Secrets of London
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki (/showthread.php?tid=6052)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Christopher Rosier - 08.06.2026

– Dlatego cię o to nie podejrzewam – zapewnił Christopher, tak na wszelki wypadek, bo ostatecznie był jednak facetem i jeżeli coś o kobietach wiedział, to że czasem bardzo łatwo sprowokować ich gniew, nie mając absolutnie niczego złego na myśli. Nie podejrzewał Victorii, że faktycznie by się zgodziła: nie wydawała się kimś, kto miałby ochotę flirtować na różne fronty. Ale też właśnie dlatego łatwo o bitkę, czyż nie? Skoro pani sobie nie życzy… – Podejrzewam, że gdyby spotkało to mnie, nie byłoby takie zabawne – przyznał Rosier uczciwie, i odruchowo uniósł dłoń do szczęki, w którą nie tak dawno oberwał od Atreusa, próbując przegonić go od swojej partnerki. Anegdota rodzinna była zabawna, bo dotyczyła wuja, za którym nie przepadał: i bo minęły lata, a także udało się zapanować nad sytuacją, zanim ciotka zdążyła narazić na poważny szwank nazwisko Rosierów. A on nie miał aż tyle wrażliwości, by postawił się dokładnie na jego miejscu, te wiele lat temu, gdy bombonierka ponoć felerna zrujnowała rocznicę ślubu.
– Naprawdę? Nie zależy to od dawki? – spytał, pozwalając kelnerce zabrać talerz z zupą, na miejscu którego chwilę później znalazł się ten z zapiekanką pasterską. Chris oglądał go przez moment krytycznie. Oczywiście, jedzenie w teorii powinno być głównie smaczne i sycące, ale od restauracji na Pokątnej oczekiwałeś czegoś więcej: choćby także walorów zapachu oraz wyglądu. I ta inspekcja wypadła pozytywnie, musiał przyznać, że na widok zapiekanki Botta aż chciało się jeść. – Byłem bodaj na piątym roku, kiedy ktoś podprowadził trochę amortencji od Slughorna. Prawdopodobnie dziewczyna, bo serwowano te bombonierki głównie chłopcom. Nie żeby paru chłopców nie podało pewnie kilku dawek niektórym dziewczyną, ot jeśli panna ukradła zapas, zapewne podzieliła się z koleżankami, nie kolegami. – Część ostrzegała się nawzajem, żeby przypadkiem nie wziąć, niektórzy za to celowo udawali za to, że takie zajedli – przypomniał sobie. Sam nie padł wtedy ofiarą, bo z bólem serca dwa opakowania czekoladek, które dostał, na wszelki wypadek wyrzucił do śmieci, a udawać się mu zwyczajnie nie chciało. – Gdyby sabaty nie oznaczały teraz zła i zniszczenia to powiedziałbym, że warto wziąć takie antidotum do kieszeni na najbliższy sabat.
Zamilkł na chwilę i nie skomentował tego o podnoszeniu i o poltergeiście, bo akurat zaczął jeść swoją porcję zapiekanki pasterskiej. Spojrzał tylko na nią z odrobiną rozbawienia, bo już nawet szukanie duchów w klatkach wentylacyjnych nie zdawało się mu jakieś dziwne.
– Będę więc musiał pomyśleć o takich kreatywnych rozwiązaniach. Prawdopodobnie menu jest ograniczone właśnie by to było możliwe… muszą cały czas robić kolejne partie i rozdzielać na porcje. Ale muszę przyznać, że zapiekanka wyszła im niesamowita – stwierdził szczerze. Zupa jak zupa, za to jagnięce mięso było doskonale przyprawione. – Jeśli deser wyszedł im równie dobrze, musimy tu kiedyś wrócić. Jak pieczeń?


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Baba Jaga - 08.06.2026

The Edge



Kelnerka przed którą stanęłaś, spojrzała na ciebie bez większego przejęcia. Nie wyglądała, jakby miała przesadnie dobry dzień, a może nie zadziałał na nią w odpowiedni sposób twój uśmiech. A przynajmniej nie od razu. Szybko się to zmieniło, jakby musiała z czegoś się najpierw otrząsnąć i wreszcie podciągnęła kąciki ust ku górze w uśmiechu charakterystycznym dla kontaktów z klientami.

— Oh, no wiesz, jakiś czas temu były ogłoszenia w gazecie no i się zgłosiłam… — wzruszyła ramionami. Twoja ręka powędrowała do koszyczka i wyłowiła z niego paczkę słodyczy, ale strategiczny krok w tył i o! Mężczyzna na którego wpadłaś uniósł dłonie ku górze w przepraszającym i równie wymijającym geście. Zmarszczył nieco brwi, wyraźnie niezadowolony że został szturchnięty, ale też czym prędzej ruszył dalej, do wskazanego mu stolika. Stojąca przed tobą kelnerka natomiast, zerknęła na ciebie z pewnym zaniepokojeniem. — Nic ci nie jest? — zapytała, tak jakby od tego małego wpadnięcia na siebie mogło stać się coś gorszego niż pokruszenie cukierków. — Oh. Daj proszę, wymienię ci — zapewniła z uśmiechem nieco bardziej już szczerym i faktycznie skłonnym do pomocy. Sama wylosowała ci kolejny zestaw słodyczy i wymieniła pudrowe gwiazdki na tęczowe bezy.


Tęczowe bezy


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę mini bez w różnych kolorach. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wyglądają jak małe chmurki które pozwalały posmakować tęczy. Każda z nich ma na spodzie wygrzany symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Tęczowe bezy (Zjedzenie bez rozpala wyobraźnie i sprawia, że człowiek aż zastanawia się czy tak lekko i słodko czuje się na co dzień sam Bertie Bott, tylko po to by przekonać się iż słodkości zmieniają jego wygląd na ten właściciela restauracji. Działa przez dwa posty. Efekt jednorazowy.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Brenna Longbottom - 08.06.2026

Mało brakowało, a naprawdę przyszłaby w umundurowaniu.
Bogini jej świadkiem, że kiedy dostała tego wyjca, miała na to ochotę. I zrobiłaby to prawdopodobnie gdyby nie fakt, że uznała, że byłoby to absolutnie niemiłe wobec Bertiego. Oczywiście, gdy wydawał darmowe posiłki, wątpliwe, by pojawiali się sami goście z najwyższych sfer, ale wciąż nagła materializacja Detektyw w pełnym umundurowaniu mogłaby wywołać pewien popłoch. Dlatego pojawiła się w cywilnych ciuchach, akurat tak dobrych, by nie wyróżniały jej z tłumu, które wepchnęła rano do szafki w biurze, by przebrać się w nie, gdy skończy zmianę.
Nie sądziła, że zaprosił ją tu, bo było za darmo: miał pieniądze i zdawał się rzucać nimi na prawo i lewo. Nie zastanawiała się jakoś szczególnie, co nim kierowało i na pewno nie przeszkadzało jej, że dziś byli tutaj – może mogła podchodzić tak lekko do tego, bo miała charakter, jaki miała, a może, bo nie cierpiała na niedobór gotówki.
– Bertie mieszka w Dolinie, nie ma tam tylu czarodziejów, by się nie poznać… – No i przyjaźnił się bardzo z obojgiem Moodych, a to oznaczało, że czasem gdy zapraszało się gdzieś ich, on też się materializował w myśl zasady, że przynajmniej póki śmierciożercy nie rozpanoszyli się tak bardzo, więcej oznaczało weselej, i jego obecność w sumie stawała się czasem oczywista. – Miałam zamiar wpaść mu pogratulować, chociaż pewnie nie zostawałabym dłużej – przyznała uczciwie, bo nawet jeżeli w natłoku gości na pewno nie zauważyłby, że się tu nie przewinęła, po prostu chciała się pojawić na chwilę, porwać może jakiś deser i zapewnić, że wszystko jest doskonałe. Ot pewnie gdyby Atreus nie chciał tu wpaść nie siadałaby nad obiadem, i by nie zajmować miejsc, i bo jeśli siadała nad jakimś posiłkiem na dłużej, to jeśli mogła załatwić dwa w jednym, czyli i jedzenie, i przy okazji poświęcić komuś trochę czasu. – Lozana? Coś się tam szykuje?
Wątpiła, by jechał sobie na jakąś zabawę tuż przed Samhain, ale ani jej ten wyjazd nie martwił, ani nie złościł: nigdy nie miała szczególnie zaborczej natury.
Rozejrzała się po piętrze, zarówno podziwiając wystrój, jak i czy nie dostrzeże na górze znajomych twarzy. Jeżeli jakieś by wyłapała, to pomachała, chociaż do samego Botta na pewno na razie nie zamierzała się przepychać, gdyby gdzieś był – wyglądało na to, że mieli tutaj taki tłum, że musiał być oblegany. Za to wyłowiła z koszyczka słodycze, bo jak tu przepuścić taką okazję?

!Słodycze Bertiego


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 08.06.2026

Imbirowe muffinki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę imbirowych muffinek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają się niczym specjalnym nie wyróżniać poza rześkim zapachem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Imbirowe muffinki (Zjedzenie muffinki natychmiastowo orzeźwia umysł i popycha do działania, sprawiając że postać zachowuje się jakby miała przewagę Odwaga I. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Victoria Lestrange - 08.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pNjQXjv.png[/inny avek]

I tyle jej właściwie wystarczało: że nie podejrzewał. A przecież mógł myśleć różne rzeczy, zważywszy na tę dziwną chronologię zdarzeń zrywanych zaręczyn, wspólnego wyjścia na wesele, a po drodze plotek o Prewettcie. Wiele można było o Victorii powiedzieć, ale to nie była ani skandalistka, ani żadna kochliwa femme fatale, która zmieniała facetów jak rękawiczki.

– Dużo zależy pewnie od tego, co byś wtedy zrobił – chociaż nawet sama świadomość, że nagle miało się bezwarunkowe, romantyczne uczucia do kogoś, do kogo się ich mieć nie powinno, było już wystarczająco straszne, a przynajmniej w kategoriach Victorii, która miała na tym punkcie pierdolca. – Trochę zależy, no ale raczej się przyjmuje w większości, że ta dawka nie jest jakoś gigantyczna. Do filiżanki herbaty nie wlejesz tego nie wiadomo ile, tak samo jak nasączenie ciasteczek… no to nie jest jakaś gąbka. Amortencja to coś, co chce się podać w taki sposób, by ofiara się nie połapała… Sam rozumiesz. Dużo zależy od umiejętności osoby, która ją warzyła, ale też od mocy, jaką sobie twórca założył, więc i od składników, ilości niektórych… ich jakości… A przede wszystkim jak dawno ją uwarzono. Im dawniej tym jest mocniejsza – o eliksirach mogłaby mówić dużo, to naprawdę była jej absolutna pasja i spędziła długie godziny na to, by się w tej sztuce doszkalać. – Ta u Blacków wyglądała na mocno rozcieńczoną ale też świeżo przygotowaną. Skuteczną, no bo działała, nie da się temu zaprzeczyć, ale chyba tylko przez kilka minut? Normalnie trzyma się dłużej, kilkanaście godzin, nawet pełny dzień… – po którym zwykle podawało się kolejną dawkę… i tak mogło to trwać miesiącami.

…albo nawet latami.

– Aaa… pamiętam to – Victoria musiała lekko zmarszczyć brwi, kiedy próbowała sobie to przypomnieć, bo sama była wtedy na siódmym roku i nadal będąc prefektem domu, na nieszczęście niektórych Ślizgonów była również prefektem naczelnym, który nie był pobłażliwy. – To była chyba Dorothea Delacour, o ile dobrze pamiętam. Slughorn wlepił jej potem szlaban, musiała chyba czyścić wszystkie kociołki w sali od eliksirów. Bez użycia magii. Nie był zadowolony, że zawinęła mu trochę pokazowego eliksiru i mówił, że jest bardzo zawiedziony… Pewnie gdyby się przyłożyła, to mogłaby go uwarzyć sama i pewnie zaprosiłby ją do Klubu Ślimaka – Victoria uśmiechnęła się za to do Chrisa pomiędzy kęsami pieczeni i puddingu, który był do niej podawany, a tą historią z ich czasów szkolnych. – Antidotum zawsze warto mieć w kieszeni – sprostowała i uśmiechnęła się miło. – Problem w tym, że musiałby ci je podać ktoś inny, bo przy amortencji przestaje się myśleć racjonalnie na temat obiektu tych nagłych uczuć… I to prawdopodobnie podać albo na siłę albo podstępem – więc po części mijało się to trochę z celem. – Więc warto mieć w kieszeni antidotum… ale raczej bardziej ogólne. Tak na wszelki wypadek – i mrugnęła do niego zza filiżanki swojej herbaty.

– Dostałam z kurczakiem. Jest dobra, miękka… Rozpływa się, tak bym to określiła. Nie wiem jak ta druga wersja, ale wspiął się na wyżyny, jak na darmowe menu degustacyjne. Cóż, promocja myślę, że udana – póki co nie miała nic przeciwko temu, by kiedyś wrócili. Znaczyło to tyle, że faktycznie Chrisowi się podobało, a poza tym… chyba chciał z nią jeszcze gdzieś wychodzić.




RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Astoria Avery - 09.06.2026

Głos Basiliusa skutecznie odciągnął jej uwagę od wejścia do restauracji, które od kilkunastu minut obserwowała coraz bardziej bezwiednie. Uniosła wzrok znad filiżanki i przez krótką chwilę przyglądała mu się uważnie. Wyglądał lepiej. Zmęczenie nadal było obecne - być może dostrzegała je tylko dlatego, że znała je aż za dobrze - ale nie było już tym rodzajem wyczerpania, który widziała podczas ich ostatniego spotkania w Mungu. Wówczas sprawiał wrażenie człowieka funkcjonującego wyłącznie siłą obowiązku i przyzwyczajenia. Dzisiaj wyglądał bardziej jak ktoś, kto przypomniał sobie, że istnieje życie poza szpitalnymi korytarzami. Sama również czuła się nieco bardziej sobą. Nie idealnie. Nie w pełni zdrowo. Ale wystarczająco dobrze, by wyjść z domu bez protestów matki i spędzić wieczór wśród ludzi.
- Basilius, dzień dobry. Ciebie również - uśmiechnęła się ciepło. Zanim jednak odpowiedziała na jego pytanie, pozwoliła sobie na krótką pauzę, jakby porządkowała w myślach własny stan tak samo dokładnie, jak robiła to zwykle przy raportach z pracy. Eliksiry robiły swoje, inhalacje przynosiły ulgę, a ciężar w klatce piersiowej, choć nadal obecny, nie był już tak przytłaczający jak po nocach pełnych dymu i popiołu. - Znacznie lepiej, dzięki tobie - jej uśmiech poszerzył się odrobinę bardziej - A ty? Zdołałeś złapać trochę oddechu po tym szaleństwie?
Wokół restauracja wypełniała się coraz bardziej. Ludzie śmiali się, rozmawiali, wymieniali pierwsze wrażenia o nowym lokalu. W tej atmosferze siedzenie samotnie przy stole przeznaczonym dla dwóch osób nagle wydało jej się wyjątkowo bezsensowne.
- Czekałam na brata, ale najwyraźniej mnie wystawił - powiedziała to lekko, niemal mimochodem, a w jej głosie pobrzmiewała nuta czegoś pomiędzy rozbawieniem a pogodzeniem się z losem. Przez ostatnie kilkanaście minut próbowała znaleźć dla Cedrica różne usprawiedliwienia - opóźnienie, pilną sprawę, nieprzewidziane okoliczności - ale prawda była znacznie prostsza. Gdyby miał przyjść, już by tu był. Przesunęła dłonią po uchu filiżanki, czując przyjemne ciepło porcelany. Dopiero po chwili spojrzała ponownie na Basiliusa. - A ty?
Skoro usiadł przy stoliku dla trzech, on również musiał się umówić. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/1870aad01c6e81489720b74d0e4ab88f/772576ae06ebf83e-f4/s500x750/1256ddf6f4292f4828d844a609cd4ddfdf470a47.jpg[/inny avek]


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Asena Greyback - 10.06.2026

— I czego on tam na tym boisku niby szuka, co? — zapytała ignorancko, ale chyba tylko po to żeby Woodrow mógł unieść jakąś kibicowską dumą i jej zaraz wszyściutko opowiedzieć. Bo wbrew pozorom Asena całkiem lubiła jak Tarp gadał, bo on zamiast to robić tak od niechcenia i po prostu to snuł opowieści, a to już była sztuka.

— No w sumie to nie za wiele, bo się złapaliśmy pod takim jednym budynkiem na Pokątnej. Cały płonął i jakiś idiota tam wbiegł, a mnie coś tknęło, żeby tam za nim. No mówiłam ci. No ale zanim ja tam wbiegłam to mnie ten Nott złapał jak sie zagapiłam i potem próbował mi wyperswadować wbieganie, a ty wiesz jak na mnie działa takie coś. Ale jak już stamtąd się wydostałam to jego już nie było. Nie wiem może uciekł, albo ki diabeł… — wzruszyła ramionami i na moment rzuciła okiem w kierunku rozwrzeszczanego stolika i Lukasa. Właśnie, chyba się w tym wszystkim nie dowiedziała o co mu chodziło. Nie wyglądał na człowieka bojaźliwego, ale kto wie… A może jakaś krzywda mu się stała w międzyczasie. To też przecież była opcja.

— Po pierwsze, to ja się z nim wcale tak nie lubię. Po drugie, a po co tobie na te mecze chodzić, co? Jak chcesz chłopaków z miotłami między nogami pooglądać to sobie popatrz na tych od Synów Harpii. W ogóle, jak ci zależy tylko na nim, to powinieneś nieco lepiej uszy czyścić, bo ja to na przykład słyszałam, że on to se czasem dla nich śmiga. Ha, wiedziałeś? Robi show na wyścigach, bo Herczegowi za to lepsza kasa wlatuje.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/31b816d77eabd0df63ebb2781ccf3638/39d21962a91c4221-72/s500x750/073bd096915ec5db93190758139414504c1b691b.pnj[/inny avek]


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Bertie Bott - 10.06.2026

— Mills! — zakrzyknął Bertie, łapiąc się teatralnie za serce, jakby go co najmniej o zawał przyprawiła swoim nagłym pojawieniem się. Poklepał ją po ramieniu, cały uśmiechnięty, no bo była tylko jedna rzecz lepsza od jednego Moody'ego – dwóch Moodych! — Moja ulubiona koszula. No, no. Widzę, że wystroiłaś się specjalnie na ten dzień, podobnie jak Alastor — zachwycił się.

— Tommy? Nie widzę go — rozejrzał się dookoło, jakby oczekiwał że Figg zrobi dokładnie to samo, to jest wyskoczy zza ściany i zrobi wszystkim wielką niespodziankę. — Ale, hmm… jak się znajdzie to go odeślę do waszego stolika, okej? — to była chyba jedyna rozsądna opcja. No chyba, ze chcieli siedzieć osobno, ale to byłoby odrobinkę dziwne. — I nie bój żaby, żadnej łychy. Klasycznie dzisiaj. Wino, piweczko, nalewka babuni. Piwo sam projektowałem, ze tak powiem. Udało mi się osiągnąć idealny poziom raptuśnika, by nie był przytłaczający, a dzięki tego picie go nie grozi śmiercią ze śmiechu — śmiech Bertiego przetoczył się dookoła nich, jakby to był najśmieszniejszy żart na świecie, ale prawda była taka że raptuśnik wcale nie był przesadnie bezpieczny w swojej czystej postaci. Ale o tym nie musiało wiedzieć za dużo osób.

— Nic nie zabraknie, nie martw się. To jest Wielkie Otwarcie, takie opcje nawet nie wchodziły w grę. A to daj — ukradł jej z rąk ciastka, które trzymała w dłoniach i dał inne. — Dostaniesz lepsze. Spodobają ci się. Tobie też mogę wymienić, bo one mają takie specjalne efekty — spojrzał Alastorowi przez ramię.

Wdrapali się po schodach i znaleźli miejsce przy stoliku. Eleganckie, zaciszne miejsce, gdzie rzucone zaklęcia pozwalały by głośne rozmowy aż tak nie przeszkadzały osobom które siedziały obok.

— Chcę wam powiedzieć, że tak naprawdę, to wszystko jest też wasza zasługa. Proszę nawet nie mówić, że nie, bo fakty są takie, że byliście przy mnie te wszystkie lata, a to jest naprawdę ważne dla człowieka, żeby miał koło siebie kogoś innego.


Tęczowe bezy


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę mini bez w różnych kolorach. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wyglądają jak małe chmurki które pozwalały posmakować tęczy. Każda z nich ma na spodzie wygrzany symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Tęczowe bezy (Zjedzenie bez rozpala wyobraźnie i sprawia, że człowiek aż zastanawia się czy tak lekko i słodko czuje się na co dzień sam Bertie Bott, tylko po to by przekonać się iż słodkości zmieniają jego wygląd na ten właściciela restauracji. Działa przez dwa posty. Efekt jednorazowy.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Atreus Bulstrode - 10.06.2026

Z Brenną

— A no w sumie. Czasem zapominam jak tam mało czarodziejów — mruknął, bo taka była prawda. Ba, nawet w Londynie wydawało się momentami, że wszyscy się znają, a nawet jeśli były to tylko trzy ulice (głównie) to zagęszczenie było bardzo, ale to bardzo spore. Tutaj był czarodziej na czarodzieju, dosłownie, a w takiej Dolinie stały wielopokoleniowe domy, rosły sady i wszystko to jakoś było nieco rozwodnione. Człowiek miał miejsce żeby oddychać. Atreus Botta nigdy nie poznał i też go do tego nie ciągnęło, ot kucharz, ale mógł wyobrazić sobie że jeśli już w Dolinie wszyscy się znali, to jego obecność przeplatała się przynajmniej w tle. — Dlaczego nie? Wydaje się porządną restauracją. Obiadów nie jadasz? — biorąc pod uwagę jak zawsze gdzieś biegła, to nawet by się nie zdziwił. Ba, on też jadał je ostatnio rzadziej, głównie dlatego że nie spędzał każdego dnia w rodzinnej kamienicy. Nawet wtedy mu się zdarzało regularnie je omijać, bo przecież na służbie nie było czasu. Człowiek gdzieś szedł, coś robił i zamiast regularnego posiłku wlatywał co najwyżej kubek kawy.

— Czy ja wiem czy tak szykuje? Anthony jedzie tam w delegację chyba. Bierze ze sobą paru prawników i innych przeszkadzaczy, a ja mam jechać razem z nimi — wzruszył ramionami. Po prawdzie trochę już zdążył zapomnieć jaki był konkretny cel tej imprezy, a niezależnie od tego traktował to nieco jako wakacje. — Aaa, umowa handlowo-pomocowa ze Szwajcarią? Prośba by uzupełnili nieco nasze braki po Spalonej — czy jakoś tak. — Ale nie jest to jakiś długi wyjazd. Wracam dwudziestego szóstego. Jak chcesz to mogę ci potem powiedzieć co tam dokładnie ma być robione, bo teraz to nie pamiętam.




RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Brenna Longbottom - 10.06.2026

– Tylko temu, że go znam, zawdzięczasz, że nie przyszłam w mundurze. Wyjec? Serio? – spytała, gdy zajęła już wskazane im miejsce i obróciła w dłoni podaną jej paczkę słodyczy. Była zadowolona, ale byłaby zadowolona z absolutnie każdego poczęstunku. A potem omal się nie roześmiała, kiedy odczytała karteczkę.
Brak strachu.
Prawdopodobnie istniała szansa, że po zjedzeniu którejś z nich zrobi coś bardzo, bardzo głupiego.
– Co masz? – spytała z zaciekawieniem, zerkając na jego pudełeczko, zanim sięgnęła po menu. Kelnerkę poprosiła na razie o zupę warzywną, bo chyba ostatnio odżywiała się mało zdrowo, do tego herbatę. Jakoś nie do końca ufała smoczemu grzańcowi. I zaczęła medytować nad tym, który deser wybrać, bo to już była naprawdę trudna decyzja, a przecież nie mogła wyjść stąd bez deseru. – Bo to na pewno porządna restauracja, Bertie ma talent… trochę zbrodnia wybierać między jego trifle a ciastem jabłkowym. Po prostu jak chodzę teraz na dłużej do knajp, to najczęściej z kimś.
Kiedyś bardzo lubiła siąść gdzieś sama i po prostu patrzeć znad filiżanki herbaty przez okno na ulicę, ale to należało do przeszłości i to zamierzchłej. Jeśli już znajdowała godzinę czy dwie do poświęcenia na posiłek, to wolała siąść w Norze Nory z Norką, zrobić coś szybko w Stawie i zgarnąć którąś z pomieszkujących tam mniej lub bardziej regularnie osób albo wyciągnąć na lunch Victorię.
– A ty? Zobaczyłeś, że powstaje nowy lokal czy zawsze skrycie uwielbiałeś fasolki wszystkich smaków? – spytała, znów się rozglądając. Odruch. Podwójny. Raz, bo po prostu była ciekawa: wystroju, gości. Dwa, bo ogarnięcie wszystkich dróg ewakuacji czy podejrzanych indywiduów… też już miała we krwi. – Spokojnie, nie wymagam twojego planu dnia, ale jeśli wrócisz ze Szwajcarii bez szwajcarskiej czekolady śmiertelnie się na ciebie obrażę.
Zamrugała.
Wychyliła się trochę do tyłu na krześle.
Nie była pewna, czy dobrze widziała, że przechodzili Alastor i Millie: może nie. No bo kobieta mignęła jej tylko od tyłu, a Alastor przecież nie ubierał się w ten sposób, nawet pod groźbą śmierci, prawda…? Musiał być podobnego wzrostu.