Bellatrix teleportowała się do Liverpoolu. Pogoda nie należała do najbardziej przyjemnych, jednak kiedy Czarny Pan czegoś chciał nie mogła przejmować się tym, że może to zniszczyć jej fryzurę. Znalazła się niedaleko Liverpool Cathedral, które było miejscem jej spotkań ze Stacey. To jej się najbardziej obawiała, pamiętała, że kobieta miała drobne problemy z zaufaniem, nie mogła przewidzieć jak zareaguje na to, że tym razem miała się spotkać z kimś innym. Trixie jednak nie zakładała najgorszego, potrafiła przecież mamić, znała odpowiednie zaklęcia, jeśli jej nie zaufa skorzysta z magii. Plan był całkiem prosty.
Powoli zmierzała w kierunku Liverpool Cathedral, gdzie powinna na nią czekać znajoma mugolka. Zapewne pojawi się tam ze swoim towarzyszem. Ukryli ich parami w różnych miastach, aby podburzali lokalnych mugoli. Wydawało jej się to całkiem rozsądnym posunięciem. Dzięki temu mieli swoje zwierzątka, które powodowały zamęt. Była bardzo dumna z tego, że to właśnie jej się słuchały.
Znalazła się na miejscu, po czym zaczęła się rozglądać. Zobaczyła znajome twarze, uśmiechnęła się szeroko. No oczywiście, że tu przybiegli, zawsze tak reagowali. Warto było im rzucić trochę grosza, teraz jedli jej z ręki. To znaczy Mary, no, ale dzisiaj poznają również i Bellatrix. Zbliżyła się do nich, przystanęła kilka kroków od pary.
- Dzień dobry, czekają państwo na kogoś. - Zaczęła bardzo grzecznie.
- Tak się składa, że Mary to moja serdeczna przyjaciółka, nie mogła się tutaj dzisiaj pojawić i wysłała mnie, żebym z Wami porozmawiała.
Sukces!
// -10, ale i tak jest sukces bo 61