznie.

Postanowiła w końcu ruszyć się do jednego z wolnych stolików, złapała przy tym przyjaciółkę za rękę, aby nie daj Merlinie gdzieś jej teraz nie zgubić. Usiadła przy najbliższym wolnym miejscu, zdjęła wcześniej płaszcz, gdy tylko jej tyłek znalazł się na krześle próbowała złapać wzrok barmana. Potrzebowała się napić i nie wątpiła w to, że Cressida również miała podobne potrzeby. Zbyt dużo dzisiaj przeżyły, za bardzo je wkurzono - musiały odreagować. W końcu ktoś do nich podszedł, najwyraźniej widać było po kobietach, że znajdują się w ogromnej potrzebie, minęło ledwie kilka minut, a znalazły się przed nimi kolorowe shoty. - Mamy to chyba wypić za zdrowie jednorożców, jak wlejemy w siebie wszystkie te kieliszki to będziemy rzygać tęczą. - Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. - albo będziemy świecić w ciemności, ciekawe z czego to robią. - Być może lepiej było w to nie wnikać, nie wiedzieć, czasem wypadało po prostu zamknąć oczy i pozwolić sobie ponieść się chwili. - To co, pijemy za to, żeby naszym goblińskim przyjaciołom przez kolejne setki lat nie udało się nic zmienić? - Nie miałaby nic przeciwko temu, naprawdę, podobało się jej to, jak aktualnie wyglądał magiczny świat.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1542), Prudence Fenwick (1504)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa