Nie takiej spodziewał się odpowiedzi. Czego jednak spodziewał się po tym Malfoyu, który namieszał w życiu jego młodszego syna? Richard nie chciał, aby to samo spotkało Scarlett. Co gorsza, kiedy zobaczył u młodego wahadełko. Najgorsza rzecz, gdyby Baldwin spróbował namieszać w głowie jego córce.
Słuchał go jednak uważnie. Obserwował każdy element jego mowy ciała. Wyłapał zawahanie, gdy miał odpowiadać na dość ważne pytanie, które każdy ojciec swojej córki może zadać. Zapewnienie, że Scarlett jest bezpieczna, powinna go uspokoić. Ale nie uspokajała. Już sama myśl, że będzie tutaj mieszkać sama wśród innej części jego rodziny, nie była mu na rękę. Nie mógł jednak decydować o jej życiu.
Dostrzegł także grymas na wspomnienie o śmierciożercach, używając sformułowania ich dosłownie nie określającego. Tu już wiedział, że młody Mafyoy mógłby nie popierać ich działań. Może dobrze, że będzie trzymał Scarlett z dala od nich? Nawet Richard musiał wybić z głowy ten pomysł Charlesowi, aby nie angażował się więcej w ich działania. Jego psychika tego nie wytrzyma.
Nie ufał blondynowi. Malfoyowie potrafili być cwani. Ale jeżeli chodziło o bezpieczeństwo Scarlett, musiał dać mu szansę. Przecież nie zmusi córki, aby wróciła do Norwegii, skoro sama tego nie chciała.
Richard nie ukrywał po sobie, że nie był zadowolony z odpowiedzi. Przynajmniej tej pierwszej, gdy zapytał o poważny związek z jego córką. Musiało mu to na razie wystarczyć. Rozmowy też nie chciał przeciągać zbyt długo, gdyż wiedział, że chłopaka wyciągnął z pracy.
- Niech Ci będzie.Odparł w końcu, po chwili milczenia, kiedy Baldwin skończył. Wciąż nie odrywając od niego swojego poważnego spojrzenia. Kontrolnego, jakby chciał spojrzeniem z niego wszystkie informacje wyciągnąć.
- Jeżeli coś się stanie i będzie dotyczyło Scarlett, powiadom mnie listownie. Możesz adresować listy do mojej kamienicy w Londynie. Nie będę Cię dłużej zatrzymywać.
Nie przeciągając już spotkania, Richard zakończył je prośbą i przekazywaniem informacji, gdyby coś się wydarzyło i jego córki dotyczyło. Nie czekał też na to, aż młody mu to potwierdzi. Richard mógł brzmieć też tak, jakby wydał polecenie. Bo przecież i jemu zależało na bezpieczeństwie własnego dziecka.
Swojego napoju, nie dopił do końca. Wstał, kierując się do baru, gdzie zapłacił raczej za siebie i za młodego. W końcu to on poprosił o rozmowę, to zdekompresuje mu chociaż tak. Pożegnał się i opuścił lokal, oddalając się w znanym sobie kierunku. Być może i Baldwin postanowił również opuścić miejsce, wracając do swojej pracy.