• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[25.10.1972] Ikonografia portretów świętych

[25.10.1972] Ikonografia portretów świętych
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#1
14.09.2026, 00:17  ✶  

Ikonografia Świętych Wysp Brytyjskich. Księga atrybutów i przedstawień była, zdaniem Lyssy, lekturą raczej przeciętną. Napisana językiem płaskim, niezbyt angażującym i oczywiście, ktoś byłby w stanie pomyśleć sobie, że nie dało się w ciekawy sposób pisać o symbolice i żywocie osób uświęconych, ale Dolohov była zupełnie innego zdania. Pewnie dlatego miała taką, a nie inną opinię, bo szkoła do której uczęszczała, miała renomę tej bardziej artystycznej. Zajęcia które zapoznawały z historią sztuki, były jednymi z bardziej przez Lyssę lubianych, głównie dlatego że ich profesor prowadziła je w niezwykle interesujący sposób. Potrafiła łatwo zwrócić uwagę swoich uczniów i wszystko o czym mówiła, wydawało się, no cóż… o wiele bardziej kolorowe niż suchy tekst, który zawarty był w ”Ikonografii Świętych”.

Mimo tej niechęci, przeczytała pozycję od deski do deski, wzdychając z boleścią przy każdej niemal stronnicy. Całe szczęście, wystarczył jej raz, by zapamiętać całość wiedzy, która mogła jej się przydać do tworzonych dla Astorii portretów. Sama symbolika i jak się nią posługiwać, nie zastanawiała jej aż tak bardzo, jak kogo powinna przedstawić w malarstwie. Przedmioty i znaki na niebie czy ziemi, jakie można było zawszeć na płótnie, a które kojarzyły się z konkretnymi rzeczami, było kwestią raczej powtarzalną, szczególnie kiedy mówiło się o krajach położonych na jednym kontynencie i posiadających wspólną historię. Wiele więc ze znaków, o których czytała, pokrywało się z wiedzą już przez nią posiadaną.

Zatem pozostawała kwestia kogo powinna uwiecznić.

Astoria zażyczyła sobie, by obowiązkowo uwzględnić Matkę. To akurat absolutnie jej kuzynki nie dziwiło, bo zdążyła zauważyć, że Kowen Whitecroft miał w tym rejonie niezwykle duże wpływy, a dodatkowo stawiał na piedestale właśnie Matkę. Lyssa po zastanowieniu dodała kolejny punkt, który miał być wizerunkiem Trójbogini; Dziewicę, Matkę i Staruchę, będące obecne w tak wielu wierzeniach. Rogaty Bóg też wydawał się jej dobrym wyborem, chociaż kręciła nieco nosem na przedstawienia mężczyzn, jako jednak że był przedstawiany z głową kozła, mogła mu to wybaczyć. Szukając nieco więcej na temat religii w Wielkiej Brytanii, sięgnęła po księgi z biblioteki Parkinsonów, odnoszące się do miejsc kultu na terenie wysp. Po przeczytaniu jej, postanowiła dorzucić od siebie widoki Kowenu Whitecroft, Snowdonii, drzewa Sherwood, Stonehenge, Hebrydów.

Potem przyszła kolej na świętych. Męka przez piekło, bo nigdy nie lubiła przesadnie rozdrabniać się nad zadaniami, które były jej powierzane. Napychała sobie wtedy do głowy bardzo dużo wiedzy, a im więcej było jej w środku, tym powolniej pracował jej umysł. Zacinał się, gubił, wyrywał na moment z rzeczywistości… Było to zwyczajnie uciążliwe. Prostą odpowiedzią wydawał się święty Mungo, w końcu Anglicy mieli ten swój szpital w Londynie.

Kolejna była święta Hedwig, która była czarownicą nieznanego pochodzenia, przybyłą na wyspy w latach swojej młodości. Członkini Średniowiecznego stowarzyszenia czarodziejów europejskich, która zasłynęła działalnością na rzecz zrzeszenia załagodzenia konfliktów między nimi, a goblinami. Potem była święta Theresa, którą Lyssa wytypowała, przez wzgląd na jej odwagę w czasie kiedy mugole polowali na czarownice. Jej szybkie działanie i pomysłowość pomogły uchronić wiele członków czarodziejskiej społeczności przed śmiercią w płomieniach. Święta Cecily wiodła dobre życie, które poświęciła pomocy dzieciom, opuszczonym przez rodziny. Wychowywała adoptowane pociechy pod swoim dachem, tworząc coś na kształt sierocińca. Niestety, skończyła swe życie w płomieniach, próbując bronić dorobku życia i podopiecznych. Najlepsze zostawiła na koniec.

— Niezwykle miło cię widzieć — Lyssa powitała Astorię ciepłym, delikatnym uśmiechem, kiedy wreszcie stanęła w progach galerii OdNowa. Na potrzeby całej umowy, zatrudniła pracownika, który robił za tragarza i teraz wnosił wszystkie płótna, jedno po drugie. — Mam nadzieję, że mam wszystko to, o co prosiłaś. Myślę, że możemy zacząć oglądać? Starałam się wybrać najbardziej popularne osoby, które uzyskały statut świętych. Mam też parę widoków świętych miejsc, popularnych bóstw na terenie wysp i małą niespodziankę na koniec — wyliczała kolejne przygotowane rzeczy.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
18.09.2026, 01:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2026, 00:30 przez Astoria Avery.)  
Na widok kuzynki Astoria odłożyła pióro, którym jeszcze przed chwilą nanosiła ostatnie poprawki na przygotowanym wykazie dzieł. Jej spojrzenie niemal odruchowo powędrowało ku wniesionym płótnom, lecz tym razem zawodowa ciekawość musiała ustąpić pierwszeństwa serdeczności. Wstała zza biurka, wygładziła materiał sukni i wyszła Lyssie naprzeciw z uśmiechem znacznie cieplejszym od tego, którym zwykła obdarzać artystów przekraczających próg OdNowy.
- Lys, nareszcie - przywitała ją z niekłamaną radością, ujmując na moment jej dłonie. - Mam nadzieję, że nie zamęczyłam cię tym zamówieniem. Chociaż przyznaję, nie mogłam się już doczekać, aż zobaczę, co przygotowałaś.
Nie zamierzała jednak od razu rzucać się na obrazy, choć świadomość, że znajdowały się zaledwie kilka kroków dalej, stanowiła niemałą pokusę. Zainteresowała się najpierw samą Lyssą.
- Jak się miewasz w obliczu ostatnich wydarzeń? - obejrzała młodszą dziewczynę z siostrzaną troską. Omiotła jeszcze spojrzeniem pracownika, który wnosił dzieła po kolei.
- Oczywiście, że możemy. Przygotowałam nam nawet trochę miejsca, żebyśmy nie musiały oglądać wszystkiego w pośpiechu.
Pozwoliła Lyssie zdecydować, od którego dzieła rozpoczną oględziny. Sama stanęła nieco z boku, pozostawiając kuzynce przestrzeń do zaprezentowania własnej pracy. Nie chciała odbierać jej tej przyjemności. Ikonografia religijna rządziła się przecież innymi prawami niż malarstwo świeckie. Tutaj nie wystarczała uroda przedstawienia ani nawet doskonałość techniczna. Znaczenie miały atrybuty, gesty, układ postaci, niekiedy pozornie nieistotny szczegół, który dla odpowiednio wykształconego odbiorcy przesądzał o tożsamości przedstawionego świętego.
Kiedy odsłonięto pierwsze malowidło, Astoria zbliżyła się o krok. Jej spojrzenie przesunęło się po powierzchni obrazu z uwagą. Przyjrzała się prowadzeniu linii, przejściom tonalnym i rozmieszczeniu akcentów kolorystycznych. Następnie cofnęła się, chcąc ocenić kompozycję z odległości, z jakiej najprawdopodobniej ogladać ją będą przyszli nabywcy.
- C'est d'une finesse remarquable - mruknęła z uznaniem, przechylając lekko głowę. - Podoba mi się, że nie potraktowałaś tematu nazbyt dosłownie. Przy tego rodzaju przedstawieniach bardzo łatwo popaść w przesadę, a wtedy nawet najpiękniejsza symbolika zaczyna przytłaczać sam obraz.
W Lyssie ceniła nie tylko talent, lecz również gotowość do podejmowania tematów wymagających czegoś więcej niż sprawnej ręki. A choć jako kustoszka nie zamierzała rezygnować z rzeczowej oceny, jako kuzynka pragnęła, aby spotkanie nie przypominało chłodnego przesłuchania przed komisją.
Przed przedstawieniem Trójbogini Astoria zatrzymała się na dłużej. Nie dlatego, że dostrzegła w nim coś wymagającego natychmiastowej poprawy, lecz z uwagi na sam temat. Dziewica, Matka i Starucha; trzy oblicza kobiecości, trzy etapy życia, a zarazem trzy odrębne siły połączone w jedną boską istotę. Symbolika tak głęboko zakorzeniona w rozmaitych wierzeniach wymagała od malarza szczególnej ostrożności. Zbyt dosłowne przedstawienie mogło sprowadzić ją do banalnej alegorii wieku, zbyt abstrakcyjne natomiast pozbawić czytelności.
- Jestem ciekawa, czy malując je, myślałaś bardziej o przemijaniu, czy o tym, co mimo upływu czasu pozostaje niezmienne? - zawsze interesowały ją procesy, jakie zachodziły w głowie artysty, prowadzące do konkretnych wyborów, przekładających się na płótno. Zresztą jej odpowiedz mogła przesądzić o tym, w jakim sąsiedztwie Astoria umieści obraz podczas wystawy. Musiała odpowiednio ułożyć ekspozycję, dlatego poznanie każdego dzieła po kolei było teraz kluczowe.


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (481), Lyssa Dolohov (607)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa