• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 02.10 Dziurawy Kocioł] There's a wine on your gold

[Jesień 72, 02.10 Dziurawy Kocioł] There's a wine on your gold
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#11
06.06.2026, 19:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 21:40 przez Elliott Malfoy.)  

Zdrowo zabrązowiona szumem sierpniowego, włoskiego słońca twarz przykryta była cieniem londyńskiego, wilgotnego powietrza wślizgujacego się nawet w szczelnie ukryte pod szorstkim materiałem kaszkietu blond kosmyki. Październik był chłodnawym miesiącem, więc wybór wełny zarzuconej na białą koszulę i elegancko dopasowany krawat, nie wydawał się niczym dziwnym. Choć ubrania odznaczały się jakością, wyborowi przyświecała przede wszystkim praktyczność. Ukrycie flagowej barwy Malfoyów, pod tartanem czapki pozwalało choć odrobinę zjednać się z tłumem - wolał nie przyciągać nieporządanych spojrzeń.

- Panowie - przywitał się oddając przyzwyczajeniu kontrolę nad rytmem warg; spod uniesionego daszku kaszkietu, niebieskie oczy napotkały spojrzenie Lany Dolohov, przez krótką chwilę dało się w nich spostrzec iskry zażenowania własnym zachowaniem - i Panie - dodał, wciąż pewnym tonem, jak gdyby chwilowe faux paus nigdy nie miało miejsca, a było jedynie częścią większego planu.

- Wybaczcie spóźnienie, mam nadzieję, że trunek jest choć odrobinę smaczny, abyście wytrzymali nastepnych parę długich chwil, w których dowiem się, co takiego należy mi podpisać - przesunął spojrzeniem po zebranych, rozpoznając każdą twarz przy stole, nawet jeżeli nie z osobistego doświadczenia, tak z plotek, gazet i ogólnych 'newsów'. Zatrzymał się dłużej na Robercie, którego uwaga wydawała się całkowicie pochłonięta Mecenasem Delacour - jakżeby inaczej, pomyślał do siebie. Ze wszystki tu obecnych, chyba najbardziej zdziwił go Bott, choć odległe wspomnienie przeszukiwania Knieji z nim oraz Alastorem Moodym rozjaśniała odrobinę tę kwestię.

Przejął dokument od Erika, nie poświęcając Longbottomowi zbyt wiele uwagi, spodziewajac się tutaj jego obecności oraz mając na uwadzę ich ostatnie interakcje czy to na osobności, czy na Ekstazie. Nie byli w negatywnych stosunkach, absolutnie, ale Malfoy wolał pozostawac w dystansie.

Miał przed sobą klasyczny przykład statutu spółki o charakterze charytatywnym. Niemniej, preferował przeczytać dokładnie każde słowo, nie tyle będąc nieufnym do przedsięwzięcia Anthony'ego oraz tutaj zgromadzonych, co wyznając zasadę 'przezorny zawsze ubezpieczony'. Czytany dokument różnił się od modelowego szablonu udostępnianego przez Ministerstwo i Elliott był tym faktem ukontentowany, znaczyło to, że autor - za którego nawet bez potwierdzenia wziął Gustava Delacour - skonstruował wiążące dla wszystkich członków struktury zgodnie z dogodnością, a nie urzędniczym komfortem instytucji państwowej. Widząc swoje imię oraz nazwisko obok tytułu 'skarbnik' zatrzymał się na chwilę, zastanawiajac nad potencjalnymi konsekwencjami tego wyboru. Był urzednikiem Ministerstwa, umowa, którą podpisywał przy mianowaniu na Kanclerza była z ludem i ku ich benefitowi, ale tworzona przez nich spółka zdawała się mieć tę samą ideę.

- Mecenasie Delacour - wbrew grzeczności przerwał rozmowę, którą mężczyzna odbywał z Crouchem; Elliott spojrzał na sędziego i prawnika - Wybaczcie - dodał - W żadnym wypadku nie mam doświadczenia równającego się z Pańskim, ale należy wspomnieć, że niektórzy, być może większość, z nas zajmuje publiczne stanowiska. Chciałbym w statucie widzieć artykuł odnoszący się do naszej odpowiedzialności wobec stowarzyszenia, a raczej zwolnienia zeń lub wręcz odwrotnie, gdy przyjdzie nam wykonywać czynności związane z zawodem podług złożonej przysięgi przy zajmowaniu stanowiska w Ministerstwie. Wolałbym nie bawić się w późniejsze tworzenie precedensów co do nachodzących na siebie odpowiedzialności. Mam nadzieję, ze to w porządku. Chyba, że ma Mecenas inny pomysł co do ujęcia tego lub jest tu coś, co przeoczyłem, bo niewątpię, iż tak też mogło się stać - pozostawał skromny, bo zdawał sobię sprawę ze swoich limitów. jest ekonomistą i w tejże dziedzinie zna prawo, bazuje na doświadczeniu rodzinnym i instytucyjnym, a nie zawodowym, jak Delacour czy Robert.

Próbując grzańca i czekając na odpowiedź Gustava, skrzywił się nieznacznie, co dostrzec mogli jedynie ci, którzy bardzo dobrze go znali. Nie powtrzymał sie przed spojrzeniem na Shafiqa, a jego spojrzenie wyrazalo ' dlaczego nie moglismy spotkac sie w winnicy w Suffolk chociazby?' - pozostawil je jednak niewypowiedziane, lawirujace w oparach siarkowego wywaru.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
white mustang
Żyję w tobie, a ty umrzesz we mnie
wiek
256
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
adwokat
180 centymetrów niezaprzeczalnego piętna dawnej arystokracji. Szlachetne rysy pokrywające nienaturalnie srebrną skórą. Jasne, popielate włosy oraz spojrzenie ciemnych oczu. Starannie przystrzyżone wąsy podkreślające linię ust stworzonych do półuśmiechów i półprawd.

Gustave Delacour
#12
06.06.2026, 21:02  ✶  
— Panie Crouch. Obawiam się, iż przypisuje mi pan zasługi większe aniżeli śmiałbym rościć sobie do nich prawo — odparł Robertowi, ujmując wyciągniętą dłoń. Chłód jego skóry łagodziła serdeczność spojrzenia. Sam byłby istotą niewdzięczną, gdyby nie przyznał, że pochwała wypowiedziana przez sędziego Wizengamotu, którego osąd cieszył się powszechnym uznaniem, stanowiło dla niego źródło satysfakcji. — Od pewnego czasu liczyłem na sposobność odbycia rozmowy z panem. Pańska reputacja wyprzedza pana w sposób niezwykle korzystny, co jak doskonale wiemy, stanowi przywilej, którym niewielu może się poszczycić.

W jego spojrzeniu pojawiło się łagodne i życzliwe zainteresowanie. Jeżeli skromny wkład jego pracy mógł przyczynić się do odbudowy tego, co zostało utracone, oraz zapewnić przedsięwzięciu fundamenty dostatecznie trwałe, aby przetrwały próbę czasu, szczerze poczytywał to za samą przyjemność. W związku z tym, odpowiedział jeszcze sędziemu:
— Istotnie, zamierzam wesprzeć przedsięwzięcie pana Shafiqa — następnie odwrócił się do pana Botta i reszty towarzyszy. — Wasze zdrowie.

Kiedy stosowne podpisy zostały złożone, nie zdziwiło go w żadnym stopniu pytanie, które padło. Przewidział je zresztą z pewnym wyprzedzeniem, toteż i wcześniej dopominał się o pełny wykaz fundatorów. Wampirzy byt przeniósł spojrzenie na Elliotta.
— Proszę, aby nie umniejszał pan własnemu rozeznaniu, panie Malfoy — odezwał się uprzejmie. — Pozwolę sobie zauważyć, że ostrożność, którą pan wykazuje, stanowi cnotę wysoce pożądaną zarówno w służbie publicznej, jak i w zarządzie majątkiem powierzonym pieczy fundacyjnej — nie słodził mu, jak to potrafił. Mówił szczerze. Historia prawa znała aż nadto przypadków czarodziejów, którzy podpisywali podobne akty założycielskie bądź umowy cywilnoprawne z entuzjazmem właściwym poetom, żeby następnie bronić się przed ich skutkami skazańców. — Niemniej mogę pana uspokoić — podjął po chwili. Przesunął bladym palcem po krawędzi pergaminu celem przeczytania na glos właściwego ustępu. — Kwestia ewentualnego konfliktu obowiązków wynikających z pełnionych funkcji publicznych została przewidziana zawczasu. Zgodnie z dosłownym brzmieniem paragrafu dwunastego rozdziału czwartego — odczytał spokojnie. — Fundatorzy oraz członkowie organów fundacji nie ponoszą odpowiedzialności wobec stowarzyszenia za działania bądź zaniechania podjęte w ramach wykonywania ustawowych obowiązków wynikających z zajmowanych stanowisk publicznych, o ile pozostają one w zgodzie z przepisami prawa oraz zasadą należytej staranności wymaganą od osób pełniących dane funkcje. Jednocześnie zabezpieczyłem fundację przed sytuacją odwrotną — to jest wykorzystaniem stanowiska publicznego dla osiągnięcia korzyści wykraczających poza cele statutowe. Chociaż to w mniejszym stopniu, pomyślał. Postukał ustęp niżej. — Czy taka odpowiedź pana zadowala?


Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#13
06.06.2026, 21:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 21:40 przez Elliott Malfoy.)  
Zechciał ściągnął kaszkiet i przeczesać jasne włosy. Powstrzymał odruch oraz uprzykrzające się myśli, iż w towarzystwie nie wypada okrycia głowy nie ściągnąć, wierzył, że każdy ze zgromadzonych rozumie jego pragmatyzm.

Branżowy żargon, którym posłużył się Delacour Elliott przyjął jak każdą inną wypowiedź. Prawo i dokument, które omawiali nie wychodziło aż tak mocno poza ekspertyzę Kanclerza, toteż nie zamierzał dokumentu wysyłac do swoich prawników. W swoim zawodzie analizował podobne statuty, jedne promieniejące wynkwitnością, inne zalewające szarością bezpiecznych wyborów. Te drugie należało sprawdzać o wiele dokładniej, gdyż pod latarnią zawsze było najciemniej.

O Gustavie opowiadał mu dziadek, choć Malfoy starał się, aby wspomnienia o Abraxasie nie zamgliły mu trzeźwości osądu.

Kiwnął głową w podzięce na wymiane grzeczności, która w istocie, wydawała się zaskakująco szczera. Nawet jeżeli nią była, Elliott postanowił nie kłaść się na laurach. Nie pochwały go łechtały, a właśne dokonania, których rozkładające się konsekwencje mógł widzieć bądź słyszeć.

Bez słowa podązył spojrzeniem za zadbaną dłonią wampira.

- Dziękuję za wyjaśnienie i dodam jeszcze, iż doceniam proporcjonalną do istotności długość przywołanych paragrafów - dla prawników mało co, jeżeli praktycznie nic nie było przypadkowe. Zwłaszcza fakt, że Gustaw przywołał odpowiednią część dokumentu, skupiając się na części, która ograniczała ich odpowiedzialność za działanie wobec korzyści stowarzyszenia, a nie podług ministerialnej modły. Toteż nie zawahał się, choć niedosłownie, aby żadne czujne uszy, które mogły podłuchiwać zza ściany, nie wyłapały żadnego konkretu.

Spoglądając Mecenasowi w oczy, gdy kończył  materializować ostatki dźwięków na brzegu języka, sięgnął za narzucony na ramiona sweter, wyciągając zań eleganckie pióro. Oczywiście nie dosłowne, bardziej przenośne, choć wciąż gustowne. Kładąc pergamin na blacie stołu przyłożył stalówkę i złożył podpis. Nie było w tym ruchu zamaszystości, choć kaligrafia która wyszła spod dłoni przypominała kursywę z najskrupulatniejszych zapisków historii magii.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#14
07.06.2026, 15:40  ✶  
Odpowiedź Anthony'ego nieco zdziwiła Lanę; polityk zawsze wydawał jej się osobą, która ma wszystko zaplanowane na tip-top, włącznie z planami awaryjnymi. Być może jednak teraz liczył na uzyskanie wsparcia od dzikich kart, które wahały się do ostatniej chwili? Cóż, najwyraźniej było to ryzyko, na które Shafiq był gotowy, więc Dolohovówna jedynie skinęła głową. Na wieść o tym, że miała się zjawić mecenas Delacour, twarz czarownicy wyraźnie się rozpromieniła. Już podczas czytania umowy fundacyjnej miała takie podejrzenia, gdyż po sześciu latach współpracy potrafiła rozpoznać charakterystyczny styl Gustave'a (który przejawiał się nawet w umowach pisanych standardowo według określonego wzorca). Gdy rzeczony mecenas podszedł do ich stolika, uścisnęła go na przywitanie.
– Ach, dziękuję mon mentor. – gdyby ktoś inny skomplementował ją w ten sposó, zapewne speszyłaby się i zaprzeczyła. Gustave Delacour był jednak bezbłędny w ocenie ludzkiego charakteru, więc nie mogła się z nim nie zgodzić. – Ciebie też miło mi widzieć. – obecność mistrza uspokoiła ją oraz dodała pewności, że Złote Jabłko było przedsięwzięciem godnym zaufania.

Kolejni fundatorzy zaczęli dołączać do ich grupy, a Lana kulturalnie witała się z każdym. Podniosła nawet swoją filiżankę herbaty w ramach toastu. Musiała przyznać, że Anthony'emu faktycznie udało się zebrać samą śmietankę czarodziejskiej socjety; były ambasador (choć z tego, co się orientowała, był on podwładnym Shafiq'a), dziedzic Longbottomów, kanclerz skarbu… Wyglądało jednak na to, że jest jedyną damą w towarzystwie. Dolohovówna zazwyczaj czuła się pewniej w otoczeniu kobiet, ale towarzystwo Gustave'a oraz Anthony'ego dodawało jej otuchy.

Wsłuchała się w wymianę zdań między panem Malfoy'em a jej mistrzem. Kanclerz zwrócił uwagę na istotną kwestię, która z racji braku powiązań z Ministerstwem Magii umknęła jej samej. Jednak nieumarły mecenas jak zawsze był przygotowany na każdą okoliczność i z typową dla siebie elegancją rozwiał wątpliwości Elliotta, w sposób nie ujmujący inteligencji rozmówcy. Gdy Malfoy złożył swój podpis, Dolohovówna przejęła od niego umowę. Wyciągnęła pióro, które zawsze nosiła przy sobie w razie gdyby musiała zanotować coś, co przydałoby się jej podczas badań. Teraz jednak miała się nim posłużyć, by zaciągnąć zobowiązanie na rzecz Doliny Godryka. Przeganiając ostatnie wątpliwości, podpisała się pełnym imieniem i nazwiskiem na umowie fundacyjnej Złotego Jabłka. Jej pismo było bardzo eleganckie, jakby skopiowane wprost z podręcznika do nauki kaligrafii.


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#15
07.06.2026, 16:12  ✶  

Czy Morpheus zapomniał o tym spotkaniu? Nikt nie mógł się tego dowiedzieć, bo gdy nagle nachylił się nad dokumentami, aby złożyć swój zamaszysty, dramatyczny podpis, wszystkim mogło się bardzo wyraźnie wydawać, że przecież cały czas tam był, gdzieś na skraju pola widzenia. Zresztą, przecież ciężko było go realnie wyłowić z tłumu, bo nosił twarz wszystkich londyńczyków, pokrytą cienką warstwą smutku i żałoby. Wrócił do żałobnego kiru, chociaż pozwolił sobie na przypięcie w klapie magicznej szaty broszki z irysem, jedynym kolorystycznym akcentem. Tym, którzy go znali, mogło zdawać się że znacznie posiwiał. Czy była to prawda czy ogólna czerń jego szary uwydatniała srebrzyste pasma, ciężko powiedzieć.

— Niesamowite, mam wrażenie, że wróciłem do czasów młodości. Już dawno nie słyszałem, że ktoś przejmuje się konkretnymi paragrafami — to mówiło bardzo wiele na temat Niewymownych i ich specyficznego miejsca w magicznym systemie społecznym. Byli marginesem w takim samym sensie, jak marginesem był Nokturn, biedy, zapomniany, pełen przeciętnej siły roboczej. Ktoś musi zamiatać ulice i popełniać przestępstwa.

Dawno temu Morpheus należał do kandydatów na sędziego Wizengamotu, wygrał oniegdaj nieoficjalną ankietę, kto z pracowników administracyjnych będzie najprawdopodobniej następnym Ministrem Magii. Cieszył się, że uniknął tego losu. Tak jak nie życzył źle Jenkins, tak zdecydowanie cieszył się, że to nie jego idola ze słomy będą niedługo palić na ulicach Magicznego Londynu.

Bawiło go to, że był tam też Erik, ale może Anthony mu o tym mówił? Nie chciał się przyznać, że od Spalonej Nocy jego percepcja czasu oraz obecność w teraźniejszości pozostawiały sporo do życzenia. Nie pamiętał. Pamiętał za to dokładnie jak wyglądała po ósmym Warownia. Patrzcie, oto my. Jebane feniksy z popiołów, udławcie się naszymi galeonami.

Przybrał na twarz uśmiech numer pięć do wszystkich zebranych, zaraz po tym, jak wypił pół kielicha wina na raz.


Przewaga: Zmieniacz Czasu


attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#16
13.07.2026, 22:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2026, 22:24 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony wrócił, Anthony doglądał, Anthony czujnie obserwował zza fasady zwyczajowej dla siebie galanterii i łagodnego uśmiechu, osoby pewnej i mającej wszystko pod kontrolą. Jego ekscytacja objawiała się tylko lśniących srebrem szarych oczach, w aurze pokrytej ciężkim płaszczem oklumencji i w milczeniu, które omijały wszystkie bolesne punkty. Cieszył się z każdego jednego podpisu, cieszył się ze złota, które mogło zasilić Dolinę, ale i ich osobiste cele i pragnienia.

συνεργός

Synergia. Wspólna praca. Wspólny kapitał, mogący sprostać marzeniom wybitnych osobistości, które jedna po drugiej dołączały do wzajemnego kręgu. Mimo uprzedzeń. Mimo odległości niekiedy i lat pozbawionych kontaktu. Mimo gorzkich słów wypowiedzianych w aurze wojennego szumu. Razem. Razem mieli szansę coś zdziałać.

Anthony sięgnął do wsiąkiewki zaszytej w swojej szacie i wyciągnął pudełeczka z drobnym upominkiem. Złote spinki do mankietów w jakże wymownym jabłkowym kształcie, lub - dla damy - złote kolczyki.

– Jesteśmy na prostej drodze do kupienia lokacji w Dolinie Godryka. Dzięki uprzejmości Niewymownego Longbottoma, udało nam się znaleźć optymalną rezydencję, która nie tylko już teraz dobrze wpasowuje się a naszą misję i potrzeby posiadania prężnie działającego biura na miejscu ale też… – sięgnął do drugiej teczki i rozłożył dokumenty, akta notarialne i przede wszystkim zdjęcia posiadłości. – ... przestronną salę na parterze, idealnie nadającą się do aktywizacji lokalnej społeczności. o postępujących pracach remontowych. Październik… zapowiada się nieco w kratkę jeśli chodzi o moją obecność w kraju – jutrzejszy wyjazd do Hiszpanii, późniejsza delegacja do Lozanny, a jeszcze pierwsze dostawy z Kambodży niezbędne do adekwatnego "nadzoru" i otwarcie Łyżeczki na którym nie mogło go zabraknąć. A jeszcze sabat… – niemniej prace mogą ruszyć, gdy tylko formalności zostaną dopełnione. Mój asystent będzie Państwa na bieżąco informował, ale teraz… wznieśmy toast. – Patrzcie oto my, jeszcze nie w świetle magicznych reflektorów, ale już niedługo. Niech historii nie piszą tylko mordercy. Uniósł naczynie w znajomym geście. – Za Złote Jabłko. – nie krzyknął, a powiedział miękko, adresując słowa tylko do nich, do tych będących najbliżej dokumentów, zdjęć i planu, w którym chciał wyrwać wszechchaosowi odrobinę sprawczości dla rąk swoich i tych, którzy zdecydowali się podążyć za nim. Jak jebane feniksy z popiołów - pomyślał, pozwalając sobie poczuć tę iskrę nadziei.

– Za Was.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1551), Bertie Bott (277), Elliott Malfoy (883), Erik Longbottom (356), Gustave Delacour (880), Jonathan Selwyn (336), Lana Dolohov (819), Morpheus Longbottom (293), Robert Albert Crouch (534)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa