• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[Jesień, 16 IX 1972] Heurystyka || Peregrinus & Morpheus

[Jesień, 16 IX 1972] Heurystyka || Peregrinus & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
14.12.2025, 18:29  ✶  

Morpheus czuł się upokorzony faktem, że musiał podróżować z kolegą, żeby dostać się na ulicę Pokątną. Tego dnia jego magia nie chciała z nim współpracować, nie było pakunków sunących za nim za pomocą zaklęcia ani dzbanka z kawą nalewającego mu napitku do filiżanki na biurku w Departamencie Tajemnic. Tak zmanipulował drugiego Niewymownego, że ten nawet nie zauważył, że wyświadcza mu przysługę i Morpheus rzeczywiście ma jakiś problem.

Gorzej, że nie chciał przyznać się, że mieszka kątem u Anthony'ego, bo Warownia jest w gruzach, a jego dworek, zamiast wyglądać lepiej, wygląda gorzej. Musiał więc coś wymyślić, aby nie iść z kolegą dalej. Jego wybawieniem okazał się sam Kocioł.

— Ciekawy sposób na podniesienie morali — Longbottom wskazał na informację o testowaniu nowego przepisu na grzańca. Na szczęście, jego trzecie oko nie dawało mu spokoju, nigdy, więc zgodnie z tym, co mu podpowiadało, drugi Niewymowny wykrzywił usta i pokręciło głową.

— Mam paskudne uczulenie na cynamon. Bezpiecznego wieczoru! — pożegnał się i przeszedł na zaplecze, gdzie znajdowało się tajne przejście na Pokątną. Morpheus za to stanął w kolejce, zastanawiając się, jak bardzo będzie tego żałować i co go pokusiło, aby zatrzymać się przy kontuarze i rzeczywiście zamówić tego grzańca. To było jak pociągnięcie sznurka, a on nie ignorował, gdy jego wola odpowiadała na energię świata.

Niewymowny nie wyglądał jak zwykle. Jego loki były w nieładzie, jakby uderzył go piorun i na nowo odział go kir, czerń żałobna, jedyna, którą miał w szafie u Shafiqa. Jedyna, która wydawała mu się tutaj odpowiednia. Cały Londyn był w żałobie. Cała magiczna Anglia.

A on pił grzaniec.

Zrobiło mu się niedobrze, gdy poczuł w dłoni ciepło kubka i jak niewidomy, usiadł przy losowym stoliku, najbliżej, aby jego nogi nie poddały się. Od razu siadł na lewej ręce, tej wolnej, aby powstrzymać to, jak bardzo się trzęsła. Ktoś go minął, zapytał jak się czuje jego ojciec, co było bardziej pytaniem o to, czy ktoś z rodziny umarł. Morpheus słabo się uśmiechnął i powiedział, że poza stratami materialnymi, wszystko jest w porządku.

Co za brednie. Co za brednie. Co za brednie.

Jego broda nadal śmierdziała spalizną. Na twarzy miał galaktykę przypalonej skóry, a twarz zmęczoną. Głos nadal mu się łamał, gdy mówił dłużej, zdarty od dymu i przekrzykiwania ognia. Wcześniej kwestia przejścia na stronę Lorda Voldemorta była bardziej kwestią osobistego honoru, później vendetty ze względu na Derwina. Teraz była gniewem boskim, który płonął, jak ciała, jak zwierzęta, jak dobytki podczas Spalonej Nocy. Nie da się zwalczać ognia ogniem, ale tym właśnie był Morpheus. Czystym ogniem.

A kiedy wszystko płonie, nie da się powiedzieć, który zapłonął od zła, a który od Świętej sprawiedliwości.

Napił się grzańca, licząc na kolejną epifanię. Był nawet niezły, na tyle, aby Morpheus zastanawiał się, czy w ramach swojej filantropii, Kocioł został wyposażony w wino z zapasów Antoniusza. Nie było to niemożliwe.



attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#2
15.12.2025, 19:03  ✶  
Gdzież Peregrinus Trelawney znalazł ten moment z dnia Morpheusa? Wyłonił się on może z tej plamy herbaty wylanej na list od Longbottoma? Przypominała nieco kocioł. A może w wahadle zawieszonym nad planem magicznego Londynu? W gorączkowym śnie przesyconym znaczeniami, z którego wybudził się przed świtem? Wiele było dróg dla jasnowidza i wróżbity. Wystarczyło patrzeć i słuchać, podążyć za znakami i drogowskazami trzeciego oka. Za tym lotem ptaka na popielatym niebie, za symbolem odbitym w mętnej kałuży na londyńskim bruku czy wśród plam sadzy na mijanych witrynach.
Wypatrywał drogi i znalazł ją.
Rozmawiał z tym człowiekiem raz tylko, choć trudno orzec, jak należałoby tę rozmowę oceniać. Czy miał rzeczywiście uznać incydent w Windermere za ich rozmowę, skoro wiedział, że była magicznie manipulowana? Nie potrafił przewidzieć, co poczuje, gdy z trzeźwą głową stanie przed Morpheusem Longbottomem. Wyciągając z tarota kartę mającego się odbyć spotkania, sam siebie zganił za to, że zamiast ufnie podążyć ścieżką losu, on szuka we wróżbach wsparcia. Zapewnienia, wskazówki, towarzystwa.
Lecz nic nie mógł poradzić na to, że widok Maga był mu tak pokrzepiającym — bo Mag był dokładnie tym, czego Peregrin szukał, gdy wychodził z Praw Czasu. Podążał tam za tą samą nicią, która Morpheusa pociągnęła do kontuaru Dziurawego Kotła. Girlanda jesiennych kwiatów nad wejściem do pubu miała kierować myśli gości ku nadchodzącemu Mabon, lecz Trelawney myślał tylko o girlandzie wokół Maga. O kielichu przed Magiem, który — gdy Peregrinus stanął przy stoliku Morpheusa — okazał się kubkiem grzańca.
Skinął drugiemu jasnowidzowi na powitanie głową, jakby stawili się obaj na umówionym spotkaniu.
— Cieszę się, że pan na mnie czekał.
Longbottom wyglądał dużo gorzej niż wówczas, gdy Peregrin ujrzał go latem w lesie. Zdawał się wtedy pełen życia, z kwiatem we włosach, w lekkiej lnianej koszuli. W Dziurawym Kotle Trelawney nie odnalazł silnego Maga, którego zapamiętał i zmitologizował, lecz wrak postarzały w miesiąc o dziesiątki lat.
I stając przed nim, Peregrinus nie poczuł nic. Niemal się rozczarował, gdy spojrzał z góry na wynędzniałego spalonego proroka w czerni.
Opuścił go na chwilę, aby zamówić dla siebie tego samego grzańca. Czekając, aż barman wręczy mu kubek, odpalił papierosa od różdżki. Nie spuszczał wzroku z Morpheusa, nie próbował tego kryć. Był go ciekaw. Obserwował z fascynacją badacza, który marzył o chirurgicznej wiwisekcji umysłu brodatego profety. Zastanawiał się, czy Morpheus naprawdę wiedział wcześniej, ile wiedział. Czy publikując ogłoszenie, podążał za pojedynczą iskrą przeczucia, czy może miał coś więcej. Cokolwiek bowiem miał Longbottom, Trelawney również chciał to mieć. Rozebrać na części pierwsze, opisać czynniki, ubrać w teorię — jak to chciał czynić z każdą przepowiednią. Profanator lirycznej sztuki wieszczenia, matematyk głosu bogów, umiłowany w schematach, zainteresowany systematyką więcej niż subtelnościami instynktu — a jednak ulegający mu.
Gdy wreszcie siadł przed Morpheusem z kubkiem parującego wina, Longbottom mógł zobaczyć, że i Peregrinusa dotknęła Spalona Noc. Nie był już tą niewyraźną szarawą istotą ulepioną z kurzu i pergaminu. Czerwone ślady po niezagojonych w pełni skaleczeniach na twarzy odkrywały człowieka z mięsa i krwi. To, że i on — jak i teraz Morpheus — nosił czerń, nie było dlań żadną zmianą. Pod czernią nowe były za to białe opatrunki: tam, gdzie szyto krawędzie ran. Dziś zakrywał je już tylko po to, aby wyciszyć pokusy szarpania kłujących ciało węzełków chirurgicznej nici. Bielutka krawędź jednego z tych plastrów wystawała znad kołnierzyka czarnej koszuli. Trelawney nie zdjął płaszcza, jakby zatrzymał się w Kotle na chwilę tylko.
Gdy przesuwał po stole paczkę fajek, oferując je Longbottomowi, przy jego ustach żarzyła się czerwono końcówka własnego papierosa.
— To była… odpowiedź godna wieszcza — powiedział w końcu, wydmuchując dym za ramię. — Brakło mi do niej jednak przypisów. A trudno porzucam wątki nie do końca wyjaśnione. — Był rzeczowy i uprzejmy. Zupełnie zignorował kontekst osobisty. Co być może powiedziało więcej, niż gdyby ów kontekst poruszył. — Podpisał się pan pod przepowiednią z Doliny własnym nazwiskiem. Czyżby nie wyszła z oficjalnych komnat Departamentu? Czy może wyszła nieoficjalnym kanałem? — Sam nie zauważył, jak naturalnie przyszło mu prędzej posądzić Morpheusa o kradzież niż o publikowanie wskazówek dla ludu w porozumieniu z szefostwem.


źródło?
objawiono mi to we śnie
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
15.12.2025, 20:02  ✶  

Niektóre rzeczy się nie zmieniły, jak uniesiona w górę brew, gdy padła skromna tytulatura. Pan. Zabawne. Powiódł wzrokiem za asystentem Dolohova. W gruncie rzeczy nie wiedział o nim zbyt wiele, ale też do tej pory nieszczególnie mu na tym zależało. Najważniejszą informacją było to, że Millie bardzo na nim zależało i twardo broniła kuzyna wobec ewentualnych zarzutów na jego wspieranie Lorda Voldemorta, a drugą, że pracował z Vakelem. Znajome uczucie zazdrości wypłynęło na powietrznię, jak krople oliwy. Czy pracowali ze sobą tak samo, jak on z Vasilijem? Bardzo nie chciał myśleć o tej perspektywie, chociaż głównie dlatego, że byli w miejscu publicznym. Nigdy nie wiadomo, kto podgląda. Z ulgą zaś odkrył, że nie fantazjuje już o wydłubaniu mu oczu ani o rozbiciu czaszki na drobne kawałki o kamień. Zresztą, czego miałby użyć teraz? Nogi od stołu?

— A może wiedziałem prosto ze źródła co się wydarzy, a ty zaczynasz grzebać za głęboko? Żyjemy w przerażających czasch.— zrobił krótką przerwę. Nie patrzył na papierosy, chociaż głód nikotynowy pożerał go i sprawiał, że na zmianę stawał się drażliwy i całkowicie senny. Nie mógł patrzeć też na żar końcówki. Dym z papierosa pachniał podejrzenie, jak palące się zwłoki.

Wzdrygnął się.

— Nie spodziewałem się zarzutów nielegalnej działalności od przyszłego współpracownika — odbił piłeczkę, ale brakowało w tym zadziorności. Westchnął tylko ciężko i wyciągnął dłoń, ogrzaną kubkiem alkoholu, przez stół, w stronę Peregrinusa. — Morpheus, nie potrzeba ozdobników. Albo fałszywych imion.

Ostatecznie mężczyzna był tylko człowiekiem. Nikim więcej, nikim mniej, wypełnionym słabością o słodkim imieniu Vasilij Dolohov, przekręconym kompasem moralnym, który zaczynał kręcić się jak w polu magnetycznym, próbując poukładać na nowo jego świat. Kiedyś było prościej. Mógł wiedzieć nad badaniami, z zasadą, kto umarł, ten nie żyje i iść dalej. Nie był złym człowiekiem, ale dobrym też by siebie nie nazwał. Tymczasem kilka dni wcześniej stanął przeciwko płomieniom, trawiacym cały Londyn, tylko po to, aby zrobić to, co słuszne. Gdyby nadal mógł patrzeć w lustro, nie rozpoznałby siebie. A może wreszcie był tym, kim powinien być? Może wszystko szło nie tak, bo sprzeciwił się temu, co ukuli dla niego rodzice.

Tego czasu nie mógł już zmienić.

— Co byś chciał wiedzieć? — zapytał w końcu, ciekaw pytań. Jemu cisnęło się na usta zbyt wiele, zbyt inwazyjnych, których zadać nie mógł, w obawie przed tym, że kędzierzawy asystent nie wie nic. Był Niewymownym, nie zdradzał sekretów innych osób. On je zbierał i trzymał głęboko w zawiłych, szalonych meandrach zabagnionego umysłu.


(Zapomniałam, UPS)
!Trauma Ognia


attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
15.12.2025, 20:02  ✶  
Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#5
08.08.2026, 22:37  ✶  
Podświadomie Peregrinus spodziewał się wrogości. Chorobliwa zazdrość rozpalająca nienawiść była jedynym własnym skojarzeniem z tym człowiekiem, jakie posiadał. O pracę, o znajomość z Dolohovem, o charyzmę. Tymczasem gdy tego dnia usiedli razem przy stoliku w Dziurawym Kotle, było… tak zwyczajnie. Nieco niezręcznie dla Trelawneya, lecz przecież rzadko czuł się swobodnie w towarzystwie nowych ludzi.
Nie spotkał jednak wroga, na którego odparcie przygotowywał się instynktownie.
— Niewątpliwie — przytaknął, gdy Morpheus zwrócił mu uwagę na niebezpieczeństwa wojny — ale gdy dać się temu strachowi rozwinąć do paranoi, nie zrobimy nic. Najwyraźniej wyżej wyceniłem swoją ciekawość niż potencjalne zagrożenie z pana strony.
Trelawney nie mógł niczego wykluczyć, rzecz jasna, lecz to, co wiedział o Longbottomie, działało na korzyść Morpheusa. Znał się on blisko z Millie, teraz Vakel zdecydował się go zaangażować, a krewna Niewymownego, Brenna, patrzyła na Peregrinusa, jakby to on miał okazać się złowrogim czarnoksiężnikiem. Od Morpheusa biła nieco dziwaczna energia, lecz dziwactwo nader często przyklejało się do ludzi obdarzonych darem widzenia więcej. Niejeden czarodziej dziwakiem nazwałby zapewne i Peregrinusa, gdyby przyjrzał się mu dłużej i dostrzegł, jak kompulsywnie jasnowidz rozgląda się za zegarami w pomieszczeniach.
Teraz oczy wróżbity krążyły wokół Morpheusa. Peregrin ślizgał się wzrokiem po twarzy Longbottoma i po bliskich elementach tła za nim, lecz nie spojrzał jeszcze nowemu współpracownikowi prosto w oczy. Częsta przypadłość ludzi, którzy bycia w towarzystwie wyuczyli się siłą i nie przyszło im to nigdy naturalnie.
— Peregrinus. Dobrze wreszcie poznać się… jak należy. — Uśmiechnął się blado, ściskając krótko rękę mężczyzny swoją dłonią wciąż chłodną po spacerze Pokątną. Nie od razu Peregrinus odniósł się do zainsynuowanego przez siebie wcześniej oskarżenia. Zamoczył pierw usta w winie, dając sobie parę sekund namysłu, zanim odbił piłeczkę z powrotem: — Czy takie działania wbrew szefostwu nie czyniłyby pana… ciebie bohaterem?
Wbrew zachęcie Morpheusa, Trelawney nie zaczął od pytań, lecz jak w każdej porządnej rozprawie naukowej: od wstępu.
— Nikt… a przynajmniej tak się powszechnie sądzi, że nikt nie wiedział o tym, co nadchodzi. Dlatego zwróciła moją uwagę ogłoszona miesiąc przed tragedią powszechna zbiórka wody. Ogłoszona przez jasnowidza. Gdyby wyszła od kogokolwiek innego… — Peregrinus zaciągnął się papierosem ostatni raz i zdusił niedopałek w popielniczce pośrodku stołu. — Chciałbym wiedzieć, jaką formę przybrała twoja przepowiednia. Przeczucie? Pełna wizja? Jakaś wyjątkowa wróżba? Jestem ciekaw, co widziałeś. Czy coś prócz ognia? Kiedy to widziałeś? — Wypowiedział to wszystko tonem uprzejmej prośby, bo i nią właśnie było, jako że Trelawney nie miał niczego do zaoferowania w zamian za wiedzę, chyba że liczyć tę szczerą pasję w jego zwykle obojętnym, zmęczonym głosie, tak wyraźnie słyszalną, gdy rozpytywał Morpheusa o proroctwo.


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (877), Pan Losu (47), Peregrinus Trelawney (1092)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa