11.07.2026, 01:36 ✶
Patrzyła na Desiderię z uważnością, jakiej od dawna jej nie poświęcała. Dostrzegała, jak bardzo zmęczona wydawała się jej twarz. Nie tylko zapłakana. Zmęczona noszeniem wszystkiego w samotności. Dumą, która przez lata była równie ciężką ozdobą, co rodowa biżuteria. Powoli uniosła dłoń i opuszkiem palca wilgotną smugę spod oka przyjaciółki, potem drugą, przesuwając kciukiem po jej policzku z niemal siostrzaną czułością.
- Myślę, że możemy spróbować - zgodziła się po kilku chwilach milczenia. Każda renowacja zaczynała się od pierwszego pociągnięcia pędzla, prawda? Westchnęła cicho, opuszczając dłoń, choć przez moment jeszcze musnęła kciukiem skórę przyjaciółki, jakby odruchowo chciała wygładzić nie tylko ślady łez, ale również wszystkie miesiące milczenia, które zdążyły między nimi urosnąć do rozmiarów muru.
Nie potrafiłaby teraz uciec. Bo pod jej ramionami nie stała dumna Desideria Zabini. Stała dziewczyna, z którą przed laty przesiadywała godzinami w hogwarckich korytarzach, z którą śmiała się do bólu brzucha, z którą potrafiła pokłócić się o rzeczy tak błahe, że po tygodniu żadna nie pamiętała już, od czego właściwie wszystko się zaczęło. Dziewczyna, za którą - choć nigdy nie przyznałaby tego głośno - tęskniła bardziej, niż pozwalała sobie myśleć.
- Chyba już wystarczająco długo uciekałyśmy od siebie nawzajem - uśmiechnęła się blado. Patrząc na nią, po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślała, że może ich przyjaźń nigdy nie była zniszczona bezpowrotnie. Może po prostu zbyt długo stała zapomniana w ciemnym magazynie, czekając, aż któraś z nich odważy się zdjąć z niej ochronne płótno i sprawdzić, co właściwie jeszcze zostało pod warstwą kurzu.
Kiedy Desi ujęła jej dłonie, Astoria odruchowo zacisnęła palce odrobinę mocniej. Ciepło drugiej skóry wydawało się dziwnie znajome, niemal uspokajające. Nie cofnęła rąk. Słysząc podziękowanie, powoli pokręciła głową. Nie czuła, żeby zrobiła coś wyjątkowego. Emocje powoli opadały, oddech przyjaciółki przestawał się rwać, a ramiona nie drżały już tak wyraźnie. Jej spojrzenie przesunęło się niżej, zatrzymując na rozmazanym tuszu i ciemnych śladach, które łzy pozostawiły pod oczami przyjaciółki. Wyciągnęła różdżkę i płynnym gestem poprawiała makijaż, by wyglądał nieskazitelnie. Przez moment cofnęła się o pół kroku, oceniając efekt z zawodową dokładnością.
- Chodźmy do środka, obie potrzebujemy drinka - w jej głosie pobrzmiewała lekkość i subtelne rozbawienie. Chciała zostawić ciężar tej rozmowy tutaj, między cichymi alejkami Maida Vale.
- Myślę, że możemy spróbować - zgodziła się po kilku chwilach milczenia. Każda renowacja zaczynała się od pierwszego pociągnięcia pędzla, prawda? Westchnęła cicho, opuszczając dłoń, choć przez moment jeszcze musnęła kciukiem skórę przyjaciółki, jakby odruchowo chciała wygładzić nie tylko ślady łez, ale również wszystkie miesiące milczenia, które zdążyły między nimi urosnąć do rozmiarów muru.
Nie potrafiłaby teraz uciec. Bo pod jej ramionami nie stała dumna Desideria Zabini. Stała dziewczyna, z którą przed laty przesiadywała godzinami w hogwarckich korytarzach, z którą śmiała się do bólu brzucha, z którą potrafiła pokłócić się o rzeczy tak błahe, że po tygodniu żadna nie pamiętała już, od czego właściwie wszystko się zaczęło. Dziewczyna, za którą - choć nigdy nie przyznałaby tego głośno - tęskniła bardziej, niż pozwalała sobie myśleć.
- Chyba już wystarczająco długo uciekałyśmy od siebie nawzajem - uśmiechnęła się blado. Patrząc na nią, po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślała, że może ich przyjaźń nigdy nie była zniszczona bezpowrotnie. Może po prostu zbyt długo stała zapomniana w ciemnym magazynie, czekając, aż któraś z nich odważy się zdjąć z niej ochronne płótno i sprawdzić, co właściwie jeszcze zostało pod warstwą kurzu.
Kiedy Desi ujęła jej dłonie, Astoria odruchowo zacisnęła palce odrobinę mocniej. Ciepło drugiej skóry wydawało się dziwnie znajome, niemal uspokajające. Nie cofnęła rąk. Słysząc podziękowanie, powoli pokręciła głową. Nie czuła, żeby zrobiła coś wyjątkowego. Emocje powoli opadały, oddech przyjaciółki przestawał się rwać, a ramiona nie drżały już tak wyraźnie. Jej spojrzenie przesunęło się niżej, zatrzymując na rozmazanym tuszu i ciemnych śladach, które łzy pozostawiły pod oczami przyjaciółki. Wyciągnęła różdżkę i płynnym gestem poprawiała makijaż, by wyglądał nieskazitelnie. Przez moment cofnęła się o pół kroku, oceniając efekt z zawodową dokładnością.
- Chodźmy do środka, obie potrzebujemy drinka - w jej głosie pobrzmiewała lekkość i subtelne rozbawienie. Chciała zostawić ciężar tej rozmowy tutaj, między cichymi alejkami Maida Vale.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some