• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.1972 | Maida Vale] Paper faces on parade

[07.10.1972 | Maida Vale] Paper faces on parade
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
22.04.2026, 21:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2026, 05:04 przez Leviathan Rowle.)  

Bal Maskowy

Astoria & Leviathan


[Obrazek: 1b98dc959b67fa92b855542c5b295396.jpg]  [Obrazek: cebe841a60ffb7e1fab915a135874e61.jpg]  [Obrazek: cab18988a3a1539ee2eddcdefe35318a.jpg]

Dziecięca beztroska - właśnie, beztroska - wydawała się teraz zaledwie jakimś dawno temu wyśnionym snem. Wspomnieniem tak odległym, ze ledwo co możliwych do pochwycenia, a co ważniejsze - niemożliwym by mogło zaistnieć na nowo. Ale dorosłe życie miało to chyba do siebie, nie ważne kim się było. Za dużo w codzienności było brutalności, dotkliwej prawdy i krzywdzących kłamstw, by można było dalej żyć w świecie ułudy. Ale gdyby było to możliwe... cóż, byłoby zwyczajnie miłe i warte nawet najkrótszej spędzonej nad tym chwili.

Leviathan wychowywany był w przekonaniu, że żona winna dopełniać męża. Że jeden głos, którym się posługiwali, był czymś niezwykle cennym. Sam jednak nie był zdania, że bawiło go kiedy ktoś powtarzał za nim głucho i niczym echo to, co było mu dobrze wiadome. Gdyby miał mieć kogoś obok siebie aż tak blisko, cóż, chciałby by dopełniał go w miejscach, w których nieco mu brakowało. Nawet jeśli nie lubił mówić o tym głośno, doskonale świadomy był obszarów, w których zwyczajnie kulał. Towarzyskie spotkania czy błyszczenie na nich, było ewidentnie jego piętą achillesową i kiedy myślał o ewentualnej przyszłej żonie, jakaś jego część chciała by była to osoba którą mógłby wypchnąć w ten okropny tłum i radziłaby sobie w nim doskonale, jednocześnie nie mając mu tego aż tak za złe. Wtedy on mógłby zająć się tym, co nie sprawiało mu problemu. Mógłby mieć spokój.

Rozkwit. Tak, jak się nad tym zastanowić, nie było to aż takie złe. Wciąż w jakiś sposób dryfujące w świecie mrzonek i czegoś dziwnie niemalże nieosiągalnego dla niego, ale może gdyby jeszcze parę razy obrócił w myślach te słowa, byłby w stanie dostrzec że od nich do jego pragnień wcale nie było aż tak daleko.

- Mam nadzieję, że masz rację - uśmiechnął się do niej lekko, aczkolwiek w jego słowach było więcej pewności, niż chciałby się do tego przyznać. Mówił o miłości niezbyt ładnie, ale ona stanowiła już aspekt, który zmieniał nieco cały ton rozmowy. Mógł się z nią droczyć o to i robił to, na głos rozważając czy faktycznie by nie zniknęła, ale prawda była taka że uważał ją za silną. Wiedział, że taka była, bo inaczej nie znaleźliby między sobą tej nici porozumienia. - A co jeśli sprawiłabyś, że twój ukochany by zniknął? - rzucił z pewnym rozbawieniem. Martwili się o siebie, ale czy w drugą stronę byłoby to tak samo poruszające? - I w moim dla ciebie - odpowiedział cicho, tylko do niej i tak by nie trafiło to do powołanych uszu. Pewnie podobne sentymenty mogłyby zostać różnorako odebrane, ale prawda pozostawała niezmienna. Jeśli mieli dbać o kogoś innego jak o siebie samych czy swoje rodziny, to o siebie wzajemnie.

- Oczywiście, powiedz tylko co ci się podoba - uśmiechnął się do niej niemalże zaczepnie, pochylając się do niej na moment. - Ale ciekawe czy by w ogóle zauważyli - zakładał trochę, że nie. Tyle się tu działo i było dookoła tyle rzeczy, że ciężko byłoby się w nich odnaleźć. Pewnie gdyby z domu Rowlów coś zniknęło, jedna niepozorna rzeczy, też nikt by się nad tym nie zastanawiał.

Zrobiła się niebieska, a przeczesanie jego włosów palcami zasugerowało mu, że z nimi też było coś nie tak. O lustrzaną taflę nie było chyba aż tak ciężko i zaraz obydwoje znaleźli się przed nią, mogąc podziwiać zmiany w wyglądzie. Kruczoczarne kosmyki zmieniły się, ale nie wyglądały aż tak nienaturalnie jak jej błękitna skóra.

- Mam tylko nadzieję, że to nie potrwa długo? U mnie to wygląda jak specyficzny wybór do stroju, ale ty?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
28.04.2026, 01:52  ✶  

Posłała mu znaczące spojrzenie, ledwo gryząc się w język - powinien doskonale wyczytać z błysku w oku, co chciała powiedzieć: "przecież zawsze mam rację". Była w niej pewność, niemal bezczelna, ale podszyta lekkością, która odbierała jej ciężar zarozumiałości. Lubiła te ich poważne-niepoważne rozmowy, gdy poruszali istotne tematy, jak właśnie teraz miłość, ale nie sprowadzali go do ciężkich deklaracji i przygnębiających wniosków, a raczej badali aspekty pod różnymi kątami, niekiedy z ironią kpiąc z absurdów, których aktualnie nie rozumieli. Nie potrzebowali ciężaru definicji. Nie potrzebowali ostatecznych wniosków.
- Nie zrobiłabym tego - odpowiedziała po chwili, spokojnie, bez cienia wahania. Przynajmniej nie świadomie, bo przecież nie chciałaby, żeby ktoś w konsekwencji zatracił siebie. Wierzyła, że potrafiłaby odnaleźć harmonię, ale tylko z właściwą osobą. - A jeśli ktoś by przy mnie znikał... to znaczyłoby, że nigdy nie był wystarczająco obecny.
Miała w sobie skłonność do balansowania na granicy, do delikatnego podważania reguł - nie na tyle, by je całkowicie złamać, lecz wystarczająco, by sprawdzić, jak daleko może się posunąć, zanim ktoś spróbuje ją zatrzymać. W lekkim zamyśleniu uniosła kieliszek i upiła łyk wina, pozwalając, by smak na moment zagłuszył myśli. Dopiero po chwili prychnęła cicho na jego kleptomańskie zapędy.
- Myślisz, że wybrałabym jakąś pierdołę? Za bardzo cię cenię, by cię tak obrazić - jej zadziorny uśmiech tylko się pogłębił. Czy lubiła wprowadzać go w zakłopotanie? Czasem kłopoty? Być może. Ale nie stawiała przed nim wyzwań ponad jego siły. - Jeśli mamy już łamać zasady, to z rozmachem - dodała po chwili cicho, a kiedy odwzajemnił jej sentymentalne zapewnienie, zrobiło jej się automatycznie ciepło na sercu i zacisnęła na moment jego dłoń, żeby ograniczyć te konspiracyjne szepty, które z perspektywy mogły wyglądać równie podejrzanie, co wypowiedziane słowa.
Nie wstydziła się ich więzi, ale nie chciała też paść ofiarą niezręcznych plotek zaledwie kilka miesięcy od śmierci jej narzeczonego, a jego brata. Z drugiej strony niewiele mogła na to poradzić, że czuła się w jego towarzystwie na tyle swobodnie, że instynktownie lgnęła do niego i skracała dystans, który mógłby być towarzysko nieakceptowalny. 
W końcu spojrzała na siebie w lustrze. Niebieska skóra kontrastowała z głęboką zielenią sukni i złotem maski w sposób niemal estetyczny. Gdyby nie kontekst, można by uznać to za zamierzony efekt. Przesunęła palcami po policzku, badając fakturę, jakby upewniała się, że to wciąż ona.
- Ale jak to? W takiej wersji to już fuj? Nie podobam ci się? - założyła ręce na biodrach, bo przecież oczekiwała od niego więcej wsparcia i miłości. Błękit podkreślał ją w sposób niemal symboliczny, jakby wyciągał na powierzchnię coś, co zwykle pozostawało ukryte pod warstwą chłodnej elegancji.
- Przyznaję, to dość odważna interpretacja stroju - w jej głosie pobrzmiało rozbawienie, choć pod nim kryło się napięcie. Nie czuła się teraz najbardziej komfortowo, ale to żadna tragedia, o ile efekt jest krótkotrwały. Co, jeśli zostanie w tej wersji do końca wieczoru? Nie panikowała otwarcie, ale rozejrzała się po sali, żeby wypatrzeć, czy ktokolwiek jeszcze zmienił kolor skóry. Czy to jakaś nowoczesna walka z rasizmem? Nie widziała nikogo takiego w zasięgu wzroku, więc wróciła spojrzeniem do Leviathana. - Chyba się mnie nie wstydzisz? 


learn the rules
then
break some
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#3
10.05.2026, 05:29  ✶  

Wierzył jej. A może nawet nie wierzył, a zwyczajnie wiedział gdzieś bardzo głęboko, że była to prawda. Jakby sam instynkt szeptał mu na ucho, że cokolwiek miałaby mu do powiedzenia, to i tak byłoby to coś co w pełni rozumiał. Domyślał się, że nie sprawiłaby celowo, by ktoś przy nie wyblakł i zniknął. Przypadki jednak chodziły po ludziach, a czasem zdarzały się wręcz okropne zauroczenia czy rodzinne zmowy. Jeśli ktoś przy niej straciłby swoje kolory to... tak, miała rację. Znaczyłoby to tylko tyle, że już wcześniej było go za mało.

- Cóż, pozostaje mi życzyć ci, by twój następny wybranek był wystarczająco obecny - uśmiechnął się lekko, powtarzając za nią jej własne słowa i brakowało w tym wszystkim jakiegokolwiek żartu. Mówił szczerze i prosto z serca, bo chyba nie był w stanie przypomnieć sobie momentu, kiedy faktycznie życzyłby Astorii źle. Kiedykolwiek.

- Oh, nie, nie. W to akurat wierzę - prychnął rozbawiony. Nie chodziło o to jak dużą rzecz, kazałaby mu wynieść, albo jak bardzo oni sami by ją wycenili, a bardziej czy ktoś pośród tych zimnych ścian w ogóle by ten brak zauważył. Zakładał, że była to kolejna rodzina, która bywała wobec siebie zwyczajnie chłodna, a pamiątki nie kurzyły się w ich domu tylko dlatego, że mieli kogoś, kto by to wszystko sprzątał. Jego matka, jakby nie patrzeć Parkinson, próbowała go nauczyć pewnej czułości co do rzeczy starych i wiekowych. Nosiły w sobie historię i wystarczyło często sprawne oko, by ją z nich wydobyć, a jeśli nie to, wystarczyło sięgnąć po odpowiednie księgi. Czasem wydawało mu się, że ona w całym domu przywiązywała największą uwagę do tego, co niosła za sobą historia. Możliwości, które ofiarowała. Nigdy nie podchwycił aż takiego sentymentu, jakim ona wydawała się posługiwać, ale wystarczało że rozumiał. Z oporem, jakby nieco wbrew własnej naturze, ale próbował.

Zagryzł wargi, próbując nie roześmiać się głośniej. Podobała, czy nie, w wersji niebieskiej ewidentnie wyróżniała się z tłumu. Rowle powstrzymał się, by w sztywny sposób odpowiedzieć, że no widział kogoś tam w tłumie, kto też był niebieski, ale zaraz zniknęło, bo ani ona ani on nie potrzebowali teraz tego typu rzeczowości.

- Nigdy bym się ciebie nie mógł wstydzić - odpowiedział, gdzieś na granicy prawdy i ciągłego rozbawienia. Gdyby to była jakaś niezwykle poważna i nadęta impreza to kto wie, może wcisnąłby ich przypadkiem za jakąś paprotkę, ale maski nadawały wszystkiemu nieco więcej swobody. - Ale może przez chwilę postójmy za tą najbliższą kolumną. Tak po prostu, bez powodu.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
22.05.2026, 01:26  ✶  
Astoria nawet przez moment nie odebrała jego słów jako czegoś niezwykłego. Nie dlatego, że były pozbawione znaczenia - wręcz przeciwnie. Po prostu troska Leviathana należała do tych nielicznych rzeczy w jej życiu, które wydawały się niepodważalne, niemal oczywiste jak fakt, że noc przychodzi po zmroku. Nie musiała się nad nią zastanawiać ani jej analizować. Był jej przyjacielem od lat - jednym z bardzo niewielu ludzi, przy których nigdy nie czuła potrzeby nieustannego napinania wszystkich mechanizmów obronnych. Może właśnie dlatego jego obecność działała na nią tak kojąco.
- Dzięki, ale nie poszukuję. Nigdzie mi się nie spieszy - wzruszyła lekko ramionami, choć od razu przypomniały jej się subtelne naciski rodziców i popychanie jej w ramiona młodego Malfoya. - Matka wciąż próbuje mnie swatać z Renigaldem. - westchnęła. Chciała żyć po swojemu, a jednak ciągle ktoś próbował wywierać na nią wpływ i narzucać jej swoje zdanie. - A jak u ciebie, nie szukają ci jeszcze żony? - rzadko mieli okazję rozmawiać na sercowe tematy; zwykle mieli dużo ważniejsze i bardziej ciekawe kwestie do omawiania, ale aktualne otoczenie sprzyjało… miłosnym dywagacjom.
Niezależnie od pomysłów, Astoria nie zamierzała dziś nikogo okradać. Nie wiadomo, jakie zabezpieczenia zostały tu nałożone, a bez konkretnego planu byli skazani na porażkę. ALE gdyby miała wybierać, z pewnością byłby to jakiś bezcenny obraz lub klejnot wartości małego państwa.
- Może innym razem - mruknęła w końcu. Kiedy więc wspomniał o schowaniu się za kolumną, choć przecież chwilę wcześniej zapewniał ją, że nigdy nie mógłby się jej wstydzić, Astoria parsknęła cicho pod nosem, a w jej oczach błysnęło rozbawienie. Odwróciła głowę w jego stronę i bez większego zastanowienia uderzyła go lekko w ramię - nie mocno, raczej zaczepnie, z tą charakterystyczną dla niej teatralną obrazą. - Kłamczuch - uśmiechnęła się zadziornie, ale na szczęście nie musieli się chować, bo błękit zniknął z jej skóry. Magia eliksiru wycofywała się powoli i niechętnie, zostawiając po sobie jedynie wspomnienie chłodnego odcienia, który jeszcze chwilę temu pokrywał jej ciało. Jasna cera Torii znów łagodnie odbijała ciepłe światło żyrandoli, złoto maski harmonizowało z rubinami oplatającymi jej szyję, a szmaragd sukni odzyskał pełnię swojego głębokiego, nasyconego koloru bez dziwacznego kontrastu błękitu. Przesunęła palcami po gładkiej skórze przedramienia, bardziej odruchowo niż z potrzeby upewnienia się, że błękit rzeczywiście zniknął, po czym uniosła wzrok ponad ramieniem Leviathana. Jej spojrzenie zatrzymało się na parkiecie. Muzyka płynęła przez salę miękkimi falami, a pary wirujące pośród mlecznej mgły przypominały raczej żywy obraz, niż prawdziwe wydarzenia. Przez chwilę miała ochotę po prostu wejść pomiędzy ludzi, pozwolić porwać się orkiestrze i na kilka minut zapomnieć o wszystkim innym.


learn the rules
then
break some
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#5
05.06.2026, 03:29  ✶  

— Malfoyem? — upewnił się, bo nie mógł powiedzieć, żeby za dobrze znał blondyna. Może to i lepiej, bo dzięki temu nie miał na jego temat nic ciekawego do powiedzenia, oprócz opinii co do tego, że nie rozumiał jak można było lubować się w robieniu poważnych interesów na Nokturnie. Nienawidził tego miejsca, ale powtarzał to tak często że nie było to nic nowego. Według niego trafiali tam sami desperaci i żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie miał powodu by przebywać tam dłużej jak godzinę. — Chyba będzie całkiem trafne stwierdzenie, że matka powoli zaczyna na nowo pchać mnie w kierunku tego pomysłu. Chociaż muszę powiedzieć, czas po tym jak zostały zerwane zaręczyny z Macmillan, należały do jednych z przyjemniejszych. Niesamowity wręcz spokój — z jednej strony cieszył się, że związek z Sarah nie wypalił i dziewczyna zwyczajnie wyjechała z kraju, ale z drugiej myśl o tym, że musiał przez wszystko przechodzić na nowo, przyprawiała go o ból głowy. — Istnieje więc możliwość, że prędzej jak później zobaczysz artykuł o tym, że znowu się zaręczyłem — uśmiechnął się, ale był to wyraz niezwykle pokraczny i krzywy. Cały szum wokół narzeczeństwa i małżeństwa absolutnie go nie przekonywał. No i jeszcze pozostawała kwestia Faye, chociaż już nie tak pełna zawieszenia w próżni, bo umówili się na termin kiedy chcieli wziąć rozwód. Wszystko zostanie załatwione i rzucone w niepamięć, a on będzie wreszcie wolny od jej humorów i pcheł.

— Ktoś mógłby powiedzieć, ze dzisiejszy wieczór jest cały o kłamaniu — uśmiechnął się lekko spod maski. — W końcu maskarada jest po to, żeby zwodzić i oszukiwać, oczywiście ku uciesze wszystkich — magia powoli ustąpiła, sprawiając że zarówno jej błękitna skóra, jak i jego włosy wróciły do normalności. Czar prysł, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a Rowle uniósł dłoń ku górze, w zapraszającym geście — Chcesz zatańczyć?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
29.06.2026, 01:32  ✶  
Kiwnęła głową, potwierdzając, że chodzi o Malfoya. Na wzmiankę o kolejnym narzeczeństwie, uniosła brew z tą charakterystyczną dla siebie mieszanką elegancji i przekory, a kącik jej bordowych ust drgnął w uśmiechu, który zdradzał, że bardziej ją to bawiło, niż martwiło. Nie czuła zaskoczenia. Był Rowlem, dziedzicem. Jego małżeństwo nie może być przypadkiem, ma być wzmocnieniem linii rodu. Dlatego zamiast współczucia poczuła jedynie znajomą rezygnację, którą oboje chyba nosili gdzieś głęboko pod żebrami.
- Lepiej, żebym dowiedziała się od ciebie - rzuciła, spoglądając na niego z ukosa.
- Muszę mieć czas kupić prezent i przygotować przekonującą przemowę o tym, jak "doskonale do siebie pasujecie". Nie odbieraj mi tej możliwości - powiedziała to z tak niewinną powagą, że przez krótką chwilę sama niemal uwierzyła we własny ton. Dopiero po sekundzie na jej twarzy pojawił się uśmiech, miękki i zaczepny zarazem. Przy nim nie musiała tłumaczyć, kiedy mówiła serio, a kiedy jedynie igrała ze słowami. Ich rozmowy od dawna przypominały partię szachów, w której oboje znali już wszystkie figury przeciwnika, a mimo to wciąż potrafili zaskoczyć się następnym ruchem. Powoli uniosła kieliszek do ust, pozwalając winu przez chwilę ogrzać język.
-Ale zawsze możesz spróbować ich wyprzedzić i sam znaleźć wybrankę serca - nie zamierzała udawać, że wierzy w romantyczne historie rodem z powieści. Sama już raz była narzeczoną. Wiedziała doskonale, że miłość i obowiązek rzadko maszerowały ramię w ramię. A jednak chciałaby, żeby sprawy wyglądały inaczej. Kiedy wspomniał o maskaradzie i kłamstwie, jej spojrzenie mimowolnie powędrowało ku sali. Maski połyskiwały w świetle kryształowych żyrandoli, odbijając złoto, srebro i czerń w tysiącach drobnych refleksów. Każda ukrywała twarz, ale żadna nie była w stanie ukryć sposobu poruszania się, tonu śmiechu czy gestów zdradzających człowieka szybciej niż nazwisko. Od początku wieczoru miała wrażenie, że wszyscy doskonale bawią się w anonimowość, choć większość i tak rozpoznawała znajomych po samym sposobie trzymania kieliszka.
- To prawda, ale tobie nie wolno mnie oszukiwać - pogroziła mu palcem, choć nie było w tym geście prawdziwej groźby. Nie musieli mówić sobie wszystkiego.
Każde z nich miało własne tajemnice, sprawy zbyt ciężkie lub zbyt skomplikowane, by wypowiadać je na głos. Astoria nigdy nie oczekiwała od przyjaciela całkowitej szczerości. Sama nie potrafiłaby jej zaoferować. Niektóre milczenia były konieczne, inne wręcz stanowiły wyraz troski. Czasem przemilczenie chroniło drugiego człowieka skuteczniej niż najbardziej bolesna prawda. Ale kłamstwa miały to do siebie, że podkopywały zaufanie i w konsekwencji osłabiały relację.
- Chcę - zgodziła się natychmiast i odłożyła kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera, po czym wsunęła własną dłoń w jego. Lubiła tańczyć, bardziej, niż się do tego przyznawała. Pozwoliła poprowadzić się na parkiet. Przez ułamek sekundy obserwowała maskę skrywającą część jego twarzy, po czym bez słowa ułożyła dłoń na jego ramieniu. Drugą pozostawiła w jego dłoni, prostując plecy z elegancją, której uczono ją od dzieciństwa. Wirowali spokojnie, zataczając miękkie łuki pomiędzy innymi parami. Mleczna mgła rozcinała się wokół ich kroków, by zaraz ponownie zamknąć się za nimi, jakby parkiet sam zacierał ślady każdego obrotu.
- Maksymalnie dwa tańce, inaczej będę miała zakwasy przez tydzień - mruknęła z uśmiechem, bo jej ciało źle reagowało na każde formy aktywności, tym bardziej teraz, po osłabieniu po Spalonej Nocy.


learn the rules
then
break some
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#7
08.07.2026, 00:55  ✶  

— Nie omieszkam więc przybiec do ciebie z informacją która to ta jedyna — zaśmiał się cicho. — Nikt od Ciebie takiej przemowy nie wymagał, ale na pewno się nie zmarnuje — dodał jeszcze z przekorą. Gdzieś z tyłu głowy zawsze czaiła się świadomość, jak bliscy sobie byli. Dla niektórych niemal za bliscy, biorąc pod uwagę niektóre konwenanse i jak toczył się świat. Ktoś mógłby więc pomyśleć, że sama przyszła narzeczona mogłaby czuć się obecnością Astorii zagrożona, ale Leviathan… Leviathan niekoniecznie się tym kiedykolwiek przejmował, dlaczego więc miałby teraz? Obecność Avery w jego życiu była czymś stałym i pewnym, jakby była w nim od samego początku i miała już nigdy go nie opuścić.

— Mogę — przyznał, bo przecież nikt nie obdzierał go z prawa wyboru w tym temacie. Problem jednak leżał w nim samym, wspomnieniu Sarki, wszystkich związanych z tym problemów i wreszcie zwykłym fakcie, że cała ta zapowiadana przez niego sytuacja, była wynikiem raczej obowiązku niż tego co chciał. — To co, miałabyś dla mnie jakąś fenomenalną kandydatkę? — szturchnął ją zaczepnie łokciem, posyłając taki sam uśmiech. A nóż okazałoby się, że miała przygotowaną całą kolejkę potencjalnych koleżanek, które czekały na zamążpójście.

— Moja droga, ja bym ciebie nigdy nie oszukał — uśmiechnął się do niej miękko. Łagodnie wręcz, gdyby nie fakt że część twarzy wciąż zasłaniała maska i ciężko było dojrzeć, co się pod nią działo. Ale Astoria znała go za dobrze, by nie dostrzec całości obrazu. Mógł zarzekać się, że każdy był tutaj by zwodzić i oszukiwać, czerpiąc z tego wielką radość, ale prawda była taka, że niektórych nie dało się oszukać. Nie dlatego, że się nie potrafiło, a dlatego że nie chciało się tego robić. Avery była jedną z niewielu osób, z którą wydawał się być absolutnie szczery i niezwykle pocieszała go świadomość, że ona wydawała się traktować go w ten sam sposób. Czując więc jej dłoń w swojej, powiódł ją w kierunku parkietu, gdzie kończyła się jedna melodia, łagodnie przechodząc w następną. Część tańczących do tej pory par rozeszła się, ale szybko ich miejsca zajęły nowe osoby. — Bylebym tylko nie musiał znosić cię z parkietu — zaśmiał się cicho, przyjmując odpowiednią pozycję i ujmując ją za talię, prowadząc w rytm taktów, które popłynęły od strony instrumentów.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
09.07.2026, 00:00  ✶  
- Grzeczny chłopiec - nie potrafiła powstrzymać cichego parsknięcia śmiechem. Dźwięk wyrwał się z niej lekko, wręcz bezwiednie, rozpraszając się między muzyką a szmerem rozmów. Ich przyjaźń przez lata wrosła w codzienność tak głęboko, że przestała wymagać zapewnień. Była jak oddech - nie zastanawiała się nad jego istnieniem, dopóki nie próbowała wyobrazić sobie życia bez niego. Sama myśl była zbyt bolesna, dlatego potrząsnęła głową, by wyrzucić ją z głowy.
Kiedy jednak szturchnął ją łokciem, pytając o kandydatkę, odruchowo przechyliła głowę, przyglądając mu się z miną człowieka, który właśnie został postawiony przed niezwykle poważnym zadaniem. Przez krótką chwilę naprawdę udała zamyślenie. Nawet zmarszczyła lekko czoło, wodząc spojrzeniem gdzieś ponad jego ramieniem, po zamaskowanych sylwetkach sunących po parkiecie. Jakby dokonywała starannej selekcji i ważyła losy jego przyszłości. Po kilku sekundach westchnęła z przesadnym namaszczeniem.
- Nie.
Nie dlatego, że nie znała żadnej wspaniałej kobiety, która potrafiłaby uszczęśliwić Leviathana. Bała się podsuwać mu kogoś pod nos przez wzgląd na siebie.
- Egoistycznie wcale nie chcę, żebyś sobie kogoś znalazł. Miałbyś wtedy mniej czasu dla mnie - dodała. Nic na siłę, w odpowiednim momencie sam znajdzie wybrankę serca. Jej wtrącanie się mogłoby tylko pogorszyć sytuację. Zresztą było jej dobrze tak, jak było. Jemu również. Znała jego milczenie równie dobrze jak własne. Wiedziała, kiedy oznaczało zmęczenie, kiedy ironię, a kiedy zwyczajną potrzebę obserwowania świata z boku. Nie próbowała go zmieniać, tak samo jak on nigdy nie próbował zmieniać jej. Może właśnie dlatego ich przyjaźń przetrwała tyle lat.
- Wiem, Levi. Ja ciebie też nie - odwzajemniła uśmiech, a od nadmiaru emocji aż jej się łezka w oku zakręciła.
Na parkiecie ich ruchy odnajdywały wspólny rytm z zadziwiającą łatwością, jakby od lat ćwiczyli ten sam układ. Pozwalała się prowadzić, wiedząc, że nie zrobi niczego nieprzewidywalnego, a jednocześnie zachowując tę odrobinę przekory, która od zawsze była częścią ich wspólnych tańców. Czasem minimalnie przyspieszała krok tylko po to, by sprawdzić, czy nadąży. Innym razem obracała się odrobinę szybciej, z rozmysłem wystawiając jego refleks na próbę. Nigdy jej nie zawiódł.
- Proszę cię - uśmiech rozlał się po jej twarzy z niemal dziecięcą pewnością siebie. - Zostałbyś tu okrzyknięty bohaterem, ratującym damę z opresji.
Po kilku minutach tańca, zdążyła złapać delikatną zadyszkę i musieli ponownie udać się na stronę. Powoli parkiet pustoszał, a uwagę gości zaczynała przyciągać nadchodząca licytacja w sąsiedniej sali. Odwróciła się ku mężczyźnie z lekkim uśmiechem, rzucając krótką uwagę, że idzie do toalety, po czym wyślizgnęła swoje ramię z jego ramienia; tym sposobem ich drogi rozeszły się na dłuższą chwilę na tym balu.
Koniec sesji


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1875), Leviathan Rowle (1674)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa