- Cóż ma to sens, bo to zniechęca. Musiałbyś pływać w bardzo grząskim gównie, żeby coś z tym zrobić. - Nawet wolała nie myśleć o tym, jak głęboko siedzą te problemy. W końcu system nie zmieniał się od lat, na pewno wiele by dało, gdyby na stanowisku ministra znalazł się ktoś młody, z otwartą głową. No stał przed nią kandydat idealny, tyle, że wiedziała, że ta robota może go doprowadzić do ruiny, jak wielu innych ministrów, a tego Erikowi nie życzyła.
Geraldine by się zgodziła z Erikiem, zawsze warto było zasięgnąć drugiej opinii, nawet jej się zdarzało pytać innych specjalistów o ich metody, aby rozważyć każdą ewentualność, mimo, że zazwyczaj pracowała sama. Longbottom dostał po dupie zupełnie niepotrzebnie, aż jej się go zrobiło szkoda, no i trochę było też w tym jej winy, ubodło ją to, że go zawiesili, może nie tak jak jego... no ale była w to poniekąd trochę zamieszana.
- Nawet tak nie pierdol, wiesz, jakby im odjebało na punkcie ich terenów? Jebani czystokrwiści czuliby się jeszcze bardziej ważni. Władza na pewno uderzyłaby im do głowy. - To nie tak, że sama nie należała do jednej z tych rodzin, tyle, że nie wszystkie potrafiły zachować umiar. Wolała nawet sobie tego nie wyobrażać, bo zbyt bardzo znała zwyczaje tych, którzy uważali, że są ważniejsi od innych. Zupełnie nie spodobał się jej ten pomysł, co Erik mógł zauważyć po zmianie wyrazu jej twarzy, nawet jeśli był to żart, to zupełnie jej nie rozbawił. - Nie chce sobie tego wyobrażać, bo to głupie. - Dodała jeszcze, jak zawsze elokwentnie.
Może faktycznie ta dyskusja nie miała najmniejszego sensu, odpłynęli jak zawsze dosyć daleko, na całe szczęście każde z nich pamiętało, po co się tutaj znaleźli, szybko przeszli do rzeczy, może nawet trochę za szybko. Ledwie się rozpoczął ten pojedynek, a już doszło do jego końca. Gdyby jakiś facet zabawił się w ten sposób z kobietą w innej sytuacji, to na pewno poczułaby się rozczarowana.
- Nie zrzucam winy na ciebie, po prostu stwierdzam fakt. - Prychnęła, bo jak mógł nie zauważyć tej subtelnej różnicy! Irytowała się dość mocno, może ze swojej nieudolności, teraz przez to co mówił, to się kumulowało już i tak z jej nie do końca stabilnym stanem emocjonalnym. - To jest kurwa mój problem, ja ostatnio w ogóle nie myślę, chcę tak bardzo zacząć czuć, że nie myślę. - Wykrzyczała mu to bardzo szybko, niewyraźnie, nie panowała już nad swoim walijskim akcentem. - Byleby poczuć cokolwiek. - Powiedziała już zdecydowanie ciszej.
- Może bardziej wiedźma, którą książę wypędził z zamku. - Schowała twarz w dłonie, było jej głupio, znowu wybuchła, znowu nad sobą nie panowała. Ostatnio coraz częściej się jej to zdarzało.
Przejechała językiem po zębach, żeby upewnić się, czy faktycznie wszystkie są na miejscu. Były, na całe szczęście, uniosła wtedy ponownie głowę, aby na niego spojrzeć, skorzystała z wyciągniętej ręki, podnosiła się ponownie na nogi. Dość użalania się nad sobą.
Przetarła sobie czoło, tyle, że rękawem koszuli, skoro jej to nakazał. - Myślisz, że klinika jest konieczna, nie widzę jak to wygląda. Mam swojego uzdrowiciela od nagłych wypadków. - Wolała nie rzucać nazwiskami, chociaż trudno było się nie domyślić, bo nie ukrywały z Florence swojej znajomości również na czystokrwistych spędach. - Może akurat być w Mungu. - Na pewno się ucieszy, jak zobaczy ją ledwie trzy dni po ostatniej wizycie. - Myślę, że taki stres by mnie tylko bardziej wkurwił. - Dodała całkiem uroczym tonem.