• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać

[07.10.1972, Ostoja dla zwierząt] Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#21
21.08.2026, 11:16  ✶  

Być może tutaj właśnie się różniły: Guinevere nie była twórczynią, nie wykonywała rzeczy na zamówienie, nie warzyła eliksirów, nie odlewała świec, nie rzeźbiła w drewnie. Obrała zupełnie inną ścieżkę kariery, woląc ślęczeć godzinami nad jakimiś starymi manuskryptami, z pędzelkiem w ręku, czytając stare wróżby czy przepowiednie, lub po prostu leczyć. Szkice i malunki to było coś… w oderwaniu, możliwość przelania myśli na papier w zupełnie innej formie, jak wypowiada się słowa, wszak to też był język, tylko taki, którego się nie słyszało i który nie miał liter, a alfabet ukrywał się w symbolach, motywach. Czasami były to zupełnie niezrozumiałe bohomazy, czasami pejzaże, czasami abstrakcja czy połączenie znanych elementów z zupełnie do siebie na pierwszy rzut oka nie pasującymi.

– Bardzo proszę, te są dla ciebie – dotyczyły przecież Helloise i nie służyły Ginny do uporządkowania myśli, a do pokazanie jej tego, co sama zobaczyła, bo może to ją jakoś bardziej naprowadzi… może nie od razu na rozwiązanie zagadki, a przynajmniej na właściwą drogę, zamiast błądzenia po omacku.

Po części myślała, że to nie jest żaden konkretny krajobraz, w końcu jej nic on nie mówił i wydawało jej się to trochę za mało by cokolwiek odczytać, ale nie pochodziła stąd: tam, gdzie się wychowała dużo było pustki i piasku, i wiele miejsc wyglądało zwyczajnie podobnie do siebie, nie przywykła więc do tego, że w Wielkiej Brytanii dużo rzeczy znaleźć jest prościej. Zdziwiła się więc, gdy Helloise orzekła, że wie, co to jest, to co jej właśnie namalowała. Ale… czy naprawdę powinna być zdziwiona? Już jeden uporczywy sen o jeziorze, który namalowała w kilku sztukach, a rysunki walały się gdzieś po głównym namiocie na wykopaliskach (bo nie dawało jej to spokoju), doprowadził ich do miejsca, którego nigdy nie widziała na własne oczy, a które rzeczywiście istniało. Wtedy uważała to za przypadek i za zagnieżdżenie się w jej głowie bardzo starego wspomnienia. Teraz zaś przekrzywiła lekko głowę.

– Snowdonii? W sensie w Walii? – było jeszcze wiele miejsc, których musiała się nauczyć, ale tę nazwę chociaż kojarzyła, przecież spędzała w Walii mnóstwo czasu, ale akurat nie przy smoczych górach. – To kawałek stąd – Guinevere lekko zmarszczyła brwi, ponownie sięgając po herbatę.

– Wróżby są jak… – urwała na moment, zastanawiając się jak odpowiednio wytłumaczyć to Helloise. – Język, którym posługuje się magia. Niebezpośredni i czasami mało precyzyjny, bo zależny od interpretacji wróżbity, ale to nadal tylko język, a wróżbita jest tłumaczem, który rozczytuje go na mowę zrozumiałą dla innych. Każdy może się tego nauczyć, tak jak uczy się innego języka i wszystkich jego niuansów kulturowych. Wróżbita odczytuje to, co magia, absolut, a może bogowie, chcą nam przekazać, gdy szukamy odpowiedzi. A czasami bez pytania. Może to coś, albo ktoś, po prostu wyczuł jakieś drgania magii wokół siebie, gdy kula chciała dać odpowiedź? Nie potrafię powiedzieć.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#22
08.09.2026, 00:26  ✶  
Helloise sama nie potrafiła dokładnie przypomnieć sobie, gdzie w Snowdonii widziała ten krajobraz, to ukształtowanie terenu i to drzewo. Uroczysko. Jęła więc zrazu rozmyślać nad tym, komu pośle rysunki Guinevere. Czy matce, czy może jednak najstarszemu z braci? Matka była w domu wiekiem najbardziej zaawansowana, a roślinność należała do wielkich jej zamiłowań. A jednak zdawało jej się, że to brat mógł więcej tajemniczych zakamarków rezerwatu zwiedzić z ich ojcem za życia staruszka. Być może nie było sensu się nad tym zastanawiać. Zapewne Helloise będzie mogła pokazać obrazy obojgu, jeśliby się na jednym zawiodła.
— Dziękuję ci. — Czarownica wzięła rysunki od McGonagall, lecz nie chowała ich, jakby liczyła, że coś jeszcze się wśród pociągnięć ołówka objawi. Nie czekało tam już na nią jednakże nic, niezależnie od tego, ile razy spuściła podczas rozmowy wzrok na kartki.
— W Walii. — Potwierdziła dodatkowo skinieniem głowy. — Tak przynajmniej sądzę. A może się mylę? — kontynuowała w skupieniu, jakby do siebie, po czym równie nagle się z tego nieobecnego skupienia otrząsnęła i znów patrzyła bystro na Guinevere: — Czy byłaś kiedyś w Walii? To bardzo piękne miejsce. — Westchnęła, wspomniawszy góry i lasy rodzinnych stron.
Dawno temu odeszła z tego miejsca, gdzie uczyła się od maleńkości, jak rozpoznać dźwięk bicia smoczych skrzydeł wśród skalistych gór. Teraz koleje losu próbowały wygnać ją z lasu w Dolinie, gdzie później znalazła schronienie.
Czy raczej nie koleje losu, a widma, Czarny Pan i Ministerstwo. Wszyscy równo winni.
Nie roztkliwiała się nad sobą wiedźma mimo to i słuchała z uwagą o wróżbach, odkrawając sobie na ślepo kawałek ciasta. Oparła łokieć o blat, złożyła na ręce głowę i tak słuchała, a to, o czym mówiła Ginny, doskonale wpasowywało się w jej obraz świata. Helloise wierzyła, że bogowie i absolut są poniekąd tym samym, a już z pewnością bytami jednorodnymi. Magię zaś widziała jako iskrę od tych bogów pochodzącą i pozostawioną ludziom. Wszystkie więc trzy — magia, bogowie, absolut — mogły być źródłem poznania przyszłości.
— Próbowałam kiedyś o wróżeniu czytać — przyznała wiedźma, zgodnie z prawdą zresztą — ale to się okazały studia dla mnie za głębokie. Za dużo tego… — zawiesiła głos. — Dużo się poświęciłam roślinom, więc wiem, ile trzeba oddać, żeby mieć biegłość w takich szerokich dziedzinach. Wystarczyło, ile liznęłam wróżbiarstwa w szkole, żebym wiedziała, że nigdy mi nie starczy na to czasu i głowy. Lubię za to słuchać, jak wróżbici opowiadają. — Uśmiechnęła się sennie. — Byłam ostatnio na weselu. Właśnie w Walii. I wróżbita mi czytał z lotu ptaków. Mój brat potrafi z ptasiego kału wyczytać, jakie ptak ma choroby, ale to nie tak imponujące, jak wykradanie ptactwu znaków przyszłości.


dotknij trawy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#23
10.09.2026, 10:15  ✶  

Patrzyła teraz na te rysunki do góry nogami, skoro były już w rękach Helloise, ale i tak perspektywa nie sprawiała, żeby nagle przyszło jej do głowy, gdzie może znajdować się takie drzewo. Jakoś instynktownie kojarzyła taki widok z jakimś najpewniej lasem czy łąką, a takich w Wielkiej Brytanii było na tyle sporo, że jakoś nie potrafiła tego krajobrazu dopasować konkretnie do Walii.

– Byłam. Właściwie jestem tam codziennie, bo tam właśnie pracuję na wykopaliskach, ale widoki mamy zupełnie inne, bo to trochę pustkowie, ruiny i morze wrzosów – przyznała z jakimś zastanowieniem, nadal zerkając na rysunek drzewa, bo to on był w tym momencie kluczowy, a nie ten oskarżycielski wycelowany, spróchniały palec. – Nigdy Walii bardziej nie zwiedziłam… Może powinnam? To twoje rodzinne strony, prawda? – zapytała i doprecyzowała jednocześnie. Uczyła się oczywiście o historii Anglii również, o kulturze, o kwestiach społecznych i napięciach, o rodach i nazwiskach, miała więc jakieś pojęcie o tym, skąd pochodzą Rowle’owie, ale Helloise przecież nie bez powodu mieszkała w Dolinie Godryka i miała teraz, wyglądało na to, że całkiem niemały problem ze swoją chatą.

– Tak, to niełatwa sztuka i wymaga wiele pracy. Przede wszystkim trzeba wyrobić w sobie pewne… spojrzenie na detale i wrażliwość na schematy. I w zasadzie tego powinny uczyć lekcje wróżbiarstwa w szkole – chociaż pokazywanie różnych sposobów wróżenia również było ważne, bo wróżbici swoje preferencje mieli różne. – To chyba jest jak z każdym wyspecjalizowanym. Żeby być w tym naprawdę dobrym, trzeba poświęcić czas na inne rzeczy – dodała z uśmiechem. Po czym uśmiechnęła się do Helloise, gdy ta powiedziała o wróżeniu z lotu ptaków. – Sposobów wróżenia jest być może równie dużo co samych wróżbitów. Wróżenie że snów, z chmur, z kości, z dłoni, z liter i liczb… z wnętrzności zwierząt również można wdrożyć. Ale to i czym mówisz to alektromancja, czyli wróżenie z obserwacji ptaków, chociaż do tego najczęściej wykorzystuje się koguta. Koniecznie białego, chociaż nie pytaj mnie dlaczego akurat takiego – Ginny zachichotała i sobie odkrajając kawałek ciasta. – Uczyłam się kiedyś takiego prostego wierszyka-wyliczanki dotyczącego wróżenia z obserwacji ile w pobliżu znajduje się sork. Idzie to tak – odchrząknęła i zaczęła recytować. – Jedna sroczka smutek wróży, dwie – radości pełne dni, trzy to dziewczę urodziwe, cztery – chłopiec ci się śni, pięć da srebra cały dzbanek, sześć przyniesie złota moc, siedem tajemnicę kryje w najstraszniejszą ciemną noc – zakończyła i zapatrzyła się na Helloise.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#24
14.09.2026, 13:47  ✶  
— Powinnaś mi kiedyś pokazać, nad czym tam pracujesz — zainteresowała się czarownica. Wiedziała, że Guinevere prowadzi jakieś prace archeologiczne, lecz nie znała szczegółów i nie miała pojęcia, w której części Wysp działa. Jakże zaś mogłoby jej nie zaciekawić, co też czarodzieje wyciągają z trzewi brytyjskiej ziemi? — Tam się urodziłam i wychowałam — potwierdziła, gdy McGonagall dopytała o jej związki z Walią. — Powinnaś zwiedzić, jeśli będziesz miała okazję. Zawsze warto wybrać się w nieznane i przekonać się, co tam czeka. — Choć Helloise zapewne nie była najwiarygodniejszą osobą do wydawania takiej opinii, jako że całe życie spędziła, krążąc pomiędzy ziemiami związanymi z domami jej rodziców. W dorosłości nie podróżowała nigdy poza Wyspy Brytyjskie; miała wyłącznie pojedyncze dziecięce wspomnienia z rodzinnych wyjazdów. — Jeśli umyślisz sobie pewnego dnia zobaczyć Snowdonię i rezerwaty smoków, mogę w tym pomóc.
Cieszyły wiedźmę jej walijskie wizyty u braci i święta spędzane wśród swoich. Urozmaicały jej doświadczenia. Charakter Kniei był bowiem inny: ten las ją otulał, nawet jeśli po jego zakamarkach czaiły się śmiertelne niebezpieczeństwa. Tam zaś, gdzie leżały rodowe posiadłości Rowle'ów, przestrzeń była otwarta, a naturalne krajobrazy ciągnęły się daleko po horyzont; zachęcały, aby rozłożyć nad nimi skrzydła. Helloise potrafiła zrozumieć, dlaczego akurat to miejsce upodobały sobie smoki.
— Nie po drodze mi było z wróżbiarstwem w szkole — zbyła temat czarownica, bez zagłębiania się w detale. — Można odnieść wrażenie, że wszędzie są zatem znaki. Doskonałość projektu świata naprawdę świadczy o mocy Pani — westchnęła zachwycona.
Świadomość, że nic w kreacji ich rzeczywistości nie było przypadkowe, że wystarczyło umieć czytać znaki, aby poznawać boski plan… monumentalność tego dzieła zapierała dech w piersiach. Czarodzieje codziennie mieli przed oczami ten misterny obraz przyrody, symboli, magię z całą jej potęgą — i wciąż byli wśród nich tacy, którzy nie widzieli sensu w oddawaniu czci bogom, od których wszystkie stworzenie pochodziło. Nie szukali drogi do nich, do wspinania się na nowe poziomy świadomości, poszukiwania prawdy, swojej eutierrii. Ograniczeni głupcy.
Wiedźma dojadła ciasto, przysłuchując się wyliczance Guinevere.
— Sroki to takie sprytne istoty. Znałam kiedyś czarodzieja, który swoją nauczył mówić. I kraść na polecenie. Nie dziwne, że znają się i na wróżbach. — Kobieta wstała od stołu. — Mogłabym cię słuchać jeszcze i jeszcze, ale sądzę, że to już pora na mnie. Niech ci ptaki śpiewają same pomyślne wróżby, Ginny — wypowiedziała z uśmiechem pożegnanie.


dotknij trawy
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#25
14.09.2026, 19:35  ✶  

– Głównie nad tym, żeby inni pracownicy byli cali i zdrowi – puściła oko do Helloise. Co prawda jej rola nie ograniczała się tylko do tego, bo nie stacjonowała tam jako po prostu prywatny uzdrowiciel, a również jako specjalista historii magii oraz wróżb – a do tych stosunek w przeszłości był mniej sceptyczny niż obecnie. Jej rolą nie było jednak przekonywanie kogokolwiek do swoich racji, a interpretowanie tego, co znajdywali. – Nie bardzo jest tam co oglądać prawdę mówiąc. No i nie wiem, czy szef grupy zgodziłby się na oglądanie – prawdę mówiąc, to uważała, że Cal się na nic nie zgodzi. Szef. Ginny mówiła tak o nim w zasadzie wtedy, gdy było jej to wygodnie, bo choć faktycznie był szefem i ostateczne słowo zawsze należało do niego, a jej to nijak nie przeszkadzało (chyba że chodziło o sprawy medyczne, wtedy nie przyjmowała do wiadomości żadnych ewentualnych poleceń służbowych), to ta ich dziwna relacja wykraczała znacznie poza po prostu współpracowników. – W takim razie na mojej liście miejsc do obejrzenia ląduje Walia – to była oczywiście mentalna lista i nie miała żadnej określonej kolejności – liczył się aktualny nastrój i chęci, oraz oczywiście czas, o ile taki miała. Zwykle też na takie wyprawy wyciągała Cathala (lub on ją), albo – tak jak było w wyjeździe nad Windermere – ktoś inny wpadał na pomysł i wybierali się mniejszą grupą. Bardzo doceniała też to, że Helloise była gotowa pomóc, gdyby zachciało jej się oglądać Snowdonię i smoki.

– Zrozumiałe. Nie wszystko jest dla każdego i to całkowicie normalne – inaczej nie byłoby wyspecjalizowania, talentów do danej dziedziny. A tak – każdy miał swoją niszę, ludzie mogli się więc dopełniać tam, gdzie mieli braki. Tak właśnie bogowie ten świat stworzyli. – Dokładnie tak. Wróżbita nie potrzebuje kuli, kart czy herbaty, żeby postawić wróżbę – to były tylko narzędzia ułatwiające pracę, nie do niej niezbędne. Bogowie, jedna bogini czy kimkolwiek albo czymkolwiek był absolut, tak właśnie ten świat urządził, Guinevere nigdy nie wątpiła w to, że było w tym coś więcej. Co prawda wyznawała bardziej starożytnych egipskich bogów, niż Panią Księżyca, ale właściwie wszystkie jej znane wiary sprowadzały się do bardzo podobnych prawideł, nawet jeśli występowały jakieś różnice – to więc znaczyło, że schematy się powtarzały nie bez powodu. Świętowano te same lub podobne rzeczy w zbliżonych datach – nie mógł to być więc przypadek.

– A ja mogłabym tak mówić i mówić… Czasami trzeba mnie powstrzymać – faktem było, że kiedy Gin otwierała buzię, istniała niezerowa szansa, że wyleci z nich potok słów. Lubiła mówić, zwłaszcza na tematy, na których się znała. Za chwilę i ona wstała od stołu. – Dziękuję. A tobie życzę powodzenia z tą chatą… Gdybyś potrzebowała pomocy, to wiesz, gdzie mnie znaleźć. A teraz… pójdę poszukać tego chochlika – pożegnała i ją.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (631), Guinevere McGonagall (5780), Helloise Rowle (4519)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa