![]() |
|
25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +---- Dział: Snowdonia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=132) +---- Wątek: 25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander (/showthread.php?tid=556) |
25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2022 - Oczywiście, że palcami, tak smakuje najlepiej.- Uśmiechnęła się do Thesa. Nie mogła się doczekać, aż stąd wyjdą i wrócą do domu. To na tą część urodzin czekała najbardziej. Nie lubiła tych oficjalnych spotkań organizowanych przez matkę, co to bowiem za przyjemność świętować urodziny z zupełnie obcymi ludźmi? Dla niej żadna. Geraldine podeszła do stoły, na którym znajdowała się broń. Rodzice skompletowali całkiem niezły zestaw. Zastanawiała się przez chwilę, czy wybrać kuszę, czy arbalet, sięgnęła jednak po to pierwsze, dodatkowo zabrała kołczan pełen bełtów, przyglądała się jeszcze chwile broni i postanowiła zabrać ze sobą dwa noże - mogą się przydać. Kiedy Leander pojawił się w środku ruszyła w jego kierunku - Idziemy razem, mam nadzieję, że jesteś równie szczęśliwy, co ja, wybierz broń, tylko taką, żebyś nie zrobił sobie krzywdy.- Jak widać nie do końca wierzyła w jego umiejętności związane z łapaniem zwierzyny. Poczekała na brata, wystrzał sugerował, że czas zacząć. - Ruszajmy, chcę mieć to jak najszybciej za sobą.- Nie zamierzała ukrywać tego, że nie jest szczególnie zadowolona z tego, że to właśnie z nim idzie na polowanie. Całkiem szybkim tempem ruszyła w stronę lasu, który znajdował się nieopodal ich rodzinnej posiadłości. Weszli w jego głębie. Gerry rozglądała się uważnie, w poszukiwaniu zwierzyny. RE: 25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Bard Beedle - 23.11.2022 Triumfalny uśmiech zamajaczył na jego wargach, gdy powrócił z Lorettą z ogrodu; udało mu się dopiąć swego. Mogła nosić się jak kurtyzana i malować kokieteryjną czerwienią swe usta - ostatnie przebłyski wolności, zanim za kilkanaście tygodni wsunie jej obrączkę na palec. Wstrzymał się jednak z ogłoszeniem wstępnej daty ślubu reszcie rodziny. Wolał poczekać na odpowiedniejszy moment, bardziej spektakularny, gdy wszystkie pary oczu skupić mogły się na jego sylwetce. Zgiełk związany z rozpoczęciem polowania nie sprzyjał zdobywaniu atencji. Do tego sparowano go z siostrą, zupełnie tak, jakby limit godnych i myślących partnerów został wyczerpany. Z drugiej strony, lepsza Geraldine niż Fletcher. Jeszcze raz, kto go tu zaprosił? — Zaczekaj, mam coś dla ciebie — mówiąc to uniósł do góry dłoń, aby przywołać skrzata, który wszedł do salonu z nakrytym ściereczką koszem, z którego to wnętrza wydobywały się piskliwe dźwięki. Leander zdął z niego nakrycie i wyjął szczeniaka wyżła weimarskiego z czerwoną kokardką zawiązaną u szyi. — Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego siostrzyczko. Nawet nie mrugnął, gdy zasugerowała mu niezgrabność w obchodzeniu się z bronią - miał zbyt dobry humor po rozmowie z Lorettą. Poza tym, to, że w przeciwieństwie do niej, używał w swej pracy mózgu i myślał racjonalnie (myśli - coś, czym twarz Geraldine pozostawała nieskalana) nie oznaczało, że nie nie umie wykazać się umiejętnościami praktycznymi. Zresztą, to ona miała być od brudnej roboty. Leander zawsze mógł użyć swych zdolności jasnowidzenia, by przewidzieć, gdzie będzie zwierzyna. A przynajmniej tak wszystkim wmawiał, pomijając zgrabnie fakt, że wizje przychodziły i odchodziły niezależnie od niego. Bez wahania zabrał więc ze sobą kuszę i sztylet; dwa ulubione narzędzia do zadawania śmierci, nie licząc własnych rąk. — Jesteśmy najbardziej trzeźwi ze wszystkich — oświadczył ze znużeniem, wstępując na rozmokłą po zimie ściółkę — Upolujmy jakiegoś dzika i wracajmy, zanim reszta się pozabija. RE: 25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2022 Geraldine bardzo dobrze wiedziała, że jej brat jest równie mocno zadowolony z tego, z kim przyszło mu iść na polowanie, co ona. Może było to nawet nieco pocieszające, że nie tylko ona czuła się rozczarowana. Tylko, że były to jej urodziny, powinna mieć jakieś prawo wyboru, najwyraźniej nikt jednak na to nie wpadł. Nie zamierzała robić z tego powodu zamieszania, to nie było w jej stylu, choć czasem się zastanawiała, jakby to było, gdyby głośno demonstrowała swoje niezadowolenie. W domu rodzinnym mimo wszystko starała się nad sobą panować, póki co. Leander wrócił do pomieszczenia, w którym się wszyscy znajdowali. Wbiła w niego swoje spojrzenie, kiedy wspomniał, że coś dla niej ma. Czy jest to zatrute? Mogła się po nim spodziewać dosłownie wszystkiego i wcale by się nie zdziwiła, gdyby mogła przypadkiem umrzeć przez ten prezent. Oczywiście musiał zrobić przedstawienie, aby wszyscy widzieli. Nie byłby sobą, gdyby nie chodziło w tym wszystkim o niego, nawet jeśli to był jej dzień, jej i Theona, to na niego musiał zostać skierowany wzrok wszystkich. Standardowo. Przywykła do tego, że najmłodszy brat zawsze oczekiwał atencji. Obserwowała uważnie skrzata, który niósł w rękach kosz. Dochodziły z niego piski, to jeszcze bardziej wzbudziło jej zainteresowanie. Przejęła koszyk i zajrzała do środka. -AWWWWWWW- Wymsknęło się jej. Takie małe, słodkie stworzenie, wzięła psa na ręce i się do niego przytuliła. - Nie spodziewałam się tego po Tobie, bracie.- Powiedziała cicho, aby nikt nie usłyszał tego komentarza. Cóż, miała zdecydowanie bardziej czarne myśli związane z podarunkiem od niego. Ten prezent zdecydowanie trafiał w gusta panny Yaxley. - Dziękuję.- Niech sobie jednak nie myśli, że przez tego szczeniaka zmieni swoje nastawienie do niego. Nie miała zielonego pojęcia, co skłoniło go do tego, że wybrał dla niej taki cudowny prezent. Gerry przekazała szczenię skrzatowi, nie chciała go brać do lasu, był jeszcze taki malutki i mógł sobie zrobić krzywdę. - Eskel, dbaj o niego.- Rzuciła jeszcze do skrzata. - To fakt, specjalnie nie piłam zbyt wiele, jestem zdziwiona, że cała reszta tak chętnie wlewała w siebie alkohol. Ciekawe, kto z nich pierwszy trafi w człowieka.- Yaxley była sceptycznie nastawiona do tego, że każdy z obecnych dostał broń bez jakiegokolwiek szkolenia, no ale trudno, najwyżej się pozabijają, nie będzie to jej problem. Szła powoli przed siebie, rozglądała się uważnie w poszukiwaniu zwierzyny, nasłuchiwała, jednak nic nie słyszała. Może muszą wejść głębiej? Poprawiła kołczan na swoim ramieniu. - Wolałabym coś większego, jelenia?- Dzik wydawał się jej być średnią opcją. - Musimy wejść głębiej.- Mówiła szeptem, również bardzo cicho się poruszała, aby przypadkiem nie wystraszyć zwierząt. RE: 25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Bard Beedle - 23.11.2022 Jeżeli Geraldine sądziła, że za gestem Leandra kryła się braterska miłość, była w błędzie; młody jasnowidz kierował się najbardziej egoistycznymi i infantylnymi pobudkami, na jakie tylko mógł wpaść; odebrał (nie, nie kupił - sam sobie wziął, strasząc właściciela wymyślonymi na poczekaniu przepisami) szczeniaka z hodowli kilka dni wcześniej i przez cały ten czas uczył go jak załatwiać swoje potrzeby na dywan oraz gryźć meble. A przede wszystkim, aby chować się na widok dzikiej zwierzyny. Miał cichą nadzieję, że całe to poświęcenie nie pójdzie na marne, że któregoś dnia zobaczy zmęczenie i bezradność na twarzy siostry. A wtedy wykrzyczy radoście "AHA! Skoro nawet z psem sobie nie umiesz poradzić, to nie dziwię się, że dalej jesteś bezdzietną lambadziarą!". Wprawdzie jeszcze nic straconego i wyżła można było oduczyć pewnych zachowań (szczególnie po tak krótkim szkoleniu), ale Leander nie spodziwał się, aby siostra tak prędko ogarnęła to swym małym rozumkiem. Musiał jej jednak wybaczyć - nie dość, że była kobietą, to jeszcze blondynką. Żałował, że nie wzięła swojego nowego utrapienia na polowanie, lecz będzie zabawniej, gdy któregoś dnia zastanie ogromną kupę na dywanie. Być może wtedy jej dywan nabierze jakiejś wartości, bowiem gust w kwestii umeblowania miała równie kiepski, co w kwestii doboru swych partnerów (ponawiam zapytanie - kto zaprosił Fletchera???). — To jest dobry pomysł, żeby w ogóle dawać im broń? — westchnął, podążając za Gerry. Przez moment nawet rozważał wytrzelenie bełtu w jej zdecydowanie zbyt wielki tyłek i udawać, że zrobił to zupełnie przypadkiem. Obawiał się jednak, że jedyny uznawany przez niego autorytet, to znaczy ojciec, mu nie uwierzy i skończy się karczemną awanturą zamiast kolejną gwiazdką do naklejenia w albumie dobrego syna. — Wiesz jak ciężko jest ukryć zwłoki? Nie wiedziała, bo nigdy nie była w takiej sytuacji. Leander natomiast był, dwa razy. Kilka dni temu miał nawet wizję, w której dwie czarownice miały twarze jego ofiar. Na Merlina, co za piękny widok! Żałował aż, że nie zostawił sobie ich czaszek, tylko pukle włosów i kilka osobistych rzeczy. — Jelenie nie krwawią tak mocno — mruknął nieco niezadowolony, ostatecznie przystając na jej propocyzję, gdy las zamykał ich w coraz ciaśniejszych objęciach. RE: 25.03.1942 Polowanie Gerry i Leander - Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2022 Gerry mogła podejrzewać Leandra o wszystko, jednak nigdy w życiu nie dopuściłaby do siebie, że jest w stanie poczuć do niej braterskie uczucia. Nieco inaczej podchodziła do Theona, pomimo wielu zwad między nimi, wiedziała, że jak będą zdesperowani to pomogą sobie nawzajem. Jeśli chodzi zaś o młodszego brata, nigdy w życiu by go o nic nie poprosiła, nawet gdyby była pod ścianą. Zdawała sobie sprawę, że jakby jej się coś złego przytrafiło to pewnie by ją jeszcze kopnął, żeby skonała. Niezależnie od tego, jakie okaże się być to szczenię, Geraldine na pewno sobie z nim poradzi, nie od dzisiaj zajmowała się zwierzętami, nie tylko tymi magicznymi, czuła więc, że to będzie nowe wyzwanie, a jeśli mu sprosta to będzie miała cudownego towarzysza do polowań. Nie obchodził ją pobudki brata związane z tym podarkiem, tak, czy siak, chciał, czy nie naprawdę ją tym uszczęśliwił, chyba pierwszy raz w ciągu całego życia. Zastanawiała się, czy może był to sposób na odkupienie swoich win związany z króliczkiem, którego jej udusił, gdy byli dziećmi, z drugiej strony nie sądziła, by o tym pamiętał. Nie wydawało się jej, aby to była znacząca cokolwiek sytuacja dla niego. - Nie sądzę, ale na decyzje ojca nie mam wpływu.- Jakby coś przynajmniej nie będzie to jej wina. Czasem zastanawiała się, czy Gerard miał wszystko dobrze poukładane pod kopułą, coraz częściej w to powątpiewała, a sytuacje jak to dzisiejsze polowanie ją tylko w tym wszystkim upewniały. Przystanęła momentalnie, kiedy usłyszała kolejne pytanie swojego brata. - Słucham?- Musiała to jakoś przetrawić, ukryć zwłoki? Po co miałby ktoś ukrywać zwłoki? - Nie wiem, jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam, co to w ogóle za pytanie?- Widać było skonsternowanie na jej twarzy. Wiedziała, że jest popierdolony, ale żeby aż tak? Przyglądała mu się uważnie, nie mając zielonego pojęcia, o co właściwie mu chodzi. - Tu nie chodzi o to, czy krwawią, są najbardziej majestatyczne.- Czy aż tak bardzo podniecał go widok zarzynanych, niewinnych stworzeń, czy o co właściwie mu chodziło. Ruszyła ponownie, miała zamiar jak najszybciej coś złapać, żeby nie musieć z nim przebywać. |