Zdrowo zabrązowiona szumem sierpniowego, włoskiego słońca twarz przykryta była cieniem londyńskiego, wilgotnego powietrza wślizgujacego się nawet w szczelnie ukryte pod szorstkim materiałem kaszkietu blond kosmyki. Październik był chłodnawym miesiącem, więc wybór wełny zarzuconej na białą koszulę i elegancko dopasowany krawat, nie wydawał się niczym dziwnym. Choć ubrania odznaczały się jakością, wyborowi przyświecała przede wszystkim praktyczność. Ukrycie flagowej barwy Malfoyów, pod tartanem czapki pozwalało choć odrobinę zjednać się z tłumem - wolał nie przyciągać nieporządanych spojrzeń.
- Panowie - przywitał się oddając przyzwyczajeniu kontrolę nad rytmem warg; spod uniesionego daszku kaszkietu, niebieskie oczy napotkały spojrzenie Lany Dolohov, przez krótką chwilę dało się w nich spostrzec iskry zażenowania własnym zachowaniem - i Panie - dodał, wciąż pewnym tonem, jak gdyby chwilowe faux paus nigdy nie miało miejsca, a było jedynie częścią większego planu.
- Wybaczcie spóźnienie, mam nadzieję, że trunek jest choć odrobinę smaczny, abyście wytrzymali nastepnych parę długich chwil, w których dowiem się, co takiego należy mi podpisać - przesunął spojrzeniem po zebranych, rozpoznając każdą twarz przy stole, nawet jeżeli nie z osobistego doświadczenia, tak z plotek, gazet i ogólnych 'newsów'. Zatrzymał się dłużej na Robercie, którego uwaga wydawała się całkowicie pochłonięta Mecenasem Delacour - jakżeby inaczej, pomyślał do siebie. Ze wszystki tu obecnych, chyba najbardziej zdziwił go Bott, choć odległe wspomnienie przeszukiwania Knieji z nim oraz Alastorem Moodym rozjaśniała odrobinę tę kwestię.
Przejął dokument od Erika, nie poświęcając Longbottomowi zbyt wiele uwagi, spodziewajac się tutaj jego obecności oraz mając na uwadzę ich ostatnie interakcje czy to na osobności, czy na Ekstazie. Nie byli w negatywnych stosunkach, absolutnie, ale Malfoy wolał pozostawac w dystansie.
Miał przed sobą klasyczny przykład statutu spółki o charakterze charytatywnym. Niemniej, preferował przeczytać dokładnie każde słowo, nie tyle będąc nieufnym do przedsięwzięcia Anthony'ego oraz tutaj zgromadzonych, co wyznając zasadę 'przezorny zawsze ubezpieczony'. Czytany dokument różnił się od modelowego szablonu udostępnianego przez Ministerstwo i Elliott był tym faktem ukontentowany, znaczyło to, że autor - za którego nawet bez potwierdzenia wziął Gustava Delacour - skonstruował wiążące dla wszystkich członków struktury zgodnie z dogodnością, a nie urzędniczym komfortem instytucji państwowej. Widząc swoje imię oraz nazwisko obok tytułu 'skarbnik' zatrzymał się na chwilę, zastanawiajac nad potencjalnymi konsekwencjami tego wyboru. Był urzednikiem Ministerstwa, umowa, którą podpisywał przy mianowaniu na Kanclerza była z ludem i ku ich benefitowi, ale tworzona przez nich spółka zdawała się mieć tę samą ideę.
- Mecenasie Delacour - wbrew grzeczności przerwał rozmowę, którą mężczyzna odbywał z Crouchem; Elliott spojrzał na sędziego i prawnika - Wybaczcie - dodał - W żadnym wypadku nie mam doświadczenia równającego się z Pańskim, ale należy wspomnieć, że niektórzy, być może większość, z nas zajmuje publiczne stanowiska. Chciałbym w statucie widzieć artykuł odnoszący się do naszej odpowiedzialności wobec stowarzyszenia, a raczej zwolnienia zeń lub wręcz odwrotnie, gdy przyjdzie nam wykonywać czynności związane z zawodem podług złożonej przysięgi przy zajmowaniu stanowiska w Ministerstwie. Wolałbym nie bawić się w późniejsze tworzenie precedensów co do nachodzących na siebie odpowiedzialności. Mam nadzieję, ze to w porządku. Chyba, że ma Mecenas inny pomysł co do ujęcia tego lub jest tu coś, co przeoczyłem, bo niewątpię, iż tak też mogło się stać - pozostawał skromny, bo zdawał sobię sprawę ze swoich limitów. jest ekonomistą i w tejże dziedzinie zna prawo, bazuje na doświadczeniu rodzinnym i instytucyjnym, a nie zawodowym, jak Delacour czy Robert.
Próbując grzańca i czekając na odpowiedź Gustava, skrzywił się nieznacznie, co dostrzec mogli jedynie ci, którzy bardzo dobrze go znali. Nie powtrzymał sie przed spojrzeniem na Shafiqa, a jego spojrzenie wyrazalo ' dlaczego nie moglismy spotkac sie w winnicy w Suffolk chociazby?' - pozostawil je jednak niewypowiedziane, lawirujace w oparach siarkowego wywaru.