• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[12.10.1972] Kiedy umierają memortki

[12.10.1972] Kiedy umierają memortki
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
14.06.2026, 01:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 01:32 przez Atreus Bulstrode.)  

Pechowy ptak


[Obrazek: 075a75db68d8f193c34af969b1b0e9af.jpg]  [Obrazek: 30e4c8afbe20a44aa7d5676a94200ab9.jpg]  [Obrazek: a48f7350c244d882a8e40b02ce024d69.jpg]

Szedł uliczką Little Hangleton, prowadzącą do jego domu. Ominął tę główną, pnącą się łagodnie ku górze wzniesienia, jakby obawiając się że na opustoszałych i tak ulicach, uda mu się kogoś spotkać. Kto wie, może z jakiegoś powodu Shafiq postanowi przejść się na spacer, a może zabierze że sobą Morpheusa, a on po parszej końcówce dnia, nie miał ochoty patrzeć już na nikogo. Nie dość, że udało mu się dwa dni temu obić Brennę, to jeszcze Lestrange postanowiła wydziwiać i kręcić nosem, że oh nagle coś jej się nie podobało w tym jak się do niej odnosił. No niesamowite, tak jakby nagle się zorientowała. Miał wrażenie, jakby cały świat uwziął się na niego i obrał za cel, a przecież to nawet nie był początek jego wszystkich kłopotów, bo wcześniej tego dnia, zanim jeszcze wyszedł do pracy, zasrana donica niemalże rozbiła mu się o głowę. Całe szczęście, ominęła go o parę centymetrów, ale było to zdecydowanie za blisko jak na jego gusta. Kiedy poszedł po kawę, odrywając się od nużącej papierologii, udało mu się oblać wrzątkiem, tak że zmuszony był pójść się przebrać, a potem część dokumentów zawieruszyła, jak za dotknięciem różdżki. Przeprowadził należyte dochodzenie – to jest zapytał Juliette, czy nie widziała kogoś kręcącego się przy jego biurku – ale dyspozytorka niczego nie widziała, podobnie z resztą jak inni aktualnie znajdujący się w biurze funkcjonariusze. Ona przynajmniej była miła, kiedy mu to mówiła, bo taki Crickerly jak zwykle coś odburknął i poszedł w swoją stronę. Papierów więc chwilowo nie było, ale trudno, był w stanie w tym żyć, tym bardziej że miał ważniejsze rzeczy do roboty, typu rozmowa z Hestią. O, ta przynajmniej poszła w miarę dobrze, chociaż nie był pewien co mogłoby iść nie tak jak sobie życzył.

Kolejny dzień był tylko lepszy. W archiwum jego i Brennę zasypały prawie zaspy, a sufit porosła jemioła. Potem, oczywiście, znowu się coś zesrało i góra zegarów wysypała się z dowodowego, każdy taki sam, tylko po to by wciągnąć jego, Cassandrę i Longbottom do dziwnego świata, który w sobie skrywały. Jakby tego mało, czekała ich wycieczka do Walii i jeśli na tym etapie spodziewał się, że wszystko pójdzie jak powinno, to zwyczajnie przeliczył się znacząco. Jedną rzeczą była cała atmosfera Dnia Szeptów, która zmuszała do myślenia o Florence i rozpamiętywania całego bólu, jakiego doświadczył, a drugą spierdolenie się z klifu na łeb na szyję. Sturlanie się i obicie nie byłoby takie złe, ale rozdarta noga, krwawiąca do tego obficie, zmusiła go do wizyty u uzdrowiciela. Ten opatrzył profesjonalnie ranę, zapisał przeciwbólowe i wzmacniające proces gojenia się, ale dziwne uczucie wciąż mu towarzyszyło kiedy chodził. Kulał odrobinę i nawet nie chciało mu wysilać na tyle, by to zamaskować. Szczerze, to biorąc pod uwagę trajektorię wszystkich tych wydarzeń, dziwiło go że Błędny Rycerz faktycznie nie złożył się na nich, zmieniając krzesła w łóżka, kiedy nim jechali, ale spokojnie, bo to była tylko krótka pauza, żeby niekompetencja Biura Bezpieczeństwa lepiej weszła. Oh, aż go na nowo swędziały pięści, kiedy myślał o tych zasrańcach, co zabrali im różdżki do sprawdzenia, a jednocześnie postanowili zamknąć w poczekalni. I jeszcze to zgaszone światło, brak jakiegokolwiek odzewu i blokada fal.

Zastanawiało go, co poszło nie tak. Gdzie w tym wszystkim tkwił moment od którego wszystko się zaczęło i co powodowało to wszystko. Z jednej strony zdarzały się przecież takie pasma nieszczęść, a z drugiej odmawiał wierzenia w to, że nie działała tu jakaś zewnętrzna siła. I wreszcie go tknęło; może chodziło o tego zasranego ptaszka. Nigdy nie był wybitny z przyrody. Ba, nie był nawet przeciętny, a eliksiry zdał na tyle na ile musiał, tylko po to by potem skoncentrować się na innych aspektach swojej edukacji i pracy. Ptaszek jak ptaszek, myślał sobie te dwa dni wcześniej, kiedy obserwował jak niewielka istota siedziała na gałęzi jednego z powywijanych drzew. Ale potem zaczął śpiewać i już nie było tak normalnie. Jego nawoływania niosły się dookoła, będąc dziwnym miszmaszem dźwięków i doświadczeń, tak jakby postanowił podzielić się wszystkim, czego udało mu się w życiu doświadczyć, a Atreus słuchał. Może z grzeczności, a może i zwykłego zaciekawienia, bo przecież nie każdego dnia dostawało się taki koncert. Szkoda, że było to ostatnie co zrobił w życiu, bo kiedy jego śpiew dotarł do końca, memortek wyzionął ducha. No właśnie, memortek. Nazwa stworzenia przyszła do Atreusa nagle, jakby przywołanie sobie na nowo całej tej sytuacji poruszyło jakąś wcześniej uśpioną wiedzę – najpewniej tę jej część, którą przebimbał na Opiece Nad Magicznymi Stworzeniami w szkole. Czy mogło być tak, że ten koncert i jego pierzasty autor miały coś wspólnego z ciągnącym się za nim pechem? A może chodziło o samą śmierć artysty?


Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!


Jakieś dawno uśpione w jego głowie resztki wiedzy, poruszyły się nieco żwawiej. Przetarły oczy, mrugnęły i zastanowiły się nad sobą. Pieśń była długa, składająca się z licznych elementów, które odnosiły się nie do tu i teraz, a do wszystkiego co ptaszynie przyszło słyszeć przez lata życia. Całe życie pozostawał niemy tylko dla tej jednej chwili – całkiem poetyckie, gdyby tylko Atreus posiadał w sobie odpowiedni rodzaj wrażliwości, by móc stwierdzić coś takiego. Zamiast tego westchnął tylko ciężko, czując na barkach nowy ciężar odpowiedzialności, która na została na nie zsunięta. Ze zmarłymi robiło się jedną rzecz – chowało ich w ziemi. Mógł też ptaszka spalić, ale jakoś nie był przekonany co do tej metody, pozostawało więc złapać za łopatę, pójść pod to cholerne drzewo i wykopać dołek. Plan prosty i nieskomplikowany, dlatego kiedy doczłapał się do drzwi wejściowych, pierwsze co zrobił to zanurzył w piwnicy, szukając tam narzędzi. Szpadel wystarczył, a teraz czekała go wycieczka.

To nie było daleko, całe szczęście. Memortek rozśpiewał się dla niego przy lesie wisielców, jakby specjalnie wybierając sobie grobową atmosferę tamtego miejsca. To była stara brzoza, rozdarta na pół jakby rażona zaklęciem i wypalona od środka. Martwa jak całe to miejsce. Poszedł więc, w trakcie długiego spaceru wypalając papierosa. Wyciągał kroki, szedł prosto do celu, bo chciał mieć to wszystko czym prędzej za sobą, a kiedy znalazł drzewo i leżącego pod nim memortka, zabrał się do kopania. Parę ruchów szpadlem, bo ptaszyna wcale duża nie była, a potem złapał za różdżkę. Nie chciał dotykać martwego zwierzęcia rękami, może trochę brzydząc się faktu, że to zdążyło już poleżeć jakiś czas na łonie natury. Może larwy już zabrały się za wyjadanie jego ciała, a może był na coś chory i dlatego umarł. Błękitne, nakrapiane piórka, wyglądały jednak tak samo ładnie i olśniewająco jak wcześniej. Opalizowały, od głębokiego niebieskiego bo jego jaśniejsze tony. Pewnie inny rodzaj człowieka pokusiłby się na ograbienie zmarłego z cennych surowców do eliksirów, ale Atreus, na całe szczęście, ani kimś takim nie był, ani też nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, że można by coś z tych piórek zrobić pożytecznego. Memortek został więc złożony do grobu – delikatnie, ostrożnie, bez zbędnych emocji. Ułożony na jego dnie, by poleżeć tam jeszcze chwilę w ciszy i samotności, kiedy Atreus stał wsparty o szpadel i dopalał papierosa.

Chyba trochę się wcześniej obawiał, że cały ten proces prowizorycznego pogrzebu, przywieje ze sobą jakieś odsuwane emocje i wspomnienia. Ale mimo tego że mógłby myśleć o Florence i jej stracie, jedyne co robił to patrzył pustym wzrokiem to w wykopany dołek, to na rozcięty pień brzozy wznoszący się nad nim. Miał szczerą nadzieję, że nigdy więcej nie trafi na memortka u kresu swojego życia, bo ostatnie czego teraz potrzebował, to ciągnący się za nim pech. Papieros jednak wreszcie dopalił się, został rzucony na ziemię i przydeptany butem. Szpadel natomiast na nowo poszedł w ruch, zbierając wcześniej wygrzebaną ziemię i zasypując nią niewielką dziurę, w której spoczął memortek. Całość zakończyła się szybko i pewnie nikt nie miał kiedykolwiek zauważyć, że ktoś próbował pod brzózką kopać. Może to i lepiej, bo przynajmniej dzięki temu można było mieć jako taką pewność, że spokój ptaszka nie zostanie przerwany (a głupio by było, gdyby źle zabezpieczony grób miał sprawić, że pech jeszcze kiedyś do niego wróci). Złapał szpadel w rękę i odwrócił się, udając w drogę powrotną. Może wypadałoby zmówić paciorek za duszę memortka, ale Bulstrode nie był na tyle religijny, by przejąć się takimi rzeczami jak oddawanie bogini w opiekę pupili i innych zwierzątek. Chyba też nawet nie znał kogoś, kto robiłby podobne rzeczy.
Droga do domu była nieco wolniejsza, niż ta w kierunku brzozy. Atreus już się nie śpieszył, bo przecież nie miał już po co. Pech został pogrzebany pod ziemią, ubrany w błękitne piórka. W domu też nie czekało na niego nic poza miękkim łóżkiem i snem, a ten przychodził mu jak zawsze powoli i ciężko. Czasem tęsknił do czasów, kiedy przynajmniej to przychodziło łatwo – sen i wypoczynek, bo te pozwalały chociaż wypocząć zmęczonemu ciału i duszy. Było też jeszcze coś, co przynosiły ze sobą; śpiąc nie miał czasu zastanawiać się nad tymi wszystkimi chwilami odnośnie tego, co by było gdyby. Co gdyby wcześniej pojawił się podczas Spalonej Nocy w domu, albo gdyby próbował wcześniej znaleźć Florence. Zrobiłby wiele, by od czasu do czasu te pytania do niego nie wracały, ale list który od niej otrzymał po jej śmierci, wciąż leżał nieotwarty, czekając na lepszy moment.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1505)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa