![]() |
||||
|
[04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci (/showthread.php?tid=4553) |
||||
[04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Keyleth Nico Yako - 05.03.2025 04.09
Londyn był strasznie brudnym miastem w sposób, który zapewne nie odpowiadałby zbytnio Keyleth, ale z drugiej strony od dziecka marzyła, żeby w nim się znaleźć, więc do tego brudu podchodziła nader swobodnie. Nie mogła się zdecydować na to kim chce być tego dnia w ramach kolejnej porcji zwiedzania, więc rzuciła monetą i wyszło jej całkiem zacnie, że Nico nie będzie miał rudych włosów, ani cycków. Imię się nie zmieniło, podchodziła doń bardzo swobodnie, utrzymując jedno fałszywe, żeby równie skutecznie na nie reagować.Nogi powiodły więc Nicosia do zakładu szklarskiego, na którego witrynie wszystko tak obłędnie wyglądało. Kolory. Mnóstwo kolorów. Tak odmiennie, tak inaczej, tak cudownie. Lekko sfretkowany mózg powstrzymywał się, żeby nie gonić łapami, znaczy dłońmi za odbijającymi się na ziemi światełkami. – I serio to wszystko z piasku? – z zafascynowaniem przypatrywał się kolejnym cudeńkom. Wyglądał jak przyjezdny. Jak turysta. Kwiaciasta koszula, ciemna karnacja, orientalne rysy wskazujące na półwysep arabski albo jakieś inne Indie. Lokowana czupryna była równie czarna jak jego bardzo czarne oczy, które teraz iskrzyły zachwytem, niepomne na to, że w kieszeni dziura i ani pół knuta nie miał na to, by móc poczęstować się tymi pięknotami. Musiał wystarczyć mu naturalny talent. Oczywiście trudno było wsadzić sobie lustro do plecaka, ale Keyleth nie gardziła miniaturowymi ozdóbkami. – W jaki sposób się robi że to jest takie czerwone? A to nie? A to jest prawdziwe srebro czy tylko wygląda na srebro? Czy to nie jest za ciężkie żeby wisieć na żyłce? Czy w lustra serio można wchodzić? – wyrzucał z siebie pytania z prędkością kogoś bardzo prędkiego, ale też niezbyt mądrego. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Elias Bletchley - 06.03.2025
RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Keyleth Nico Yako - 06.03.2025 Keyleth była mądrą osobą. Jej wiedza o magii i otaczającym świecie dalece wykraczała poza przeciętny umysł dwudziestolatka, przesiąknięty zatęchłym szkockim zamczyskiem. Splatała magię samymi dłońmi, rozumiała przepływ energii w świecie, naginała materię do swojej woli. Keyleth była bardzo dziwną osobą. Fakty mieszały się z mitami, a wychowanie przez metamorfomaga wciągającego dużą ilość ziół popijanych niebieskim wywarem z grzybów... No cóż, nie służyło skutecznemu i racjonalnemu pojmowaniu otaczającego ją świata. – Złoto, które jest czerwone... Ale nie jest ono kradzione, to nie krew tych, którzy je wydobyli barwi szkło? – zapytał absolutnie serio, czarnymi jak węgle oczy świdrując postać dobrodusznego szklarza. – Czy w ten sposób piasek próbowany w ogniu ukazuje prawdę o tym, co go dotyka? – pustynia była ważnym elementem życia Key. Kiedyś przez dwa miesiące podróżowała z matką i nomadami, aby odnaleźć siebie. Aby siebie nie zagubić, kiedy ciało pozostawało dzikim wiatrem mogącym w każdej chwili rzucić na ziemię inny kolor. Barwny, orientalny ptak - potencjalny klient Eliasa - oblizał wargi, nie myśląc o tym, że jadł wczoraj, a dziś tylko we fretkowej postaci udało mu się podkraść pół bułki przed ponownym wyjściem na Londyńskie ulice. – Jak pachnie kobalt? Mógłbyś mi pokazać? – padło pytanie pełne nadziei, jakby krew na złocie, nie zrażała ciekawego świata umysłu. Ciekawego nosa. Jej nos też chciał wiedzieć. Na pytanie Eliasa o możliwości luster wyprostował się i zaśmiał nieco nerwowo. W szkole śmiali się z tych zabobonów, ale dla niego... – Lustra są niesamowite i na pewno niektóre są portalami. Nie takimi co pozwalają podróżować po świecie, ale wiesz... takimi do innych światów. Do światów duchów. Do królestw pustynnych ifrytów. Do podwodnych skarbców. Lustra, nawet najmniejsze potrafią ściągać też duchy. O patrz, tu mam takie jedno... Niestety za słaby jestem w gębie, żeby jakiegoś zaprosić na małą posiadówkę. Potrzebne jest też odpowiednie kadzidło, ale no... lustro jest lustrem. – Energicznie sięgnął do swojej torby pełnej... wszystkiego. Tak to bywało gdy człowiek z jednej strony cały swój dobytek nosił na plecach, a z drugiej miał skłonność do gromadzenia pamiątek. Chwilę pogrzebał w swojej torbie mającej wszystko i w końcu wyciągnął niewielkie zawiniątko. W barwnej szmatce znajdował się złocisty naszyjnik przedstawiający nieco rozlazłą twarz, ale po drugiej stronie graweru zalśniła gładka lustrzana tafla. Chłopak pochylił się do Eliasa konspiracyjnie, dotykając palcami powierzchni. – Moja matka tak gadała z babcią i prababcią i praprababcią i prapraprababcią. Ja niby też bym mógł ale zdążyła umrzeć zanim powiedziała mi jak to się robi. – Przykra sprawa być sierotą, ale najwidoczniej mężczyzna nie przejmował się tym zbytnio pogodzony z tym faktem. – A może... potrzebowałbym po prostu swojego takiego? Jak myślisz? Czy wtedy lustro wiedziałoby czyje jest i zaczęłoby działać? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Elias Bletchley - 09.03.2025
RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Keyleth Nico Yako - 13.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] Prychnęła rozbawiona na to pospieszne zapewnienie. Ostatecznie każde złoto splamione było krwią z tego prostego powodu, że się je brało z kopalni. Każdy pieniądz śmierdział. Każdy pieniądz niósł ze sobą jakieś cierpienie. Głos matki niemal szeptał jej to obecnie do ucha, więc wzdrygnął się, skupiając swoją uwagę na grudce. Nie miał pojęcia o rzemiośle i był głęboko rozczarowany, że zgodnie ze słowami Eliasa, kobalt pozbawiony był zapachu. – Ale to przecież nie jest niebieskie! – zauważył przytomnie, ściągając brwi w niedowierzaniu i powątpiewaniu, czy ów jegomość rzeczywiście pokazał jej dobrą grudkę. No ale przecież z drugiej strony nie pomyliłby się tak sromotnie, prawda? Bez większych ceregieli Key wziął w palce metal i zaczął go całkiem sprawnie obracać. To była jednak ziarno, nie piękny kwiat. Lep palców nie zadział zbyt skutecznie. Poza tym rozmowa, OCH rozmowa była taka fantastyczna! –Legendę? To musi być prawda! – krzyknął, totalnie ślepy na niezręczność Eliasa, na jego nerwowe rozglądanie się po zakładzie. – Wiadomo, że są światy, a skoro u Was mówi się o takim, to z pewnością ktoś tam był inaczej przecież by o tym nie mówili! – To nie było do końca tak, że Keyleth nie miała filtra i nie potrafiła rozróżnić bajek od rzeczywistości. Każda bajka jednak, każda opowieść niosła ze sobą przesłanie wystające ponad słowa. Każda bajka była w pewnym sensie prawdziwa - musiała mieć jakiś swój początek. Tak jak kłócące się góry, jak później się okazało były to ruchy tektoniczne. Albo króliki przemieniające się w kobiety - wiadomo, że animagowie. Czekała, by spotkać fae na tej ziemi i patrzeć czy porywają do swojego bajkowego świata w którym dzieci stawały się posiłkiem. Ekscytowało ją to i przerażało jednocześnie. – Ale w ogóle to było to to samo miejsce? Czy jednak może inne. – Tak ciemne, że niemal czarne ślepia wpatrywały się intensywnie w twarz rzemieślnika, w konspiracyjnym do niego nachyleniu. – Myślisz, że byłbyś w stanie zrobić takie lustro portal? To byłaby kwestia tego co odbija, szkła czy ramy? A może okoliczności wyrobu? Odpowiednich... run? A może... może wszystkiego tego na raz? [b]– I ta cała Alice. To była czarownica? Żyje jeszcze? – Kto by się tam przejmował jakimiś dwukierunkowymi lusterkami, gdy tu taka opowieść, taki świat, podobny do tego faeńskiego. Wyciągnął dłoń po swój wisior, nieco w roztrzepaniu, bezmyślnie. I nagle w tym samym momencie strasznie, strasznie, najstraszniej zaburczało mu w brzuchu. Jego twarz zrobiła możliwie najgłupszą minę, mieszankę szoku i odrazy do samego siebie, czyli tak zwane bardzo popularne zażenowanie. Kiedy jadł ostatnio? Chyba podkradł jakąś czerstwą bułkę rano będąc w postaci zdecydowanie mniejszej. – Em to tak, to tak, no, hehe przepraszam, chyba coś ee... to ten londyński klimat. Temperatura wzmaga apetyt bardziej niż morze. – żachnęła się lekko zaniepokojona czy uda jej się utrzymać właściwa powłokę, skoro ciało, jego rdzeń było nieszczęśliwe. – W lustrze pragnień to chyba teraz ze trzy dziki pieczone byłyby tu przede mną. Czy co tez jecie ee... gulasze i te no... puddingi! – strzelała, nie chcąc w sumie wychodzić, ale czując tykający nad karkiem zegar. RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Elias Bletchley - 15.03.2025
RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Keyleth Nico Yako - 15.03.2025 Key nie miała zielonego pojęcia o czym mówił Elias. Znaczy wróć, miała pojęcie. O każdej z tych rzeczy tak po trochę. Każde słowo oczywiście miało sens, ale z rzemiosłem było jej tak koszmarnie nie po drodze. Z drugiej strony żywy płomień chłopaka był intrygujący, gdy tak żonglował fachową wiedzą, niepomny na to, że mógłby ją zanudzić. No bo mógłby. Ale kiedy jest się złodziejem tożsamości warto wiedzieć jak mówią i o czym mówią ludzie. Tak gdyby kiedyś przyszło jej udawać szklarza... – Lubię niebieski i lubię czerwony. Ale najbardziej lubię pomarańczowy i żółty. Przypomina mi o domu. – przyznał z prostotą. – Ludzie tutaj ubierają się strasznie ponuro. Czasem myślę, że takie lustra przejścia też by się świetnie sprawdziły żeby móc sobie przejść z jednego domu do drugiego, na absolutnym końcu świata, gdzie woda ucieka w kosmos. – westchnął rozmarzony. – Takie runy metalowe w drewnie... to wiele sztuk na raz prawda? Jesteś też snycerzem? Robiłeś te ramy? Chciałbym, żeby moje ręce też się do czegoś więcej nadawały niż noszenia i ciągnięcia lin... Czasem podczas dłużących się rejsów strugałem coś, ale no... aż wstyd pokazać te moje małe ptaszki – parsknął, żałując że nie może prosić o pokazanie mu większej ilości szklanych drobnostek. Nie były drogie ale nadal błyszczały. Zamiast tego schowała wisior po swojej matce do torby. Na wzmiankę o obrzyganej cukierni zachichotała. Całkiem dziewczęco. Zaraz potem czkawka dała o sobie znak. – Ghaaaa gulasz i puding ee... – kiesa wciąż pozostawała pusta, poza paroma wymiętoszonymi mugolskimi banknotami Key była stanowczo bez grosza przy duszy. Przygryzł wargę zastanawiając się na ile Elias dałby się na to złapać. Ale... kto nie zarzuca wędki ten nie ma szans na rybę, prawda? – Nie masz teraz może jakiejś przerwy obiadowej? Albo końca zmiany? Moglibyśmy się przejść razem, poopowiadałbyś mi o tym drewnie pod ramę, metal na runy też pewnie powinien być jakiś wyjątkowy. Może w tej opowieści są jakieś detale związane z liczbami i proporcjami, które Ci umykają. Mógłbym pomóc, a Ty zadbałbyś żebym dotarł do dobrej garkuchni nim padnę z głodu na londyńskiej ulicy mm? – zaproponował, z nadzieją wlepiając weń swoje ciemne jak dwa węgielki ślepia. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Elias Bletchley - 15.03.2025
RE: [04.09 Keyleth & Elias] Nie wszystko złoto co się świeci - Keyleth Nico Yako - 21.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] Key czuła, że jej chwile w tym sklepie są policzone i strasznie ją wkurzało kilka rzeczy. Po pierwsze nawet nie zdążyła się lepiej rozejrzeć, bo ją typek zagadał, a to ona miała zagadać jego i podwędzić mu coś za co mogłaby zjeść dzisiejszy obiad. Po drugie mimo że wszystko się tak pięknie błyszczało, to raczej za kawałki lustra nie zarobiłaby zbyt wiele, więc chciała go naciągnąć na dzisiejszy obiad i to też nie zdało egzaminu. Czuła się tak, jakby jej rybka zerwała się z żyłki i wcale jej się to nie podobało. Sapnęła nieco poirytowana nie wierząc za bardzo, żeby za te dwie godziny się zobaczyli w tym całym kotle. Z drugiej strony nie powinna palić mostu, w Londynie w końcu chciała zostać na dłużej. Może typek nie jest jeleniem, ale byłby dobrym paserem? A może podsycona myśl o magicznym lustrze sprawi, że mogłaby być jego dostawcą dziwnych składników, których potrzebowałby do swojego życiowego projektu? Strzepnęła więc zły nastrój ze swojej zmetamorfowanej buźki. – Dobra, to ja lecę, a Ty dojdziesz do Kotła jak skończysz. Jestem Nico tak w ogóle. – Wyciągnął dłoń na przedstawianie i właściwie pożegnanie, uśmiechając się pojednawczo. Jestem Nico, bardzo chujowy złodziej ja pierdole. Wypominała sobie w głowie, gdy wychodziła z zakładu. Ostatecznie jednak coś ze sobą zabrała. Myśl o świecie opisanym przez Eliasa została z nią na dłużej nie tylko jako potencjalne dla niej źródło zarobku. Zdawało się, że matka opowiadała jej podobną historię. Będzie musiała mu ją sprzedać następnym razem. Tylko tam nie był królik tylko jeżozwierz. Pogwizdując fałszywie szybko śmignęła do jakiegoś ciemnego zaułka, by wrócić do swojej wyjściowej postaci. Może tak łatwiej uda się jej znaleźć kogoś, kto postawiłby jej obiad? Koniec sesji
|