• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [04.10.1972] Bierz każdy cegłę i kładź na szyny: wykolejenie będzie maszyny.

[04.10.1972] Bierz każdy cegłę i kładź na szyny: wykolejenie będzie maszyny.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
13.06.2026, 19:42  ✶  
Nie było głosu, który by Helloise szeptał, że nie powinna. Był głos, który groził, że zostanie za Leviathana ukarana.
Gdy jeszcze wychodzili razem do Kniei, gdy wyrywała się przodem przez nieudeptane leśne szlaki, lubiła obracać się na niego. Spoglądać w to, jak ona sama odbija się w jego oczach. Zdawało jej się, że wtedy podoba mu się najbardziej — wolna i zanurzona w dziką gęstwinę. Szukała czasem na jego twarzy znaku, że on kocha ten las tak samo, jak i ona. Szukała złudzeń, bo przecież wiedziała, że nawet jeśli jej miejsce podobało się mu, to nigdy nie miało dla niego znaczyć aż tyle.
Czy on mógł być tym, dla czego by zrezygnowała z Kniei? Nie było sensu szukać rozstrzygnięcia dla tego dylematu, lecz potrafiła dostrzec, że on był najbliżej. Dom rodzinny zawsze był jedynym, co mogło dla Helloise konkurować z dziedzictwem jej matki. Do Leviathana nie wyruszałaby w nieznane, a po prostu zawracała. Nawet jeśli to było niewłaściwe, to dusić się ciasno w czymś, co dobrze znała, wydawało się prostsze niż ruszyć dalej. Całe życie otaczała się rodziną, a wyjście poza jej kręgi kończyło się dla niej źle. Po opuszczeniu Snowdonii otoczyła się drzewiastymi duszami przodków swojej matki i z nich uczyniła towarzyszy codzienności, tak jak kiedyś codziennie towarzyszyły jej smoki.
Nie potrafiła pohamować tej toksycznej potrzeby, która dyktowała jej trzymanie Leviathana blisko, a on nigdy nie próbował tego w niej wygasić i jedynie ją podsycał.
Nie bała się widm przyszłych żon, kiedy on był tu z nią i tak chętnie poddawał się fantazji, w której to ona była jego żoną. Oboje wiedzieli, że bywają z innymi ludźmi — ci ludzie łatwo znikali z widoku. Nawet gdy już zdawało się, że Levi znalazł żonę, ta zniknęła szybciej jeszcze zapewne niż niejedna kochanka. Helloise trudno było się wobec tego obawiać — ona istniała przy nim od zawsze i nie była czymś, co nowa kobieta obok Leviathana mogłaby łatwo wyrwać.
Helloise szła przez dworek Rowle’a swobodnie — znała te zapachy, przedmioty, pokoje. Jego żona przyjedzie tu niemal jako gość; minie czas, zanim przywyknie i pomyśli o tym miejscu jako swoim domu. Zawsze będzie zaś kimś, kogo się ledwie zaprosiło do rodziny, w której Helloise dorastała i do której należała przez krew. Czarownica mogła łatwo upewnić się, że ta kobieta to poczuje. Że nowa pani Rowle będzie jeszcze miesiącami znajdowała jasne włosy zaplątane w oparcia krzeseł i poduszki, że w kuchni znajdzie zioła z ogrodu chaty na kurzej nóżce, że małżonkowi do kolacji zapali świece, które powstały pod Knieją. Będzie czuła na Leviathanie zapach Helloise i będzie widziała cienie wiedźmy w jego głowie.
Jeśli ta kobieta sama spróbuje wejść między nich, wtedy stanie się gościem nieproszonym. Wtedy być może Leviathan ujrzy zazdrość taką, jakiej wypatrywał. Dobitną.
— Nie będziesz jej przecież karmił ani sprzątał klatki. — Starannie odłożyła delikatne pisklę z powrotem za bezpieczne kraty. — Jeśli chcesz takiej, która cię nie potrzebuje, mogę ci ją wystrugać z pnia drzewa. Tylko wybierz którego. — Uśmiechała się i zachowywała swobodę, mimo że myślała o tym wszystkim gorzko. — W innym wypadku, nieważne, jak silną weźmiesz, przyjdzie moment, że ona upadnie i będzie cię potrzebowała. Dlatego mówię o wrażliwości. Czy zauważysz, kiedy będzie potrzebowała wsparcia. Kiedy obecności i milczenia. Kiedy zostawienia jej na chwilę samej. Kiedy powinieneś pytać o nią, kiedy obiecywać jej siebie, a kiedy zamarzy jej się, żebyś zabrał ją już do sypialni.
Czego od niej oczekiwał, gdy mówił o małżeństwie? Łez? Wylała przez niego niedawno łzy, a płakała rzadko. Protestów? Aby okazały się płonne i nic nie zmieniły. Błagań? Tych, na które Helloise była zbyt wyniosła.
Szukał zazdrości i wydawało mu się, że jej nie wyraziła, mimo że złożyła swoją zazdrość u samych jego stóp w tamtym żałosnym pytaniu: czy myślisz, że masz wrażliwość do zaopiekowania się kobietą?
Bo ona była kobietą i nie dostała od Leviathana tego, czego potrzebowała, gdy grunt osunął jej się spod nóg. Ubrana w maskę uśmiechu, szukała w nim teraz odpowiedzi, czy to on taki jest, czy to dla niej taki jest. Faktyczne pytanie skryte pod jej figlarnymi, zaczepnymi słowami było bowiem smutniejsze.
Czy będziesz tę inną kochał lepiej, niż mnie kochałeś?


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#12
07.07.2026, 23:44  ✶  

Szkoda, że to nie mogło tak działać. Nie mógł zamknąć przyszłej żony w złotej klatce i liczyć na to, że wszystko będzie tak jak on sobie to wymarzy. Wiedział, że nie tak działał świat, ale może gdyby mógł traktować ją niby przepiękne zwierzątko, byłby dla niej milszy, łagodniejszy i cierpliwszy. Zerknął na te przemyślenia w kierunku blondynki, przyglądając jej się gadzimi oczami z pewnym zniesmaczeniem. Kłoda drewna też by mu się do niczego nie przydała. N i e s t e t y.

Nigdy nie postrzegał swoich wad w taki sposób, jak robili to inni. Jego wyniosłość i odsuwanie się od ludzi nie było dla niego aż tak problematyczne, a raczej zwyczajnie naturalne. Słowa, które kierowała w jego stronę Helloise, brzmiały natomiast jak coś, co miało w przyszłości nastawać na to, jaką miał naturę. Był samotnikiem i nawet podczas rodzinnych spotkań pozostawała w nim nieprzyjemna sztywność. Ale pod spojrzeniem ojca nie potrafił zachowywać się w inny sposób. Kiedy patrzył z jaką lekkością Hela rozmawiała ze swoimi braćmi, coś w nim odzywało się z niezadowoleniem, jakby z oburzeniem.

Czy kochałby swoją przyszłą żonę lepiej, niż kochał Helloise? Nie. Czy zaopiekowałby się nią lepiej? Pewnie tak. Bo Helloise była jego. Była krwią z krwi, a tego nigdy żadne z nich nie mogłoby się wyprzeć. Jej małżonka natomiast, pozostałaby tylko gościem. Kimś, kto wkroczyłby do ich rodziny z zewnątrz i o kogo należało zadbać, nawet jeśli nie chciało się tego robić. Tak nauczyła go matka. Tak nauczył go ojciec. Może gdyby za ich związkiem krył się chłód, zapatrywałby się na to inaczej.

— Chcesz spędzić ten czas pokazując mi, czy byłbym w stanie o swoją żonę zadbać? — padło wreszcie, po długiej chwili ciszy, gdzie tylko stał i przyglądał się jej badawczo. Wyciągnął do niej rękę. — Czy zauważę, że będzie potrzebowała wsparcia? Obecności i milczenia? Kiedy zamarzy się jej, żeby zabrać ją do sypialni?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
08.07.2026, 17:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2026, 22:19 przez Helloise Rowle.)  
W ciszy przerywanej popiskiwaniem piskląt pozwalała mu oglądać siebie, niezrażona tym, że bada ją potworne gadzie oko. Od wczesnego dzieciństwa oglądały ją ślepia, które ludzie przypisywali bestiom. Opatrzyła się ich tak, że niekiedy sama dziwiła się, gdy stając przed lustrem, nie znajdowała pionowej źrenicy.
Cierpliwie czekała tego, co Leviathan powie. Pod przymrużonymi powiekami spoza rzęs patrzyły na mężczyznę głodne oczy. Zupełnie ludzkiej budowy, choć i w nich głęboko odbijało się coś zwierzęcego.
Gdy się wreszcie odezwał, w pierwszej chwili Helloise nie była pewna, czy składa jej ofertę, czy jedynie upewnia się o jej planach. Nie miało to znaczenia.
— Mogę nauczyć cię o moich potrzebach — powiedziała, a kąciki jej ust uniosły się w uśmiechu subtelnego zadowolenia. — I mogę ci pokazać, jak ty możesz być kochany — złożyła mu szeptem kolejną słodką obietnicę, zbliżając się do wyciągającego ku niej rękę czarodzieja. — Nie wiem, kogo później wybierzesz, ale wiem, że jej miłość będzie smakować inaczej niż moja.
Helloise była przekroczeniem. Przekroczeniem atmosfery przy rodzinnym stole, gdy kruszyła rodowy lód i wprowadzała poufałą swobodę. Przekroczeniem społecznego oczekiwania wobec dobrze urodzonych, którzy powinni się nosić w odpowiedni sposób i stosować do właściwych etykiet. Przekroczeniem tego, co powinno być przemilczane, a ona gotowa była wypowiedzieć to na głos.
Teraz zapraszała, żeby on dokonał przekroczenia z nią.
— Nie myślałeś nigdy, ile mogę ci dać? — Jak głęboko we mnie możesz sięgnąć, zanim postawię ci granicę?
Podała mu rękę. Ciepłymi, drobnymi palcami wtuliła się w jego dłoń, dopasowała się do jego kształtu. Nie popychała go tym ruchem w żadną stronę, pozwalając, żeby sam Leviathan wybrał kierunek. Podprowadziła go pod granicę, dała mu pozwolenie, aby ją przekroczył, i w napięciu wyczekiwała jego kolejnego kroku.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#14
19.07.2026, 06:43  ✶  

Kuszące mu składała propozycje, chociaż pewne zastanowienie na twarzy Leviathana sugerowało, że nie spodziewał się akurat takiej odpowiedzi. Obracał jej słowa w swojej głowie, klucząc pomiędzy nimi i gdyby tylko świat funkcjonował dookoła nich inaczej, pewnie powiedziałby jej, że mogła nauczyć go wszystkiego czego tylko chciała. Gdyby mógł, byłby tylko jej. Ale nie mógł. Ulepiono go ze sztywnego materiału kogoś, komu ciężko było zdecydować się, jeśli chodziło o innych ludzi i jego relacje z nimi, a dodatkowo narzucono mu na ramiona płaszcz oczekiwań, który przygniatał go do ziemi. Nie raz myślał o jednej konkretnej rzeczy - gdyby tylko mógł, rozpostarłby skrzydła do lotu i nigdy więcej nie dotknął ziemi. Zniknąłby między chmurami, w bezkresnym błękicie, nigdy już jako człowiek. Ale jego klatka miała ciasne kratki i momentami była tak wygodna.

— Czy inaczej, według ciebie, znaczy gorzej? — zapytał, przyglądając się jej z góry. Z tych kilkunastu więcej nadanych mu centymetrów, ale nie z wyższością. Ciekawy był jej miłości i jak mogła smakować, ale za dużo w nim było z ostrożnego zwierzęcia, które niepewne było stawianej przed nim sytuacji. — Myślałem — przyznał bez bicia, ale w stwierdzeniu tym był jakiś smutek. — Myślałem za dużo. A ty myślałaś Helloise? Tyle byśmy mogli sobie dać, a z drugiej strony wiem, że nie powinniśmy i nie możemy — a mimo tego, jakby w opozycji do tego co podpowiadała mu głowa, pociągnął ją za sobą między znajome przedpokoje i pomieszczenia. — Ale jeśli chcesz, przez tych parę chwil które mamy dla siebie, jestem w stanie słuchać.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#15
21.07.2026, 20:25  ✶  
Nie miała dla niego gotowej odpowiedzi, gdy zapytał, czy inaczej rozumiała jako gorzej. Popchnął tym czarownicę ku nieoczekiwanej introspekcji, która miała ją przymusić do obejrzenia kształtów swoich własnych uczuć wobec Leviathana, do ocenienia ich. Nie chciała nadawać oceny dyktandom swojego serca ani rozważać, czy ona jako kobieta jest dla Leviathana dobra. Zwartościowanie tej relacji wymagałoby dopuszczenia możliwości krytyki. Helloise krytka nie interesowała.
Bezczelne zadowolenie w jej spojrzeniu przygasło, oczy pociemniały. Usta poruszyły się wpierw nieme, później dopiero odnalazły słowa:
— To zależy w pełni od twoich smaków. Moje zdanie nie rozstrzygnie o tym, co dla ciebie będzie najsłodszym. — I były to słowa szczere, mimo że kusiło ją otulić Leviathana szczelnie kwiecistymi zapewnieniami o tym, że niczego ponad nią w życiu doświadczy, po czym wystarać się, aby z jej warg scałował czystą amortencję. — Myślę czasem o tym, co mógłbyś mi dać i co mogłabym wziąć sama. Kwestię możliwości zawsze rozważam jako rozwiązywalny problem. Niemożliwość wielu rzeczy polega wyłącznie na tym, że wymagają tak wiele poświęcenia, że nagroda przestaje być atrakcyjna. Lecz ludzie jak ty czy ja mogą dosięgnąć tak wiele… Czy nie dlatego skusiły cię obietnice Voldemorta? Żeby więcej było tak, jak ty sobie życzysz? — zakończyła cicho.
Uśmiech powrócił na jej usta, gdy została pociągnięta w samo serce jego domu.
Nie było księżyca, który odciąłby jego sylwetkę na tle mroków sypialni i oblał szarawe łuski srebrzystym blaskiem, gdy leżeli obok siebie tej nocy. Choć rytm oddechu śpiącego Leviathana był hipnotyzująco równy, Helloise nie potrafiła popłynąć za nim i jego wzorem wpaść w objęcia snu. Tak łatwo zwykle odpływała, a jednak przy nim jej myśli stawały się drażniąco skłębione i nie chciały odejść. Krążyły wokół abstrakcyjnych dylematów, których kobieta uparcie nie próbowała rozwiązywać, niezależnie od tego, jak natrętnie jej się narzucały.
Aby odwrócić od nich uwagę, rozważała mężczyznę obok siebie na inne sposoby. Leżąc z szeroko otwartymi, piekącymi ze zmęczenia oczyma, rozważała profil jego twarzy i rozważała jego usta. Sięgnęła kształtnych, mocnych dłoni mężczyzny, który pracował z najbardziej wymagającymi dziećmi natury, a ta dopominała się od niego siły mięśni. Helloise rozprostowała swoimi palcami palce śpiącego, w tym śnie swobodne, niestawiające oporu. Puściła, pozwoliła im wrócić do naturalnej pozycji. Przesunęła dłoń w górę ramienia Rowle'a, gdzie łuska wgryzała się w ciało; prześledziła pod opuszkami granicę między człowiekiem a gadem.
Potworem — mówili niektórzy. Helloise czasem trudno było dojrzeć horror smoczej łuski, bo tak długo żyła obok ludzi nią dotkniętych, lecz gdy ją dostrzegała, to nigdy Leviathan, Seisyll, Helena czy Lazarus nie byli dla niej potwornością, a sama klątwa, która ich trawiła. Mimo że nie wzdrygał jej kontakt z gadzią naturą, niekiedy przeszywała ją na wskroś groza i dziwaczność tego, że coś pożerało jej bliskich. Obdzierało Leviathana ze skóry mężczyzny skrawek po skrawku i próbowało przemienić go w bestię, karykaturę podniebnej potęgi nawleczoną na słaby ludzki szkielet w wyrazie wyrafinowanej kpiny skierowanej w Rowle’ów. Nikt nie wiedział jeszcze, jakie będzie finalne stadium choroby.
Choroba kaleczyła braci czarownicy i z tego tylko powodu gotowa była ona jej nienawidzić. Akt bycia strawionym przez zezwierzęcającą klątwę przerażał, lecz jednocześnie zawierał się w nim element pierwotności, który Helloise fascynował. Nie potrafiła oddalić ekscytacji, która nakazywała wstrzymywać oddech, gdy czuła zwierzęcą teksturę pod palcami, którymi muskała łuski Leviathana. Przyciągała ją tajemnica magii, która miała moc tak człowieka przemienić.
Kobieta podniosła się na łokciu, aby pełniej spojrzeć na śpiącego przy niej czarodzieja i zapamiętać, jak rozległa była siateczka łusek. Eksplorujące go palce zsunęły się z gadziego obojczyka na miękką, ludzką skórę. Wciąż było w Leviathanie tak wiele z człowieka. Helloise oderwała od niego rękę, zawieszając koniuszki palców nad falującą piersią. Śmiele obcowała z wżerającą się w mężczyznę złowrogą potwornością, lecz człowieczeństwo i ludzka strona Leviathana wzbudziły zawahanie.
Dotyki, które nigdy się nie wydarzyły, owionęły ciało czarodzieja widmem swojej obecności. Wiedźma pewnie poprowadziła nad mężczyzną nieuchwytne ciepło dłoni wiedzących, jak po Rowle'u iść, mimo że nie odważyła się odcisnąć na ludzkiej skórze śladu. Zgrabne, smukłe palce precyzyjnie i bez wysiłku uciekły między jego blizny, nie dotykając ich. Ręce Helloise były rękami zdolnej rzemieślniczki. Studiowała śpiącego niby formę zachwycającej rzeźby, aby, prześledziwszy kształty, lepiej poznać ją i zapamiętać. Niekiedy z fascynacją odkrywała znajome krzywizny, w których zapisane było subtelne podobieństwo do niej samej.
On był wciąż młody, lecz już potrafiła dostrzec w nim podobieństwo do znanych z malowideł wizerunków przodków. Gdy okrzepnie w nim siła i autorytet, rodowa duma będzie widoczna nawet spod smoczej łuski. Jego podobizna doskonale uzupełni kolekcję portretów tych, którzy szli przed nim. Helloise potrafiła wyobrazić sobie Leviathana w obrazie, gdzie smocze cielska wiją się wśród przestworzy, uderzają potężnymi skrzydłami, wzbudzając wichrzysko, od którego uginają się olbrzymie drzewa walijskich lasów, lecz tak jak dom Rowle’ów wzniesiono na skałach, tak na skale trwałby Leviathan nieporuszony niczym, co działo się nad nim. Przejdą wieki i pogrzebią pamięć tego, jakim Leviathan Rowle był człowiekiem; pod jego portret przyjdą młodzi chłopcy, potomkowie smoczego rodu, aby szukać inspiracji dla męstwa i siły. Portret przechowa wizerunek czarodzieja, lecz nie przechowa jego człowieczeństwa. Nie przechowa tej młodej, świeżej twarzy mężczyzny, który leżał obok Helloise tej nocy. Nie zapamięta jego zalet, wad, błędów, czułości. Nie zapamięta ciężaru jego głowy, gdy zasnął wcześniej tego dnia na jej ramieniu. Wspomnienia o żywym Leviathanie należały do niej. Wykradnie go w objęciach swojej pamięci. Porwie Leviathana, żeby po wieki żył w Kniei uwięziony wewnątrz jej świadomości zrośniętej z duchem pradawnego lasu.
W ciemności sypialni sylwetka Helloise zawisła nad śpiącym mężczyzną z ustami przy ustach. Czuła jego oddech na swoich wargach, chciała przesycić go własnym oddechem. Wślizgnąć się na samo dno jego duszy, stopić z jego krwią — jego krew, jej krew, rozlano je z tego samego naczynia. Gdyby je złączyć na powrót, może raz na zawsze ukoiłoby to jej tęsknotę, bo choć wychowywali się w jednym gnieździe, światy ich podzieliły. Zawieszona przy Leviathanie, śpiącym i nieświadomym, odnosiła wrażenie, jakby spoglądała na niego z odrębnej rzeczywistości: był tak blisko, że czuła jego ciepło skóra przy skórze, lecz aby dostać go dla siebie, musiałaby przemocą rozerwać coś w strukturze jego świata.
Helloise odsunęła się od ust Leviathana, aby na jego czole złożyć cienki, delikatny pocałunek.

Koniec sesji

poprzednie pole zrobione; losujemy dalej:
!BINGO D5


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#16
21.07.2026, 20:25  ✶  
D5
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#17
21.07.2026, 20:25  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: D5
wariant: 1
typ: prompt

Nienawidzę tego, jak rozpalają mnie momenty, kiedy zachowujesz się jak idiota.

Kipisz ze złości. Bo to, co się stało jest po prostu idiotyczne. Masz ochotę go rozszarpać, a jednocześnie... okazuje się, że irytacja i pożądanie potrafią iść w parze w najbardziej nieoczekiwany sposób. Nie wiesz już sam, czy bardziej chcesz się kłócić, czy skrócić dystans między wami do zera. Może oba. Może pocałunki składane na czyimś ciele mogą być jednocześnie wyzwaniem do walki.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (3559), Leviathan Rowle (2006), Pan Losu (136)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa