• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[09.09.1972] Break the ice | Asena & Guinevere

[09.09.1972] Break the ice | Asena & Guinevere
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
03.09.2026, 20:22  ✶  

Guinevere już dawno straciła poczucie czasu i miejsca. Prawdopodobnie przechodziła obok charakterystycznych punktów Magicznych Dzielnic tyle razy, że w normalnych warunkach już dawno by się nauczyła, gdzie się znajduje i jak trafić na przykład do Nory Nory. Dzisiaj jednak nie było normalnie. Kurs, dym i pył skutecznie zaburzały orientację w terenie komuś takiemu jak ona: gubiącego się na Pokątnej i Horyzontalnej ilekroć zostawić ją samopas na dłużej. Tak, po jakimś czasie znajdowała właściwie miejsca, ale to trwało, nie odwiedzała też serca magicznego świata w Wielkiej Brytanii zbyt często, a już z pewnością nie sama. Dzisiaj jednak na własne życzenie gubiła się w tych ulicach i zaułkach. Na własne życzenie wdychała pozostałości spalonych budynków i mebli czy ubrań, których wspomnienie ulatywały w powietrze, by potem osiadać warstwą na bruku, pozostałych budynkach i oczywiście ludziach. Kręciło ją od tego wszystkiego w nosie, drapało w gardle (i nawet nie o głębiej, w płucach), nawet pomimo posiadania chusty zawiązanej na nosie i ustach, by łatwiej było oddychać, ale starała się to wszystko ignorować. Nie chodziło tu przecież o nią, a o innych, którzy być może nie mogli się dostać do szpitala, czy otrzymać pomocy z Ministerstwa. O tych, dla których jej obecność tutaj robiła ogromne znaczenie, jak pomiędzy być a nie być, bo… przecież widziała to na własne oczy: budynki wybuchały. Zawały się. Płonęły. Nie każdy zdążył uciec na czas, czasami to było przecież tak nagłe. Jak to, że musiała na poboczu udzielać jednej kobiecie pierwszej pomocy połączonej z… operacją w bardzo niesprzyjających, polowych i zupełnie nie sterylnych warunkach, ale albo to, albo kobieta straciłaby nogę, a może nawet w ogóle by z tego nie wyszła.

Nie pytała czy ktoś potrzebuje pomocy, w takich warunkach już nawet nie chciała słuchać wymówek, by zostawić ich w spokoju: widziała, że ktoś leżał, kulał, kuśtykał, trzymał się za różne części ciała, to… starała się pomóc w miarę możliwości. A to, że noc była tak głęboka, że trwało to już co najmniej kilka godzin, nie polepszało sytuacji, bo wiedziała, że prędzej czy później dopadnie ją zmęczenie. Póki co działała na adrenalinie, na tym, że trzeba pomóc komu się tylko da, i ignorowała myśli o tym, że potrzebuje sobie usiąść. Że potrzebuje odsapnąć. Odsuwała zmartwienie o swoich dziadków, Cathala, Anthonego, Thomasa i innych bliskich jej osób, czy nawet tych, z którymi na co dzień pracowała w Walii, choć jakiś niepotrzebny głosik w głowie już pytał: jak długo to jeszcze potrwa?

Ile by jednak nie potrwało, teraz miała jeszcze siłę. Przemierzała tę ognistą noc, jasną od wciąż licznie płonących budynków, polegając na swoim kocim wzroku, który znacznie lepiej sprawdzał się w tak zmiennych warunkach. Być może dlatego nikt jej do tej pory nie zaatakował, bo była w stanie zobaczyć ruch i jakoś go podświadomie uniknąć? Nie myślała o tym. Ale właśnie w takiej chwili, gdy szła (nie była już w stanie biec) ulicą, światła i cienie zdawały się załamywać w jednym punkcie, inaczej niż powinny się zachowywać, i Ginewra dostrzegła sylwetkę. Z początku nie rozpoznała tego kształtu dobrze, ale wystarczyło zrobić kolejne pięć kroków i wtedy miała już pewność: pod jednym z budynków, w którym chyba wyleciały w powietrze wszystkie okna i drzwi wejściowe (jaki wybuch musiał tam nastąpić? Czy to szkło nie wytrzymało pod wpływem ciepła? Ginny na tym etapie była przekonana, że to nie jest zwykły pożar, bo ogień się nie zachowywał w ten sposób), leżała nieprzytomna kobieta.

To znaczyło, że kolejna osoba potrzebuje pomocy, bo gdy ktoś tracił przytomność, to oznaczało różne rzeczy i to nie pozytywne.

Znalazła w sobie siłę, by podbiec i kucnąć obok. Ciężko postawiła na ziemi swój drewniany kuferek, w którym już zaczynało brakować eliksirów czy maści i w pierwszej kolejności sprawdziła puls tej kobiety. Był. Tlił się po palcami, które przyłożyła do jej nadgarstka, a następnie odrobinę poprawiła jej pozycję (upewniwszy się jednak przed tym, czy żadna kończyna nie wystaje pod niepokojącym kątem sugerującym złamanie). Dopiero wtedy dostrzegła, jak wiele z tego szkła osiadło na nieznajomej. Na jej podartym ubraniu, we włosach, wbite w skórę, hamując krwawienie…

Krwawienie.

Czy miała jeszcze eliksir uzupełniający krew? Zaraz będzie jej bardzo potrzebny. Ale zanim to, wyciągnęła z kuferka masywny moździerz lecz nie po to, by coś w nim ucierać, a by… wyczarować wodę. Chciała schłodzić kark i czoło tej kobiety. Delikatnie obmyć jej twarz i zobaczyć, czy i tam nie ma żadnych ran… Ruchy Ginny były zgrabne, wyćwiczone i nie było w nich zawahania, robiła to w końcu już tak wiele razy – nie tylko dzisiaj.


// Kształtowanie ◉◉◉○○ – wyczarowanie wody;
Oprócz tego użyte przewagi: Animagia III, Chimera, Leczenie III

Rzut Z 1d100 - 86
Sukces!
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#2
27.09.2026, 03:49  ✶  

Spalona Noc była istnym koszmarem i piekłem na ziemi. Żar zdawał się buchać z każdej możliwej strony, otulając nieprzyjemną warstwą popiołu i kurzu. A mimo tego, kiedy ciało Aseny zamknęło oczy, odcinając ją od świadomości, przyszły do niej jej własne, najgorsze koszmarki. Była znowu w domu na Nokturnie. Starej, zniszczonej kamienicy, która ledwo mieściła w sobie dwoje dorosłych i siódemkę dzieci. Wszystko śmierdziało wilgocią i pewnie zwykły człowiek nie zwracał na to uwagi, ale wilczy nos podłapywał coś jeszcze, co snuło się korytarzami i oplatało mackami całe domostwo. Kiedy była mała, nigdy nie zbliżała się sama w kierunku, w którym zapach był najsilniejszy. Tam zwykle zaciągał swoje dzieci Fenris, nie zwracając uwagi na ewentualne obiekcje. A mimo ten wzdrygania się, tym razem szła, dłonią wodząc po ścianie, która znajdowała się najbliżej niej, i po obdartej tapecie którą na niej przyklejono.

Korytarz wydawał się jej dłuższy, niż pamiętała. Ciągnął się nieubłaganie, a może to ona miała taki problem z chodzeniem? Sama już nie była pewna, ale dało się zauważyć zmiany, znaczy posuwała się do przodu. Na zielonej tapecie z motywem liści, dało się zauważyć inne zadrapania i plamy. Dywanik pod nogami też się skończył, na co zaczęły skrzypieć lekko deski. Światełko, które wylewało się na podłogę przez szparę w drzwiach, też było coraz bliżej i bliżej. W końcu doczłapała się i bez wahania otworzyła wejście. Popielny zapach uderzył ją w nos, a ona skrzywiła się mimowolnie. Coś bulgotało w kociołkach, tajemnicze fiolki były poustawiane równiutko na półkach, a pochylona męska sylwetka, siedziała do niej plecami, notując coś w dzienniku i obracając w dłoni wąską buteleczkę, z ciemną cieczą w środku.

— Wreszcie wróciłaś do domu — odezwał się ojciec, nie odwracając się nawet i stawiając ostatnie litery na pergaminie. — Mam coś dla ciebie.

Śmierdziało coraz gorzej, jakby ktoś podsunął jej zawartość któregoś z kociołków pod nos. Wzdrygnęła się, coś podeszło jej do gardła, a może ścisnęło się tylko kompulsywnie, w jakimś wspomnieniu dziecięcego strachu. A potem zamrugała i nie była już w ciemnym gabinecie ojca.

Kolory rozlewały się jej przed oczami, tworząc niekoherentną plamę. Przekręciła głowę, lekko i ledwo zauważalnie, bo zaraz poczuła ból i skrzywiła się z niego. Zapach jednak nie dawał jej spokoju.

— Co tak… — wymruczała cicho, czując na gardle kurz i okropną suchość. — Włosy. Spalone… — najpewniej jej, ale do tego jeszcze nie doszła.



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
6 godzin(y) temu ✶  

Nie zdążyła zrobić wiele: schłodziła czoło i kark nieznajomej wyczarowaną przez siebie wodą, zdążyła się zorientować w jej obrażeniach (a te spalone włosy, to był w tym wszystkim najmniejszy z problemów, bo te na szczęście nie spopieliły się doszczętnie i nie poparzyły jej głowy czy twarzy, jedynie zapach… zapachu już nie czuła, bo zmieszał się z każdym innym smrodem dymu i spalenizny, które czuć było wokół), w tym, że niczego sobie nie złamała, ale najpewniej uderzyła się w głowę i straciła przytomność, że jest cała poraniona od szkła, którego na razie nie wyciągała. Na szczęście miała jeszcze trochę eliksiru uzupełniającego krew, ale już zupełną końcówkę i kobieta będzie ostatnią osobą, której będzie mogła go podać.

Guinevere właśnie odwróciła się, chcąc wyciągnąć bandaż, by opatrzyć głowę brązowowłosej, kiedy usłyszała cichy jęk, a następnie słowa wypowiedziane zachrypniętym głosem, jakby ta miała przez dłuższy czas zaciśnięte gardło, albo może była to kwestia oddychania tym całym swinstwem unoszącym się w powietrzu…

– Hej, hej, spokojnie – powiedziała łagodnie, od razu kierując na nią swoją uwagę, gotowa zresztą powstrzymać nieznajomą przed jakimś gwałtowniejszym ruchem – Powoli, dobrze? Straciłaś przytomność, a ja właśnie miałam zająć się twoimi ranami. Jestem uzdrowicielem – wyjaśniła szybko, nie chcąc by zamroczony umysł kobiety dorobił sobie do tego jakieś dziwne teorie. – Jak masz na imię? Czy coś cię boli? – powiedziała niemal od razu, chcąc utrzymać uwagę kobiety, by ta nie osunęła się zaraz znowu w ciemność.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Asena Greyback (390), Guinevere McGonagall (992)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa