Zajęli się salamandrami, a część z nich Helloise zabrała do siebie do domu, żeby móc przygotować z nich eliksiry, o które poprosił ją wcześniej Leviathan. Jemu pozostawało wrócić do domu i zająć się jajkami, które znaleźli. Zagłębił się w korytarze rodzinnej posiadłości, wspinając po schodach do swojego pokoju, by rozpalić zaklęciem w kominku. Płomienie podskoczyły wesoło, gnieżdżąc się pożądliwie na kolejnych polanach i posilając się nimi. Rowle pozwolił im zapłonąć z odpowiednią siłą, tak by znalezione jaja czuły się pośród nich jak najlepiej. Wrócił za jakiś czas, by umieścić ostrożnie oba okazy pośród rozżarzonej zawartości kominka i upewniając się, że w międzyczasie nie wytoczą się z paleniska. Następnie znowu je zostawił, pozwalając by poleżało w cieple przez całą dobę.
Co jakiś czas sprawdzał, czy jaja nie wyturlały się z ognia, ale oprócz tego nie ruszał ich. Zrobił to dopiero następnego dnia, kiedy poleżały w cieple odpowiednio długo. Wziął szczypce i naczynie, do którego przełożył oba okazy, przez dłuższą chwilę studiując pęknięcia, które pojawiły się na skorupkach. Wypływało z nich mlecznobiałe światło, co tylko utwierdzało go w przekonaniu odnośnie tego, co wcześniej powiedział Helloise - okazy nie były tutejsze.
Pozwolił im pracować nad wydostaniem się ze skorupek, w międzyczasie samemu organizując klatkę i jej wyposażenie. Póki dorastały, mogły dzielić jedną, dokładnie tak jak życzyła sobie tego Hela. Ten dzień spędził więc na doglądaniu wykluwających się sów, a kiedy już obie poradziły sobie z jajkami, przeniósł je do klatki, dbając o to by było im ciepło i komfortowo.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast