• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki

[30.10.1972] Pracowita pszczoła nie ma czasu na smutki
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#1
13.09.2026, 03:02  ✶  

Kto by pomyślał, że przed sabatem mogło być aż tyle pracy? Chociaż nie, nie sama praca ją zastanawiała, a bardziej to, jak mało rąk było do pracy czy samym stoisku, które organizował Sebastian. A może powinna już mówić, że organizowała ona z Sebastianem? Kiedy wymieniała z nim korespondencję, dotyczącą jej większego zaangażowania w społeczność Whitecroft, spodziewała się, że będzie musiała w dramatyczny sposób odganiać od siebie zastępy kapłanek i wiernych, które pragnęłyby zastąpić ją w pracy przy boku szanownego kapłana Macmillana. Wyrywałyby jej z rąk całą pracę i co ona biedna by mogła zrobić? No oddać im ją, oczywiście. Ale niestety, nie było żadnych zastępów, oprócz tych niebiańskich o których od czasu do czasu wspominał jej kuzyn, a ona na to wszystko uśmiechała się dobrotliwie.

Nie była osobą niereligijną, ale zawsze trochę uważała, że cała pobożność była przede wszystkim chwytem marketingowym. Matka była kochająca, czuła dla swoich dzieci i gotowa zawsze stanąć po ich stronie. Piękne formułki, w które skłonna była wierzyć, w końcu tak została wychowana, a zaglądając do limbo wiedziała, że coś po drugiej stronie się znajduje. Chyba jednak naoglądała się bardzo dużego grona dewotek, które rzeczoną pobożnością wycierały sobie twarze, jakby było to najlepsze oręże, którego nikt nie ważył się wytrącić im z dłoni.

A teraz, miała przed sobą całą listę asortymentu, który tę religijność miał w ludziach upewnić. Patrzyła na pergamin z zastanowieniem, starając się nie zapytać głośno i wyraźnie, czy ludzie te rzeczy serio kupują - kupowali, tego była w pełni świadoma, bo zwiedziła wystarczająco dużo sabatów, by na własne oczy oglądać jak to schodzi. Ba, sama przecież wypytywała Sebastiana o kalendarze z przystojnymi kapłanami (chociaż jej zdaniem to już niewiele miało wspólnego z religią, a więcej z procesem sprzedawania cielesności).

— Czy wiesz mniej więcej, które z tych artykułów sprzedają się najmniej? Mogę popracować nad nimi w szczególności? — zapytała Sebastiana, unosząc na niego spojrzenie. Ubrała się specjalnie na dzisiejszy dzień, wybierając koszulkę którą kupiła na poprzednich edycjach stoiska; Matka mnie wspiera bardziej niż kawa, krzyczało na kuzyna, ale też i na kapłana Greya, który we właściwym dla siebie, ślimaczym wręcz tempie, przeliczał nieopodal pakiety kalendarzy.



she was a gentle
sort of horror
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#2
13.09.2026, 17:14  ✶  
Częściowa komercjalizacja kultu Matki była właściwie nieunikniona. Chociaż niektórzy krzywili się na widok kalendarzy czy bardziej ekstrawaganckich modeli koszulek, dochód ze sprzedaży pozwalał im działać w dużej mierze niezależnie. Owszem, datki od patronów sztuki finansowały renowacje dawnych miejsc kultu i rozwój rzemiosła kapłanek, lecz to monety zdobywane między innymi podczas sabatów umożliwiały realizację ich mniej spektakularnych, lecz równie potrzebnych przedsięwzięć. Przykład? Chociażby dokarmianie protestujących podczas niesławnych Marszów Praw Charłaków przed paroma laty.

— Hmm. Koszulki i książki kucharskie to ostatnio były samograje, więc podejrzewam, że tym razem będzie podobnie… — Sebastian uniósł głowę znad pudła z herbatnikami i wbił spojrzenie w sklepienie sufitu, jakby próbował przypomnieć sobie szczegółowy raport sprzedażowy z ostatniego sabatu. — Cóż, serce mi się kraje na samą myśl, ale najgorzej schodziły modlitewniki i śpiewniki. Z dewocjonaliami też nie było najlepiej. — Machnął rękę w stronę skrzynki, w której przechowywano między innymi butelki z poświęconą wodą i breloki. — Ale nie obawiaj się! Jeśli dalej będą tak źle schodzić, to w tym sezonie mamy nową tajną broń.

Uśmiechnął się do siebie i zgarnął z pobliskiego stołu plik kolorowych broszur informacyjnych. Na górze stosu znajdowały się te traktujące o przygotowaniu duchowym do obchodów Yule. Odstęp czasowy między obchodami Święta Duchów a Przesileniem Zimowym był jedną z najdłuższych pauz między zgromadzeniami na całym Kole Roku. Dorównywały mu tylko przerwy między Lammas i Mabon oraz Beltane i Lithą. Tym lepiej byłoby zaopatrzyć wiernych w taki mały przewodnik.

— Nie powiedziałbym, że jest to najwybitniejszy zbiór modlitw pod słońcem, ale powinien być mniej przytłaczający niż modlitewnik na trzysta parę stron. Zwłaszcza dla tych, którzy… nie mają czasu zjawiać się na regularnych spotkaniach wiernych — kontynuował, gryząc się poniekąd pod koniec w język.

Naprawdę starał się dawać ludziom kredyt zaufania. Bądź co bądź, nawet w zwykłych warunkach ludzie mieli kalendarze wypełnione po brzegi. Ludzie może i nie zjawiali się tłumnie w mniejszych miejscach kultu czy głównej kaplicy w dni powszednie, ale przynajmniej masowo zbierali się na sabatach. Powinien to doceniać, jednak jako duchownego zwyczajnie bolało go to, że niektórzy byli w stanie wykorzystać nawet najgorszą wymówkę, byleby tylko nie postawić stopy za progiem głównej siedziby kowenu.

— Tym razem nie mamy w ofercie świętych obrazków — przypomniał sobie, przypominając sobie o korespondencji, która przed paroma dniami pojawiła się na jego biurku. — Ale z tego, co wiem, Astoria Avery planuje się wystawić ze straganem skupionym na sztuce sakralnej, więc śmiało będzie można przekierować co większych entuzjastów do niej.

Wprawdzie kowen nie patronował działaniom Astorii, ale Sebastian zadbał o to, aby przygotowane przez nią ikony zostało poświęcone zgodnie z ich oficjalnymi procedurami. Kto wie, może jeśli jej stoisko okaże się sukcesem, to faktycznie uda im się razem wejść w jakąś bardziej szeroko zakrojoną współpracę. Pytanie, jak duży w ogóle będzie ruch w tym roku, pomyślał Sebastian, rozglądając się po tym ich całym bałaganie, jakby na podstawie ilości pudeł i szpargałów mógł przewidzieć liczbę gości.

— Oby wystarczyło dla wszystkich — skomentował pod nosem, sięgając po filiżankę zimnej już herbaty. Ostrożnie wypił parę łyków, co by nie ubrudzić swojej skromnej czarnej szaty. — Tym razem obchody zostały dość mocno… rozrzucone w przestrzeni, jak pewnie zauważyłaś z oficjalnych wiadomości. Little Hangleton, Dolina Godryka, podobno też parę osób chce wystawić się na Pokątnej. — Ponownie westchnął ciężko. — Kwestie bezpieczeństwa, zapewne.

Raczej nikt nie chciał w najbliższe Samhain doświadczyć drugiego Beltane. Rozrzucenie wiernych po całym kraju wydawało się więc dość rozsądne. Ciekawe, od kogo oryginalnie wyszedł ten pomysł? Obecnego arcykapłana czy też oficjeli Ministerstwa Magii?
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#3
14.09.2026, 10:30  ✶  

— Dobrze, koszulki schodzą same… — pokiwała głową. — W sumie faktycznie, kiedy byłam u ciebie na Lammas, to dało się zauważyć. Sama nawet kupiłam — przypomniała. Co prawda wtedy nie przywiązywała do tego większej uwagi, ale teraz brała w tym wszystkim udział, więc każdy skrawek informacji był przydatny. — Nad śpiewnikami i modlitewnikami się w takim razie zastanowię. Może być ciężko, bo wiadomo, to taki zakup długofalowy. Nawet jeśli się go długo używa, to starczy na lata. Jedna moja babcia ma taki, że się całkiem rozpada. Pożółkłe kartki, okładka się odkleiła, a kartki… kartki to część z nich jest już osobno, więc je przekłada jak musi coś przeczytać — uśmiechnęła się do Sebastiana lekko, z wyraźnym zainteresowaniem zamierzając podejść do tajnej broni, którą właśnie miał jej zaprezentować. Oto bowiem miała mieć przed oczami coś, co podbije cały sabat, a przynajmniej tak to sobie wyobrażała.

Nie spodziewała się broszur.

Zwykłych, cienkich broszur. Jej zdaniem było w nich zdecydowanie za mało obrazków i to nie dlatego, że nie chciało się jej czytać tego, co było tam napisane, a dlatego że niestety znała ludzi i wiedziała, jak większość z nich funkcjonowała. Lwia część populacji łapała się na bodźce wzrokowe. Jeśli te były dostatecznie ciekawe, to klient był praktycznie kupiony. Dlatego ładne ekspedientki miały więcej klientów i dlatego tyle rzeczy w czarodziejskim świecie się ruszało; bo mogły i dlatego że takie były bardziej interesujące i sprzedajne.

Niemniej jednak, Ambrosia wzięła jedną z broszurek do ręki, robiąc przy tym poważną minę. Pokiwała głową, przekartkowała ten twór, a potem uśmiechnęła się dobrotliwie.

— Broszury darmowe? — zapytała luźnym tonem. Mogła je dorzucać do każdego zakupu, jako gratisik. A nuż ktoś to faktycznie przeczyta, powodowany jakąś ciekawością.  — Jest to na pewno jakaś metoda. Ale faktycznie mniejsza forma może okazać się bardziej przystępna, tak jak mówisz. Mam nadzieję, że zadziała — odłożyła ulotkę do reszty jej koleżanek.
Ona miała chyba nieco mniej kredytu zaufania do samych ludzi, ale chciała wierzyć w inicjatywę kuzyna. Była w tym logika, nie mogła zaprzeczyć, ale do religijności i to takiej prawdziwej, potrzeba było pasji. Czy tam powołania, jak lubili to określać duchowni.

— Dobrze, że mi o tym mówisz zawczasu, bo gotowa bym była walczyć z drugim stoiskiem o klientów — zaśmiała się, bo miał to być żart (o którego realizacji podczas Samhain nikt nie miałby się dowiedzieć), ale przynajmniej Grey nie wyglądał, jakby go to bawiło. Zanadto zajęty był liczeniem. — Powinna być zniżka, że jak ktoś kupi ikonę to ma odpust na śpiewnik lub modlitewnik, a jak ktoś kupi śpiewnik lub modlitewnik, to taniej kupi ikonę — rzuciła wreszcie, po chwili zastanowienia, ale na takie zabiegi chyba było już za późno.

— Ja się nikomu w sumie nie dziwię — przyznała, odkładając listę na bok i samej sięgając po herbatę. — Ostatnie sabaty były… bardzo żywe. Na Ostarze gryzły jeże, jak zawsze z resztą. Beltane wybuchło i to podwójnie. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile osób przychodziło z płaczem po wróżbę miłosną. Litha? W tym miejscu pewnie nie mówimy o Lithcie. Lammas? Znaczące świeczki i bitwy brygadzistów z cywilami — odchrząknęła, bo bijącym brygadzistą to był akurat jej rodzony brat. — Mabon…? Czekaj. Mabon akurat było spokojne. No, w każdym razie, na dwoje babka wróżyła, jak to będzie w samo Samhain. Szczerą mam nadzieję, że nikogo okropnie nie opęta i nie trzeba będzie robić ratunkowego egzorcyzmu — skrzyżowała palce, chcąc zakląć los.



she was a gentle
sort of horror
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#4
17.09.2026, 21:20  ✶  
— Widzisz, mamy potwierdzenie! — Uśmiechnął się, wyciągając z pudła kilka książek kucharski, żeby prze-aranżować cały układ tak, aby odzyskać jeszcze trochę wolnego miejsca kartonie. — Masz rację, to bardzo dobra rodzinna pamiątka. Na całe pokolenia, zwłaszcza w odpowiedniej edycji! Widziałem kiedyś w jednym antykwariacie absolutnie niesamowitą sztukę oprawioną skórą jakiejś gadziny.

Nie wiedzieć czemu z tyłu głowy pojawiła mu się myśl, że mogła to być pamiątka po jakimś krewnym Yaxleyów. Zdecydowanie zbyt mocno wiązał tę rodzinę z ich tradycjami myśliwskimi. W sumie trudno było nie mieć takich skojarzeń, gdy zarówno przyszła dziedziczka, jak i jej tatulek bardzo rwali się do bitki. Przynajmniej mają serce po odpowiedniej stronie, pomyślał przelotnie. Matka z pewnością błogosławiła temu rodowi.

— Każdy środek przekazu może okazać się strzałem w dziesiątkę. A dopóki go nie wypróbujemy, to nie poznamy jego efektów — zauważył Sebastian, gdy przeszli do tematu broszurek. — Po Beltane i Spalonej Nocy sporo ludzi zaczęło szukać wsparcia duchowego. Co by nie mówić, ciężko o bardziej uduchowione święto niż Samhain. Atmosfera tego święta sprzyja zajrzeniu w głąb siebie.

Duchowieństwo mogło odprawiać przed wiernymi cyrk godny występów Bellów, ale na siłę nikogo nie zmienią. Nie zainteresują. Musieli po prostu być w pobliżu i liczyć, że napotkają na ludzi z otwartymi sercami i głowami.

— Och, moja droga! Nigdy bym ci tego nie zrobił! — zawołał Macmillan, zaklejając pudła za pomocą taśmy samoprzylepnej. — Poza tym, brat Edward — ściszył głos, żeby nie przeszkadzać kapłanowi w liczeniu. — Zaoferował się, że w razie czego bardzo chętnie cię odciąży. Można na nim polegać. Na Lammas spisał się wyśmienicie, prawda Edwardzie?

Dłoń Macmillana momentalnie powędrowała do jego ust, gdy zorientował się, że przerwał Greyowi liczenie. Młodszy kapłan podniósł na niego wzrok, kiwając niespiesznie głową, a gdy wrócił do liczenia kalendarzy… Ewidentnie raz jeszcze zgubił się we własnych rachunkach. Sebastian ułożył ręce jak do modlitwy w geście przeprosin.

— Mam nadzieję, że Mabon okaże się początkiem dobrej passy. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli następne Beltane spędzać jak to w tym roku — mruknął, mimowolnie wzdychając ciężko. — Chociaż w sumie… W maju i tak mi się upiekło. Miałem nagłe wezwanie, właśnie w sprawie egzorcyzmów.

Oryginalnie nie zamierzał wybierać się na obchody i chciał zakopać się pod kocem z modlitewnikiem; spędzić Beltane w ciszy i zadumie nad świętymi wersetami ku czci Matki. A potem do jego drzwi zapukała asystentka Cathala Shafiqa i zaciągnęła na wizytę domową. Nie mógł być więc dalej od niebezpieczeństw związanych z atakiem na Knieję Godryka. Ale mógłby być. Kto wie, może gdyby sprawy potoczyły się inaczej, to jednak wybrałby się do Doliny, żeby załapać się na końcówkę uroczystości?

— Mój… A w sumie nasz dalszy kuzyn od strony Trelawneyów, Jamil Anwar, przyjechał tutaj na wiosnę do pracy na wykopaliskach. W środku nocy wypędzałem z niego ducha zmarłej zwolenniczki Grindelwalda. — Skrzywił się na to wspomnienie. Egzorcyzmowanie znajomych twarzy nigdy nie było przyjemne, zwłaszcza krewnych. Motywacja do spełnienia swojej powinności wzrastała, ale to samo działo się z obawami o to, ile złego może się wydarzyć, jeśli coś pójdzie nie tak. — Efekt osłabionej bariery między świętami… Chociaż to wciąż zaskakujące, że ze wszystkich duchów trafił akurat na kogoś parającego się za życia czarną magią. — Pokręcił głową. — Mam nadzieję, że te przepędzenie duchów spod granicy Kniei na coś się jednak zda.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#5
23.09.2026, 05:29  ✶  

— Z jednej pamiątka na całe pokolenia, ale z drugiej… to trochę nie sprzyja marketingowi — mruknęła, przyglądając się jak przekłada książki w pudle, żeby zrobić trochę dodatkowego miejsca. Prawie się go przy tym zapytała, czy skoro w skórę była oprawiona, to czy przypadkiem nie była to taka ściągnięta z człowieka, bo kiedyś słyszała że trafiają się tego typu rarytasy na rynku. Dla niej była to ciekawostka, ale przeczuwała, że Sebastian dostałby na tę wzmiankę apopleksji, a przynajmniej wyzwał całość od bezbożnych praktyk.

— Może powinniście pomyśleć nad prowadzeniem jakichś zajęć? Szukają wsparcia duchowego, ale takiego towarzyskiego pewnie też. Duże zniszczenia, których doświadczył Londyn, wiążą się ze zwątpieniem ducha i jego osłabieniem. Tragedia człowieka wyniszcza, ale obecność drugiej osoby zawsze poprawia samopoczucie, prawda? Znaczy odpowiedniej osoby. Jeśli nie kółka, to kąciki naprawcze, a jeśli nie to, to jadłodajnia. Słyszałam, że w Dolinie Godryka taką postawili. Pomyśl sobie, wszyscy obecni na mszy mogliby liczyć na talerz ciepłej zupy. Ale by była wtedy frekwencja — gotowa była przy tym pomyśle obstawać całą sobą, bo ludzie biedni i bez dachu nad głową, czasem potrzebowali przede wszystkim ciepłego posiłku. Pewnie jakieś noclegi też byłyby uroczym pomysłem, ale Rosie nie zamierzała przesadzać, głównie dlatego że sama nie do końca utożsamiała się z tragedią innych.

— Prawdziwy z niego święty — odpowiedziała, uśmiechając się do Edwarda lekko, kiedy ten spojrzał w ich stronę, wyrwany brutalnie z ciągów liczbowych. Pocieszny człowiek, jej zdaniem, którego najwyraźniej ziemskim ciężarem była nieumiejętność szybkiego liczenia. Każdy musiał z czymś walczyć.

— Ja w ogóle nie poszłam. Zły omen — i jak było widać, wyszło jej to na dobre. Niestety, nie można było tutaj mówić o jakimś wiekopomnym proroctwie, bo była wtedy zwyczajnie zajęta czymś na Podziemnych Ścieżkach. — Ale ja się ogólnie zastanawiam, czemu akurat Little Hangleton. To takie ponure miejsce. Nie to, żebym coś do niego miała, moja rodzina ma tam dom, ale… no wiesz, to nie Dolina Godryka gdzie wszystko jest zieloniutkie. Tam jest dość ponuro i to nie uderza w gusta każdego. W sumie pasuje do święta duchów, jak tak teraz o tym myślę — mruknęła.

— Hę, kto? — zamrugała trochę szybciej, próbując skojarzyć sobie imię i nazwisko rzekomego kuzyna. — Niestety nie miałam przyjemności poznać, ale chyba dobrze wiedzieć, że w rodzinie nic nie ginie. Szkoda tylko, że to jego akurat opętało. Ale bliski kontakt z duchem był — uśmiechnęła się lekko. — Mam nadzieję, że się zda. Bo to była bardzo ciężka praca, pragnę zauważyć. Ale ogólnie ja bym się do Kniei nie zbliżała, bo tam chodzą te paskudztwa. Ale, ale… słyszałam tutaj się jakaś rewolucja planuje — pochyliła się nieco do Sebastiana, ściszając głos. — Atak na Knieję. Szturm na Polanę Ognisk. Precz z uzurpatorem jakim jest Ministerstwo Magii i tak dalej.



she was a gentle
sort of horror
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#6
27.09.2026, 01:17  ✶  
— To… naprawdę wyśmienity pomysł, Ambrosio — stwierdził kapłan, zerkając na kobietę z autentyczną fascynacją. — Zwłaszcza że niedługo nadejdą pierwsze mrozy… Nawet skromny posiłek mógłby być na wagę złota. — Mimowolnie przejechał wzrokiem po kaplicy. — Może nie ma tutaj jakoś bardzo dużo miejsca, ale gdyby zorganizować kilka zaklętych namiotów, które są większe w środku niż na zewnątrz… to mogłoby się udać.

Co więksi narzekacze w kowenie nie mogliby nawet zarzucić im, że robią z kaplicy stołówkę. Odpowiednio zabezpieczone namioty, kilka zaklęć wpływających na węch, a w sumie niewiele by się nawet musiało zmieniać wewnątrz kwatery głównej… Nie mówiąc już o tym, że po uzyskaniu zgody od arcykapłana mogliby wykorzystać część jadalni przeznaczonej dla kapłanów i kapłanek.

— Szczerze mówiąc, raczej nie jesteś daleko od prawdy — skomentował Macmillan.

Nie znał wszystkich kryteriów, które zadecydowały o wyborze tegorocznej lokalizacji, lecz trzeba było przyznać, że Little Hangleton wyjątkowo dobrze wpisywało się w atmosferę Święta Duchów. Lokalna społeczność czarodziejów również mogła mieć coś wspólnego z tą decyzją. Z miasteczka wywodziło się kilka prominentnych rodów i zamieszkiwał tam też, chociażby Anthony Shafiq, który od lat wspierał finansowo działania kowenu w tym przykładowo renowacje zapomnianych miejsc kultu na terenie kraju.

— Nastrój to jedno, ale w miasteczku znajduję się również całkiem niczego sobie cmentarz oraz mauzoleum Fawleyów. Sabat raczej nie rozstawi się pośrodku niczego, więc uczestnicy obchodów pewnie prędzej czy później rozejdą się po okolicy, szukając dodatkowych atrakcji. — Wzruszył sztywno ramionami. Osobiście w życiu nie postawiłby nogi u Fawleyów w święto takie jak Samhain. Nie ryzykowałby jakiejś nieprzyjemnej przygody w noc, gdy granica między światami była zatarta.

Nie dziwiło go zaskoczenie Ambrosii; z tego, co pamiętał, rodzice Jamila nie utrzymywali zbyt bliskich stosunków z rodziną na Wyspach Brytyjskich. Zresztą sam Jamil niedługo po obchodach Beltane zajął się swoimi sprawami i trudno było go złapać. Lekki uśmiech, jaki wywołało u niego wspomnienie o kuzynie, szybko przygasł, gdy McKinnon wspomniała o pewnej sprawie…

— Na Matkę… Czyli plotki na temat tego całego przemarszu faktycznie nie mają końca — żachnął się Sebastian. — Parę dni temu dostałem bardzo… nietypowy… list z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Do nich też dotarły takie informacje i myśleli, że kapłani coś o tym wiedzą. Że mógłbym im jakoś pomóc.

Pokręcił głową. Przecież to było czyste szaleństwo. Nikt o zdrowych zmysłach nie poprowadziłby ludzi, którzy nie mają żadnego przeszkolenia w samo serce Kniei Godryka, gdzie grasują te całe Widma. Ale czy faktycznie aż tak go dziwiło, że ktoś mógł wpaść na ten pomysł? W liście do Atreusa zapierał się wprawdzie, że wiernym zależy obecnie przede wszystkim na ciszy i spokoju, ale…

Widział, jak zachowywali się badacze na Polanie Ognisk. W jaki sposób opowiadali o tym przeklętym drzewie… Jak oczami wyobraźni widzieli już nagrody i odznaczenia za przełomy naukowe, jakie mogą być rezultatem ich działań w Kniei. Gdyby to wszystko wyciekło do prasy… Słowo ”uzurpator” mogło nie być najgorszym określeniem wymierzonym w Ministerstwo Magii.

Mimo to, doniesienia o masowym szturmie na Polanie Ognisk dalej rozpatrywał w kategorii plotek. Po tym, co się stało z Isobell, wątpił, aby ktokolwiek z kowenu zdecydowałby się na podjudzanie wiernych do wystawienia się na niebezpieczeństwo.

— Wygląda na to, że nie pośpię dzisiaj zbyt długo. Lista osób, za które wypadałoby odmówić, chociaż krótką modlitwę zdaje się stale rosnąć — mruknął Sebastian.

Longbottomowie ze względu na Brennę, Zimni, Patrick, Alastor i Millie, wszyscy najbliżsi z kowenu… Nie wspominając o zwykłych wiernych, którzy przychodzili z prośbą o wsparcie duchowe w tym szczególnym okresie. Oby tylko Pani Księżyca nie zabrakło cierpliwości do jego próśb i błagań.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#7
11.10.2026, 07:52  ✶  

— Ma się tę… to dobre serce — uśmiechnęła się do Sebastiana szeroko. Miało tam być coś o smykałce do interesów, ale musiała nieco zrewidować swoje zamiary, biorąc pod uwagę że jednak kowen przynajmniej powinien udawać, że najbardziej interesowało go dobro swoich owieczek. To w ogóle zawsze było dla niej bardzo ciekawe porównanie, biorąc pod uwagę że pasterz, dbając o swoich podopiecznych, musiał ich regularnie strzyc z wełny. — Tak, tak. Magiczna architektura zdecydowanie będzie tutaj niezwykle pomocna. A też jestem pewna, że arcykapłan bardzo chętnie na ten pomysł przystanie. Bo jest świetny.

Percival byłby jej zdaniem skończonym idiotą, gdyby postanowił nie skorzystać z takiej okazji, szczególnie że po tej całej Lithcie, to wiara niektórych jego owieczek chwiała się pewnie w posadach. Po Beltane też, biorąc pod uwagę że podobno rodziły się dookoła jakieś rebelie.

— Mauzoleum zawsze wydawało mi się rozrywką dla ludzi o mocnych nerwach. I żołądku. Ale ogólnie bardzo polecam — wypchane eksponaty nie były dla wszystkich i ona sama miała na ich temat mieszane uczucia, ale chyba bardziej ją fascynowały niż cokolwiek innego. Dla niej śmierć nigdy nie była permanentna, a przynajmniej na ten jej rodzaj najbardziej się napatrzyła. Blada skóra, chłodne dłonie, bicie serca które ledwo dało się podchwycić… śmierć miała dla niej twarze jej bliskich, którzy przeczyli wszelkim prawom świata.

— Przemarsz? Na Matkę, gdyby to był przemarsz, to może przynajmniej wyglądałoby to dwornie — zaśmiała się, uśmiechając z przekąsem. Ona wyobrażała sobie to wszystko w jeden sposób; banda dzikusów wbiegnie na ślepo do Kniei i tam poumierają. A potem ona i Sebastian będą musieli zbierać ich dusze do słoików, żeby odesłać ich podczas Beltane na tamten świat.

— Za mnie też się pomódl. Ja w zamian pomodlę się za Ciebie. Bogini zawsze milej patrzy na nas, gdy troszczymy się o innych, ale i my sami potrzebujemy ochrony, prawda?



she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (1678), Sebastian Macmillan (1711)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa