• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[31.10.1972] Past Present Future

[31.10.1972] Past Present Future
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
14.10.2026, 11:47  ✶  
// sesja związana ze snem

Znowu miała dziwny sen. Na tym etapie przyswoiła już, że od tej pory tak już będzie. I tak jak dotychczas szukała w swoich snach znaków, symboli, tak w tym momencie już nie musiała tego robić, w pewnym sensie czuła, czy sen był tylko snem, czy może czymś więcej, może to to słynne już przeczucie, szósty zmysł, czy po prostu… cóż. Poprawną odpowiedzią na to było tylko i aż trzecie oko. W pierwszej chwili nie wiedziała co ma o tym dzisiejszym śnie myśleć, w drugiej uznała, że niewiele z tego rozumie, zajęła się więc dniem i tym, co należało zrobić, a więc zostawić Cathalowi pudełko z gwoździami i dać mu informacje co ma z nimi zrobić.

To też było przeczucie, na tym etapie graniczące już z pewnością, że żelazne gwoździe odgonią złe moce z domów, które były nimi naznaczone.

Kontynuowała ten dzień, ale łapała się na tym, że jej myśli ciągle jednak wracają do dzisiejszego snu. Do dziwnej kobiety na stole, do knajpy, w której nigdy nie była, ale nazwa pojawiła się w głowie, jakby była jej stałym bywalcem… i w końcu napisała list do Brenny, bo nie dawało jej to spokoju.

Niewiele później wpadła na Cathala i ta rozmowa wyglądała mniej-więcej tak: – Znasz Knajpę pod Krzywym Kulfonem? To chyba w Dolinie Godryka, nie? …chcesz tam ze mną pójść? – z pewnością dobór słów był dziwny, zwłaszcza, że Guinevere wypaliła z tym nagle i najwyraźniej nie była do końca pewna, gdzie to dokładnie jest.

Ale w ten właśnie sposób trafili do Doliny Godryka w porze obiadowej, gdzieś koło 14, do knajpy w której był całkiem spory ruch, ale i tak udało się dostać miejsce przy stoliku. Ginny rozglądała się przez moment z pewną ciekawością po miejscu, które widziała na własne oczy po raz pierwszy, ale może jednak powinna powiedzieć, że drugi: bo pierwszy był we śnie. Jej spojrzenie na krótko padło na ścianę, skąd ta dziwna kobieta coś zabrała. Ślad, że coś tam wisiało, był dość wyraźny dla kogoś, kto wiedział, gdzie spojrzeć.

– Znalazłeś moją wiadomość? – jej uwaga powróciła do Cathala, do którego uśmiechnęła się lekko. Wiadomość i pudełko – chyba wystarczająco dziwne nawet jak na nią, tym bardziej że była dość oszczędna w słowach. Postukała cicho w kufel piwa.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
15.10.2026, 08:44  ✶  
Cathal tę knajpę owszem znał. Nie dlatego, że bywał tam często, bo właściwie odwiedził ją może dwa razy w życiu i to lata temu, ani nie dlatego, że tak zapadała w pamięć: po prostu Shafiq nie mógł wypchnąć z otchłani pamięci żadnego miejsca, mało interesująca knajpa z Doliny Godryka też więc tam tkwiła. Uniósł wprawdzie brwi, gdy z rana okazało się, że Guinevere koniecznie chce tam wpaść, ale wzruszył tylko ramionami i uznał, że w porządku. W Samhain i tak nie prowadzili żadnych prac. Niektórzy byli przesądni, inni ostrożni, a on nie życzył sobie ryzyka, że Blackwood opęta któregoś z pracowników, zgodził się więc bez protestów dać wolne większości ekipy, na miejscu zostawiając tylko parę osób do pilnowania obozowiska.
– Miałem zamiar cię pytać, dlaczego powinienem twoim zdaniem zabawić się w majstra – przyznał, bo gwoździe rzeczywiście znalazł. Nie wyrzucił ich, z racji na to, że natykał się już w życiu na różne rytuały i zaklęte przedmioty, znał też przesądy dotyczące gwoździ, ale mimo to przyszło mu do głowy, że może to jakiś głupi dowcip ze strony Ginny i Nell. – Mam wziąć gwoździe, deskę i załatać w ten sposób jakąś dziurę między światami w moim mieszkaniu? – rzucił, kiedy wchodzili do środka.
Nie rozglądał się specjalnie. Nie sądził, by było tu cokolwiek wartego oglądania i nie chciało mu się porównywać, jak wyglądało to pomieszczenie kiedyś i teraz. Na kartę dań zaledwie rzucił okiem: zdała się mu uboższa niż ostatnio i nawet zawiesił się na moment na porównywaniu jej do wspomnienia, ale i nic dziwnego, że teraz po Spalonej Nocy nie mogli serwować niektórych dań. Zamówił w końcu gulasz, i przeniósł spojrzenie z powrotem ku Guinevere.
– Skąd nagle pragnienie odwiedzenia miejsca, które nazywają Krzywym Kulfonem? Spodziewałbym się raczej, że będziesz chciała, żeby zabrać cię do Glastonbury, jakiejś kawiarni w Edynburgu albo gdzieś do Kornwalii.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
15.10.2026, 18:32  ✶  

Miała wrażenie, że ostatnio zachowuje się dziwacznie. To znaczy, nigdy nie była przesadnie statyczna i lubiła poznawać rzeczy, ale w ostatnim tygodniu to chyba weszło na zupełnie nowy poziom, gdy próbowała sobie wszystko poukładać i zachowywała się dość niestandardowo nawet jak na nią. Po pierwsze dużo mniej gadała, po drugie była jakoś bardziej przygaszona i unikała ludzi, gdy nie musiała mieć z nikim interakcji. A teraz jak gdyby nigdy nic wyskoczyła z tym Kulfonem, nie mówiąc już o gwoździach, które rzeczywiście można było odebrać za żart. Tylko że nim nie były.

– Oj tam od razu bawić w majstra – żachnęła się, machając przy tym dłonią. To było ważne! A nie tam zabawa w majstra. Czy nie napisała mu, że to bardzo ważne? – Prawie – przyznała z zastanowieniem i postanowiła porzucić już ten tajemniczy ton. – Masz je wbić w swoje drzwi wejściowe do mieszkania. Wszystkie. Obojętnie w jaki sposób i nie ma znaczenia, czy przyjmiesz przy tym jakiś kształt. To żelazne gwoździe i jestem praktycznie pewna, że po dzisiejszej nocy twoje mieszkanie będzie już wolne od tej sadzy. Albo, że przynajmniej będzie się ją dało stamtąd usunąć – a przy tym jej dzieła sztuki w postaci palemek wyrysowanych palcem. – Chyba chcesz odzyskać mieszkanie? – zaczepiła go jeszcze i przekrzywiła głowę w kierunku prawego ramienia. – Mnie też to dzisiaj czeka, na tę dziwaczną runę też powinny podziałać – w pewnym sensie to był rytuał, można to było chyba tak nazwać… a może kryło się pod tym coś więcej? Oznakowanie domów dla jakiejś nadprzyrodzonej mocy, która tej nocy oczyści miejsca ze złej energii… albo przełamie klątwy.

– No i dobrze się spodziewałeś – odparła mu i uśmiechnęła się nawet lekko, trochę się już jednak znali, bo jeśli o nią chodziło, to zdecydowanie wolałaby odwiedzić właśnie takie miejsca, a do dzisiejszej nocy nawet o tym całym Krzywym Kulfonie nie wiedziała. Ale właśnie dlatego byli właśnie tutaj, bo czasami pewne rzeczy były silniejsze. – Ale miałam dzisiaj naprawdę dziwny sen… I pomyślałam sobie, że może warto sprawdzić, w ilu miejscach się zgodzi. Spokojnie… – dodała szybko, bo ostatnia jej wizja skończyła się naprawdę źle… albo dobrze, zależy jak patrzeć. – Wydaje mi się, że mój sen dotyczył dzisiejszego poranka – ponownie spojrzała w kierunku rzeczonej ściany.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
16.10.2026, 11:36  ✶  
Cathal miał bardzo dużą odporność na dziwne zachowania. Podróżował po świecie, a ludzie z innych krajów i kultur często reagowali w sposób, który zdawał się dziwny. Współpracował z takimi jednostkami jak Nell czy Jamil, a w Egipcie ich prace toczyły się tuż obok obozowiska mugolskiego. Schodził do pradawnych korytarzy, stykał się z rzeczami nieprawdopodobnymi, a i charakter miał, jaki miał, więc na ogół wykazywał się… może nie tolerancją, ale pewną obojętnością na dziwnostki.
Przygaszenie i ciszę Guinevere dostrzegał, i zrzucał trochę na wszystko, co zobaczyła podczas Spalonej Nocy, na śmierć w rodzinie oraz to, że podejrzewała, że obudziło się w niej jasnowidzenie i sama nie była pewna, co o tym myśleć. Nie ingerował. Nie wypytywał. Nie był takim typem człowiekiem. Ale pod Kulfona z nią poszedł, choć pewnie nie zgodziłby się, gdyby miał dzisiaj wiele do zrobienia i prac na Samhain nie wstrzymano.
– Nie powiem, odzyskanie londyńskiego mieszkania byłoby miłym akcentem. – Teraz poza namiotem miał tylko dom Isabelli Gaunt, gdzie czuł się dziwnie, odwiedzając go i wiedząc, że Ulyssesa nie ma ani w nim, ani w ogóle w Little Hangleton. Wpadał tam oczywiście regularnie, zwykle z psem, czasem dokarmiał węże w hodowli, ale raczej nie przebywał tam bardzo długo, poza tym lokum w Londynie było po prostu wygodne, gdy musiał załatwiać jakieś interesy. – Ale zaskakuje mnie, że na to, o czym najlepsi klątwołamacze nie potrafili nic powiedzieć, a Departament Tajemnic nabierał w usta, mają pomóc zwykłe gwoździe. Chociaż nie. To że Departament milczał jakoś mnie nie dziwi – stwierdził. Odruchowo sięgnął do kieszeni po papierosy, ale ostatecznie powstrzymał się od wyciągnięcia jednego z nich, zwłaszcza że przyniesiono mu ten gulasz. A był dużym chłopcem, to i głód już dawał się mu we znaki, prawie rzucił się więc na porcję.
– Dziwny sen – powtórzył, zamierając po chwili z łyżką. Jego ton brzmiał dość normalnie, bo sam nie był pewien, czy wierzyć w jakieś sny, ani dlaczego miałaby śnić o tej gospodzie. – Rozumiem, że to coś już się zdarzyło? Czy mam się spodziewać, że zaraz to miejsce wyleci w powietrze? I co cię tak interesuje na tej ścianie?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
16.10.2026, 14:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 11:56 przez Guinevere McGonagall.)  

– Więc mi zaufaj i pobaw się w majstra – to też było „tylko” jedno z jej przeczuć. Coś, co przyszło do niej, gdy obudziła się tamtego dnia, kiedy mieli problem z klątwą na wykopaliskach, ale ileż można było mówić, że coś jej się przyśniło, albo że jest czegoś pewna, ale nie potrafi tego wyjaśnić? Była uzdrowicielką i archeolożką, oznaczało to, że można było ją nazwać naukowcem, a te wyjaśnienia brzmiały bardzo… nie naukowo. To była kwestia… nawet nie do końca wiary, ale to była trochę taka szara strefa, z którą Guinevere nie do końca czuła się komfortowo. Stawianie wróżb to jedno – to było tylko rozczytywanie znaków, jakie podsuwała magia. Ale jasnowidzenie to było coś zupełnie innego, choć w oczach tak wielu ludzi jawiło się jednym i tym samym.

– To nie same zwykłe gwoździe, tylko gwoździe w połączeniu z datą… a jak wiesz, jest szczególna – koło roku przechylało się w stronę śmierci i to tego wieczoru należało spalić pojemniki z duszami, jeśli chciało się pozbyć jakiegoś ducha. A duchy były energią, z kolei Samhain kręciło się wokół energii, chociaż zdaje się czarodzieje z Anglii nie mieli o tym jakiejś szczególnej wiedzy, bo nie uczyli się o nekromancji w szkole. Dla Guinevere było to z kolei bardzo oczywiste. – To nie tak, że mam sto procent pewności, po prostu… nie wiem jak to wyjaśnić. Po prostu wiem, że to może pomóc – Guinevere nie czuła się dobrze mówiąc w ten sposób. Do tej pory te przeczucia były sugestią i opcją, a teraz stały się bardziej… czymś namacalnym. W pewnym sensie złowieszczym nawet.

– Tak, tak sądzę, że się już zdarzyło. Śniłam o tym, co się wydarzy rankiem – zmarszczyła lekko brwi, kiedy powiedział o wylatywaniu w powietrze, ale podkręciła głową i w końcu przestała się kręcić i gapić na pustą ścianę, przenosząc swoje jasnobrązowe spojrzenie na Cathala. – Tym razem bez wybuchów. Śniło mi się… – Nefret na moment zamknęła oczy, próbując przywołać sobie obrazy z tego snu. – Śnił mi się gwar… tutaj. Jestem przekonana, że chodziło o jakiś szczególny dzień… taki jak dzisiaj. I nagle w drzwiach stanęła kobieta w rozczochranych włosach, blondynka, miała w tych włosach szyszki i gałęzie – i nie była to Helloise. – Jej spojrzenie… było całkowicie szalone. I wskoczyła na stół – gdyby się tylko odwróciła, to by ten stół zobaczyła. – Wywaliła to co na nim stało i wrzasnęła, żeby każdy się ratował, bo świat, jaki znamy, właśnie zdycha. A potem zerwała ze ściany obraz i z nim zwiała, zanim ktokolwiek zdążył coś zrobić – otworzyła oczy. – Wisiał na tamtej ścianie… – dodała. – Jestem… jestem przekonana, że ten obraz ma jakąś szczególną wartość związaną z Samhain, albo… no czymś ważnym. Chyba w innym przypadku by mi się to nie śniło? Nie znam tej kobiety i nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu – czy to było wystarczająco dziwne, żeby nawet sceptyczny Cathal stwierdził, że coś musiało być na rzeczy?

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
Wczoraj, 11:26  ✶  
Westchnął. Ciężko. Cierpiętniczo. Jakby wzdrygało go na samą myśl o tej całej zabawie w majstra. Cathal był wrodzonym sceptykiem, ale jednocześnie też nauczył się, że pewne rzeczy lepiej sprawdzić „na wszelki wypadek”, a poza tym kobieta zagrała kartą „zaufaj mi”, więc to westchnienie było zarazem westchnieniem pewnego rodzaju rezygnacji. Przybije te cholerne gwoździe, choćby po to, żeby gdyby przypadkiem zadziałało, a on tego nie zrobił, Guinevere nie chodziła za nim powtarzając „a nie mówiłam”?
Samhain. Koło Roku. Moc wiary i żelaza. Milczał przez chwilę, gdy do głowy wciskały się fragmenty książek, rozmów, echa głosu nauczyciela jeszcze z Hogwartu. W słowiańskiej kulturze gwoździe miały odstraszać duchy i demony… wbijanie gwoździ w futryny miało stanowić ochronę domu… Przymknął na moment powieki i potarł skronie, usiłując skupić się na tu i teraz: gwarze panującym w gospodzie, zapachu gulaszu, siedzącej przed nim McGonagall.
– Byłaś tutaj już wcześniej? – spytał, wciąż trochę sceptyczny, co do tego, dlaczego Guinevere miałaby mieć sny prorocze akurat o Kulfonie. Jak to w ogóle brzmiało? Proroctwo o Krzywym Kulfonie? Kolejne słowa podsuwały jednak wspomnienia kobiet, krążących nieraz po sabatach. – Najbardziej znana… dziwaczka, która pojawia się w okolicach sabatów to Szeptucha, ale opis do niej nie pasuje.
Szalona Sally też tkwiła gdzieś w jego umyśle, widywał ją, więc i nie zapomniał, ale sama „szalona blondynka” to było trochę za mało, aby Cathal od razu odgadł, że Guinevere mówiła właśnie o niej: prawdopodobnie potrzebowałby jeszcze jakieś wskazówki.
– Świat jaki znamy, mam wrażenie, zdycha w Anglii regularnie, co piątek. Niekiedy także w środy – powiedział sucho, zabierając się za jedzenie. – Ale na wszelki wypadek wyniósłbym się stąd, gdy tylko zjemy. W Dolinie od Beltane dzieją się dziwne rzeczy, a ja nie mam ochoty głupio umierać.
Shafiq nie był w to wszystko zaangażowany, robił, co tylko mógł, aby trzymać się z daleka, a jednak czuł się zmęczony. Tym bardziej że ostatnio, mógłby przysiąc, w snach częściej słyszał złowieszcze szepty i budził się z takich wizji zlany potem, z pytaniem w głowie: ile czasu jeszcze mu zostało?
Nie chciał, nie mógł, stać się marionetką w rękach swojego przodka. Czuł, jak czas ucieka mu pomiędzy palcami i tym bardziej pragnął odkryć tajemnice wioski, zanim ten się mu skończy.
Ginny odpowiedziała przy okazji na pytanie: nie była tu wcześniej. Dlatego tak się rozglądała. Znów westchnął. Czyli nie było jej tu, a najwyraźniej wyglądało tak, jak w jej śnie.
– Spytaj po prostu właściciela, co tam wisiało i czy dziś ktoś to zabrał. Wszystko będzie jasne.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#7
11 godzin(y) temu ✶  

Uśmiechnęła się do niego, ale nie w ten swój niewinny sposób, w który i tak nikt nie wierzył, tylko normalnie, ciepło, w odpowiedzi na to pełne cierpienia westchnienie, które powiedziało jej dokładnie tyle, że wygrała tę rozmowę i Cal zrobi, co należy, a nie będzie uparcie tupał nóżką i robił samemu sobie na złość.

Dla niej też to brzmiało idiotycznie, nazwa tej knajpy i to, że miała o niej sen. Kulfon. Krzywy kulfon. Czy w logo był wielki nos? Nawet nie zwróciła uwagi.

– Szeptucha? A kto to? – zainteresowała się tak czy siak, niezależnie od tego, że opis do niej nie pasował, bo to była wiedza przyszłościowa. Mogła się znać na historii i kulturze, ale to nie znaczyło, że wiedziała o wszystkich dziwacznych osobach, które przewijały się przez sabaty. Właściwie uczestniczyła tylko w Yule i to zawsze ze swoją rodziną, a w tym roku odwiedziła kiermasz z okazji Lammas i później z Cathalem ten skromny na Mabon, nie miała więc szans, by natknąć się ani na żadnych znaczących kapłanów, ani Szeptuchę, ani chyba tym bardziej Szaloną Sally.

– A ja myślę, że tym dniem nie jest ani piątek ani środa, tylko poniedziałek – stwierdziła, całkiem pogodnie, a potem zapatrzyła się na Cathala i ostatecznie kiwnęła głową, bo nie chciała mu sprawiać dyskomfortu. – Wydaje mi się, że te dziwaczne rzeczy ustały wraz z majem, byłam tu kilka razy w sierpniu i nic dziwacznego się nie działo, ale w porządku – inna sprawa, że Ginny nie pozwoliłaby mu umrzeć w swojej obecności, gdyby trzeba było, to by się nawet teleportowała… a tego nie znosiła.

– Tak, tak zrobię. Już się zresztą namyśliłam, co chcę zjeść, więc… – zgrabnie odsunęła krzesło i wstała. – Przynieść ci coś? – zapytała jeszcze, nim po prostu podeszła do baru.

Tam poprosiła o porcję zupy dnia dla siebie i przy okazji wdała się w krótką rozmowę z mężczyzną, który stał za ladą. Nie było sensu kryć, że nie jest stąd, jej aparycja i akcent, którego nie próbowała ukryć, mówiły sama za siebie, swoje pytania wyjaśniła więc zwykłą ciekawością.

– Czy w Dolinie wszystko dobrze? W sierpniu pomagałam mieszkańcom z Wiśniowej szukać zaginionych kotków – paplała. – Mam nadzieję, że już nie było żadnych dziwnych incydentów. Swoją drogą, zauważyłam na jednej ze ścian ślad, jakby coś tam wisiało? – przeszła płynnie na temat, który tak ją interesował.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1068), Guinevere McGonagall (1635)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa