Secrets of London
[24.10.72 późny wieczór] Eurydyka \ wątek warsztatowy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49)
+---- Wątek: [24.10.72 późny wieczór] Eurydyka \ wątek warsztatowy (/showthread.php?tid=6299)



[24.10.72 późny wieczór] Eurydyka \ wątek warsztatowy - Baldwin Malfoy - 23.08.2026

Czas zwalniał. Przyspieszał. Wskazówki blokowały się między jedenastą, a trzecią. Noc. Południe. Poranki. Nie, nie poranki. Nie pamiętał poranków.
Musiało minąć kilka godzin. Chyba. Czas stawał się problemem, gdy schodził do Eurydyki. Podziemne Ścieżki tępiły niektóre ze zmysłów. Wyostrzały inne.
Akurat zwijał bibułkę od papierosa. Powinien wziąć się do pracy. Jak to przed każdym świętem- zapierdalało się. Czy to malowanie ofiary na sabat, czy to coś do samego kowenu dla Arcykapłanów. Czy domowe rzeczy - taki na przykład lampion do Necronomiconu.

Na razie jednak wpatrywał się w zaklętą brygadzistkę na jednej z kamiennych ścian. To też miał liście do ogarnięcia.
Jakiś czas temu Lorraine stwierdziła, że jej się fresk nie podoba. Odparł, że zamaluje, choć jak na jego to powinni mu jeszcze podziękować. Z pewnością ta typiara z imprezy Muzy wcale nie była tak obdarzona przez Boginię jak to osobiście przedstawił. No i taśmy namalował zajebiste, ale kto by to docenił? No nikt. Oczywiście! Taki to już los nieszczęsnych artystów.
Dodał coś o cholernej Jessice Abbott. Chyba, żeby jebać głupie babsko i całą Muzę.
Lorraine rzuciła mu znaczące spojrzenie. “Jebać, że jebać” doprecyzował wznosząc ręce w obronnym geście. “Nie jebać, że jebać”.
Niezgorsze to było dzieło, ale nie zamierzał się kłócić z lepszą połówką duszy o taką pierdołę. Zresztą kiedyś wisiał tam jeszcze laur, który dostał na tej całej imprezie. Lauru nie było, bo go Orfeusz wrzucił pewnego dnia do ognia.

Machnął różdżką, posyłając w stronę wdzięcznej damy na ścianie pierwszą rzecz jaką miał pod ręką - puszkę różowej farby.
Puszka roztrzaskała się o ścianę z hukiem, który mógłby obudzić trupa. Ale trup, nie, przepraszam, trupiątko, wcale nie spało, a kiwało się z Rozalindą do ciężkiej muzyki, choć z pewnością było już dawno po dobranocce.
Odpalił papierosa. Wszystko dookoła było w różu. Posadzka. Obrazy, które miały nieszczęście znaleźć się w zasięgu rozbryzgu. Sufit. Paru śpiących pijaczków. On sam. Najważniejsze, że po brygadzistce pozostała już tylko niezdatna do rozpoznania pastelowa plama.
Maznął kilka razy dużym pędzlem, posyłając w niepamięć ostałe fragmenty fresku. Żółć i czerń taśm zmieszały się z różem. Zupełnie jakby na ścianę zrzygał się jednorożec. Bardzo pasowało to do estetyki Eurydyki.

Wepchnął pędzel do wiadra z wodą, puszkę kopnął gdzieś w stos innych plastycznych śmieci. W sumie nie po to dzisiaj zszedł na dół.
Ale wpierw musiał dorwać swoją pomocnicę.
- Hej piękna. Często tu tak tańcujesz?- Złapał ghoulkę pod ramiona, zaraz podnosząc bezgłośnie roześmiane dziecko na wysokość oczu. Frida machała radośnie nogami w powietrzu, potrząsając rozczochraną od tańca czupryną do muzyki. Wyciągnęła rączki, żądając od ojca przytulenia. Żądanie natychmiast zostało spełnione, choć nie kwapił się wypuścić z ust papierosa. Odsunął głowę na tyle, żeby włosy Fridy nie przeszły dymem, gdy wtuliła twarzyczkę w jego ramię. No tak. Bycie gwiazdą estrady i najlepszą tancerką w całych podziemiach było szalenie wyczerpujące.
- Pomożesz mi wyciąć lampion? Z dyni?- Zapytał miękko, kierując się prosto w stronę jednego z rozklekotanych stolików. Już wcześniej ktoś mu przytargał solidną dyńkę. Dziewczynka nie wyglądała na przekonaną. Wcale nie chciała pracować. Ale chciała pomóc tacie, nawet jeśli to całe drążenie lampionu wcale nie wydawało jej się zabawne.
Lampiony przecież robiło się z papieru i puszczało w powietrze, a nie z dyni. Ten tata czasem naprawdę miał dziwne pomysły. Ale mama już obiecała, że jeśli Frida będzie bardzo grzeczna i będzie pomagać to będzie mogła iść z Fredem i innymi chłopakami zbierać cukierki. Przynajmniej do państwa Manouelów. Więc Frida była bardzo bardzo grzeczna, kiedy tylko dawała radę.

Przysiadł przy stoliku, sadzając sobie dziewczynkę na kolanach.
- To jak? Może wytniemy jakąś straszną minę? - Zapytał Baldwin.
Skrzywiła się. Nie chciała żadnych potworów. Potwory były straszne i wcale niefajne. I jeden na pewno spał pod jej łóżkiem. Wiedziała, że tak było, chociaż mama mówiła, że wcale tam nie ma potwora. Ale ona wiedziała.
- Okej. Nie straszna mina. To może uśmiechnięta mina?
Ghoulka wydęła usteczka jakby to był najgłupszy pomysł na świecie. Czasem była zbyt podobna do Lorraine w tych swoich foszkach. Strząsnął popiół do popielniczki.
- No to co sobie księżniczka życzy?
Rzuciła mu pełne niedowierzania spojrzenie. Typowy tata, w ogóle nie ogarniał! Dokładnie tak jak czasem nie-mama Scarlett mówiła. Chłopy to się nigdy nie potrafiły niczego domyśleć! Chociaż to chodziło o jakieś chłopy, a nie o tatę… więc ona już nie do końca wiedziała czy to taka prawda.
Frida wskazała palcem na Lucyfera próbującego właśnie podkraść kawałek mięsa z talerza jednego ze szczurów Fontaine, który zapatrzył się na Sabrinę. Kotek. Mogło być gorzej. Mogła na przykład chcieć smoka. Albo żabę.
No to będzie kotek.

Baldwin wziął się za wycinanie oczu, wąsów i uszu, trzymając różdżkę poza zasięgiem ciekawskich paluszków córki. Jeszcze tego brakowało, żeby jej przypadkiem któryś odciął.
Jak trzeba będzie to się co nieco domaluje…

rzut z rzemiosła ◉◉◉○○ na cięcie dyni
[roll=Z]

Lampion… no nie wyszedł.
I wcale nie zamierzał oskarżać o to Fridę, która nagle odkryła, że jednak zabawa w warzywnych wnętrznościach jest bardzo dobrym pomysł, a potem stwierdziła, że w sumie to sama kotka pomaluje, bo tata to wcale nie potrafi.
Miał oto dziecko całe w czarno-białej farbie, z dyniowymi nitkami we włosach.
Westchnął ciężko. No trudno. Najwyżej się coś zamówi przed samym sabatem, jeszcze mieli kupę czasu. Ta dyniowa abstrakcja mogła sobie zostać i straszyć w Eurydyce.
Teleportował się do domu, modląc się, że zdoła wsadzić artystkę do wanny zanim Lorraine go zabije.

Koniec sesji