• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[16.10.1972] what a plot twist you were [Lyssa&Caius]

[16.10.1972] what a plot twist you were [Lyssa&Caius]
kasjusz burek
he is – an a b y s s

wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
złotnik/syn swego ojca
Zielono-niebieskie bystre tęczówki spoglądają na otaczający go świat z rezerwą, chociaż gdzieś głęboko można dostrzec błysk, który towarzyszył im nieustannie jeszcze kilka lat temu. Przeważnie porusza się o lasce – bez niej kuleje – ciągnie protezę za sobą, bo ta na zawsze pozostanie obca. Jest wysoki (191 centymetrów wzrostu) oraz postawny, a szerokie barki dalej przypominają te należące do doświadczonego w boju pałkarza. Mówi spokojnie; nigdy nie podniesie na swego rozmówce głosu. Jego ubiór jest do bólu praktyczny i zwyczajny, a palce, oprócz sygnetu rodowego nie przyozdabia biżuteria. Pachnie pergaminem, dymem żarzącego się w pracowni ognia i miętą.

Caius Burke
#1
17.08.2026, 19:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2026, 22:09 przez Caius Burke.)  
16.10.1972, restauracja Zorza

Czuł, że jego życie to jedno wielkie pasmo porażek. Od czasu Spalonej Nocy, nie przydarzyło mu się dosłownie nic dobrego. Po pierwsze, spłonęła jego rodzinna posiadłość, więc mieszkał obecnie na Nokturnie. Lubił swój rodzinny sklep naprawdę, ale nie na tyle by cieszyć się z przymusu życia w tym miejscu. Spanie w niewygodnym, ciasnym łóżku, pomiędzy przeklętymi gratami, niedokończoną bronią czy biżuterią i w wszechobecnym kurzu, wpływało na jego samopoczucie, zdrowie i energię. Naprawdę, Caius nie pamiętał już właściwie, kiedy jego sen nie został przerwany przez krzyczącym za oknem, pijanych mieszkańców czy inne awantury. Dlaczego Czarny Pan nie zrobił nic właśnie z tymi, którzy tak skutecznie utrudniali mu życie? Był przecież dobrym czarodziejem z idealnym, czystokrwistym rodowodem? Na początku w tym całym szoku po Spalonej Nocy, może i widział w działaniach Śmierciożerców plusy, po dłuższym czasie i kilku nieprzespanych spokojnie nocach, zdanie swoje zmienił. Nie wychylał się jednak do przodu z swoimi przekonaniami, bo nikomu to co sobie myśli nie było do szczęścia potrzebne.

Po drugie, jego biedna, ukochana matka podupadła na zdrowiu — właśnie z powodu stresu związanego z utrata ich domu oraz nieprzyjemnościami związanymi w wszechobecnie, panującym, duszącym pyłem. Dlatego też musiał wyjechać i to daleko, bo aż do Francji. W normalnych warunkach może i by się cieszyć, francuskie czarownice były dla niego przecież czymś egzotycznym, ale jakże przyjemny, (szczególnie dla oczu), a że w innym kraju nikt właściwie go nie znał, to mógł pozwolić sobie na trochę więcej luz. Ten luz jednak skutecznie zabierała mu ukochana matka, bo za każdym razem, gdy patrzył na jakąś czarownicę, która w jej oczach była niegodna jej najstarszego syna, to posyłała w jego stronę jakieś nieprzyjemną, chociaż nieszkodliwą w swym działaniu klątewkę. Dlatego nie bawił się tam zbyt dobrze, tylko latał z matką od jednego uzdrowiciela do drugiego, w nadziei, że któryś z nich znajdzie powód złego zdrowia kobiety i będzie mógł wrócić do kraju, gdzie będzie skazany na niewygodnie łóżko i obszczymurów, drący się po nocach. Więc ogólnie niefajnie.

Powrót do kraju miał jednak swoje plusy, jednym z tych plusów okazała się Lyssa. Nie spodziewał się, że ta ich krótka rozmowa w św. Mungu wywrze na dziewczynie aż takie wrażenie. Wydawało mu się, że było to coś zupełnie zwyczajnego, może nawet zaprezentował się wtedy w trochę złym świetle, bo był bucem, ale chyba dobrze też się potrafił przed nią ukorzyć, bo sama zaproponowała kolejne spotkanie, zostawiając w rękach Caiusa miejsce spotkania. Podobało mu się to, naprawdę podobało. Nie wiedział co prawda, jak zareagują na ich działanie ich rodzice, ale Vakel i jej matka mogli być trochę mniej rygorystyczni niż jego rodzina. Wiedział, jednak że musi się pokazać z jak najlepszej strony, bo na to zasługiwała. Była przecież warta każdego galeona, każdego dobrego słowa czy szczerego uśmiechu.

Umówił się z nią w dość neutralnym miejscu, bo przy wejściu na ulicę Horyzontalną. Chciał ją zaskoczyć, więc nie mówił od razu, że pójdą właśnie do tej restauracji. Ubrał się tak jak zawsze, w czarne, eleganckie szaty, ale nic szczególnie specjalnego, nie był przecież kimś, kto przykłada niesamowitą uwagę do swojej prezencji — no i w większości ubrań wyglądał dobrze, więc specjalnie stroić się nigdy nie musiał. Był tam pierwszy, bo pojawił się kilka minut wcześniej, tak jak na gentelmena przystało. Oparł się o jeden z budynków, by chociaż trochę odciążyć jedyną nogę, jaką posiadał i czekał. Bo tylko czekać mu zostało. Nie palił przed spotkaniem papierosów, bo nie chciał śmierdzieć, chociaż trochę go kusiło, strasznie się tym całym spotkaniem stresował. A chyba nie miał czym, bo skoro to ona zrobiła ten pierwszy krok, to jej może zależało odrobinę bardziej, prawda?



Ah, there he is.
That motherfucker.
What a tool.
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#2
19.08.2026, 19:43  ✶  

Lyssa miała serdecznie dość całej tej ponurej atmosfery, która zapanowała nad Londynem. Drażniło ją okropnie, że zadziana tragedia rozwlekana była na wszystkie strony. Dni, tygodnie, w końcu i miesiąc, kiedy już życie powinno ruszyć dalej i wrócić do poprawnego rytmu. Przynajmniej jej zdaniem. Patrzyła z pewnym znudzeniem na to, co działo się za oknami Praw Czasu, zastanawiając się ile jeszcze to będzie trwać, może nie do końca rozumiejąc, że tragedia tego rozmiaru miała nigdy nie przeminąć. Nie wszyscy mieli tyle pieniędzy, ile posiadał Vakel – nie byli w stanie naprawić zniszczeń w przeciągu paru dni, ani też wysłać swoją rodzinę do szpitala, by lekarze z miejsca zajęli się ich uciążliwym kaszlem. Komfort, w jakim żyła młoda Dolohov, był dla niej tak pewny, że aż nieoczywisty. Unikał jakby jej świadomości, będąc w jej mniemaniu czymś, co całkowicie się jej należało.

Może dlatego skreśliła parę słów do Caiusa, bo jej się zwyczajnie nudziło. Ekstaza Merlina przeminęła, a przez to mogła wreszcie zająć się czymś innym, niż obsesyjne doprecyzowywanie plakatów i obrazów, które postanowiła zaprezentować na malutkim wernisażu, który zapewnił jej teatr The Globe.

Co zaś tyczyło się tego, jak rodzina mogła zapatrywać się na jej randkowanie, to po incydencie z Parkinsonem, Lyssa wyznaczyła kategoryczną granicę. Nie miała zamiaru słuchać zdania nikogo na temat tego, z kim powinna się spotkać, a z kim nie. Tak samo była zdecydowana odrzucać wszelkie dobre rady, które mogły jej zaserwować karty, wciąż czując zwyczajną złość na wspomnienie tego co wygadywały przed spotkaniem z Aidanem. Gdyby mogła, to każdą talię którą znalazłaby w domu, wrzuciłaby do kominka. Niestety, spotkałoby się to zapewne z gniewem każdego z domowników.

Aleja Horyzontalna była jak najbardziej akceptowalnym miejscem, jeśli chodziło o punkt spotkania. Zdawał się obiecywać całkiem rozsądnie spędzone spotkanie (Lyssa starała się zachować rozsądek wobec swoich oczekiwań bo niestety, ale sraka 69 miała zostać z nią na dłużej niż Spalona Noc). Nie spodziewała się po Caiusie, by zamierzał zabrać ją spacerkiem do jakiejś obślizgłej budki z hot-dogami, i to nawet nie dlatego że sam ledwo by do niej dokuśtykał.

— Dzień dobry — zabrzmiał obok Burke, kiedy Lyssa wreszcie go zlokalizowała i zatrzymała się obok. Uśmiechnęła się lekko, wygładzając mimowolnie fragment ciemnej, niebieskiej szaty wierzchniej, spod której przebłyskiwały fragmenty jaśniejszego materiału. Jak zawsze ubrana była w tkaniny zszyte według francuskiej mody i preferencji, przez co odcinała się na tle tłumów. — To gdzie dzisiaj mamy plany się udać?



la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
kasjusz burek
he is – an a b y s s

wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
złotnik/syn swego ojca
Zielono-niebieskie bystre tęczówki spoglądają na otaczający go świat z rezerwą, chociaż gdzieś głęboko można dostrzec błysk, który towarzyszył im nieustannie jeszcze kilka lat temu. Przeważnie porusza się o lasce – bez niej kuleje – ciągnie protezę za sobą, bo ta na zawsze pozostanie obca. Jest wysoki (191 centymetrów wzrostu) oraz postawny, a szerokie barki dalej przypominają te należące do doświadczonego w boju pałkarza. Mówi spokojnie; nigdy nie podniesie na swego rozmówce głosu. Jego ubiór jest do bólu praktyczny i zwyczajny, a palce, oprócz sygnetu rodowego nie przyozdabia biżuteria. Pachnie pergaminem, dymem żarzącego się w pracowni ognia i miętą.

Caius Burke
#3
19.08.2026, 22:06  ✶  
Nie musiał na Lysse czekać długo, na miejscu zjawiła się punktualnie. Nie, że jakoś bardzo Caiusowi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie — dobrze wiedział, jak wiele czasu potrzebuje czarownica na to swoje strojenie i przygotowania, przez wiele lat przecież mógł obserwować swoją matkę, która uważnie dobierała drogie szaty oraz biżuterię do okazji.
Uśmiechnął się do niej ładnie i wyciągnął dłoń po jej dłoń by ją w tą dłoń właśnie ucałować. Pochylił się odpowiednio nisko, pamiętając by jej dłoni do góry nie podnieść. Po tym pokazie wielkiej kultury, szacunku i sympatii do Lyssy. Wyprostował się pewny siebie i spojrzał jej prosto w oczy.
— Udajemy się do pewnego miejsca. — rzucił spokojnie, po czym wziął ją pod rękę — tą, w której swojej laski nie dzierżył i powoli ruszył z nią w stronę restauracji. — Gdzie, zaraz się przekonasz, bo jest niedaleko. — dalej się uśmiechał, możliwe, że wyglądał przez to głupio, ale rzadko kiedy zdarzało mu się, że ktoś proponował mu spotkanie. Nie był co prawda całkowitym pustelnikiem, co to tylko zamykał się w swojej pracowni żeby pracować i pracować, a towarzystwo ludzi mu nie przeszkadzało, nie miał jednak zbyt wielu przyjaciół, a czasy jego świetlanej kariery w Quidditcha, gdy widywał kogoś nowego praktycznie codziennie, również minęły dawno i bezpowrotnie.
— Muszę Cię przeprosić za moją ostatnią nieobecność. Być może i niczego sobie nie obiecywaliśmy, ale powinienem się odezwać i wytłumaczyć dlaczego nie szukałem Cię w tłumie w czasie tych wszystkich, poprzednich okazji. Nie miałem jednak do tego głowy, a mój wyjazd pochłonął mnie całkowicie. Słyszałem jednak, że należą Ci się gratulację. Wystawa i to w tak młodym wieku, naprawdę brawa! — patrzył na nią z boku, gdy się tak kajał i prawił pochwały, naprawdę dobrze mu to wszystko zawsze wychodziło, miał we krwi coś, co krzyczało głośno S I M P.
W końcu, tym powolnym spacerkiem dotarli pod ramię do Zorzy, gdzie otworzył przed nią drzwi i wpuścił pierwszą do środka.


Ah, there he is.
That motherfucker.
What a tool.
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#4
20.08.2026, 02:12  ✶  

Nie wypadało się spóźniać, tego nauczyła ją mama, a życie tylko przypieczętowało. To było okropnie nieeleganckie, żeby nie patrzeć na zegarek i Lyssa zwykła patrzeć krzywo na te wszystkie swoje koleżanki, które uważały że świat na nie poczeka. Niby nie były w błędzie, bo wyglądanie pięknie i ładnie było przywilejem kobiet, ale niektórym nie trzeba było kazać czekać żeby ich testować. Bo Lyssa wiedziała, że Caius był poczekał.

Uśmiechnęła się delikatnie, na sprezentowane przez niego powitanie. Oto bowiem był dżentelmen, a nie chłop z robolskim podejściem, że zabranie dziewczyny do najgorszego miejsca na świecie, do którego sama nigdy by nie poszła, będzie w stanie zrobić jej dzień. Ujęła go więc pod rękę z największą przyjemnością, ruszając razem z nim do tego tajemniczego miejsca.

— No dobrze, zachowaj te swoje sekrety — wymruczała w odpowiedzi, teatralnie wywracając na niego oczami, ale fakt że nie zanosiło się na dalekie podróże, sprawiał że miała parę swoich typów, gdzie mógł ją ciągnąć. — Powinieneś — przytaknęła, gryząc się w język, żeby przypadkiem nie zbyć jego przeprosin i nie powiedzieć, że nic nie szkodzi. Na takie wielkie gesty było jeszcze za wcześnie. — Ale spokojnie, dzisiaj będziesz miał chwilę, by mi wszystko ładnie wytłumaczyć — stwierdziła łaskawie, klepiąc go dłonią po ramieniu. — Oh, Caiusie. Dziękuję, ale cóż mogę powiedzieć, chyba takiego talentu Londyn nie mógł ignorować już dłużej — zachichotała rozbawiona, a potem uniosła spojrzenie nieco wyżej, bo stanęli właśnie przed drzwiami wejściowymi do Zorzy. Przez chwilę taksowała spojrzeniem fasadę budynku, aż wreszcie zerknęła na Burke przelotnie. — Wybrałeś bardzo dobre miejsce — pochwaliła go, zanurzając się we wnętrzu restauracji, kiedy ten otworzył przed nią drzwi.



la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Caius Burke (920), Lyssa Dolohov (669)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa