Bal Maskowy
Astoria & Leviathan
![[Obrazek: cab18988a3a1539ee2eddcdefe35318a.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/ca/b1/89/cab18988a3a1539ee2eddcdefe35318a.jpg)
Dziecięca beztroska - właśnie, beztroska - wydawała się teraz zaledwie jakimś dawno temu wyśnionym snem. Wspomnieniem tak odległym, ze ledwo co możliwych do pochwycenia, a co ważniejsze - niemożliwym by mogło zaistnieć na nowo. Ale dorosłe życie miało to chyba do siebie, nie ważne kim się było. Za dużo w codzienności było brutalności, dotkliwej prawdy i krzywdzących kłamstw, by można było dalej żyć w świecie ułudy. Ale gdyby było to możliwe... cóż, byłoby zwyczajnie miłe i warte nawet najkrótszej spędzonej nad tym chwili.
Leviathan wychowywany był w przekonaniu, że żona winna dopełniać męża. Że jeden głos, którym się posługiwali, był czymś niezwykle cennym. Sam jednak nie był zdania, że bawiło go kiedy ktoś powtarzał za nim głucho i niczym echo to, co było mu dobrze wiadome. Gdyby miał mieć kogoś obok siebie aż tak blisko, cóż, chciałby by dopełniał go w miejscach, w których nieco mu brakowało. Nawet jeśli nie lubił mówić o tym głośno, doskonale świadomy był obszarów, w których zwyczajnie kulał. Towarzyskie spotkania czy błyszczenie na nich, było ewidentnie jego piętą achillesową i kiedy myślał o ewentualnej przyszłej żonie, jakaś jego część chciała by była to osoba którą mógłby wypchnąć w ten okropny tłum i radziłaby sobie w nim doskonale, jednocześnie nie mając mu tego aż tak za złe. Wtedy on mógłby zająć się tym, co nie sprawiało mu problemu. Mógłby mieć spokój.
Rozkwit. Tak, jak się nad tym zastanowić, nie było to aż takie złe. Wciąż w jakiś sposób dryfujące w świecie mrzonek i czegoś dziwnie niemalże nieosiągalnego dla niego, ale może gdyby jeszcze parę razy obrócił w myślach te słowa, byłby w stanie dostrzec że od nich do jego pragnień wcale nie było aż tak daleko.
- Mam nadzieję, że masz rację - uśmiechnął się do niej lekko, aczkolwiek w jego słowach było więcej pewności, niż chciałby się do tego przyznać. Mówił o miłości niezbyt ładnie, ale ona stanowiła już aspekt, który zmieniał nieco cały ton rozmowy. Mógł się z nią droczyć o to i robił to, na głos rozważając czy faktycznie by nie zniknęła, ale prawda była taka że uważał ją za silną. Wiedział, że taka była, bo inaczej nie znaleźliby między sobą tej nici porozumienia. - A co jeśli sprawiłabyś, że twój ukochany by zniknął? - rzucił z pewnym rozbawieniem. Martwili się o siebie, ale czy w drugą stronę byłoby to tak samo poruszające? - I w moim dla ciebie - odpowiedział cicho, tylko do niej i tak by nie trafiło to do powołanych uszu. Pewnie podobne sentymenty mogłyby zostać różnorako odebrane, ale prawda pozostawała niezmienna. Jeśli mieli dbać o kogoś innego jak o siebie samych czy swoje rodziny, to o siebie wzajemnie.
- Oczywiście, powiedz tylko co ci się podoba - uśmiechnął się do niej niemalże zaczepnie, pochylając się do niej na moment. - Ale ciekawe czy by w ogóle zauważyli - zakładał trochę, że nie. Tyle się tu działo i było dookoła tyle rzeczy, że ciężko byłoby się w nich odnaleźć. Pewnie gdyby z domu Rowlów coś zniknęło, jedna niepozorna rzeczy, też nikt by się nad tym nie zastanawiał.
Zrobiła się niebieska, a przeczesanie jego włosów palcami zasugerowało mu, że z nimi też było coś nie tak. O lustrzaną taflę nie było chyba aż tak ciężko i zaraz obydwoje znaleźli się przed nią, mogąc podziwiać zmiany w wyglądzie. Kruczoczarne kosmyki zmieniły się, ale nie wyglądały aż tak nienaturalnie jak jej błękitna skóra.
- Mam tylko nadzieję, że to nie potrwa długo? U mnie to wygląda jak specyficzny wybór do stroju, ale ty?
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast