![]() |
|
Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Charing Cross Road (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=119) +---- Wątek: Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja (/showthread.php?tid=3172) |
RE: Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja - The Edge - 16.06.2024 Był taki dzień w to lato, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że kiedy cokolwiek poszło nie tak, jak powinno, Flynn spodziewał się skarcenia, gniewu, krzyku, złości... uderzenia. To było w nim już zakorzenione - Alexander nie mógł się tego wyprzeć i teraz było widać dlaczego. Zatoczyli koło do 1969 roku, do tego pięknego sierpniowego poranka, kiedy znów pojawił się w Fantasmagorii i pokazał się od swojej najgorszej strony. Nie, nie lubił być niczyim rozczarowaniem i zabijało go to, wmawiał sobie ciągle, że nie chciał tu być, chociaż gdyby faktycznie nie chciał tu być, to by stąd odszedł. No i co? Myślenie w ten sposób nie czyniło go wcale kimś zdolnym do zmiany. Nigdy nie dorósł. Przyłapał się na tym już dawno. Nigdy nie dorósł. Płakał sobie nad tym swoim żałosnym losem, narzekał na zły obrót spraw, robił słodkie miny do złej gry, coś tam paplał o chęci zmiany, a na końcu i tak zawsze wracał do tego miejsca. Do bycia rwącą rzeką, burzą emocji w formie wody porywającej ze sobą wszystko i innych na fali obelg i wulgaryzmów. Wtedy zalewał nimi Laylę, dzisiaj - Alexandra. Darł się, bo odreagowywał to co go dusiło. Nie mógł już chować głowy w piasek i manipulować, więc przelewał to na innych. On, garbusek i jąkała, niecierpliwy, zmienił w ciągu ostatniego słowotoku ułożenie ciała jakieś siedem razy. Z tą swoją miną, jakby przed tym uderzeniem chciał mu jeszcze napluć w twarz: przypomnij sobie. Próbował się przed tym ciosem [roll=PO] bezskutecznie uchylić. - Pamiętasz jak jebnąłeś mi tak ostatnio? To dopiero była kurwa noc. - Wysyczał, łapiąc się za gębę w miejscu uderzenia. Najwyraźniej go to bawiło. I znowu był tym człowiekiem, który się tam wtedy pojawił znikąd i prosił o drugą szansę, a później... A później wrzeszczał i robił cholerny teatrzyk. Bo nienawidził siebie przez większość czasu, ale istniały też takie momenty - urywki bycia zakochanym w sobie skurwysynem, czerpiącym dziwną przyjemność z tego, że udało mu się kogoś sprowokować. Znowu kogoś wkurwił. Wkurwiał swoim ubiorem, swoim maniakalnym spojrzeniem, swoimi chamskimi odzywkami. Wzbudzał emocje. I chociaż wolał doprowadzać do wybuchu takie osoby jak Cain, bo w nagrodę dostawał najlepszy seks swojego życia, to wciąż... Halo, to co było widać w jego oczach to była wciąż euforia. Za kilka godzin przykryje ją olbrzymi smutek kiedy zorientuje się w tym, co znowu odpierdalał. Znowu rujnował własne życie. Ale teraz? Teraz widział go prawdziwego, widział to co Alexander w sobie dusił. Byli tacy sami. Byli sobie równi. Nawet nie próbował się bronić. Osłonił się tylko rękoma tak, żeby nie wyrżnąć twarzą o bruk. [roll=PO] Wstał, odwrócił się w stronę wozu i kopnął zamknięte już drzwi. - Będziesz za mną ryczał, rozumiesz to? BĘDZIESZ ZA MNĄ KURWA RYCZAŁ. To on miał nad tym wszystkim kontrolę. I to on postanowił stąd odejść. RE: Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja - The Overseer - 17.06.2024 Słyszałem głupio zadowolony głos Flynna. Widziałem wciąż przed oczami jego pełen satysfakcji uśmiech. Bawiło go to. Bawił go dramat, który rozgrywał się w moim sercu. Bawiło go to, że wybuchłem. Bawiło go, że dałem się ponieść emocjom i przegrałem. Miał z pewnością wiele powodów ku radości i ewidentnie żadnych, które zamknęłyby mu mordę w tej chwili, pozwalając mi się zagłębić w żałobie. Prowokował i prowokował. Nie wiem, do czego dążył, ale najwyraźniej osiągał sukces na tym polu. W takim razie, co? Ja przegrywałem? Przegrałem? Miałem przegrać...? Nie chciałem go bić, ale to zrobiłem. Nie chciałem go odrzucać, ale chyba to też robiłem. Starałem się nie, ale jednak moje słowa można było uznać za odrzucenie. Czyny jeszcze bardziej. Nie byłem pewien, jak to się stało, ale wyrzuciłem go z wozu. Własnoręcznie. Owładnęła mną taka wściekłość, taki żal, takie niezrozumienie... Nie panowałem nad sobą kompletnie, więc kiedy zatrzasnąłem za sobą na powrót drzwi, nastała względna cisza. Względna, bo wciąż słyszałem Flynna. Jego słowa wyrywały mi się w duszy. Zakluczyłem drzwi. Bałem się, że wróci, że będzie chciał dodać kolejne cztery knuty, a ja nie byłem już w stanie udawać silnego. Wziąłem głęboki wdech, ale okazał się być zbyt płytki. Będę za nim ryczał - powtórzyłem w myślach, przytłoczony gwałtowną ciszą i pustką w wozie. Zawieszone na stojakach stroje połyskiwały kolorowymi cekinami w słońcu, ale jakoś tak to do mnie nie docierało, gdzie właściwie się znajduję i co też się stało chwilę temu. Docierało i nie docierało, bo wciąż wpatrywałem się w ściśniętą prawą pięść. Przegrałem, tak. I będę kurwa za nim ryczał - pomyślałem, po czym osunąłem się w nieskończoną rozpacz. Koniec sesji
|