06.09.2026, 08:44 ✶
Nie mrugnęła. Nie drgnęła. Falowanie spódnicy ostatecznie zamarło kiedy materiał opłynął nieruchomo teraz zawieszoną stopę. Przypominała elegancki posąg, który zręczny artysta umieścił w wygodnym fotelu nadając rysom twarzy skupiony i czujny wyraz. Wyraz, który budził wśród przypadkowo patrzących to niepokojące wrażenie, że oczy podążają za nim. I podążały. Czujny błękit tęczówek przemieszczał się od jednego czarodzieja do drugiego. Nie spoglądała jednak na efekty ich pracy a raczej wyglądała w grymasach i gestach sygnału chaotycznego szarpania lub w przypadku Basiliusa jakiegoś grymasu strachu. Ledwie skinieniem głowy odpowiedziała na szybkie spojrzenie Lazarusa, pozwalając sobie jednocześnie na wypuszczenie starannego, okrągłego kółka dymu z ust.
Kiedy zaczęli uspokoiła oddech pozostając w czujnym wyczekiwaniu. Powolna, leniwa wstęga szarego, wątłego dymu unosiła się z komina fajki. Miarowy oddech przerywał na chwilę ten strumień wprowadzając między niego zawirowania i okazjonalne kółeczka jakie wymykały się czerwonym ustom.
Widziała jak obaj panowie się skupiają. Jak przez ich twarze przechodzi wyraz próby i ten charakterystyczny wyraz niepowodzenia. A potem płomień świecy zgasł i Basilius pokręcił głową.
Przekręciła głową w niewielkim okręgu wprawiając kark w rozluźnienie. Zaczerpnęła większy oddech wciągając do ust większy kęs dymu. Wyjeła fajkę i oparła przedramię na oparciu. Wraz za ustnikiem wydobył się rząd małych, szarych kółeczek. Noga ponownie wprawiła w hipnotyczne falowanie rąbek spódnicy a materiał szaty delikatnie zaszeleścił kiedy poruszyła barkami zdejmując z siebie ostatecznie napięcie.
Z twarzy ostatecznie odpłynął wyraz pełen czujności zastąpiony przez ciepły, przyjacielski uśmiech. - Musze przyznać, że atmosfera była zaskakująco napięta. - Melodyjny, koncyliacyjny głos wypłynął z jej gardła niosąc w sobie rzeczywiste emocje. - Sądzę, że dla was zdecydowanie bardziej niż dla mnie. - Zwróciła spojrzenie na stolik gdzie nadal niewielki opar unosił się nad herbatą. - Po raz kolejny muszę pochwalić twoją herbatę Lazarusie. Jej aromat wydaje się najlepszym lekarstwem na panującą w mieście atmosferę. - Przekierowała płynnie rozmowę na inny temat. Jakby zupełnie naturalnym było powrócić do atmosfery popołudniowej herbatki. - Powinniśmy zaaplikować sobie jeszcze po dawce, nieprawdaż Basilliusie? - Skierowała pytanie w tonie przyjacielskiej zaczepi do uzdrowiciela. - Nim poukładacie myśli, Lazarusie. Uświadomiłam sobie, że nie dałeś mi znać jakie wrażenie wywarły prezenty z okazji Mabon. Aż tak nie trafiłam w gusta czy to zwykłe przeoczenie? - Zagadnęła też gospodarza w podobnie przyjacielskim tonie. Dostrzegając, że efekt eksperymentu zdaje zostawił w nim więcej emocji.
Kiedy zaczęli uspokoiła oddech pozostając w czujnym wyczekiwaniu. Powolna, leniwa wstęga szarego, wątłego dymu unosiła się z komina fajki. Miarowy oddech przerywał na chwilę ten strumień wprowadzając między niego zawirowania i okazjonalne kółeczka jakie wymykały się czerwonym ustom.
Widziała jak obaj panowie się skupiają. Jak przez ich twarze przechodzi wyraz próby i ten charakterystyczny wyraz niepowodzenia. A potem płomień świecy zgasł i Basilius pokręcił głową.
Przekręciła głową w niewielkim okręgu wprawiając kark w rozluźnienie. Zaczerpnęła większy oddech wciągając do ust większy kęs dymu. Wyjeła fajkę i oparła przedramię na oparciu. Wraz za ustnikiem wydobył się rząd małych, szarych kółeczek. Noga ponownie wprawiła w hipnotyczne falowanie rąbek spódnicy a materiał szaty delikatnie zaszeleścił kiedy poruszyła barkami zdejmując z siebie ostatecznie napięcie.
Z twarzy ostatecznie odpłynął wyraz pełen czujności zastąpiony przez ciepły, przyjacielski uśmiech. - Musze przyznać, że atmosfera była zaskakująco napięta. - Melodyjny, koncyliacyjny głos wypłynął z jej gardła niosąc w sobie rzeczywiste emocje. - Sądzę, że dla was zdecydowanie bardziej niż dla mnie. - Zwróciła spojrzenie na stolik gdzie nadal niewielki opar unosił się nad herbatą. - Po raz kolejny muszę pochwalić twoją herbatę Lazarusie. Jej aromat wydaje się najlepszym lekarstwem na panującą w mieście atmosferę. - Przekierowała płynnie rozmowę na inny temat. Jakby zupełnie naturalnym było powrócić do atmosfery popołudniowej herbatki. - Powinniśmy zaaplikować sobie jeszcze po dawce, nieprawdaż Basilliusie? - Skierowała pytanie w tonie przyjacielskiej zaczepi do uzdrowiciela. - Nim poukładacie myśli, Lazarusie. Uświadomiłam sobie, że nie dałeś mi znać jakie wrażenie wywarły prezenty z okazji Mabon. Aż tak nie trafiłam w gusta czy to zwykłe przeoczenie? - Zagadnęła też gospodarza w podobnie przyjacielskim tonie. Dostrzegając, że efekt eksperymentu zdaje zostawił w nim więcej emocji.