• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Docklands [22.09.1972, Knajpa w dokach] Nic nie poszło jeszcze z dymem

[22.09.1972, Knajpa w dokach] Nic nie poszło jeszcze z dymem
Sztafaż
wiek
51
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kapitan

Cenwealh Flint
#1
21.09.2026, 17:31  ✶  
Swąd dymu dosięgnął nozdrzy kapitana podniebnego statku. Widok rozdzierającej Londyn na wskroś szczeliny był monumentalnym popisem magicznym, ale przede wszystkim był terrorem który - o ironio - mimo gorejącego wszędzie na dole ognia, staremu Flintowi mroził krew w żyłach. Okrucieństwo jakie spotkało tych malutkich niczym mrówki, rozbieganych w panice obywateli metropolii było nieporównywalne z tym, czego świadkiem był Cenwealth; samemu nie piekło go w twarz rozpalone drewno i nie dusił się od czadu. Z drugiej strony… perspektywa i skala wydarzenia była dla niego od razu widoczna. Serce zaś utonęło mu, myśląc o zostawionej tam, na dole, rodzinie, z którą przecież nie tak dawno odzyskał tak upragniony, względnie dobry kontakt.
Ostry zapach przestał go dusić, płuca odetchnęły głębiej, gdy wyryty jak blizna w jego pamięci obraz rozmył się. Zamiast wspomnienia, uformował rzeczywistą wizję: knajpę, która wciąż przez pochłonięty przez ściany zapach trącała dymem. Tym razem od wędzonych dorszy. Mimo dzisiejszego dnia, kiedy Heregyþ zadbała o różnorodność, ale i odrębność od standardu obecnych wewnątrz potraw, nie dało się zamaskować tego, jaki lokal był na co dzień. Wątły uśmiech zagościł pod wąsem jegomościa wyrwanego z koszmaru. Zaglądając do środka, dostrzegł swoją rodzinę, o którą tak się wtedy obawiał. Nie obyło się bez strat, ale przynajmniej mogli wrócić do pozornej normalności, skoro nie były - przynajmniej dla najbliższych - aż tak dotkliwe. Dyskretnie przyuważył podawane do stołu ciasto dyniowe i zaraz później inne, słodkie przekąski. Zatarł ręce, bo po krótkiej przerwie na oddech, przepiórka w żurawinie już zdążyła się uklepać w jego żołądku. Przyszła więc już odpowiednia pora na deser.
Zanim tylko ruszy do środka, chciał doprowadzić się choć trochę do porządku. Klepnął się dwa razy w policzki, by nabrać z powrotem rumieńców na pobladłą twarz. Wyciągnął zza pazuchy też fajkę, by nieco opanować płytki jeszcze oddech. Zanim zdążył strzelić palcami by ją odpalić, zauważył wynurzającą się z przedsionka znajomą sylwetkę.
— Młody! Też wyszedłeś zapalić? — roześmiał się dolną połową twarzy, rzucając pierwsze, co mu ślina na język przyniosła, by zagaić czymkolwiek co nie zatruje atmosfery. Zapeszył. Od razu złapał lekki napad kaszlu, opanowując się dopiero po chwili. Za szybko zaczerpnął oddechu i dał się pokonać wilgotnemu, zdradliwemu powietrzu. — Szlag…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cenwealh Flint (358)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa