• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[8/9.09.1972] Fragile deception (Victoria Lestrange, Astoria Avery)

[8/9.09.1972] Fragile deception (Victoria Lestrange, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
25.03.2026, 21:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2026, 14:16 przez Astoria Avery.)  
Spalona noc 8/9.09.1972
zadanie

Renigald odprowadził ją z powrotem pod galerię, a kiedy zniknął, ruszyła dalej sama. Boczne wejście znajdowało się w cieniu, niemal ukryte przed wzrokiem postronnych. Znała je na pamięć, a jednak tym razem, gdy przekręciła gałkę, nic się nie wydarzyło. Zamarła z zaskoczenia, ale i strachu. Spróbowała użyć zaklęcia, ale odbiło się jedynie od drzwi, jakby napotkało niewidzialną barierę, twardą i nieprzeniknioną. Zabezpieczenia? No tak, ojciec. Zrozumienie przyszło nagle, zimne i ostre. Zamknął galerię. Całkowicie, dla bezpieczeństwa. Nie wiedział, że nie ma jej w środku? Może myślał, że teleportowała się prosto do domu? Tak właśnie do cholery powinna zrobić. Zamiast tego niepotrzebnie się naraziła. Poczuła, jak coś zaciska się w jej klatce piersiowej. Spróbowała zaczerpnąć oddechu, lecz powietrze było zbyt ciężkie, zbyt gęste. Kaszel wyrwał się nagle, brutalnie, zginając ją wpół. Oparła dłoń o chłodny mur, próbując utrzymać równowagę. Kaszlała długo, spazmatycznie, aż oczy zaszły jej łzami, a świat zaczął rozmywać się na krawędziach. Czuła smak dymu na języku, w gardle, w samym środku siebie, jakby ogień, którego uniknęła, znalazł inny sposób, by się do niej dostać. Oparła czoło o drzwi, czując chłód drewna przez warstwę dymu i zmęczenia. Przez chwilę miała ochotę uderzyć w nie pięścią, wymusić dostęp, przypomnieć, kim jest. Ale siły nie wystarczało nawet na to.
Kaszel wciąż targał jej ciałem, gdy nagły szelest wyrwał ją z półprzytomnego skupienia. Ktoś nadbiegał. Szybko. Zbyt szybko. Astoria uniosła głowę, odruchowo cofając się o krok, plecami niemal dotykając chłodnego muru bocznej alejki. Przestrzeń wokół niej była wąska, przytłaczająca, odcięta od głównego nurtu ulicy - dokładnie taka, w której nikt nie widzi, co się dzieje. Palce zacisnęły się na różdżce ukrytej w rękawie, choć wiedziała, że w obecnym stanie nie byłaby w stanie wyprowadzić precyzyjnego zaklęcia. Cień wyrwał się z dymu i niemal wpadł na nią. Zobaczyła maskę, zanim zdążyła dostrzec cokolwiek więcej. Serce uderzyło gwałtownie, aż zakręciło jej się w głowie. Instynkt krzyczał, żeby uciekała. Ale nie miała dokąd.
Śmierciożerca zatrzymał się tak blisko, że czuła bijące od niego ciepło i zapach dymu zmieszany z... krwią. Jego oddech był ciężki, urywany, niemal tak nierówny jak jej własny. Przez krótką chwilę stał nieruchomo, jakby sam nie był pewien, czy nie rzuci się na nią pierwszy. Nie powinna być jego celem, a jednak ogarnął ją strach. Nie chciała umierać w bocznej uliczce, wcale nie chciała umierać. Zadrżała, ale wtedy się odezwał. Męski głos przytłumiony przez maskę, w którym nie było groźby, jedynie napięcie i pośpiech. Wydukał kilka urwanych słów - o aurorach, o pościgu, o tym, że nie ma czasu. Że zaraz tu będą. Że jeśli teraz nie zniknie, nie będzie już dokąd uciekać. Brunetka patrzyła na niego przez chwilę z niedowierzaniem.
Za jego plecami rozbłysło światło, gdzieś dalej rozległ się krzyk, a potem odgłos biegu. Jej myśli przyspieszyły, splatając się w jeden, chaotyczny ciąg. Po której stronie stała? Zawahała się, choć wybór był przecież oczywisty. Uniosła dłoń, wskazując wąską, boczną alejkę odchodzącą jeszcze głębiej w cień. Śmierciożerca nie czekał. Skinął głową  i ruszył natychmiast, znikając w mroku, jakby nigdy go tu nie było. Astoria zamknęła oczy na krótką chwilę, jakby porządkowała myśli. Musiała kupić mu trochę czasu. Zrobiła krok w tył i pozwoliła, by nogi się pod nią ugięły. Kolana uderzyły o bruk, dłonie opadły na ziemię, a palce zacisnęły się na chropowatej powierzchni. Pochyliła się do przodu, opierając ciężar ciała na jednej ręce, drugą przyciskając do klatki piersiowej. Powietrze paliło ją od środka, jakby wciąż było w nim więcej ognia niż tlenu. Każdy wdech kończył się kolejnym spazmem. Wyglądała źle. A aurorzy byli coraz bliżej. Czarodzieje, którzy przyszli ratować. Czarodzieje, którzy nie przechodzą obojętnie obok kogoś w potrzebie. Zatrzymają się. Ta myśl była jednocześnie kalkulacją i nadzieją. Kolejny kaszel wyrwał się z jej gardła, zmuszając ją do pochylenia się jeszcze niżej.


learn the rules
then
break some
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
09.09.2026, 20:45  ✶  

Wpadła na jego trop zupełnym przypadkiem, gdy przemierzała ulice Magicznych Dzielnic, teraz bardziej po to, by pomóc potrzebującym, niż kogoś pochwycić, ci, odpowiedzialni za atak, chowali się gdzieś po kątach bardzo skutecznie. Być może dlatego też nie spodziewała się widoku, który nagle zastanie, nie do końca mentalnie na to przygotowana. W tym długim płaszczu, z maską na twarzy, ciskającego zaklęcia w jakąś (jak sądziła) przypadkową osobę. Udało jej się osłonić mężczyznę przed bezpośrednim zaklęciem weń wymierzonym, w biegu rzuciła też swój kontratak, niestety nie trafiła i zamaskowany mężczyzna, wietrząc w tym odpowiedni moment, puścił się biegiem w przeciwną stronę. Nim Victoria złapała rezon, nim upewniła się, że zaatakowanemu mężczyźnie nic nie jest i nim puściła się w pościg za Śmierciożercą, ten zdążył zniknąć za zakrętem, jednym… być może drugim. Lestrange musiała przystanąć, nasłuchiwała… Ale ogólny hałas jaki tu panował, uniemożliwił usłyszenie oddalających się kroków… o ile się w ogóle oddalały. Zamierzała wykorzystać tę sytuację, by nabrać oddechu i przy okazji rozejrzeć się odrobinę po uliczce, w którą wbiegła i… znalazła tam oderwany kawałek płaszcza. Oczywiście mógł on należeć do kogokolwiek, ale intuicja podpowiadała jej, że ten czarny kolor i ogólnie nieduże ubrudzenie sugeruje tego gnoja, który właśnie jej zwiewał. Niewiele więcej myśląc, skręciła w stronę, po której znalazła to rozdarcie, ale tym razem już nie biegła. Po pierwsze trudno jej było złapać oddech i to nawet pomimo chusty zawiązanej na ustach i nosie, płuca wypełnione dymem, pyłem, i Pani Księżyca wie czym jeszcze, paliły ją niemalże żywym ogniem, drażniąc gardło, a po drugie… też miała zamiar zakraść się na tego cholernego Śmierciożercę. Podejść go. Złapać, związać, aresztować… ale przede wszystkim nie chciała oberwać jakąś zagubioną avadą zupełnie przypadkowo.

I wydawało jej się, że podjęła dobrą decyzje i przede wszystkim – drogę. W ten właśnie sposób trafiła na Astorię, której właściwie nie poznała, nie w tym półmroku rozświetlanym niegasnącą łuną ognia, nie pośród tego całego brudu, syfu, pyłu… Widziała ją pochyloną, najwyraźniej potrzebującą pomocy – czy ten Śmierciożerca coś jej zrobił? Czy tutaj był i próbował ją skrzywdzić, tak jak próbował skrzywdzić tamtego mężczyznę, ale jakoś ją dostrzegł i znowu zwiał? Te kolejne kroki pokonała już biegiem, by szybciej dostać się do Avery i złapać ją, bo widziała, że kobieta pochyla się jeszcze bardziej.

– Wszystko w porządku? – rzuciła, łapiąc ją za ramiona. – Jest pani bezpieczna. Czy ktoś coś pani zrobił? – Lestrange nie chowała przy tym swojej różdżki i nadal rozglądała się czujnie na boki, gdyby jednak ten Śmierciożerca postanowił wychynąć zza jakiegoś załomu i cisnąć w nie zaklęcie.

Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
08.10.2026, 21:48  ✶  
Nie wiedziała, jak długo klęczała na bruku. Minutę? Kilkanaście sekund? Czas, który jeszcze niedawno odmierzała z niemal chorobliwą skrupulatnością, rozpłynął się gdzieś pomiędzy kolejnymi napadami kaszlu, pozostawiając po sobie jedynie nieznośne uczucie ucisku w piersi. Jedną dłonią podpierała się o nierówne kamienie, drugą przyciskała do mostka, jak gdyby mogła w ten sposób uśmierzyć dolegliwości, które z każdą chwilą przybierały na sile. Włochatość serca, o której na co dzień starała się nie myśleć, upomniała sie o swoje w najmniej odpowiedniej chwili. Długotrwały wysiłek, zdenerwowanie i wszechobecny dym okazały się połączeniem wyjątkowo niefortunnym. Każda próba zaczerpnięcia głębszego oddechu kończyła się kolejnym napadem kaszlu, który zmuszał ją do jeszcze silniejszego pochylenia głowy. Czuła, jak puls dudni jej w skroniach, a serce, zamiast uspokajać się wraz z chwilowym odpoczynkiem, uderzało z nieprzyjemną gwałtownością. Przez pewien czas usiłowała jeszcze zapanować nad własnym organizmem, przywołując w pamięci zalecenia uzdrowicieli, które od chwili postawienia diagnozy słyszała niemal przy każdej wizycie w Mungu. Spokój, odpoczynek, unikanie nadmiernego wysiłku i silnych wzruszeń. Jakże niedorzecznie brzmiały teraz owe wskazówki, kiedy całe miasto zdawało się obracać w perzynę, a każdy odległy huk przypominał, że niebezpieczeństwo mogło nadejść z dowolnej strony.
Gdy usłyszała zbliżające się kroki, nie miała już dość sił, by podnieść głowę. Dopiero dotyk obcych dłoni na ramionach wyrwał ją z bolesnego skupienia na własnym oddechu. Drgnęła, zaskoczona nagłością tego zetknięcia. Uniosła załzawione oczy, próbując dostrzec twarz pochylającej się nad nią kobiety, lecz widziała jedynie niewyraźne kontury, ciemne pasma włosów i fragment sylwetki przesłoniętej unoszącym się w powietrzu popiołem. Łuna pożarów nadawała wszystkiemu osobliwy, pomarańczowy odcień, zacierając naturalne barwy i rysy. Nawet gdyby przyjrzała się uważniej, trudno byłoby jej rozpoznać w nieznajomej Victorię Lestrange, z którą przecież niejednokrotnie miała sposobność rozmawiać w znacznie przyjemniejszych okolicznościach. Słowa aurorki dotarły do niej z pewnym opóźnieniem, jak gdyby musiały przedrzeć się przez nieustający szum w uszach. Astoria rozchyliła usta, usiłując wydobyć z siebie choćby jedno słowo, ale zamiast niego wyrwał się kolejny kaszel, gwałtowny i uporczywy, zmuszający ją do przymknięcia powiek. Minęło kilka chwil zanim była w stanie je na nowo otworzyć. Spod wilgotnych rzęs spojrzała na niewyraźną postać kobiety, próbując skupić wzrok na jednym punkcie.
- N-nie - wychrypiała wreszcie. Chciała powiedzieć coś więcej. Wyjaśnić, że nie została napadnięta, że nikt nie rzucił w nią zaklęciem, że przyczyną jej obecnego stanu były dym, wysiłek i choroba, z którą przyszło jej żyć. Nie zdołała jednak ułożyć tych myśli w zdanie.
- To… dym - wydusiła po chwili. Nie prosiła, by ją podniesiono. Nie wyciągała rąk ku aurorce ani nie szukała w niej oparcia. Przeciwnie, próbowała nawet nieznacznie odsunąć ramiona spod jej dłoni, pragnąc odzyskać choć odrobinę swobody. W całym tym nieszczęściu pozostała jej jeszcze duma, która nie pozwalała z łatwością godzić się z własną bezradnością. Gdzieś za plecami aurorki rozlegały się odległe okrzyki, trzaski płomieni i głuche odgłosy zaklęć, lecz Astoria nie usiłowała już dociekać ich źródła. Całą uwagę poświęcała temu, by spróbować się podnieść o własnych siłach.
- Śmiercio… żerca - wiedziała, że to za nim funkcjonariuszka tu przybiegła, więc chciała już mieć tę kwestię z głowy, wskazując ręką błędny kierunek ucieczki zbiega.


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1135), Victoria Lestrange (421)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa