I cóż, notatka do zakładu pogrzebowego, włosy oraz wizja naprowadzały na dość konkretny trop. Mogli spróbować uderzyć i do tego zakładu, bo może Falco napisał im coś więcej, ale najważniejsze wydawało się Brennie dopadnięcie tego, kto przywdział skórę cioci, by zapewnić, że nic nie wie. A od razu rzucając się wyszyć i zadawać niewygodne pytania mogli tego osobnika przypadkiem spłoszyć.
Już na zewnątrz spojrzała na niego z pewnym niedowierzaniem, gdy wspomniał o hot dogach i parsknęła cicho, rozbawiona wspomnieniem historii, jaką usłyszała na balu Lestrangów. Może powinna pochwalić się Victorii, gdzie ją zapraszano i że to najwyraźniej nowe najmodniejsze miejsce z perspektywy zamożnych czarodziejów…?
- Wiem, że lubisz hazard, ale jesteś pewny, że chcesz ryzykować aż tak bardzo? - upewniła się już na głos, zastanawiając czy usłyszał też tę część o wielkiej srace. – W pobliżu jest kawiarnia mojej znajomej, i nawet jak zamknie, pewnie wyciągnę od niej jakiejś kanapki. Takie na pewno nie ze szczura albo psa – rzuciła, skręcając w uliczkę i przebiegając spojrzeniem po szyldach. Wędrowała ku tej okolicy, gdzie jest trochę taniej, bo patrząc po stanie mieszkania Falco, to nie stołował się w Zorzy. – To może być to – mruknęła, spoglądając na drzwi do zamkniętej restauracji.