Secrets of London
[22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Brighton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=155)
+---- Wątek: [22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa (/showthread.php?tid=5246)



[22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Charlotte Kelly - 16.10.2025

Charlotte niewiele czasu poświęcała rozmyślaniom na temat wiary albo niewiary. Bogowie mogli istnieć albo nie, ale jeśli istnieli, to w swoim nie tak krótkim życiu nigdy nie natknęła się na ślady ich działalności. Niewątpliwym faktem było jednak, że sabaty posiadały swoją własną moc, a poza tym stanowiły rodzinne święto, a jako że Charlotte była pod każdym względem idealna, musiała być też idealną matką. Z tego powodu w domku, należącym do Jonathana, w którym mieli obchodzić to święto, pojawiło się trochę typowych dla tej pory roku dekoracji, a Charlotte szykowała mabonową kolację, dyrygując dziećmi niby generał.
Rita, skarbie, udekoruj stół. Theo, naszykuj talerze. Jessie, gdzie są świece? Zaraz, żadne z was nie boi się teraz ognia, prawda? Do licha, nieważne, użyjemy zaklęć, zanieś tam ten półmisek, nie musimy się modlić, to i tak nigdy nie działa…
Tego typu polecenia padały w ciągu ostatniej godziny, gdy Charlotte sama miotała się po kuchni, co jakiś czas przeklinając trochę. Nie była kucharką stulecia, ale kiedy przestały dla niej gotować skrzaty domowe, musiała nauczyć się paru rzeczy, a w tym roku na większości stołów nie miały stanąć zbyt wyszukane potrawy. Zrobienie gotowanych ziemniaków, zupy, sosu z mięsem i dyniowego puree nie przekraczało jej możliwości.
– Szlag – mruknęła, gdy omal nie upuściła miski z ziemniakami. Spojrzała na nie krytycznie i uznała, że na szczęście wyglądają jak powinny: ładnie zarumienione, ale nie przypalone. Westchnęła i ustawiła ją na kuchennym stole, a potem kontrolnie zerknęła w lusterko, by upewnić się, że gdy kończyła podgrzewanie potraw, nie zepsuła sobie fryzury. – Rita! Chłopcy! Jesteście już przebrani?! – krzyknęła, ściągając fartuch ze swojej szaty. Rzecz jasna, Charlie jak zwykle wyglądała w niej naprawdę świetnie, niestety ta nie była tak ładna sama w sobie, jak powinna. Większość ulubionych ubrań Charlotte spłonęła i to już jej zdaniem był najlepszy powód, aby Voldemorta należało zepchnąć w otchłań piekielną na wieki wieków amen.

!Strach przed imieniem


RE: [22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Pan Losu - 16.10.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Wasze sekrety należą do mnie. Nie istnieje nic, co ukryjecie przede mną, bo wasze dusze staną się moją własnością..


RE: [22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Rita Kelly - 08.11.2025

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/89e1d2bb157791d8adb49c6fe868777e/8044a750b24d79ae-f6/s500x750/fbb6978b1686b35a283966f8df4c26f2f2be2a9e.pnj[/inny avek]

To Mabon miało być inne niż wszystkie. Porządek został zakłócony, ich dom... cóż, Rita wolała nie myśleć o ich mieszkaniu, niekończenie wzbudzało to w niej pozytywne myśli, a sabat był dniem, w którym wypadało świętować. Na tym właśnie zamierzała się skupić, jej mama, bracia i wujkowie przeżyli, byli cali i zdrowi. Rzeczy materialne... cóż, można było stracić, później znowu zyskać, nie było sensu się więc nad tym rozdrabniać.

Znajdowali się w domku wujka, to już było poniekąd wyjątkowe, przynajmniej mogli mieć pewność, że nikt nie postanowi im przerwać celebracji święta, to było całkiem pozytywne.

Udekoruj stół. Nie było to najgorszym zajęciem, na pewno nadawała się do tej czynności dużo bardziej niż jej bracia, także bez słowa sprzeciwu wzięła się do roboty. Rozłożyła sztućce, później talerze, które przyniósł jej brat, porozstawiała też świece, do tego kilka bukietów ze świeżych kwiatów. Wszystko po to, aby było tu jak najbardziej przytulniej, jakby byli u siebie. Przyglądała się swojemu dziełu całkiem zadowolona, pozostawało tylko dołożyć jedzenie, które matka przygotowywała w kuchni i wszystko będzie idealne, no idealne na tyle, na ile się dało.

Mogła więc udać się do swojej tymczasowej sypialni, aby się przebrać. Do kolacji wypadało zasiąść odpowiednio ubranym, Matka na pewno miała na to zwrócić uwagę i ta jej i ta z góry. Odpowiednio się więc przygotowała, przeczesała włosy - mogła więc znaleźć się przy stole.

Usłyszała głos Charlotte przez co bardzo szybko wyszła z pokoju. Oczywiście, że była gotowa i przebrana. - Tak mamo, już idę. - Rzuciła jeszcze w eter, by kobieta wiedziała, że dotarły do niej jej słowa.

Kiedy zbliżyła się do salonu miała wrażenie, że matka w kuchni burczy coś pod nosem, ale nie do końca zrozumiała, co ma im do powiedzenia, na pewno jeśli było to coś istotnego to nie omieszka tego powtórzyć.




RE: [22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Jessie Kelly - 05.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iOIo3h0.jpeg[/inny avek]
Jeszcze miesiąc temu myślał, że jedyną różnicą w świętowanym przez nich tegorocznym Mabon będzie obecność Benjiego, ale nigdy by mu do głowy nie przyszło, że w tym roku świętować mieli w innym miejscu - w domu Jonathana, ponieważ ich mieszkanie zostało zniszczone. Oczywiście to, że mogli razem usiąść do jednego stołu, było powodem do niemałej radości. W końcu udało im się przeżyć pożar z początku września, ich bliscy również cało przetrwali katastrofę, w przeciwieństwie do wielu biedaków, którzy tak dużo szczęścia nie mieli, ale jednak ukłucie w piersi pozostało.
Charlotte dyrygowała nimi podczas przygotowywania kolacji, samej czarując w kuchni, więc wszystko szło całkiem sprawnie, bez zbędnego obijania się o siebie nawzajem i pojawiających się co chwila pytań "Kto zrobi...?". Benji towarzyszył im przez cały ten czas, ale jako mądry piesek starał się im nie włazić pod nogi i nie przeszkadzać i po prostu dreptał za którymś z rodzeństwa Kellych (do kuchni wolał nie wchodzić, chociaż docierały stamtąd ładne zapach), albo kładł się na podłodze i obserwował swoich człowieków, elegancko ubrany w psią muszkę. Jessie miał dla niego wcześniej zakupiony goblini strój, w który miał zamiar ubrać psa, ale ten nieszczęśliwie najprawdopodobniej spłonął podczas pożaru, nad czym Jessie wciąż ubolewał. Została mucha.
-A nie chowałaś ich do tej szafki, w której są ścierki? - spytał i otworzył wspomnianą szafkę.
Zabrał świece i odebrał od matki półmisek, który zaniósł do salonu na stół, z postawieniem go czekając na aprobatę Rity, żeby nie zepsuć jej wizji artystycznej.
Wszystko już stało na swoim miejscu, więc w ślad swojej bliźniaczki poszedł do pokoju, który tymczasowo zajmował, żeby się przebrać, a kiedy wracał do salonu, usłyszał z kuchni głos Charlotte, ale nie zrozumiał słów.
-Mówiłaś coś? - zawołał.

!Strach przed imieniem


RE: [22.09.72, domek na wybrzeżu] Opowieść Mabonowa - Pan Losu - 05.12.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.