![]() |
|
[09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Brighton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=155) +---- Wątek: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte (/showthread.php?tid=5027) Strony:
1
2
|
[09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Jonathan Selwyn - 05.08.2025 Domek w Brighton, chociaż był zdecydowanie najbarwniejszym domem Jonathana, w którym dodatkowo nocowało teraz więcej osób niż zazwyczaj, nigdy wcześniej nie wydawał się miejscem aż tak ponurym. Nawet jeśli nie tak dawno temu pozostał tutaj sam, gdy kazał pewnemu wampirowi wyjść z jego życia. Teraz jednak było inaczej. Nie mógł zasnąć, chociaż od jego powrotu z zebrania Zakonu, przywitania się ze wszystkimi i upewnienia się, że nikt z Kellych nie został makabryczne ranny minęło już tyle czasu, że mógł na spokojnie się położyć. Prawdę mówiąc to nawet nie próbował za bardzo zasnąć. Nie chciał. Czuł, że wciąż powinien być w gotowości. Że nigdy nie wiadomo co się jeszcze wydarzy, nawet jeśli Brighton było obecnie bezpieczne. Siedział więc w swojej sypialni, ubrany po domowemu w cienki sweter i wygodne spodnie (w żadnej jednak z tych rzeczy by nie zasnął, materiał był na to zbyt dobry) i… Sam nie wiedział. Londyn spłonął. Jego bliscy ucierpieli. Jego kamienica nie miała okien. Morpheus cierpiał. Lottie i jej dzieci stracili dom, a Anthony… Nawet nie wiedział jak się miało mieszkanie Anthony'ego. Wiedział tylko tyle, że czarodziej najprawdopodobniej go nienawidził. Wstał z łóżka, poprawił włosy i ruszył do kuchni, aby po prostu się przejść Spokój. Jak mogło być tutaj tak spokojnie, kiedy Londyn był cały w popiele? Nie spodziewał się, że spotka kogoś w kuchni, ale na widok przyjaciółki uśmiech ponownie zagościł na twarzy Selwyna. – Oh, no proszę – powiedział zatrzymując się na razie u progu pomieszczenia. – Czyżbyś obmyślała zemstę, czy może przyszłaś się czegoś napić po zakopaniu wszystkich zwłok? W każdym razie normalnie powiedziałbym, że wyglądasz płomiennie, ale chyba dzisiaj nie wypada. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Charlotte Kelly - 15.08.2025 Charlotte obracała w dłoniach papierosa, ale go nie odpalała. Bardzo chciało się jej palić, za to coś wewnętrznie wstrząsało się w niej na myśl o zapachu dymu. Zdążyła wykąpać się dwa razy (przeklinając na czym świat stoi, bo jej ulubiony szampon jeśli nawet przetrwał pożar, został w zrujnowanej łazience) i użyć kilku zaklęć, a wciąż miała wrażenie, że woń dymu przesiąkła jej sukienkę i włosy. Wprawiało ją to w irytację – a przecież i tak już była zirytowana, bo Londyn spłonął, ich mieszkanie było w złym stanie, nawet jeżeli dzięki bohaterskiej postawie Jessiego część rzeczy ocalała, a ona straciła prawie wszystkie swoje piękne ubrania. Ale dzieci żyły, Jonathan, Anthony i Morpheus żyli, żyły sowy – ta Charlotte trochę osmalona i bardzo oburzona jakimś cudem ich tu nawet odnalazła godzinę temu, i pani Kelly dawno nie ucieszyła się tak na widok jakiegoś żywego stworzenia – i żył ten głupi pies. Nawet Charlotte w takich sytuacjach miała pewne Priorytety. – W przypadku zemsty mam już kilka scenariuszy, którymi się nie podzielę, abyś w razie potrzeby mógł szczerze zapewniać, że o niczym nie wiesz. Muszę tylko dostać kogoś, na kim mogłabym ją zrealizować – powiedziała, unosząc wzrok na Jonathana, gdy wszedł do kuchni. – Jesteś świadom, że Jasper został w mieszkaniu, żeby je ratować? Jestem pewna, że to twój zły wpływ – oświadczyła, ze zniecierpliwieniem, ale bardziej pozornym niż prawdziwym. Odłożyła papierosa na blat i rozsiadła się wygodniej na krześle, wyciągając przed siebie nogi. Była zmęczona. Była cholernie zmęczona, ale nie zamierzała iść spać, na wypadek, gdyby śmierciożercy postanowili złożyć im wizytę, i rozmyślała o tym, co powinna zrobić, żeby nauczyć się rzucania avady. – Ale chętnie się napiję, Johny. Siadaj i pokaż, czy nie przypaliłeś sobie włosów, robiąc coś bardzo głupiego i bardzo bohaterskiego. Bo nawet nie pytam, czy robiłeś dzisiaj takie rzeczy. Świetnie przecież wiedziała. Jonathan Selwyn nie byłby Jonathanem Selwynem, gdyby nie rzucił się w ogień, mając ku temu okazję. Oczywiście, nie byłby też Jonathanem Selwynem, gdyby potem nie był oburzony na cały świat, że ten ogień śmiał go poparzyć. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Jonathan Selwyn - 09.09.2025 Jonathan uśmiechnął się smutno, podszedł do kuchennej szafki i wyciągnął z niej dobry alkohol na specjalną okazję a także dwa kieliszki, które następnie postawił przed Lottie, niczym zbyt teatralny kelner w gustownej restauracji, aż wreszcie podszedł do krzesła obok i położył dłonie na jego oparciu. – Naprawdę Lottie, jestem wybitnym kłamcą jeśli tego wymaga sytuacja. Prędzej podejrzewaliby Ministrę Magii o współudział w twojej zemście, niż mnie – powiedział połowicznie urażony naprawdę, a połowicznie wcale nie aż tak znowu urażony jej słowami. Zaraz jednak bardzo szybko spoważniał. – Wiem – powiedział już nieco ciszej, przyglądając się swoim dłoniom, które na szczęście nie ucierpiały w pożarze. Widział płonącą kamienicę, a obraz stojacego nieopodal Jessiego zdecydowanie wyrył mu się w pamięci. – Ale nie mogę nie rozumieć jego chęci ratowania mieszkania. Przynajmniej nie biegał potem po Londynie. Bo na przykład Anthony i Morpheus... Szczęśliwie nic im nie jest. Szczęśliwie nikomu nic nie było. Szczęśliwie... Na Merlina przecież to, że wszyscy żyli było kwestią niewiarygodnego wręcz szczęścia. Wreszcie usiadł na krześle obok niej i westchnął ciężko, przejeżdżając palcami po włosach. – Nawet tak nie żartuj – burknął w udawanym oburzeniu, profilaktycznie jednak sprawdzając na oślep, czy aby przypadkiem nie czuł żadnej plamy gołej skóry pod palcami. – I nie robiłem głupich rzeczy. Robiłem tylko to co do mnie należało. Anthony robił głupie rzeczy. Morpheus... wciąż się zastanawiał, czy Morpheus robił głupie rzeczy, ale jeśli chodziło o Jonathana to żadna decyzja którą dzisiaj podjął nie należała do głupich. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Charlotte Kelly - 12.09.2025 – Cóż, dzięki niemu mieszkanie dalej stoi i wymaga głównie wymiany okien oraz ogarnięcia ścian. Pomijając oczywiście wszystko, co spłonęło – westchnęła Charlotte. O zgrozo, gdy o tym myślała, o tych wszystkich straconych rzeczach, o konieczności remontu i ich odkupienia, oraz podjęciu kilku bardzo ważnych decyzji, w tej chwili czuła się nie tylko zmęczona, ale też niemal staro, a Charlotte czuła się tak bardzo, bardzo rzadko – chyba ostatni raz przyszło jej do głowy, że się zestarzała, gdy Theo skończył Hogwart i z pewnym zdumieniem odkryła, że ma trójkę dorosłych dzieci. Ale wtedy szybko wybiła sobie te myśli z głowy, a teraz Spalona Noc sprawiała, że Charlotte zaczęła czuć znużenie i starość w kościach i w głowie. – Będę musiała tam iść i ocenić straty. Moje książki są w większości ognioodporne, więc przynajmniej one zapewne ocalały. A moja sowa niedawno tutaj przyleciała, na szczęście była poza domem i nie zadusiła się dymem. Przyjęła kieliszek, uśmiechając się lekko, przez moment nawet szczerze, gdy Jonathan wcielił się na moment w rolę kelnera, jedno z kolejnych, drobnych przedstawień Selwyna. On nigdy tak naprawdę nie przestał być aktorem, nawet jeżeli nie był to jego oficjalny zawód. Mogłeś wyciągnąć Jonathana Selwyna z teatru, ale nie mogłeś wyciągnąć teatru z Jonathana Selwyna. Sięgnęła po kieliszek i uniosła go w niemym toaście, a potem się napiła, i palący smak na języku był w tej chwili dokładnie tym, czego potrzebowała po tej paskudnej nocy. – Naprawdę? Nie wbiegłeś do żadnego płonącego budynku? Z nikim się nie pojedynkowałeś? Nie naraziłeś życia, żeby uratować jakiegoś przypadkowego, nieznanego sobie przechodnia? Jeżeli odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi „nie”… to kim jesteś i co zrobiłeś z Jonathanem Selwynem? – spytała, spoglądając na niego z podejrzliwością, autentyczną albo udawaną. A potem przechyliła się, sięgając do jego włosów i przez chwilę wodząc między nimi palcami… – Och… nie, nie może być… – westchnęła w pewnym momencie, a jej oczy otworzyły się szerzej. – Masz ciągle trochę popiołu we włosach – dodała zaraz. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Jonathan Selwyn - 16.09.2025 – Myślałem, że pójdę tam jutro z Jessim i spróbujemy ocenić straty – Co raczej nie będzie zbyt wesołą wycieczką. – A potem udamy się do sklepów, jeśli jakieś będą funkcjonowały, aby dokupić wam to czego potrzebujecie tutaj. – Oczywiście miał tutaj wszystko co było potrzebne, aby zapewnić gościom odpowiedni poziom komfortu, ale Jonathan wiedział, że czasem miło jest kupić (czy raczej w tym wypadku otrzymać) coś, co pomogłoby spersonalizować przestrzeń, w której będą musieli przez jakiś czas żyć. – Jeśli czegoś potrzebujesz daj mi znać. Nawet jeśli chodzi o inny kolor kapy na łóżko. Jonathan odwzajemnił toast i sam upił trochę ze swojego kieliszka, czując jak alkohol próbuje dzielnie wypalić wszystkie jego dzisiejsze powody bezsenności. Nie że było to szczególnie skuteczne remedium. – Nie, nie wbiegłem. – Zamilkł na chwilę. – Wszedłem bardzo szybkim krokiem, ale to była wyjątkowa sytuacja. No i wątpię, że można uznać "stanie na zewnątrz i gaszenie budynków" za jakieś olbrzymie ryzykowanie życia. W końcu byłem na otwartej przestrzeni. – Na której i tak wszystko płonęło, ale to już były szczegóły. Charlotte mogła zobaczyć jak plecy Jonathana nagle się spinają. – Lottie? Co się dzieje? To tylko popiół? Na Merlina, nie mów że mam wypaloną dziurę. Mam wypaloną dziurę prawda? – Merlinie, tylko nie kolejna tragedia tej nocy. Był na to już zdecydowanie zbyt zmęczony. A może, co gorsza, przez dzisiejsze pożary przybyło mu nagle drastycznie więcej siwych włosów? Bo z tym że w ciemnej czuprynie mógł dostrzec srebrne nitki, pogodził się już jakiś czas temu. Nawet nie zawsze je farbował, aby sprawiać wrażenie kogoś pogodzonego z upływem czasu, ale gdyby nagle jego całą fryzura została przypruszona siwizną... Nie. Tego zdecydowanie nie mógłby znieść i... Zaraz. Kiedy tak właściwie ostatnio zadbał o swoją fryzurę? Chyba... Chyba zapomniał umówić się do fryzjera przez tę całą wampirzą sprawę. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Charlotte Kelly - 17.09.2025 – Rozejrzyjcie się za moją sukienką. Jest ognioodoporna. Pewnie będzie brudna, ale da się doprać – powiedziała Charlotte, która nie tak dawno temu zamówiła taką u Enzo, i było trochę zabawne, że ot miał być jeden z nielicznych jej ciuchów, które przetrwały. Przez moment spoglądała gdzieś w przestrzeń, z żalem: opłakiwała właśnie w duchu wszystkie swoje piękne ubrania, które pewnie zamieniły się w popioły. Tyle dobrego, że w Ministerstwie zawsze trzymała coś na przebranie i zapasowe buty, na wypadek, gdyby coś wybuchło w Departamencie, co zdarzało się regularnie. I że zostawiła swoją ulubioną marynarkę w pracy, kiedy wybiegała na płonące miasto. Przynajmniej nie została w dosłownie jednej koszuli „na grzbiecie”. – Rita będzie potrzebowała ubrań na zmianę, mam zamiar zabrać dzieci na zakupy, ale możesz kupić jeden, dwa komplety, żeby miała coś, zanim się wybierzemy. Poza tym… Zamyśliła się na moment, rozglądając po domu. To było miłe miejsce. Zdawało się bezpieczne na tyle, na ile jakieś miejsce mogło być w Anglii bezpieczne. Ale… – Zdajesz sobie sprawę, że możecie wpaść w kłopoty? Ty przez nas, Tony przez tych Ble Ble coś tam. Jeśli się rozejdzie, że udzielacie nam schronienia. Możemy przenieść się do domu Amelii. To był objaw naprawdę ogromnej troski ze strony Charlotte. Takiej rozmiarów Mont Everestu, bo zwykle naprawdę miała w nosie, co myślą inni, a z prowokowania swojej rodzinki uczyniła wręcz sztukę. Ba, zdarzyło się jej nawet na złość matce raz czy dwa przedstawić panieńskim nazwiskiem. Ale coś z tych popiołów i ogni dobiło się i do głowy Charlotte Kelly, a jednak żałowałaby, gdyby ktoś zabił Jonathana z jej powodu. – Och, wyjątkowa. Niech zgadnę, ktoś był w środku i musiałeś go wyciągnąć – zakpiła i lekko pociągnęła go za kosmyk włosów. – Chciałam cię przestraszyć – powiedziała całkiem szczerze. – Nie są spalone. Ale gwałtownie domagają się przycięcia, jeśli mam być szczera. Jonathanie, twoja fryzura nie wyglądała gorzej od tego dnia na szóstym roku, kiedy eliksir elektryzujący wybuchł nam w twarze. !Strach przed imieniem RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Pan Losu - 17.09.2025 Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Jonathan Selwyn - 26.09.2025 ‐ Sukienka, oczywiście. Chyba jeszcze tej nowej nie widziałem – powiedział całkowicie poważnie, zgadzając się z Charlotte na temat tego, że jednak ładne ubrania były jedną z najważniejszych rzeczy do odzyskania po pożarze. – Wybierzemy jej coś ładnego. Dla chłopców również? Na jej dalsze słowa jedynie machnął ręką, bo chyba nie do końca do niego dotarło, że Lottie mogła mówić jakkolwiek poważnie. Przecież to było bardziej niż oczywiste, że mogli tutaj mieszkać, a Jonathan naprawdę miał gdzieś potencjalne kłopoty z tym związane. – Myślałem, że ktoś jest w budynku – Musiał się przecież upewnić, że nikomu nic się nie stanie, zwłaszcza gdy chwilę wcześniej nie udało mu się pomóc skaczącej z okna czarownicy. Mocniej zacisnął dłoń na szklance, próbując wypchnąć ten obraz z pamięci szczególnie, że szedł za nim cały kolaż innych, jeszcze mniej przyjemnych scen. Jessie stojący na ulicy, wpatrując się w płonący budynek. Morpheus krzyczący z bólu. Wybuchającą witryna sklepowa i lecące w jego stronę ogniste zaklęcie. Anthony w czerwonej farbie, która równie dobrze mogła nie być farbą. Westchnął cicho, a potem prychnął oburzony. – Naprawdę Lottie. Straszyć tak biednego człowieka. Bohatera tych pożarów! Skandal! – Niestety miała rację, że przydałoby mu się przyciąć włosy. Obawiał się jednak, że jego ulubiony fryzjer będzie przez chwilę nieco niedostępny. – I bez przesady! Moja fryzura jedynie jest coraz lepsza. Nigdy gorsza. Ale tak, wiem. Miałem umówić się w tym tygodniu. Cały czas gdzieś z tyłu głowy myślał o jej wcześniejszych słowach i chyba dopiero w tej chwili dotarło do niego, że Lottie mówiła jak najbardziej poważnie. Szybko obrócił się wraz z krzesłem tak aby móc patrzeć przyjaciółce prosto w oczy. – Lottie, poczekaj chwilę, bo chyba nie wyraziłem się dość jasno. Nigdy nie będziesz dla mnie kłopotem. Ani ty ani dzieciaki. Nie ważne czego by nie powiedzieli. Chcę się pozbyć ze swojego życia Śmierciożerców i ich naczelnego błazna, jak i wszystkich którzy im przyklaskują. Nie was. Nigdy nie was. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Charlotte Kelly - 27.10.2025 – Będziesz więc teraz oglądał ją dość często, bo większość innych pewnie spłonęła – westchnęła Charlotte z odrobiną żalu. W teorii nie pora żałować róż, gdy płoną lasy: ale ona zawsze wolała róże w ogródku od lasów. Oczywiście, że irytowały ją zniszczenia i straty w meblach, ale to nie oznaczało, że nie opłakiwała swoich przepięknych sukienek. – Może po jakiejś koszuli. Resztą zajmę się sama. Nie pozwalaj Jasperowi samemu wybrać koloru. Biorąc pod uwagę jego daltonizm, miewał skłonności do wybierania absolutnie niepasujących mu kombinacji kolorystycznych. Dlatego matka i siostra często wkraczały do akcji. – Oczywiście, że tak myślałeś – prychnęła, wydymając usta, ale potem wyraz jej twarzy złagodniał i poklepała go lekko po ramieniu, zanim dopiła zawartość swojej szklanki. Jonathan Selwyn był, pechowo, po prosto dobrym człowiekiem. Chociaż to mieszkanie Charlotte wymagało pilnego remontu, a po tym jak zakrztusiła się dymem czuła się wciąż jakoś dziwnie, ilekroć myślała o Voldemorcie, tak naprawdę to na nim te wydarzenia odcisnęły głębokie piętno. Pani Kelly troszczyła się o jednostki: Jonathan miewał tendencje do troszczenia się o cały świat. – Zawsze uważałam bohaterstwo za rodzaj jakiejś wyjątkowo irytującej choroby. Zarażasz nią mojego syna, niestety. I ponieważ jesteś moim najlepszym przyjacielem, muszę to powiedzieć: twoja fryzura gwałtownie domaga się nożyczek i grzebienia – westchnęła, kręcąc głową, jakby z ubolewaniem. Nie żeby sam Jonathan wyglądał źle. Oni zawsze wyglądali wspaniale. Uśmiechnęła się na jego słowa: to był jeden z tych typowych dla Charlotte uśmiechów, który zdawał się sam już bez słów wyrażać „no przecież cię znam, człowieku.” Wyciągnęła ręce i tym razem na moment ujęła jego twarz w dłonie. – Johny, skarbie, przecież cię o to nie oskarżam. Musiałabym upaść na głowę, żeby tak o tobie pomyśleć. Po prostu oferuję, że zatrzymamy cię gdzieś indziej, żebyś mógł skupić się bardziej na ratowaniu świata, bez mojej matki wrzeszczącej, że psujesz sobie opinię. To nie jest dla nas żaden problem, mamy dokąd iść, a wtedy będę mogła też niecnie cię wykorzystać do pomocy w znalezieniu kogoś do remontu. Ale nie zamierzam nalegać. RE: [09.09.1972] After the fire, would come a brand new day | Jonathan & Charlotte - Jonathan Selwyn - 10.11.2025 – Zadbam o to, aby jego koszulę prezentowały się kolorystycznie odpowiednio. Musisz jednak przyznać, że w twój syn w pewien sposób zasługuje na pochwałę, jako że jeszcze nie postanowił ubierać się jedynie na czarno – powiedział z uśmiechem i przez chwilę poczuł się, tak jakby po prostu siedzieli w kuchni i rozmawiali. Ot, przyziemne spotkanie bez żadnego ciężaru minionych godzin. Tak oczywiście jednak nie było. Przejechał dłonią po domagających się odnowy włosach, szczęśliwie już porządnie wymytych ze wszelkiego brudu. – Potrzebuję odpowiednich nożyczek. Merlinie broń, nie tych kuchennych. Na pewno są źle zaostrzone i jeszcze przez nie zaczną rozdwajać mi się końcówki – powiedział Bardzo Poważnie. – Ale myślę, że grzebień to dobry pomysł. Oh na Merlina niemal bym zapomniał! Chyba mam gdzieś olejek odnawiający włosy po ciężkich warunkach. Może mogłabyś mi pomóc go rozprowadzić? Mogę ci potem odwdzięczyć się tym samym. I naprawdę myślisz, że Jessie odznacza się odwagę tylko przeze mnie? To znaczy nie zrozum mnie źle, jestem mimo wszystko zaszczycony tym komplementem, ale on wyrósł słuchając historii o tym jak ty i jego ojciec bohatersko postanowiliście być razem. A potem patrzył jak bez obaw wracasz po tym wszystkim do kraju i z odwagą ignorujesz wszystkich, którzy mają coś na ten temat do powiedzenia. Obawiam się, że ty i Ned również przyczyniliście się do rozkwitu jego odwagi moja droga i nie masz jak temu zaprzeczyć. Gdy ujęła jego twarz w dłonie Jonathan posłał jej kolejny uśmiech. – A ja ci mówię, że skoro już pozwoliłaś mi ratować świat, to chcę ratować ten, w którym wy jesteście obok – powiedział, na krótką chwilę kładąc swoją dłoń na jej dłoni. – Więc proszę cię, rozumiem że będziecie chcieli mieć swój własny kąt i oczywiście pomogę wam w renowacji, ale nie przyśpieszaj tego z mojego powodu – prychnął rozbawiony. – Zwłaszcza, że dzisiaj ktoś wziął mnie za Śmierciożercę i postanowił zaatakować słupem ognia, także przydałaby mi się "zła" słowa w tym drugim kręgu. |