[10.10.1972] Do as I say, not as I do - Atreus Bulstrode - 31.05.2026
adnotacja moderatoraRozliczono — Atreus Bulstrode — osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Ostatnie dni z jednej strony nie różniły się niczym od każdego poprzedniego, w większości oscylując wokół papierkowej roboty, która krążyła wokół pochodnych Spalonej Nocy. Nudy, które zawsze wydawały mu się problematyczne, bo odrywały od faktycznych problemów i blokowały możliwość działania. Ale poprzedniego dnia Atreus wreszcie dotarł do biura Roberta i udało mu się z nim rozmówić, tym samym zyskując poparcie co do inicjatywy nad którą pracował. Teraz miał kogoś, kto był w stanie zająć się właśnie tym najbardziej znienawidzonym przez Bulstrode'a aspektem – papierologią – ale też przysiąść nad prawnymi sprawami, które można było do niego kierować. Pozostawało więc zająć się całą resztą ekipy, która chodziła mu po głowie już przed tym, kiedy cały pomysł przedstawił Harper, a ona mu przyklasnęła.
— Mogę pożyczyć od was Bletchley? -– zapytał, stając w biurze brygady uderzeniowej i zagadując do jednej z sekretarek, która operowała grafikiem. Odpowiedziało mu krótkie 'jasne', po którym ruszył do biurka dziewczyny, na dzień dobry bębniąc palcami o blat. — Chodź na chwilę, potrzebuję cię do jednej rzeczy, jeśli nie robisz teraz nic ważnego — uśmiechnął się do niej lekko, z właściwym dla siebie, szelmowskim zacięciem, kiwając jeszcze głową w stronę drzwi, zanim nie odwrócił się i ruszył w ich kierunku. Poprowadził ją korytarzem, do jednej z salek które pracownicy obu biur porządkowych mogli użytkować w celach rytualnych lub gdy potrzebowali nieco więcej spokoju. Klucz zgrzytnął w drzwiach i pomieszczenie stanęło przed nimi otworem. Atreus usiadł przy biurku, kładąc nogi na jego blat w rozluźnionej pozie. Hestia miała do dyspozycji oczywiście inne krzesła, ale nie proponował jej wprost żeby sobie usiadła, ufając że nie będzie tak zwyczajnie stała przed nim.
— Powiedz mi, jakie są twoje przemyślenia po Spalonej Nocy?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Hestia Bletchley - 31.05.2026
Mogę pożyczyć od was Bletchley?
Hestia uniosła wzrok z dokumentacji, którą właśnie uzupełniała, ale nie zdążyła jeszcze nawet spojrzeć na Atreusa, aby jej głowa wymyśliła sześć różnych powodów czemu za pewne zaraz będzie mieć przechlapane. Czy chodziło o tamtą okropną akcję, kiedy nie kupiła niczego na straganie od nastoletnich złodziei? Zrobiła coś jeszcze nie tak i nawet nie miała pojęcia? A może Bulstrode wreszcie dowiedział się o tym jak po pierwszym dniu pracy upiła się wraz z Millie Moody i postanowił jej to wytknąć… No dobra, to ostatnie było absurdalne.
Podniosła się ze swojego miejsca, chwyciła z miski dwa cukierki, które przyniosła jedna z Brygadzistek, rzuciła że zaraz wróci i poszła za aurorem.
– Hm… – Spojrzała na niego zaskoczona, wręczając mu jednego z cukierków. Nie wiedziała czego się spodziewała, ale raczej nie rozmowy na tak skomplikowany temat. – Ja… Hm… O co się konkretniej pytasz? Przemyślenia mam takie, że to co się wydarzyło to był skandal i nigdy więcej nie powinno się wydarzyć. Nie rozumiem jak ktoś może dalej popierać Śmierciożerców kiedy straty dotknęły nas wszystkich. I myślę, że naszym obowiązkiem jest upewnienie się, że nikt więcej nie ucierpi. Ale wyobrażasz to sobie? Popieranie ich po tym wszystkim? Bo na naprawdę nie, a jakoś nie widzę zwiększonego działania aby się ich pozbyć. To znaczy zamknąć w więzieniu, nie chcę nikogo mordować. I ja rozumiem że Ministerstwo jest zajęte, ale… No. Chyba po prostu jest mi smutno i jestem zła.
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Atreus Bulstrode - 01.06.2026
Atreusowi brakowało jakiegoś takiego zacięcia i poczucia obowiązku, który pchałby go do opierdalania innych funkcjonariuszy departamentu przestrzegania prawa. Jak jeszcze był w stanie wyrażać swoje opinie w stosunku do aurorów, tak już brygadziści nie leżeli w strefie jego zainteresowań. Nie chciało mu się na ten temat produkować bardziej niż w ramach jego zwyczajowego pierdolenia; aurorzy górą, brygadziści do lamusa. Hestia zasłużyła sobie na upomnienie… w sumie wcale i chyba trochę zdążył już zapomnieć o całej tej kocykowej sprawie, tak samo jak i nie słyszał o popijawie z Millie (szkoda, bo w sumie by mu się to spodobało bardzo).
Cukierka przyjął od niej chętnie i bez zastanowienia, zaraz rozpakowując go z papierka i wsadzając sobie do ust, by jeszcze bardziej rozeprzeć się na krześle i podłożyć dłonie pod głowę, podczas gdy ona zasypała go słowami. Brzmiała trochę jego zdaniem, jakby już wcześniej przygotowała sobie w głowie scenariusz na ten temat, ale w sumie nie przeszkadzało mu to wcale. Mógł jej natomiast wpisać plusa za przygotowanie.
— Bardzo ładnie — pochwalił ją, przesuwając cukierka z jednej strony buzi na drugą. — Gdybyśmy byli w szkole, to dostałabyś ode mnie powyżej oczekiwań - nawet nie starał się z niej przesadnie żartować w tym momencie, bo widać było że ma na myśli to co mówi. Pomijając już że w kiepskim guście było śmiać się z czegoś takiego jak Spalona Noc. — Cieszy mnie, że nie chcesz nikogo mordować. To by była bardzo duża strata dla dementorów. I śledztw ogólnie, bo z reguły żywy czarnoksiężnik jest w stanie powiedzieć więcej niż martwy. W każdym razie, chciałbym ci zaproponować… cholera, no chyba można to nazwać awansem? Do nowo powstającej jednostki zadaniowej, która będzie miała na celu koncentrowanie swoich wysiłków na zajmowaniu się właśnie śmierciożercami. Spalona Noc, wcześniejsze i późniejsze incydenty. W skład będą wchodzić osoby z biura aurorów, biura brygady uderzeniowej. Będzie też dedykowany sędzia wizengamotu, w sumie to już jest, a do tego będę się starał o udział antropologa. Co myślisz? Jesteś na tyle smutna i zła by coś z tymi niesprawiedliwościami zrobić i nam pomóc?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Hestia Bletchley - 01.06.2026
– Chyba chodziliśmy do innego Hogwartu – mruknęła odruchowo, bo coś wątpiła, że jej rocznic dostawałby dobre oceny za tak proste odpowiedzi, na tak trudne pytania. Wiedziała jednak, że się z nią droczył więc nie roztrząsała tego za bardzo.
Wreszcie usiadła na krześle i całe szczęście, bo nie byłaby pewna jak zareagowałaby na te wieści na stojąco. Zaraz co… Awans? Nawet nie awans, chociaż trochę awans, ale przeniesienie do innej jednostki ściągającej Śmierciożerców. Przez tęczówki Hestii przelały się chyba wszystkie możliwe odcienie brązu.
— Tak. Tak jestem — odpowiedziała bez zastanowienia i dopiero wtedy zaczęła myśleć. A rzeczy do przemyślenia było naprawdę sporo. Po pierwsze, marzyła wręcz o takiej okazji. Mogłaby się wykazać, mogłaby naprawdę walczyć ze Śmierciożercami. Mogłaby robić coś pożytycznego w zakresie Ministerstwa Magii, co pokazałoby że jednak ono działa. I oczywiście to mogło być niebezpieczne, ale… Przecież dla ratowania ludzi należało ryzykować. I zapewne dzięki takiej pracy mogłaby potem łatwiej dostać się na kursy aurorskie, nawet jeśli nie szło jej w eliksirach. To wszystko brzmiało… Naprawdę dobrze. Tylko że… Jeżeli Atreus chciał aby dołączyła do tej specjalnej jednostki zadaniowej oznaczało to tyle, że uważał że się do niej nadawała. A ona przecież od kilku tygodni była wręcz przekonana, że było zupełnie inaczej.
– Ale… – zaczęła nie wiedząc jak jednocześnie zapytać się czemu ją wybrał bez podkopywania samej siebie. – Mój wiek i staż pracy nie jest problemem? Nie szukam wymówek, nie zrozum mnie źle, decyzja brzmi tak, po prostu… Nikt nie będzię się czepiał?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Atreus Bulstrode - 02.06.2026
Nawet nie chodziło o ten jego komentarz w tym momencie, bo i bez niego Atreus w pełni by się zgodził z tym, co wymruczała pod nosem. O tak, zdecydowanie mieli zupełnie inne doświadczenie z pobytem pośród szkolnych murów, które wynikałoby chociażby z prostego faktu, do jakich domów przynależeli i z jakich domów pochodzili. Hestia wyglądała też na całkiem miłą dziewczynę, a on z kolei kiedy był gówniarzem, zwyczajnie znęcał się nad niektórymi kolegami ze szkolnej ławki. Na szczęście z tego wyrósł.
— A czemu by miał być? — zapytał, chyba trochę chcąc ją w tej kwestii wybadać. Jemu osobiście te kwestie nie przeszkadzały, a nawet momentami działały na plus. Po pierwsze, mieliby dość ciekawy wachlarz osób w ekipie. Po drugie, jej staż wcale nie był aż takim problemem, bo przecież każdy musiał w jakiś sposób zdobyć trochę doświadczenia, a ich interakcje, nawet jeśli nieliczne, pokazały Atreusowi że Hestia w gruncie rzeczy była całkiem zdolną i trzeźwo myślącą czarownicą. Spalona Noc była egzaminem nie do podważenia i większość funkcjonariuszy departamentu przestrzegania prawa zdało go powyżej oczekiwań. Dodatkowo, cholera, może faktycznie była w tym jakaś ręka Juliana i ten faktycznie jakoś wychował ją na ludzi – takich których Atreus mógł chcieć w swojej ekipie i przy których nie bał się że mogli podważać jego decyzje dla samej zasady. W pewnym momencie, kiedy cały pomysł dopiero kształtował mu się w głowie, myślał trochę o Heather, ale bardzo szybko ją przekreślił. Miała podobne doświadczenie co Bletchley ale tej zwyczajnie nie znosił i vice versa. Pozagryzaliby się. Na koniec, córka Juliana była metamorfomagiem, a do tego nie cieszyła się aż taką dużą popularnością jak on, Victoria czy Brenna i to mogło okazać się w pewnym momencie przydatne. — A jeśli się ktoś będzie czepiał, to niezbyt mnie to obchodzi, bo to moja grupa zadaniowa i mogę w większości wybrać jej skład samodzielnie — prychnął, bo tak, chciał mieć kontrolę nad tym z kim pracował, ale gdyby ktoś z góry chciał mu kogoś wcisnąć, to mogło być ciężko się tak zwyczajnie od tego wybronić. Ale zobaczy co przyniesie czas.
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Hestia Bletchley - 02.06.2026
Hestia otworzyła usta, aby mu to wszystko wytłumaczyć. Powiedzieć, że przecież nie miała dużego doświadczenia, że była młoda, co więcej, że nie czuła aby w ogóle była w stanie to doświadczenie zbierać, a przecież Ministerstwo nie powinno wprowadzać nowicjusza do tak istotnej jednostki. Mogłaby też z łatwością opowiedzieć o swoich wszystkich potknięciach i spytać się wreszcie czy nie pamiętał jak żałośnie zachowała się przy sprawie kocykowej kradzieży. I naprawdę była gotowa to wszystko powiedzieć tylko że… Wcale tego nie zrobiła. Jakiś dziwny głos w jej głowie, zazwyczaj uciszany przez natłok innych głupich myśli, wyszeptał jej że nie warto.
Hestia zmarszczyła brwi sama zaskoczona swoją gotowością odrzucenia własnych wątpliwości. Atreus chciał ją w tej jednostce, a przecież doskonale wiedziała, że Bulstrode nie wziąłby kogoś z łapanki, zwłaszcza gdy chodziło o zespół do walki ze Śmierciożercami. Czemu miałaby więc mówić, że się nie nadawała kiedy z pewnością jej kandydatura została starannie rozpatrzona i zaakceptowana? No i teraz gdy o tym myślała… To tak naprawdę była całkiem przyzwoitą Brygadzistką. Tak, popełniała błędy, ale jednocześnie szybko się na nich uczyła i tak szczerze to… Nigdy nie zrobiła czegoś skandalicznego. Atreus też nie wypominał jej tamtej sprawy. Czy istniała więc możliwość że… Nie uważał jej za fatalny przypadek? Na Merlina… Tak, tak właśnie było. Atreus Bulstrode jak i najwyraźniej ich departament uważał ją za kompetentną.
A skoro tak było, to chyba nie było najmniejszego sensu aby to podważać. W końcu nigdy nie zawyżała swoich zdolności, ani nie robiła niczego, co mogłoby dać zakłamany obraz jej osoby.
– Masz rację – powiedziała w końcu bardzo powoli, wciąż nieco walcząc z chęcią powiedzenia ale nie rozumiesz, ja nie kupiłam niczego na tym stoisku z kradzionymi rzeczami. – To nie jest problem. A przynajmniej gdy o tym myślę, to nie widzę, aby to był problem. W takim razie tym bardziej się zgadzam. Możesz mi powiedzieć coś jeszcze? Kto jeszcze będzie w składzie? Kim jest ten sędzia? Potrzebuję wypełnić jakąś dokumentację? Zaświadczenie z Munga o nie byciu przeklętą? Przejść na nowo testy sprawnościowe? Podpisać coś że nie jestem Śmierciożercą? I kiedy w ogóle zaczynamy?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Atreus Bulstrode - 03.06.2026
Hestia była w oczach Atreusa rzetelną brygadzistką. Młodą, ale całe szczęście rozważną i przyjemną na tyle, żeby go nie wkurwiać. Tak, to by chyba był największy minus, który skreślałby ją z listy kandydatów niepodważalnie – gdyby wkurwiała go chociaż odrobinę. Już jakiś czas temu zaczął mieć pewne pojęcie co do tego, jak Hestia odnosiła sama do siebie. Chociażby podczas Spalonej Nocy było po niej widać jak bywa niepewna co do swoich własnych umiejętności i że posiadała narzędzia by działać dalej, poza sytuacjami z którymi już miała styczność. Bulstrode był jej przeciwieństwem, od zawsze, głową wprzód ruszając w nieznane, ale może dlatego Bletchley w pewien sposób go ciekawiła. I może dlatego postawił ją nad jej ojcem, jeśli chodziło o kandydaturę. Ciekawe co by powiedziała, gdyby stwierdził na głos, że wolał ją od Juliana.
— Zawsze miło to usłyszeć — nie żeby w to jakkolwiek wątpił, żeby to było jasne. — O składzie? Brenna i Victoria Lestrange, nie wiem czy Victorię kojarzysz. W sumie trudno jej nie kojarzyć — chociażby dlatego, że była tak samo popularna jak on. Bardzo, szczególnie po Beltane. — Co do sędziego to chodzi mi o Roberta Croucha, zdążyłem się już z nim rozmówić i zajmie się całą dokumentacją w tym zakresie. To będzie niewielka grupa, bo mimo wszystko, życie toczy się dalej, a reszta wciąż potrzebuje swoich pracowników. My też, po części, będziemy się zajmować normalnymi sprawami oprócz tego co czeka na nas jako grupa zadaniowa. Nic na nowo nie musisz przechodzić, a przynajmniej niczego takiego nie planuję. Żadnego podpisywania że nie jesteś śmierciożercą, no bo wątpię. Co do dokumentacji, to kiedy Robert wszystko przygotuje, będzie to do wszystkich rozsyłane po tym jak popodpisuję swoją część. Niestety, ale tutaj zaczyna się ta biurokratyczna drabinka po której należy się mozolnie wspiąć, żeby coś osiągnąć. Muszę jeszcze załatwić parę nudnych rzeczy z tym związanych, no więc może to chwilę zająć mimo wszystko. Nie podam ci więc dokładnej daty co do tego kiedy zaczniemy, ale na pewno nie przed Samhain. Ono pochłonie bardzo dużo naszych sił, a jak je przeżyjemy to będziemy dalej bawić się w dokończenie formalności — te formalności właśnie, chyba najbardziej go męczyły i przytłaczały ze wszystkiego. — A w sumie powiedz mi, umiesz w fale? Nie no, nie z tego co pamiętam. A myślałaś żeby się nauczyć?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Hestia Bletchley - 14.06.2026
Oczywiście kojarzyła obie kobiety. Co więcej z Victorią była nawet ostatnio na tym niesłynnym polowaniu na morskie węże i… No cóż. Uważała ją za jedną z najbardziej profesjonalnych osób na pokładzie tamtego statku.
– Tak oczywiście. Ciężko ich nie kojarzyć, zwłaszcza w tej pracy, chociaż jednak lepiej znam się z Victorią – odpowiedziała jednocześnie dumna i przerażona, że Atreus wybrał ją do grupy z kimś tak zdolnym i doświadczonym jak obie czarownice.
Pokiwała głową ze zrozumieniem na jego tłumaczenia. Biurokracja rzeczywiście była zawsze tragiczna, ciągnęła się za długo i w ogóle nie była szczególnie przyjemna.
– Zanim się będzie łapać Śmierciożerców trzeba spróbować nie utonąć pod morzem biurokracji – zażartowała, chociaż oczywiście najchętniej zaczęłaby już jak najszybciej. — Tylko szkoda trochę z tym Samhain. No wiesz, to duży sabat. Nie mówię oczywiście, że będzie tak jak z Beltane, ale no… Mniejsza o to. I tak będziemy zapewne patrolować teren. Może rzeczywiście lepiej, że zaczniemy po nim, a teraz skupimy się na bezpieczeństwie samego sabatu.
Przygryzła wargi i pokręciła głową, żałując że nie mogła odpowiedzieć twierdząco na jego kolejne pytanie.
– Nie, a powinnam? Wiesz, nawet kiedyś o tym myślałam, ale potem skupiłam się na metamorfomagii i no… Jakoś nigdy tego nie zrobiłam. Chociaż zakładam, że powinnam skoro o tym mówisz. Na pewno by się to przydało w przypadku jakiś pościgów. No i wzywania o pomoc. Ogólnie jakby logicznie o tym pomyśleć to powinnam tym bardziej się tego nauczyć. Mogę się spróbować nauczyć, chociaż eee… Nie do końca wiem jak? Ale planuję się nieco podszkolić z eliksirów i ogólnie natury. No wiesz, w końcu lepiej jest wiedzieć czy poszukiwany uciekł na brzozę czy na wierzbę, nie? Nie, że nie odróżniam wierzby, od brzozy. Wiem jak wygląda wierzba. I jak brzoza. Jest taka biała. Mniejsza o to. Spróbuję się nauczyć fal.
I lepiej rozpoznawać drzewa. I zapewne też lepiej kontrolować swoje przemiany, bo jej paznokcie właśnie nieco zaróżowiły się ze wstydu. I chyba moglaby też popracować nad swoją kondycją fizyczną. I... Nie. Nie będzie się wkręcać. Fale. Niech się na razie skupi na falach. I drzewach.
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Atreus Bulstrode - 15.06.2026
Jeśli miał być szczery, to spodziewał się że Hestia prędzej zaznajomiona była z Brenną. Przecież obie pracowały w Brygadzie Uderzeniowej, prawda? Jasne, Longbottom była detektyw i pewnie miała na głowie lepsze do roboty niż niańczenie młodych brygadzistów, aczkolwiek byłby w stanie tutaj polemizować, biorąc pod uwagę jak biegała za nią Heather. Uniósł więc lekko brew, ale nie powiedział na ten temat nic, bo w sumie to nie zmieniało to wiele w jego życiu.
— Na samhain i tak pewnie wydarzy się coś, co da nam podstawy do pracy. Nikt chyba nie wierzy, że Czarny Pan postanowi ominąć to święto — uśmiechnął się krzywo, w jakiś nieco zmęczony sposób. Jeśli o ingerencję Voldemorta w sabat nie martwiło się Ministerstwo albo organizatorzy zabawy, to na pewno robił to on i Victoria. Dalej w kolejce stała Brenna i cała reszta ich rodzin, bo oto miało wybić pół roku od momentu, kiedy połknęło ich limbo, a potem wypluło. Zimność w ich ciałach nie zniknęła, nie pozwalając o sobie zapomnieć, a przez to siało się pewnego rodzaju wyczekiwanie; co stanie się w święto duchów? Czy ta zalegająca w nich energia faktycznie nie okaże się niebezpieczna? A co jeśli Czarny Pan postanowi ją im wyrwać?
— Nie, nie o to chodzi czy powinnaś. Pytam z ciekawości — zapewnił ją, chociaż nie był pewien czy aby był w stanie przegadać jej wątpliwości i konkluzję do jakiej sama doszła podczas swojego monologu. — Wydają mi się zwyczajnie przydatne. Na pewno ułatwiają komunikację w jakichś kryzysowych sytuacjach, więc no nie powiedziałbym, że mam zamiar naciskać żebyś wzięła się raz dwa za ich naukę, ale też nie będę cię od tego odciągać. Jeśli chcesz to mogę ci pomóc — wzruszył ramionami. Jeszcze się okaże, że nie byłby aż takim złym nauczycielem - na pewno niektórzy by się zdziwili na taką rewelację. — No dobrze, w każdym razie dam znać naszemu sędziemu, że jesteś na tak. Masz jeszcze jakieś pytania?
RE: [10.10.1972] Do as I say, not as I do - Hestia Bletchley - 03.07.2026
Hestia skrzywiła się lekko. Naprawde liczyła, że Czarny Pan i jego poplecznicy odpuszczą sobie Samhain zwłaszcza po wydarzeniach z września. No bo co mogliby jeszcze chcieć osiągnąć, skoro już zasiali terror? A jeśli mieli jakiś konkretny cel na Samhain, to po co zaatakowali ich bez większego sensu kilka tygodni temu zamiast po prostu poczekać?
– To w takim razie po ch… Po co podpalali Anglię? – rzuciła chyba trochę bardziej sfrustrowana niż planowała, a tęczówki czarownicy nieco pociemniały. – Już naprawdę nie mogli zrobić tego za jednym zamachem? Spalić nas wszystkich na Samhain? Przynajmniej okazja jest bardziej odpowiednia, mieliby pewność, że wszystkie lampiony na pewno się palą, a my mielibyśmy tę chwilę spokóju miesiąc temu.
Już nie wspominając o tym jak bardzo bez sensu było to co zrobili i jak jeszcze bardziej bez sensu było to, że dalej ktoś ich popierał. Westchnęła cicho i pokręciła głowa.
– Ugh… Przepraszam. Wiem, że to już nie ma większego znaczenia, a my musimy po prostu być gotowi na kolejny atak.
I dlatego zdecydowanie chciała działać. Przynajmniej tego była pewna w przeciwieństwie do istnienis rozsądku wszystkich Śmierciożerców. Na Merlina… Kiedy jej myśli zrobiły się aż tak złośliwe? Czyżby awans sprawił, że jak za sprawą jakiegoś zaklęcia, zaczęła się szybko zmieniać w podstarzałego, złośliwego przedstawiciela służb?
– Mógłbyś? – spytała już spokojniejsza, gdy Atreus zaoferował jej swoją pomoc. – Bo myślę, że rzeczywiście chętnie bym się tego nauczyła. Już i tak kiedyś o tym myślałam, ale wiesz jak to jest. Myślę o wielu rzeczach, nad którymi mogłabym popracować, a ostatecznie najczęściej po prostu biję się z moim tatą w ogrodzie. – Zmarszczyła brwi po czym bardzo szybko na jej twarzy pojawiło się zmieszanie. – W ramach treningu w sensie. Ćwiczymy bicie się. Nie, że my naprawdę… Się bijemy. Po prostu łatwiej mi się doskonalić w czymś co już trochę umiem.
Zamyślila się. Z jednej strony chciała jeszcze porozmawiać o samej inicjatywie, tylko po to aby jeszcze trochę się nacieszyć tym, że została do niej włączona. Z drugiej nie chciała marnować czasu Atreusa na przypadkowe pytania zadane tylko po to by dłużej gadać.
– Hm… Chyba tylko jedno – powiedziała w końcu. – Wiem, że zapewne nie wypada mi się pytać, czy idzie za tym wszystkim lepsza pensja?
|