• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[08-09.09.1972] Sztuka wiecznie płonie

[08-09.09.1972] Sztuka wiecznie płonie
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#1
29.04.2026, 19:33  ✶  

Woody, całe szczęście dla niego, wrócił kiedy obiecywał. Całe szczęście, bo Senka gotowa była iść go szukać, a wtedy przebieg całej sytuacji mógł się potoczyć różnie, biorąc pod uwagę jakie czasem pomysły miała ta łysa pała. Jedno zmartwienie z głowy. Lokal dodatkowo stał, w jakiś dziwaczny sposób unikając sprawnie otaczających go płomieni i popiołu, który padał z nieba. Może to ta słynna boska opatrzność nad nimi czuwała, chociaż Pani Księżyca musiała być niesamowicie wręcz łaskawa, skoro zwracała uwagę na kogoś takiego jak ekipa Rejwachu. Ostatnią szczerą modlitwę każde z nich odprawiło chyba jeszcze w dzieciństwie, ale może powinni trochę bardziej postarać się w nadchodzące Mabon. To jest o ile wszyscy do niego dotrwają.

Ale nie można było sobie takimi rzeczami zawracać głowy, szczególnie w momencie kiedy można było stracić własną. Miasto cuchnęło niemożebnie, a w wyczulonym nosie kręciło przez to niemal nieustannie, kiedy przedzierała się przez miasto. Rejwach pozostał pod opieką przynajmniej Lewisa i chyba też Zenona, więc można było uznać że był bezpieczny. Oczywiście jeśli nie wyjdą z niebieskiego soczku i klientela nie zacznie się o coś pieklić i panikować.

Zatrzymała się na moment, wzdrygając się wyraźnie, kiedy jakaś chmura ognia wytoczyła się z okna na piętrze kamienicy, która znajdowała się niedaleko. Szkło nie wytrzymało wreszcie, poddając się temperaturze. Ktoś krzyczał, inni w sąsiednich budynkach uwijali się niczym mróweczki, próbując ratować co tylko mogli z szalejących płomieni. Ludzie właśnie tracili dobytki całego życia, ale rzeczy zawsze można było na nowo kupić lub odbudować. Tyle razy zaczynała od nowa, że akurat o tym coś wiedziała.


!Pogorzelisko3


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#2
30.04.2026, 12:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2026, 18:58 przez Lukas Nott.)  
Powoli przesunął językiem po spierzchniętych wargach, czując smak popiołu. Wiele by dał choćby za łyk wody. Za jedną butelkę. Za cokolwiek, co zmyłoby z gardła pył, dym i metaliczny posmak strachu. Zamiast tego zostały mu tylko resztki śliny, sporadycznie pojawiające się w wysuszonych ustach. Biegł przed siebie, mijając kolejne uliczki. Jeszcze chwilę temu widział ludzi pożeranych przez płomienie. Słyszał ich krzyki, czuł żar bijący od ulicy, widział cienie rzucające się na ściany — pozostałości po ludziach, których pożoga zdążyła już zabrać. Myślał, że po czymś takim człowiek przestaje reagować. Że w końcu coś w nim pęka i robi się cicho. Ale cisza nie nadchodziła. Skręcił w lewo, trafiając na kolejny budynek zajęty ogniem. Stara kamienica na rogu, z popękaną fasadą i balkonami, które wyglądały, jakby miały runąć pod własnym ciężarem. Ogień wpełzał po parterze, lizał framugi okien, wgryzał się w zasłony i wyrzucał na zewnątrz zdezorientowanych mieszkańców.
Lukas zatrzymał się przy niej na ułamek sekundy. Tyle wystarczyło, żeby myśl spróbowała się wcisnąć.
Idź dalej. Nie możesz uratować wszystkich. Nie masz siły. Nie masz nawet czym oddychać.
Zacisnął pięść.
Obok niego stała dziewczyna. Wychudzona, o brązowych włosach, wpatrywała się w płonącą kamienicę tak nieruchomo, jakby wszystko wokół przestało istnieć. Dopiero po chwili ją rozpoznał. Znajoma twarz. Ta sama, którą widywał za ladą, z którą zamieniał kilka słów podczas nocnych posiedzeń, gdy świat jeszcze miał jakiś porządek.
— Hej! — rzucił ostro, podchodząc bliżej. — Hej, obudź się!
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#3
24.05.2026, 20:04  ✶  
Joel Sutton, znany rzeźbiarz mugolskiego pochodzenia, stał przed niemalże ruinami miejsca, które było niegdyś jego domem. Grożąca zawaleniem konstrukcja wciąż się dymiła, a w powietrzu unosił się nieznośny zapach spalenizny.

– To tak, jakby ogień wybrał mnie na cel – jęczał Sutton, ale nie mógł nic poradzić na to, że płomienie trawiły wszystko – cały jego dorobek, wszystkie wspomnienia – za moment pozostanie po nich tylko popiół. Nawet kamień popęka od rosnącej temperatury, a czymże był bez tego kamienia, bez dłut swoich i skatalogowanej twórczości? Bez tego nie miał nic…!

Podjął więc ryzyko – wszedł do środka, ignorując płomienie pożogi, żeby uratować cokolwiek. I nie wychodził. Jeżeli mu nie pomożesz – zginie, a ty będziesz naocznym świadkiem jego śmierci.

Wyda swoje ostatnie tchnienie wśród tych zwęglonych desek i popękanej cegły – sufit, który wcześniej chronił go przed deszczem dzisiaj stanie się wiekiem trumny.

Jego najbardziej znanym dziełem są Narodziny nieskończoności. To aż niesamowite, że komukolwiek udało się to wyrzeźbić – wielka głowa z wybałuszonymi oczyma, trzymana przez parę delikatnych dłoni jak kula, wyglądają jakby miały być miękkie w dotyku, a to marmur przecież. Z niebieskiego klejnotu na czubku głowy bije czasami niebieska poświata – jest zwiastunem tego, że w zasięgu trzech metrów znajduje się coś korzystającego z magii niewidzialności. Na jego nieszczęście, od przebywania w zasięgu zaczyna go mdlić. Rzeźba zbyt ciężka na noszenie jej ze sobą, za to może stać się ozdobą lokacji.

Ogień trawi budynek. Jeśli chcesz ratować autora lub rzeźbę, rzuć kością na Aktywność Fizyczną. Sukces oznacza, że udaje ci się dobiec na czas i możesz spróbować działać: rzuć na dowolną dziedzinę magii, która pozwoli autorowi wydostać się spod zawalonych desek. Następnie na dowolną dziedzinę magii, która pozwoli na przesunięcie dzieła na zewnątrz. Przy słabym sukcesie musisz wybrać jedno z dwóch. W przypadku porażek – nie udaje się dokonać niemożliwego i musisz opisać silne obrażenia swojego ciała, z którymi pomóc musi uzdrowiciel. Krytyczna porażka na AF oznacza utratę przytomności – możesz jednak prosić o pomoc innych graczy, którzy uratują cię z opresji i przetransportują do szpitala.

Każda postać w wątku ma jedną próbę.

@Lukas Nott @Asena Greyback
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#4
01.06.2026, 08:10  ✶  

Asena stała i patrzyła, jakby na moment ktoś wyjął ją z rzeczywistości, albo sama oddzieliła się od swojego ciała. A potem usłyszała głos. Dziwnie znajomy, aczkolwiek potrzebowała chwili, że by zorientować kto to był. Spojrzenie wyostrzyło się, mrugnęła i wreszcie złapała Lukasa za rękę, jakby wciąż nie do końca pewna że był prawdziwy.

— Ty? Co ty tu robisz? — tu w Londynie, tu na Pokątnej, tu obok niej. Dookoła szalał ogień i cała sceneria wydawała się zwyczajnie surrealistyczna, tak samo jak i moment kiedy stojący nieopodal nich mężczyzna postanowił działać. — Kurwa — podsumowało chyba idealnie to, co kłębiło się jej w głowie. Coś kazało jej uciekać. Najlepiej prosto do Rejwachu, gdzie było bezpiecznie. A przynajmniej bezpieczniej niż tutaj. Ale coś innego szarpnęło nią gwałtownie, w pogoni za chyba samobójcą – nikt o normalnych zmysłach nie wbiegałby do płonącego budynku, no chyba że było tam dosłownie wszystko co stanowiło o jego życiu. A Greyback znała to uczucie, kiedy traciło się wszystko. W pewnym momencie swojego życia przeżywała je raz po raz, jak w nieprzyjemnym i słabo napisanym filmie. — Idę za nim — poinformowała go pewnym siebie głosem. — I mam nadzieję że jeśli coś się stanie, to przynajmniej mnie stamtąd wyciągniesz — bo jak umrze to wstanie z grobu i będzie go nawiedzać do końca życia. W sumie ciekawe czy wilkołak po śmierci wciąż był wilkołakiem.

Oderwała się od niego szybko i zręcznie, zanim zdążył w wyraźny sposób zaoponować, albo postanowić ją zatrzymać. Pobiegła – do kamienicy, za Suttonem, rozglądając się dookoła i przysłaniając usta rękawem.


// af ◉◉◉◉○ na wbiegnięcie do płonącego budynku
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#5
01.06.2026, 20:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2026, 20:36 przez Lukas Nott.)  
Lukas przez krótką chwilę po prostu na nią patrzył. Jej słowa odbiły się w jego głowie jak niekończące się echo. Widział, jak Asena odrywa się od niego, jak zasłania usta rękawem i rusza w stronę kamienicy, do której chwilę wcześniej wszedł człowiek mający najwyraźniej mniej instynktu samozachowawczego niż płonąca belka. Przez moment wszystko w nim zaprotestowało naraz. Ona jest szalona. Nie odważna. Nie rozsądna. Nie bohaterska w ten ładny, opowiadany później przy kieliszku sposób. Szalona. Kompletna wariatka, która zobaczyła płonący budynek, człowieka wbiegającego prosto w śmierć i uznała, że najlepszą odpowiedzią będzie pobiec za nim.
— Czekaj! — warknął za nią, ale dym i huk pękającego drewna połknęły jego głos niemal natychmiast.
Zacisnął zęby. Mógł ją zostawić. Powinien ją zostawić. Powinien złapać najbliższego uzdrowiciela, aurora, kogokolwiek, kto miał jeszcze siłę i choć odrobinę rozsądku. Powinien wrócić do głównej ulicy, do punktu medycznego, do ludzi, którym dało się jeszcze pomóc bez pchania się pod zawalający sufit. Ale Asena już biegła. A on znał ten rodzaj decyzji. Głupi, gwałtowny, podjęty szybciej niż myśl. Taki, po którym człowiek albo wychodził z ogniem na ubraniu, albo nie wychodził wcale.
— Kurwa… — rzucił pod nosem.
I pobiegł za nią.
Dopadł wejścia chwilę po niej, czując, jak żar uderza go w twarz z taką siłą, jakby ktoś otworzył przed nim drzwi pieca. Powietrze było gęste, czarne od dymu i pełne drobin popiołu, które natychmiast oblepiły mu język, gardło, oczy. Zasłonił usta przedramieniem i wszedł do środka, pochylając głowę, kiedy nad nimi z trzaskiem pękła jedna z nadpalonych belek.

// af ◉◉◉◉○ na wbiegnięcie do płonącego budynku
Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana


Asena była szybsza. Przemknęła przez próg, pochylona nisko, z rękawem przyciśniętym do ust, i niemal od razu zniknęła w gęstym, czarnym dymie. Lukas widział jeszcze przez moment jej sylwetkę między językami ognia i rozchwianymi cieniami, jak przemyka dalej, w głąb korytarza, za Suttonem. Chciał ją dogonić. Chciał złapać ją za ramię, zatrzymać, choćby szarpnąć z powrotem, zanim kamienica postanowi zawalić się im wszystkim na głowy. Nie zdążył. Ledwie przekroczył próg, kiedy nad nim rozległ się trzask. Krótki, suchy, niemal niewyróżniający się spośród całego jęku płonącego domu. Dopiero potem coś ciężkiego oderwało się od sufitu. Lukas uniósł głowę odruchowo, za późno, żeby uskoczyć, za późno nawet, żeby porządnie zasłonić kark. Nadpalona deska runęła mu na plecy. Uderzenie wbiło go w dół, brutalne i niespodziewane. Przez sekundę nie było ognia, dymu ani Aseny. Był tylko ból. Ostry, rozlany od karku przez łopatki aż po krzyż, jakby ktoś przeciągnął mu po plecach rozgrzanym żelazem. Powietrze uciekło mu z płuc z tym samym, upokarzająco zduszonym dźwiękiem co wcześniej, gdy but napastnika wszedł mu pod żebra. Tamten ból wrócił natychmiast. Tępy, głęboki, znajomy. Nierozgojony brzuch skurczył się gwałtownie, żebra zaprotestowały, a całe ciało przypomniało mu naraz, że nie było z kamienia. Zachwiał się. Próbował utrzymać równowagę, naprawdę próbował. Palce zacisnęły mu się na framudze, paznokcie zaryły w zwęglone drewno, ale materiał skruszył się pod dłonią jak popiół. Kolejny podmuch gorąca uderzył od środka kamienicy. Ogień zawył w korytarzu, pchnął dym prosto w jego twarz, a Lukas, oślepiony i pozbawiony tchu, cofnął się o krok. Potem o drugi. A potem deska, wciąż oparta o jego plecy, osunęła się ciężarem i wypchnęła go z powrotem na zewnątrz. Wypadł z budynku bokiem, bardziej rzucony niż cofający się świadomie. Uderzył barkiem o bruk, przetoczył się niezgrabnie przez popiół i szkło, aż zatrzymał się dopiero kilka kroków od wejścia. Świat szarpnął się gwałtownie, rozmazał na pomarańczowo i czarno. Przez chwilę leżał na boku, z ustami otwartymi bezgłośnie, próbując złapać oddech, który nie chciał wrócić. Każda próba poruszenia się kończyła się ostrym skurczem bólu. Każdy oddech ciągnął pod żebrami, jakby ktoś zacisnął mu tam żelazną obręcz. Kaszlnął raz, potem drugi, wypluwając na bruk ślinę zmieszaną z sadzą.
— Kurwa… — wychrypiał, ale głos wyszedł z niego ledwie słyszalny.
Podniósł wzrok na wejście do kamienicy. Na czarny otwór drzwiowy, z którego buchał dym. Na ogień pełzający po framudze. Na miejsce, w którym przed chwilą zniknęła tamta kobieta. Spróbował podeprzeć się na łokciu. Ból przeszył go od pleców aż po skronie tak mocno, że ręka ugięła się pod nim natychmiast. Opadł z powrotem na bruk, zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć. Wściekłość przyszła sekundę później. Głupia, bezsilna, paląca prawie tak samo jak oparzenie na jego plecach.
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#6
05.06.2026, 06:16  ✶  

Czekaj, wypowiedziane zdecydowanie zbyt późno, przeleciało jej nad głową. Nawet jeśli by do niej trafiło to odpowiedziałaby pewnie, że wcale nie było na co czekać i doskonale wiedziała, że miała rację. Nie podważała tego, że wejście do płonącego w taki sposób budynku (w sumie jakiegokolwiek płonącego budynku) wcale nie należało do najmądrzejszych decyzji. Nie zmieniało to jednak tego, ze czasu absolutnie nie było, szczególnie że coś rwało się w niej, by pomóc przeżyć tę noc jednemu człowiekowi więcej. Wskoczyła w płomienie i tak jak zwykle do osób przesadnie religijnych nie należała, tak teraz modliła się do Pani Księżyca, by pozwoliła jej z całej tej sytuacji wyjść cało.

Żar buchnął jej w twarz, otoczył i pozwolił stwierdzić, że było gorzej niż przypuszczała. Wszystko dookoła niej drgało od gorąca, a płomienie imały się każdej sprzyjającej temu powierzchni. Przyciśnięty do nosa rękaw dawał niewiele, szczególnie według wrażliwego nosa, marszczącego się od zatykającej spalenizny. Nie była świadoma tego, że zaraz za nią poleciała na Lukasa deska, może wtedy cofnęłaby się, albo chociaż zawahała wyraźnie. Ale Sutton był na wyciągnięcie ręki. No dobrze, parę kroków, krzycząc nieartykułowalnie i siłując się z deskami, które go przygniotły. Sięgnęła więc po różdżkę, poddając się rozsądkowi, że absolutnie nie powinna podejmować się czegokolwiek gołymi rękoma, nawet jeśli w większości sytuacji był to jej pierwszy instynkt. Spróbowała związać zaklęcie, które uniosłoby zawalisko i pozwoliła mężczyźnie się wydostać.


// translokacja ◉◉◉○○ na uniesienie desek z Suttona
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#7
10.06.2026, 01:20  ✶  
Lukas zacisnął palce na bruku, jakby mógł wbić się w kamień wystarczająco mocno, by zmusić własne ciało do posłuszeństwa. Nie mógł. Każdy ruch kończył się tym samym: ostrym, rwącym bólem, który rozlewał się od pleców przez żebra aż do brzucha, odbierając mu resztki oddechu. Przez chwilę próbował wmówić sobie, że to tylko szok. Że zaraz przejdzie. Że wystarczy odliczyć do trzech, podeprzeć się, wstać i wrócić do środka.
Raz. Kaszlnął tak mocno, że aż zgięło go wpół.
Dwa. Przed oczami zatańczyły mu czarne plamy.
Trzy. Nie wstał.
— Asena! — wychrypiał w stronę wejścia.
Głos nie poniósł się daleko. Właściwie nie był nawet pewien, czy sam go usłyszał ponad trzaskiem ognia, krzykami ludzi i hukiem kolejnych fragmentów kamienicy poddających się płomieniom. Drzwi, przez które próbował wejść, wyglądały teraz jak gardło jakiegoś potwora. Czarne, rozgrzane, dymiące. Co kilka chwil buchał z niego gęsty dym, tak ciemny, że nie dało się dostrzec niczego choćby krok za progiem. Nie widział Aseny. Nie widział Suttona. Nie widział nawet korytarza. Tylko ogień i dym. I to było najgorsze. Gdyby ją zobaczył, mógłby przynajmniej kłamać przed sobą, że ma jakikolwiek wpływ na sytuację. Że jeśli wyciągnie rękę, jeśli krzyknie, jeśli przeczołga się jeszcze metr bliżej, coś zmieni. Ale nie widział nic. Był na zewnątrz, rzucony na bruk jak uszkodzona rzecz, która zawiodła dokładnie wtedy, kiedy nie powinna. Spróbował podnieść się jeszcze raz. Dłoń, łokieć, napięcie mięśni. Ból eksplodował mu pod łopatkami z taką siłą, że na moment zabrakło mu nawet przekleństw. Opadł ciężko z powrotem, uderzając barkiem o ziemię. Z ust wyrwał mu się niski, zduszony dźwięk. Nie krzyk. Coś gorszego. Coś, czego nienawidził natychmiast, ledwie opuściło jego gardło. Ktoś przebiegł obok. Potem kolejna osoba. Cienie poruszały się na granicy jego widzenia, rozmazane przez łzy wywołane dymem. Lukas wyciągnął rękę i złapał pierwszą szatę, jaka znalazła się dostatecznie blisko. Palce zacisnęły się na materiale z większą siłą, niż się spodziewał.
— Tam ktoś jest — wydusił. — W środku. Kobieta. I mężczyzna. Poszli głębiej.
Człowiek, którego zatrzymał, spojrzał na niego ze strachem. Miał twarz umazaną sadzą i szeroko otwarte oczy kogoś, kto od dawna nie wiedział już, gdzie kończy się odwaga, a zaczyna zwykła głupota.
— Nie da się tam wejść! — rzucił nieznajomy.
Lukas szarpnął go za ubranie, ale sam ruch natychmiast ukarał go kolejną falą bólu.
— To znajdź kogoś, kto może! — warknął, choć zabrzmiało to bardziej jak charknięcie. — Strażaka, aurora, kogokolwiek!
Mężczyzna wyrwał mu się i pobiegł. Może po pomoc. Może po prostu dalej od ognia. Lukas nie miał siły tego sprawdzać. Został tam, na bruku, z twarzą zwróconą ku płonącemu wejściu i z dłonią wciąż zaciśniętą w pięść. Czas przestał zachowywać się normalnie. Sekundy rozciągały się nieznośnie. Każdy trzask drewna brzmiał jak zawalenie się całego świata. Każdy podmuch dymu kazał mu myśleć, że to już koniec, że za chwilę budynek zamknie się nad tymi, którzy zostali w środku, a on będzie mógł tylko patrzeć na drzwi, przez które nie dał rady przejść. Czas przestał zachowywać się normalnie. Sekundy rozciągały się nieznośnie. Każdy trzask drewna brzmiał jak zawalenie się całego świata. Każdy podmuch dymu kazał mu myśleć, że to już koniec, że za chwilę budynek zamknie się nad tymi, którzy zostali w środku, a on będzie mógł tylko patrzeć na drzwi, przez które nie dał rady przejść. To bolało bardziej niż plecy. Nie sama porażka. Bolało to, że jego ciało podjęło decyzję za niego. Że nie zostawiło mu nawet wyboru, czy być rozsądnym, czy głupim. Po prostu odmówiło. Runęło pod deską, cofnęło się, upadło i teraz leżało w popiele, podczas gdy ktoś inny robił to, czego on nie potrafił. Zacisnął szczękę tak mocno, że zabolały go zęby. Zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne kroki. Tym razem nie pojedyncze, chaotyczne, uciekające przed ogniem, ale kilka osób naraz. Lukas zobaczył ich najpierw jako rozmazane sylwetki na tle dymu. Ktoś pochylił się nad nim, ktoś inny zaklął pod nosem, a trzecia osoba od razu powiedziała coś o obrażeniach i pomocy medycznej w Norze.
— Nie — wykrztusił Lukas odruchowo, próbując unieść głowę. — Tam są…
— Wiemy — przerwał mu ktoś stanowczo. — Ale ty też zaraz tu zostaniesz, jeśli się nie zamkniesz i nie pozwolisz nam cię zabrać.
Chciał zaprotestować. Naprawdę chciał. Miał już nawet gotowe przekleństwo na końcu języka, ale kiedy dwie pary rąk wsunęły się pod jego ramiona i spróbowały podnieść go z bruku, ból odebrał mu wszystkie słowa naraz. Plecy zapiekły ogniem ostrzejszym niż ten, który trzaskał za nimi w kamienicy. Żebra zacisnęły się wokół oddechu, brzuch skurczył gwałtownie, a świat znów zadrżał niebezpiecznie na krawędziach. Z gardła wyrwał mu się zduszony syk.
— Ostrożnie z nim — rzucił ktoś. — Do Nory. Tam mają medyków.
Lukas nie był pewien, czy jeszcze próbował się wyrywać, czy tylko jego ciało drżało samo z bólu i wściekłości. Cudze ręce trzymały go mocno, zbyt mocno, choć pewnie inaczej osunąłby się z powrotem na ziemię. Ostatni raz próbował obrócić głowę w stronę płonącego wejścia, ale zobaczył tylko dym. Gęsty, czarny, nieprzenikniony.  Jeśli Asena wychodziła, nie zobaczył tego. Jeśli Sutton przeżył, nie zobaczył tego. Widział tylko ogień i czuł, jak niosą go coraz dalej, w akompaniamencie bólu, cudzych głosów i własnego bezsilnego oddechu. Do Nory.

Postać opuszcza sesję
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#8
15.06.2026, 07:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2026, 17:24 przez Eutierria.)  

Asena nie słyszała jego krzyku, nawołującego jej imię. Zamiast tego miała w uszach trzaskanie płomieni, które wyrastały dookoła niej gorącą masą. Zostawiła za sobą wszelki strach i wątpliwości, które mogłyby pociągnąć ją do tyłu, machając różdżką niemal jak zawodowiec, kiedy dopadła do przywalonego Suttona. Mężczyzna stęknął, kiedy gruzowisko uniosło się ku górze, a potem zakasłał. Cały był ubrudzony sadzą i przyprószony brudem, ale wydawało się że był w stanie ruszyć się z miejsca.

- Nic panu nie jest? - zapytała, wyciągając do niego rękę i pomagając mu wstać. W drugiej wciąż ściskała różdżkę, na wszelki wypadek, gdyby znowu coś należało odsunąć. Facet trząsł się lekko i kiedy uzyskał pion, zaniósł rozpaczliwym kaszlem, rozrywającym płuca. Te walczyły o odrobinę tlenu, tylko po to żeby okazało się, że w sumie to mało teraz myślał o swoim zdrowiu.

- Rzeźba, moja rzeźba. Moje życie, proszę… - złapał Senkę kurczowo za ubranie, a w jego oczach pojawiło się coś, co nie pozwalało jej odmówić. Złapała go za te ręce i spróbowała od siebie odczepić.

- Dobrze. Dobrze, spróbuję coś zrobić. Ale niech pan… niech pan już biegnie, tak? Inaczej nie pomogę, proszę uciekać! - zarządzała, popychając go w stronę wyjścia. Zachwiał się, prawie upadł, ale udało mu się ustać na nogach. Obejrzał się na nią jeszcze raz i ruszył w kierunku drzwi, albo raczej samej już framugi.

Rozejrzała się, podążając za ostatnim jego machnięciem ręką, kiedy błagał ją o pomoc z zasranym pomniczkiem. Faktycznie, rzeźba stała. W całym chaosie pewnie nie zwróciłaby w ogóle na nią uwagi, bo była ostatnią interesującą ją rzeczą. Duża, cholernie ciężka, nieporęczna. Reprezentowała coś, co teraz niekoniecznie Asena była w stanie interpretować, ale znowu uniosła różdżkę, chcąc za pomocą translokacji przetransportować molocha na zewnątrz.


// translokacja ◉◉◉○○ na transportację rzeźby
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana

Nie udaje ci się dokonać niemożliwego. Nie możesz przerzucić kości. Rzeźba zostaje stracona dla świata (chociaż jej wygląd zapisał się w twojej głowie – a z tym możesz jeszcze coś zrobić, jeśli nie ufasz pamięci autora). Twoja postać otrzymuje silne obrażenia i potrzebuje pomocy medycznej. Po usunięciu gruzu z budynku można odratować szczątki dzieła, ale nie w idealnie zachowanej formie. @Asena Greyback


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#9
02.09.2026, 00:59  ✶  

Zaklęcie nie wyszło. W ten sposób można by pewnie zakończyć całą przygodę, jaką przeżyła w domostwie rzeźbiarza. Magia związała się źle, niepoprawnie, a może chodziło o dławiący dym, który skrobał w gardle i powodował kaszel. A może to nie było, tylko oczy zachodzące łzami, również od tych samych kłębów. Pytań było wiele, wszystkie przeleciały przez głowę panny Greyback, ale prawda była taka, że żadne nie miało w tym momencie znaczenia. Na żadne też, nie była w stanie znaleźć w tym momencie odpowiedzi.

Wiązka magii przeskoczyła, trafiając obok rzeźby i naruszając osłabioną płomieniami, drewnianą konstrukcję. Asena zdążyła jęknąć, czując jak dziwne mrowienie przeskoczyło po palcach i dalej sięgając przedramienia. Uczucie było dziwne i obce, ale nie ono było najgorsze. Nie, najgorsze było to, że deski poddały się z nagłym trzaskiem, a grawitacja zadziałała złośliwie, ciągnąc je w dół. Płomienie buchnęły w towarzystwie iskier, zmuszając ją do przysłonięcia twarzy i zamknięcia na moment oczu. Ciekawe, czy zostaną jej potem brwi, albo płomyki nie przeskoczą po włosach, nadpalając je nieprzyjemnie. Potem natomiast poczuła uderzenie. Coś definitywnie się zawaliło, tracąc wcześniejsze podparcie i runęło na nią, zwalając z nóg. Jęknęła znowu, czując jak ciężar wyciska jej dech z płuc, a gama kolejnych dźwięków brzęczała w uszach nieznośnie. Coś pękało, coś tłukło się, coś skrzypiało złowrogo - nawet kiedy otworzyła oczy, dopatrzyć się czegokolwiek konkretnego pośród jasności ognia i gęstego dymu, było rzeczą niemal niemożliwą. Musiała więc wydostać się spod przygniatających ją desek. A może to była szafa? Nie ważne, powtórzyła sobie w głowie, próbując odepchnąć mebel, ale czuła że coś w jej środku już nie trzymało się tak dobrze jak powinno. Ból rozrywał klatkę piersiową i pełzał po lewej stronie biodra i nogi. Nie podniosła się nawet porządnie, bo nie była w stanie, zamiast tego ni to się czołgając, ni to kuśtykając, ruszyła do wyjścia. Wcześniejsza kakofonia dźwięków tylko zyskała na głośności, bo coś znów poddało się całkowicie i zawaliło. Szła przy ścianie i nawet się o nią nieuważnie oparła, by zaraz tego pożałować, kiedy temperatura odcisnęła swój znak, parząc dotkliwie.

A wreszcie była ulica. Zasypana popiołem, ale ulica. Nie paliło się bezpośrednio na niej, jaka ulga. Jeszcze parę kroków, tylko ciutka i nie będzie musiała się przejmować, że zostanie pogrzebana żywcem w płomieniach. Ale wtedy w kamienicy zakotłowało się ostatecznie; pożoga wzięła jakby kolejny oddech i ostatnie okna które jeszcze się trzymały, poddały się ostatecznie. Odłamki szkła posypały się na ulicę. Na nią, raniąc dotkliwie i haratając ciało.
Już więcej nie wiedziała co się dzieje. Zrobiło się ciemno.


Koniec sesji


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Asena Greyback (1522), Eutierria (350), Lukas Nott (1797)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa