[18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 29.08.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
—18/07/1972—
Wzgórza wokół Little Hangleton
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley
Zgodnie z niepisaną tradycją, miejscem sesji treningowych Erika i Geraldine w ostatnich miesiącach stały się okolice Little Hangleton. Wprawdzie nieporównywalnie lepiej byłoby im ćwiczyć w londyńskim Klubie Pojedynków, jednak w ich przypadku zdecydowanie się na ten krok miało jeden dosyć poważny mankament: musieliby rezerwować termin z wyprzedzeniem. Chociaż szermierki w opinii ogółu mogła już dawno przejść do lamusa, tak pojedynki czarodziejów praktycznie święciły drugą młodość.
Zwłaszcza biorąc pod uwagę pojedynek Notta z Lestrangem, pomyślał przelotnie Erik, wspinając się w towarzystwie przyjaciółki ze szkoły po stromym wzgórzu. Afera rozdmuchana w socjecie coraz mocniej przenikała także i do mediów, a sam Longbottom odnosił wrażenie, że starcie zaczynało bardziej ekscytować ludzi niezwiązanych ze sprawą niż samych zainteresowanych. Nie wiedział, czemu właściwie przystał na prośbę Notta - miał tyle innych zobowiązań, że nie był pewien, czy w ogóle powinien pełnić funkcję sekundanta. A jednak zgodził się i teraz musiał się wywiązać ze swojej obietnicy.
— Cieszę się, że się zgodziłaś — rzucił przez ramię, rzucając swój plecak w bok i wyciągając różdżkę z elastycznej kabury przytłoczonej do spodni w okolicy uda. — Naprawdę nie chciałem wyzywać na pojedynek nikogo z Warowni. — Uśmiechnął się krzywo. Gdyby zrobił to przy śniadaniu, kiedy wszyscy zajadali się jajecznicą i tostami, to niewykluczone, że Godryk spróbowałby wymóc na nim trening w domu. Przy wszystkich. Żeby sprawdzić umiejętności krewnych. — A z tobą to zawsze jakoś tak... Luźniej.
Wzruszył sztywno ramionami, po czym zaczął obracać różdżkę w dłoniach, tkając wszelkiego rodzaju zaklęcia zwodzącego, które zajmowały stałe miejsce w jego repertuarze podczas spotkań z panną Yaxley. Owszem, Srebrne Różdżki też oferowały ochronę i gdyby zapisali się na termin wcześniej nie musieliby zaprzątać sobie tym głowy, ale... W gruncie rzeczy ich spotkania nie były zbyt regularne. Potrafili nie widywać się dwa tygodnie, po czym spędzić intensywny weekend wspólnie lub nagle zacząć widywać kilka razy w tygodniu. Tutaj nie było żadnej reguły.
— Mam nadzieję, że ćwiczyłaś od ostatniego czasu? — dopytał z krzywym uśmiechem na ustach, szukając dla siebie odpowiedniego miejsca, co by zaklepać sobie dobrą pozycję na czas pojedynku.
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.08.2024
Zabawne, że ona i Erik mieli już swoje własne miejsce treningowe. Z dala od ciekawskich oczu, na wzgórzach Little Hangleton. Mogli korzystać z tych oficjalnych, jednak starcia na tym wzgórzu sprawiały jej większą frajdę. Świeże powietrze oczyszczało umysł, na pewno było tu dużo przyjemniej niż w jednej z salek treningowych. Co najważniejsze - nie mógł też tu ich nikt podglądać, dzięki czemu mogli zaskakiwać swoich innych przeciwników.
Longbottom był idealnym partnerem do sparingów. Byli na podobnym poziomie, a do tego widywali się dość rzadko, więc jeszcze nie zdążyli poznać swoich wszystkich sztuczek, a do tego naprawdę lubiła jego towarzystwo i zawsze ogromnie cieszyła się na ich spotkania. Nie mogło być lepiej.
Wspinali się powoli, ramię w ramię na szczyt wzgórza. To była całkiem przyjemna rozgrzewka przed pojedynkiem, których ich czekał. Dobrze jej zrobi kolejny trening, musiała być w formie od kiedy wiedziała, że gdzieś tam czai się istota, która chce odebrać jej życie. Postanowiła sobie jednak nie zawracać tym dzisiaj głowy, zamierzała się zrelaksować podczas tej walki z Erikiem. Gdy wróci do domu będzie mogła znowu myśleć o tych wszystkich problemach, które ostatnio pojawiły się w jej życiu. Nie chciała zresztą, żeby Erik widział, że coś jest z nią nie tak, nie mogła się rozpraszać tymi niepotrzebnymi myślami. Chciała skopać mu dupę, to był jej jedyny cel na to popołudnie.
- Wiesz, że nigdy nie odmawiam. - Powiedziała z uśmiechem. - Na pewno nie tobie. - Ich znajomość sięgała naprawdę młodzieńczych lat i bardzo ją sobie ceniła. Wiedziała, że może na niego liczyć, był jedną z nielicznych osób z czystokrwistej socjety którą naprawdę polubiła. - Zawsze lepiej ćwiczyć z kimś obcym, w sensie no nie obcym, ale z kimś z kim się nie mieszka. - Szczególnie, że pewnie wiedzieli na co stać daną osobę. Ona mogła chociaż trochę zaskoczyć Erika, dzięki czemu faktycznie mógł doszkalać swoje umiejętności. - Nie wiem, czy luźniej znaczy lepiej, ale potraktuję to jako komplement. - Posłała mu kolejny uśmiech.
Ona również sięgnęła po swoją różdżkę, trzymała ją mocno w lewej dłoni. Geraldine była bowiem leworęczna.
Stanęła na przeciw mężczyzny gotowa do rzucenia kilku zaklęć. Była ciekawa, kto tym razem wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Tak właściwie to reprezentowali z Erikiem podobny poziom i trudno było obstawić, kto danego dnia wygra starcie. To dodawało ich spotkaniom więcej rozrywki, dobrze było mieć świadomość, że walczy się z kimś równym sobie. Dzięki temu też mogła faktycznie określić wzrost lub spadek swoich umiejętności.
- Oczywiście, że ćwiczyłam, jak mniemam ty również? - Pewnie było to zbędne pytanie, ale zadała je również skoro on tak się martwił o to, czy dbała o regularność treningów.
- Gotowy? - Zapytała jeszcze unosząc różdżkę wyżej.
Gdy usłyszała twierdząca odpowiedź nie zwlekała. Machnęła różdżką w powietrzu i wypowiedziała zaklęcie, chciała wyczarować kulę energii, która przewróci jej przyjaciela.
[roll=Z]
[roll=Z]
kształtowanie
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 02.09.2024
Wybranie Little Hangleton na miejsce spotkań jawiło się Longbottomowi jako czysto pragmatyczna decyzja zrodzona przede wszystkim z chęci wyrwania się ze znajomego otoczenia. Wioska miała to do siebie, że w gruncie rzeczy była... dużo mniej uczęszczana niż inne miejsca, w jakich zwykli razem bywać. A przynajmniej te, które Erik zazwyczaj odwiedzał. Bądź co bądź, jego życie jak dotychczas wiązało się głównie z Doliną Godryka i Londynem. A wybranie się gdzieś dalej pozwalało nieco oczyścić głowę i wyzbyć się negatywnych myśli na neutralnym terenie. Chyba żadne z nich nie chciało każdego dnia przechodzić obok powalonego drzewa, które ścięli w chwili splecenia gniewnej inkantacji.
Poza tym, na odludziu nie przyciągali tak wzroku, jak w stolicy. Ich wspólne wizyty na przyjęciach i w magicznych ośrodkach kultury nie przeszły bez echa i zapewne trend ten nie zatrzyma się zbyt szybko. Niestety, pomyślał przelotnie Erik, stawiając kolejne ciężkie kroki. Nie miał nic przeciwko plotkom, bo niezbyt się nimi przejmował. Właściwie to nawet działało to na jego korzyść... W końcu obiecał Brennie, że spróbuje przenieść ciężar uwagi mediów na siebie, aby reszta krewnych i mieszkańców Warowni nie musiało się martwić śledzącymi ich reporterami. Miał tylko nadzieję, że plotki na temat ich bliskiej przyjaźni nie przerodzą się w coś poważniejszego. W coś, co ich rodziny mogłyby chcieć zgłębić wbrew ich woli.
— Pochlebia mi to. Ale też trochę martwi. To nie do końca dobrze o nas świadczy, wiesz? — mruknął rozbawiony. — To całe: "A gdyby twój kolega skoczył z mostu, to ty też byś skoczył?". — Pokręcił powoli głową. — Kto wie, w jakie kłopoty się wpakujemy, jak tak dalej pójdzie.
Minął ledwie miesiąc, odkąd oboje znaleźli się na pokładzie ''Perły Morza''. I chociaż przybyli tam z innych powodów, bo Erika wraz z innymi pracownikami Ministerstwa Magii przygnało tam przede wszystkim wezwanie w sprawie zaginionych dzieci, tak bez wątpienia można było uznać tę podróż za dosyć traumatyczną. Longbottom wzdrygnął się lekko na wspomnienie odniesionych wówczas obrażeń, kiedy to musiał być przeprowadzony przez nikogo innego jak Laurenta Prewetta w bezpieczne miejsce. Zdecydowanie nie chciał doświadczać powtórki z rozrywki w najbliższym czasie.
— Swobodniej — skorygował z lekkim opóźnieniem własne słowa na uwagę Geraldine. — Gdybym miał walczyć z Brenną, Danielle, Mavelle czy Morfeuszem, to myślę, że miałbym problemy z tym, aby w pełni się zaangażować. W końcu do niedawna wszyscy zasiadaliśmy przy jednym stole. Nie chciałbym widzieć codziennie przy śniadaniu posiniaczonych twarzy i słuchać pełnych pretensji komentarzy, że za bardzo się wkręciłem. — Wzruszył ramionami. Wyjazdy kuzynek wcale nie poprawiły pod tym względem sytuacji. Wręcz przeciwnie: im mniej Longbottomów siedziało razem przy stole, tym bardziej zależało Erikowi na tym, aby utrzymać rodzinę w jednym kawałku. Nie chciał więc przykładać zbytnio ręki do ich kontuzji. — A z tobą... Cóż, oboje oberwaliśmy wiele razy. W Klubie Pojedynków. Na boiskach do quidditcha. No i ty masz z tego jakąś frajdę.
Nie chciał posądzać panny Yaxley o masochistyczne tendencje, ale nie dziwił się, że poniekąd łaknęła tego typu kontaktu z człowiekiem. Przez swój zawód pracowała przede wszystkim ze zwierzętami, które mimo wszystko dalej były tylko zwierzętami. A czas spędzany na polowaniu też zapewne rodził w niej czasem spore frustracje, które szukały ujścia. A pojedynki pomimo całej gamy honorowych tradycji pozwalały na pozbycie się z głowy wielu wątpliwości i po prostu działać. Tak jak teraz. Zamiast gadać, mogli po prostu przejść do roboty.
— Erik Longbottom jest zawsze gotowy — potwierdził z szelmowskim uśmiechem, starając się zignorować dreszczy żenady przebiegające mu po plecach. Absolutnie nikt nie powinien mówić o sobie w trzeciej osobie. Nie. Po prostu... Nie.
W pierwszym odruchu miał ochotę rzucić monetą na to, które z nich powinno zacząć, jednak zaraz pałeczkę pierwszeństwa przejęła Geraldine. Erik przeklął pod nosem, widząc, że udało jej się z miejsca uformować całkiem skoczną kulę energii. Unik? Kto wie, czy kula nie podążyłaby za nim. Tarcza będzie bezpieczniejsza. Przynajmniej na tym etapie pojedynku. Mężczyzna machnął parokrotnie różdżką, wznosząc mur obronny, o który rozbiła się kula. A co się zaś tyczyło kontrataku... Cóż, próba sprowokowania Yaxley w ogóle mu się nie udała, bo magia Kształtowania odmówiła współpracy. Ups.
(Rozproszenie) Wyczarowanie tarczy x1
[roll=N]
(Kształtowanie) Wyczarowanie miniaturowej chmury deszczowej nad Geraldine x1
[roll=PO]
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.09.2024
Gerry zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio krąży o niej dużo plotek. Nawet ją to bawiło, bo nie miała pojęcia skąd ludzie biorą te informacje. Niektórzy lubili dopowiadać sobie prawdę, ale sama nigdy w życiu nie byłaby w stanie wymyślić większości z nich. Wiedziała, że jej przyjaźń z Erikiem może wzbudzać kontrowersje i zainteresowanie, pojawiali się razem na przyjęciach, ćwiczyli walkę, spędzali dosyć dużo czasu w swoich towarzystwie. Wśród czystokrwistych mogłoby to być uznane za to, że mają się ku sobie. Niewielu z nich byłoby w stanie pojąć istnienie przyjaźni damsko - męskiej. Wybranie Little Hangleton na miejsce ich treningów nie było złym pomysłem, bo znajdowali się z dala od ciekawskich oczu. Nie, żeby przejmowała się tymi plotkami, bawiły ją, bo nigdy w życiu nie spojrzałaby na Erika w ten sposób. Zbyt długo się znali.
- Kłopoty to moja specjalność Longbottom, ale powinieneś o tym wiedzieć. - Nie trzeba było jej zachęcać do wpakowywania się w kolejne, miała wrażenie wręcz, że same się pojawiały. Ten rok nie był dla niej łaskawy, miała nadzieję, że go przeżyje, nie wyobrażała sobie jednak siebie wiodącej spokojnego życia. Kłopoty łączyły się z chaosem, który kochała.
Wydawało jej się, że to co wydarzyło na Perle Morza spotkało ich dawno temu, tak wiele się wydarzyło w jej życiu od tego czasu. Ona nie ucierpiała tam jakoś specjalnie, jak zawsze - miała szczęście, w przeciwieństwie do Erika, który dosyć mocno oberwał. Nigdy nie wiadomo które z nich dozna obrażeń jako pierwsze podczas kolejnej przygody.
- Tak, trochę głupio patrzeć na efekt swoich działań, szczególnie gdy chodzi o walkę. Na szczęście mieszkamy od siebie dostatecznie daleko. - Posłała mu uśmiech. Jego argumenty były słuszne. Ona również pewnie nie angażowałaby się w pełni w walkę z Astarothem, bo bałaby się, że uszkodzi go zbyt mocno. To nie było dobre, bo nie mogła być pewna na co faktycznie ją stać. Z Erikiem było inaczej, nie cackała się z nim, a on z nią. Byli równymi przeciwnikami, to też było ważne. Ich treningi pozwalały im na sprawdzenie siebie. - To prawda, nie jestem szczególnie delikatna i wiele razy już widzieliśmy siebie pokiereszowanych. - Wiele aktywności przynoszących zranienia fizyczne przyszło im razem ćwiczyć.
Walka ze zwierzętami różniła się z tą z człowiekiem. Co by nie mówić o magicznych istotach to nadal nie były tak bardzo rozwinięte jak ludzie. Musiała mieć pewność, że będzie w stanie poradzić sobie z prawdziwymi przeciwnikami, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Czasy były niebezpieczne, nigdy nie wiadomo z kim będzie musiała się zmierzyć.
- Zaraz to sprawdzimy. - Lubiła się z nim przekomarzać podczas walki, dodawało to temu wszystkiemu nieco dramatyzmu. Miała nadzieję, że dzisiaj to ona skopie mu tyłek.
Zaklęcie, które pomknęło w stronę Erika było naprawdę dopracowane. Kula energii pomknęła w jego stronę, tyle, że skutecznie zablokował ten atak. Westchnęła nieco rozczarowana - powinna była się spodziewać, że nie będzie zbyt łatwo. Trzymała różdżkę w gotowości, bo wiedziała, że zaraz to on spróbuje ją zaatakować. Machnął różdżką, tyle, że nic się nie wydarzyło. Nie zamierzała zwlekać, aż sięgnie po kolejne zaklęcie. Znowu - mruknęła inkantację pod nosem, lewa ręka wykonała zgrabny ruch. Chciała zamienić trawę w pnącza, które oplotą jego nogi i go przewrócą.
[roll=Z]
[roll=Z] transmutacja
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 05.09.2024
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że kobieta nie zamierzała spowalniać swojego tempa, płynnie przechodząc z jednej próby ataku do drugiej. Longbottom ledwo zdołał pozbierać się po tym, jak jego własne zaklęcie nie wypaliło, a już musiał radzić sobie z kolejnym problemem. Dobrze jej idzie, nie ma co, skomentował bezgłośnie, czując, że coś zaczyna się dziać z podłożem. Nie miał casu na mędrkowanie, toteż spróbował odskoczyć w bok, nie łudząc się nawet, że zdoła rozproszyć inkantację zanim ta zaczęłaby działać.
Chociaż udało mu się wymknąć magicznym pnączom, tak nie udało mu się w pełni ich uniknąć. Pojedyncza witka zdołała smagnąć go po nodze, przez co Erik zatoczył się, lądując na ziemi. A to z kolei zrobiłoby z niego łatwy cel dla panny Yaxley… Gdyby nie sięgnął po magię Kształtowania. Co też chciał zrobić? Posłać ku czarownicy magiczną błyskawicę? Kulę energii? A może smagnąć po nogach biczem w geście odwetu? Otóż tym razem Erik zadziałał zachowawczo próbując ukryć się przed kobietą poprzez spowicie całego pola bitwy gęstą mgłą. Zadziała to na jego korzyść, a może tylko ułatwi robotę Geraldine? Czas pokaże.
(Aktywność Fizyczna) Odskoczenie w bok z dala od obszaru objętego zaklęciem x1
[roll=PO]
(Kształtowanie) Stworzenie mgły na obszarze pola walki x1
[roll=PO]
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.09.2024
Może nie udało jej się osiągnąć dokładnie tego czego chciała, jednak nie poszło jej, aż tak źle. Mimo wszystko widać było na jej twarzy odrobinę irytacji, że nie wszystko poszło po jej myśli. Z Geraldine dało się czytać niczym z otwartej księgi, szczególnie, gdy chodziło o jej niepowodzenia. Prychnęła jeszcze pod nosem nie do końca zadowolona z takiego rozwoju wydarzeń. Pnącza ledwie dotknęły jego nóg, nie udało jej się przytwierdzić do do podłoża na stałe. Na szczęście się potknął. To ją odrobinę pocieszyło. Nie, żeby radowała się z tego, że uderzył tyłkiem w podłoże, jej zdaniem to lądowanie było za miękkie. Wiedziała, że stać ją na więcej.
Nie traciła zapału wcale tak łatwo, była gotowa rzucać w niego zaklęciami dopóki nie uda jej się go w pełni rozbroić. Wolałaby jednak zrobić to jak najszybciej, bo jej zdaniem wtedy pojedynki były bardziej efektowne. Raz, dwa i po sprawie.
Longbottom machnął różdżką. Była gotowa, aby odskoczyć, ewentualnie rozproszyć jego zaklęcie. Tyle, że nie do końca tego się spodziewała. Pojawiła się mgła, gęsta mgła, która uniemożliwiała jej dostrzeżenie go przed sobą. Sprytne. Pochwaliła go w myślach. Nie spodziewała się takiej zagrywki.
Nie czekała zbyt długo, aby nie dać mu szansy na atak. Machnęła różdżką w powietrzu dwa razy, spróbowała przede wszystkim wyczarować wiatr, który miał rozproszyć mgłę.
[roll=Z] kształtowanie wiatr
Bez względu na to, czy jej się udało, czy nie postanowiła od razu rzucić drugie zaklęcie, najwyżej nie przebije się przez czar Longbottoma. Chciała stworzyć kulę energii, która w niego uderzy.
[roll=Z] kształtowanie
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 08.09.2024
Skoro nawet Geraldine była zaskoczona jego manewrem, to co mógł powiedzieć sam Erik? Rzadko kiedy sięgał po tego rodzaju techniki. Wychowywany od maleńkości w rodzinie kultywującej tradycje honorowanych zmagań, dosyć szybko przyswoił zasady walki twarzą w twarz, gdzie oboje pojedynkowiczów stawiało raczej na kunszt swojego rzemiosła niźli ułatwienia niesione przez zaklęcia rozpraszające przeciwnika.
Mimowolnie przypomniał sobie o walce, jaką stoczył przed dobrymi paroma latami z Phoenix Black. Ugh, ta to go dopiero przeczołgała przez arenę w Klubie Pojedynków. Z drugiej strony pokazała mu też, że nie każdy będzie podchodził do kwestii pojedynków w taki sam sposób jak Longbottomowie czy całe grono bardziej uprzejmych czarodziejów. Chociaż Srebrne Różdżki były ich pełne, tak kilka osób po prostu lubiło działać pod wpływem adrenaliny i dawało się ponieść emocjom.
Niektórzy powiedzieliby, że to obosieczny miecz i akurat z tym Erik musiał się zgodzić. Mogło to być nad wyraz szkodliwe zwłaszcza w stosunku do młodszych i mniej wprawionych członków organizacji, ale z drugiej pozwalało zderzyć się z szarą rzeczywistością otaczającego ich świata. Może właśnie teraz - biorąc pod uwagę okoliczności - Klub Pojedynków powinien skupić się bardziej na faktycznym trenowaniu swych ludzi, a nie tylko promowaniem sztuki pojedynków jako czegoś przeznaczonego dla nielicznych? Bądź co bądź, teraz niebezpieczeństwo mogło dotknąć każdego i...
Erik nie miał czasu dłużej się nad tym wszystkim zastanawiać. Przywołana przez niego mgła opadła na wzgórze, sprawiając, że pojedynkowicze stali się dla siebie co najwyżej cieniami przemykającymi między obłokami ciężkiej mgły. Mężczyzna począł przesuwać się bliżej swojej przeciwniczki, z początku nawet nie świadom tego, że ta spróbowała rozproszyć jego poprzednie zaklęcie. Szybko jednak dostał dowód na to, ze Geraldine nie poprzestawała w swych działaniach.
Posłana w jego stronę kula energii zaskoczyła go z jednego prostego powodu - zauważył ją późno. Cholernie zbyt późno. Nie mając zamiaru ryzykować teleportacji na tak krótki dystans, postawił na najprostsze wyjście i... Runął na sztywne kolana, pochylając głowę. Wstrzymał na chwilę oddech, kiedy poczuł, że iskierki skanalizowanej energii magicznej przeleciały tuż nad czubkiem jego głowy. Kolejny ruchem Erika było wycelowanie różdżki w stronę, z której nadleciał pocisk i ukształtowanie zaklęcia mającego unieść Geraldine w powietrze na niecałe półtora metra. Teraz tylko pozostało modlić się, aby Yaxley tak szybko się nie zerwała z tej ''smyczy''.
(Aktywność Fizyczna) Unik kuli energii x1
[roll=PO]
(Translokacja) Uniesienie Geraldine w powietrze x1
[roll=N]
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.09.2024
Nie spodziewała się tego, że będzie manipulował otoczeniem, ale to była całkiem dobra zagrywka. Na polu bitwy mało kto sięgał po honorowe metody, wygrywali sprytniejsi. Taka była smutna prawda. Może w sumie to też nie było najgorsze bo zmuszało ich to do ciągłego myślenia, zastanawiania się, jak odpowiednio podejść do walki. Nic nie było przewidywalne.
Gerry wcale nie przeszkadzały takie techniki, uważała, że to dosyć rozsądne, że podczas tych sparingów działali w różny sposób, to mogło przygotować ich do starć w prawdziwym życiu, bo przecież tam przede wszystkim musieli umieć pokonać wroga. Niektóre z magicznych istot również posiadały umiejętności, które mogły mylić zmysły. Nie było więc to dla niej nic nowego, chociaż kiedy Erik wyczarował mgłę nieco się rozbudziła, akurat on był ostatnią osobą, którą podejrzewałaby o podobne metody, ale nie było to rozczarowanie, wręcz przeciwnie, cieszyło ją to, że się rozwijał.
Kula energii którą wyczarowała pomknęła w jego stronę, niestety zauważył ją zbyt szybko, udało mu się uniknąć jej ataku, ale dosyć mocno przydzwonił w ziemię. Pozbierał się dość szybko, rozproszyła się i nie zauważyła, że wstał i zdążył rzucić w jej kierunku zaklęcie. Chciała odskoczyć w bok, ale jej się to nie udało, przez co zawisła w powietrzu.
[roll=PO] skok w bok - ucieczka przed zaklęciem (AF)
Różdżkę nadal miała w dłoni, nie zamierzała więc zwlekać, machnęła nią w powietrzu i chciała w niego uderzyć podmuchem wiatru, aby przestał utrzymywać zaklęcie, które trzymało ją nad ziemią. Oby lądowanie nie było zbyt twarde[/a]
[roll=Z] kształtowanie na atak
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Erik Longbottom - 10.09.2024
Może gdyby nie sytuacja panująca obecnie w kraju, to nigdy nawet nie przyszłoby mu do głowy, aby tak bardzo ''bawić się'' wszelkiego rodzaju dziedzinami magii. Bądź co bądź, żonglowanie zaklęciami z najróżniejszych gałęzi sztuk magicznych raczej rzadko kiedy bywało faktycznie przydatne w codziennym życiu. Podobnie było ze splataniem zaklęć z dwóch kompletnie różnych szkół, aby osiągnąć niestandardowe efekty. A tak... Konflikt ze Śmierciożercami zmienił wszystko.
Począwszy od przyzwyczajeń zwykłych ludzi związanych z wieczornymi wycieczkami na miasto aż po to, jak wytrenowani czarodzieje i czarownice używali swoich magicznych zdolności. Jeszcze kilka lat temu magia Rozproszenia w większości domu służyła jedynie do anulowania negatywnych efektów psikusów nastolatków czy upierdliwych uroków, a teraz? Walka z klątwami, wzmacnianie magicznych tarcz! Och tak, te ostatnie zdecydowanie stały się bardziej popularne. W końcu czasem były jedynym, co dzieliło daną osobę przed klątwą czy zaklęciem Niewybaczalnym.
Szlag, pomyślał Erik, gdy okazało się, że Geraldine wcale nie zamierzała łatwo sprzedać swojej skóry. Uniesienie w powietrze może i wytrąciło ją na moment z równowagi, ale równie szybko przeszła do kontrataku i chociaż Longbottom robił, co mógł, aby uniknąć bliskiego spotkania z magicznym pociskiem, tak tym razem... Nie udało mu się wystarczająco szybko umknąć przed silnym podmuchem wiatru. Siła zaklęcia pociągnęła jego rękę w bok, sprawiając, że zaklęcie lewitujące zostało zdestabilizowane.
Longbottom wycelował różdżką w kobietę stojącą pośród rozrzedzającej się mgły, jakby walczył sam ze sobą, czy powinien skorzystać z tego, że ta ledwo co podniosła się z ziemi. Zaraz jednak powoli ją opuścił, wzdychając ciężko.
— Ewidentnie masz nade mną drobną przewagę — przyznał z nutką niezadowolenia w głosie. — A już myślałem, że mam na ciebie coś nowego! — Zacmokał cicho, machając dłonią przed twarzą, jakby mógł w ten sposób odpędzić obłoczek mgły. — Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że ćwiczysz z kimś jeszcze... Wiesz, że to prawie to samo, co zdrada?
Spojrzał na pannę Yaxley z miną zbitego wilka psa.
(Aktywność Fizyczna) Unik x1
[roll=PO]
RE: [18/07/1972] Więcej ćwicz, to mniej cię będzie łupać w plecach || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.09.2024
Nie miała Erikowi za złe, że sięgał po nowe metody podczas ich koleżeńskich pojedynków, wręcz przeciwnie, była nawet trochę dumna przez to, że zaczął grać trochę nieczysto. Nie był osobą, po której się tego spodziewała, ale dobrze, to świadczyło o tym, że zdawał sobie sprawę z jakimi przeciwnikami może przyjść mu walczyć. Po drugiej stronie barykady mało kto był tak honorowy jak on.
Sama obawiała się tego, co może się dziać niedługo na ulicach, konflikt się zaogniał, po tym jak poplecznicy tego pajaca zaatakowali Beltane ludzie uświadomili sobie, że są gotowi dążyć do celu bez względu na wszystko. Na sabacie przecież byli też czystokrwiści, oni również stali się przypadkowymi ofiarami. Musieli się pilnować na każdym kroku, bo nie wiadomo kiedy znowu postanowią zrobić takie przedstawienie. Nie, żeby sama czuła się szczególnie zagrożona, jakoś sobie poradzi, jak zawsze, nie z takimi przeciwnikami miała już przecież do czynienia. Nie bez powodu chodziła na spotkania Klubu Pojedynków, musiała być w formie.
Yaxleyówna nie miała w zwyczaju odpuszczać, była zawzięta jak cholera, trochę niczym drzazga, która weszła ci w palec i nie chciała dać się wyciągnąć. Erik powinien o tym pamiętać. Oczywiście, że gdy znajdowała się nad ziemią skorzystała z okazji i cisnęła w niego zaklęciem.
Jej pomysł zadziałał, różdżka Erika drgnęła, a zaklęcie przestało na nią działać. Czekała na to, więc udało jej się wylądować nawet na dwóch nogach, a nie na tyłku.
- Nie wydaje mi się, żeby to była przewaga. - Odparła z uśmiechem, jak dla niej walczyli jak równy z równym, raz jedno trafiało, raz drugie, a czasem nawet udało im się obronić. - To coś, ta mgła, to było całkiem fajne, nie spodziewałam się tego. - Nie miała problemu z tym, żeby skomplementować sztuczkę swojego przyjaciela, bo naprawdę jej się spodobała. - Wiesz, że nie, nie pojedynki, jedyne co, to zdarza mi się szermierkę ćwiczyć z twoją siostrą, ale nie tak często jak z tobą. - Niewiele było osób, które miały wiedzę o fechtunku, a uwielbiała szermierkę, więc korzystała gdy tylko mogła i znalazła odpowiedniego przeciwnika.
|