![]() |
|
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki (/showthread.php?tid=6052) |
RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Baba Jaga - 03.06.2026 Lukas NottTo miał być bardzo pracowity dzień dla obsługi Zaklętej Łyżeczki – o tym wiedzieli wszyscy. Kelnerzy, hostessy, kucharze, a nawet dostawcy. Nikt chyba nie spodziewał się tak dużej grupy jak Puddlemore United i to nawet nie był główny skład, a jeszcze rezerwa. Stojący przy wejściu mężczyzna, zajmujący się rozdysponowaniem miejsc i witaniem gości, może nie pobladł ale w jego twarzy pojawiła się jakaś nerwowość, zanim jeszcze Nott odezwał się do kelnerki stojącej obok. Zerknął w bok, w kierunku właściciela, ale Bertie właśnie witał się z jednym z gości, jakby był to albo jego bardzo bliski przyjaciel, albo członek rodziny. Trudno, będzie musiał poradzić sobie sam, albo raczej nie on, a stojąca obok niego kelnerka. — Witamy serdecznie w Zaklętej Łyżeczce, to niezwykła przyjemność gościć dzisiejszego dnia całe Puddlemore United — uśmiechnął się życzliwie do wszystkich. — Marianne, czy byłabyś tak miła i zaprowadziła panów do ich stolika? — zerknął pośpiesznie na kartki, które trzymał przed sobą na kubiku. — Antresola, stolik numer piętnaście — Stojąca obok niego dziewczyna, patrzyła się na zawodników wielkimi oczami, trochę się do tego rumieniąc. Marianne, jak została nazwana, szybko jednak otrząsnęła się z aktualnego stanu i pokiwała energicznie głową. — Tak, zapraszam za mną — poprowadziła ich dalej, przez parter ku schodom, ale nie zamierzała tego robić w ciszy. — Pan Nott, prawda? — zapytała, wyraźnie podekscytowana tym spotkaniem. — Jestem wielką fanką i z zapartym tchem śledzę pana poczynania na boisku. Pana styl gry, ah… jest taki inspirujący — oczy jej się nieco zaświeciły. — Wie pan, sama kiedyś grałam w drużynie Quidditcha, ale zrezygnowałam po szkole. Kiedy był pan na ostatnim roku ja dopiero zaczynałam i pamiętam jakby to było dzisiaj, jakie wciry dostaliśmy… znaczy… przegraliśmy. Przepraszam — zaśmiała się nieco zakłopotana, poprawiając włosy i wciskając zgubiony kosmyk za ucho. — Jak się pan odnajduje w Puddlemore? — poprowadziła ekipę na górę, po schodach i w kierunku długiego stołu, który gotowy był pomieścić wszystkich sportowców. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/85/4d/09/854d09e92494a6e11f5dc014798b42df.jpg[/inny avek] RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Nora Figg - 03.06.2026 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/a8d0694355356845379d7db5357f3d63/ab57b438a51e685b-1d/s500x750/bf9d747287295bfb9c814cff79a44cd48d2de238.pnj[/inny avek] Jej twarz okryła się delikatnym rumieńcem, kiedy usłyszała słowa Florki, nie zawstydziła się jednak na tyle, żeby zapomnieć języka w ustach. - To pewnie przez ten cukier, którym się otaczam, jakiś efekt uboczny, czy coś. - Wzruszyła jeszcze ramionami, jakby było to nic wielkiego. Prawda była jednak taka, że panna Figg starała się dbać o wszystkich, którzy pojawiali się w jej życiu. Często zapominała przy tym o sobie, jakby główną misją jej życia było uszczęśliwienie każdego, kto się do niej zbliżył. Czy było to zdrowe? Może nie do końca, ale czuła się z tym dobrze, starała się być dzielna i silna, aby móc pomóc każdemu kto tego potrzebował, w tym drobnym ciele krył się naprawdę ogromny duch. Odsunęła się o krok, kiedy Florka podeszła bliżej, odwróciła wzrok. Nie do końca wiedziała, czego była świadkiem, jednak nie powinna się nad tym zbytnio skupiać, prawda? Nie miała pojęcia, jaka relacja właściwie łączyła Flynn'a z tym mężczyzną, to znaczy Florkę i nie powinno jej to obchodzić, to nie była jej sprawa. Poczuła się być może odrobinę niezręcznie, bo nie spodziewała się tego, że będzie świadkiem takiego przywitania, ale może to było dla nich normą? Nie jej było oceniać, miała się tu dzisiaj dobrze bawić, zobaczyć jak wyglądało to nowe miejsce na kulinarnej mapie Londynu. Trochę się zgubiła w tym wszystkim, nie wiedziała już, czy Zenek wie, że Florka to Flynn, nie jej było o tym informować, w środku, no był przecież w środku w tym ciele, nie do końca chodziło jej o Łyżeczkę, pewnie szybko się domyśli, bo przecież znał Bella. Panna Figg póki co nie zwracała uwagi na innych gości znajdujących się w lokalu, skupiła się na podziwianiu samego wnętrza, spodziewała się jednak, że zobaczy kilka znajomych twarzy. Muzyka, fakt, nie skupiała się na niej jakoś specjalnie, tak właściwie to nawet jej nie przeszkadzała, nie była ona najbardziej istotna dla Norki. - Nie puszcza, to prawda, jeśli mam być szczera nie jestem melomanką. - Jasne, zdarzało jej się potupać nóżką na zabawach organizowanych przez jej przyjaciół, podczas gotowania towarzyszyły jej przeboje mugolskich Beatlesów, ale to byłoby na tyle, nie sądziła, że może pozwolić sobie na ocenę tego, co do zaoferowania miał im Bertie w tym przypadku. - Fantastycznie, trzy miejsca to dość nietypowy wybór. - Ludzie zazwyczaj chodzili do restauracji parami, albo wielokrotnościami par, w sumie czy ona była trzecim kołem u wozu w tym przypadku? Widziała ich przywitanie, dotarło do niej, kiedy znalazła się przed stolikiem, że mogło tak być. Cóż, najwyżej skosztuje tych potraw i zwinie się szybciej mówiąc, że zostawiła coś na ogniu. Zenek odsunął jej krzesło. Podziękowała mu za ten gest ciepłym uśmiechem. Rozsiadła się całkiem wygodnie, szukała wzrokiem Florki, czekała, aż ta do nich dołączy. Wzięła do ręki kartę, ciekawa tego, co znajdzie w środku. Dobrze czasem było skosztować, czegoś innego od słodkości. Czytała ją z ogromnym zainteresowaniem, że też można było spróbować tylko po jednej potrawie, chętnie skosztowałaby wszystkiego, uwielbiała poznawać nowe smaki. Nim jednak wybrała dania, które zamierzała spróbować przypomniała sobie o paczuszce słodkości, które wręczył im witający ich kelner, postanowiła ją otworzyć, by sprawdzić, co jest w środku, jak wiadomo to była jej specjalność, ciekawa była, co wymyślił Bertie tym razem. !Słodycze Bertiego RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 03.06.2026 Tęczowe bezyWybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę mini bez w różnych kolorach. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wyglądają jak małe chmurki które pozwalały posmakować tęczy. Każda z nich ma na spodzie wygrzany symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości. Tęczowe bezy (Zjedzenie bez rozpala wyobraźnie i sprawia, że człowiek aż zastanawia się czy tak lekko i słodko czuje się na co dzień sam Bertie Bott, tylko po to by przekonać się iż słodkości zmieniają jego wygląd na ten właściciela restauracji. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.) RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Christopher Rosier - 03.06.2026 – Przy odrobinie szczęścia po prostu nas nie zauważą. Ale prędzej spodziewałbym się, że któryś spróbuje wskoczyć mi na plecy. Albo zaprosić cię na randkę, a gdybym się z nim pobił, na pewno by nas stąd wyprosili – powiedział Rosier. Przynajmniej ta część o wskakiwaniu na plecy była stu procentowo poważna, i być może dlatego zajął miejsce względnie szybko: teraz mogli co najwyżej opierać się o jego oparcie, bo jednak wątpił, by nawet Lukas postanowił usiąść mu na przykład na kolanach. – Moje szczęście – rzucił tylko na jej odpowiedź, posyłając Victorii półuśmiech. Nigdy nie miał większego problemu z mówieniem takich rzeczy, a chociaż może nie wyłapał wszystkich problemów, w tym tych z pewnością siebie, jakie miała, to na pewno zauważył, że lubiła, gdy jasno pokazywał, że jest gdzieś z nią, bo chce i mu się podoba. Nie żeby go to zaskakiwało, bo dlaczego kobieta miałaby woleć być wodzona za nos czy trzymana w niepewności? – W takim razie ja poproszę jabłkowy zawrót głowy – poprosił Christopher. Obrócił w dłoniach opakowania ze słodyczami, które mu wręczono. Imbirowe muffinki: ulżyło mu, że smak wydawał się zupełnie normalny, przynajmniej według opisu, bo gdyby ktoś sprezentował mu tutaj coś smakującego jak mydło, to chyba by się zirytował. – Otrzeźwiają umysł i popychają do działania. Przynajmniej nic napakowanego amortencją – ocenił, a potem pochylił się nieco, by odczytać napisy umieszczone na cukrowych pajączkach, które wylosowała Victoria. Parsknął cicho, wyobrażając ją sobie, jak zaczyna biegać po ścianach czy po sufitach: wyobraźnię miał całkiem bujną, ale ta wizja chyba przerastała nawet fantazje Rosiera. – Trzeba przyznać, że Bertie Bott ma zabawne pomysły. Czy czujesz już nieodpartą potrzebę przejścia się po suficie? Tak teraz się zastanawiam, że może powinienem zaproponować mu współpracę przy jakimś pokazie… Przez moment wpatrywał się gdzieś w przestrzeń, wyobrażając sobie oczywiście modelki spacerujące po ścianach i sufitach. Z tego zamyślenia ocknęła go kelnerka, która dość szybko przyniosła Victorii jej danie, a Rosierowi zupę. Spróbował najpierw odrobinę: smakowała wybornie, kiwnął więc głową z zadowoleniem. Efektu dodatkowego nie odczuł, bo Chris właściwie zawsze czuł się tak, jakby był w centrum uwagi. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Bertie Bott - 03.06.2026 To był wielki dzień, bo oto Zaklęta Łyżeczka miała stanąć otworem! Wszyscy zaangażowani pracowali przez ostatnie dni i tygodnie, żeby wszystko dopięte było na ostatni guzik. Menu zostało wybrane, lokal przystrojony, a drzwi otwarte szeroko. Dawno nie było tak, żeby czuł chociaż najmniejszą tremę, a mimo tego dzisiejszego dnia na nowo zaznajomił się z tym stanem. Było to trochę jak klepanie po plecach starego znajomego, bo uczucie znaczyło, że robił tutaj coś ważnego. Goście napływali do środka i Bott bardzo starał się przywitać przynajmniej większość z nich. Zajmował miejsce obok kubika, gdzie stał host, uśmiechając się ciepło do przybywających, czasem ściskając ich rękę, ale wreszcie zauważył Alastora, który stanął w progu. Bertie rozłożył ręce szeroko, jakby nagle objawiła mu się co najmniej bogini i zaraz podszedł do przyjaciela, ściskając go mocno. — Alastorze, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszę, że znalazłeś odrobinę czasu — zaczął szybko, wyraźnie podekscytowany i odsunął się z Moodym trochę na bok. — Jesteś sam? Myślałem że może złapiesz Eden albo Millie, ale nie ważne, nie ważne. Dobrze że jesteś. Mam dla ciebie specjalnie przygotowane miejsce. VIPowskie! — uśmiechnął się od ucha do ucha i wreszcie spojrzał niżej, na koszulę którą założył Alek. — I jeszcze ta koszula. Oh, kiedy ja ci ją dałem — wzruszył się, bo jak miałby nie, kiedy nie dość że Alastor tu przyszedł to jeszcze wystroił się specjalnie dla niego. — Chodź, pójdziemy do stolika, co ty na to?RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Millie Moody - 03.06.2026 – Yo! – wyskoczyła jak filip czy inny zdzisiek z konopii zgrzana z włosem rozwianym i lekko (bardzo lekko) przepoconą koszulą w ryby, tą samą co na Mabon, która wyglądała tak, jakby po tym Mabon ktoś ją ciepnął w kąt, a dzisiaj rano zupełnie przypadkiem przypomniał sobie, że w kalendarzu na czerwono ten sam ktoś jebnął terminem otwarcia i potem zapomniał o tym, że wypadałoby ogarnąć ciuchy na tę okoliczność. - W ogóle jest ze mną Tommy, mam nadzieję, że w żadnym imbryczku nie czai się łycha, bo po moich urodzinach biedak ma traumę a tym razem chciałby cokolwiek zapamiętać. - chaotycznie rozejrzała się po okolicy, bo Liszek też gdzieś powinien się tu pałętać, ale była małym kurduplem, więc niewiele w sumie udało jej się wypatrzeć, zwłaszcza jak stała obok swojego dużego brata i jego najlepszego kumpla który też no jakby nie patrzeć był duży. Znaczy wysoki. - W ogóle dostałam paczkę z tym, też macie swoje paczki, znaczy Ty Bott pewnie nie to by było strasznie głupie, chyba że zamierzasz zeżreć wszystkie które zostaną? Jak to w ogóle liczyłeś, nie boisz się że zabraknie? - dopytywała przypatrując się pierwszy raz paczuszce w drodze do stolika. !Słodycze Bertiego [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/07/1e/6c/071e6c5a1aba8496cc97e44db9bf9c6e.jpg[/inny avek] RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 03.06.2026 Imbirowe muffinkiWybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę imbirowych muffinek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają się niczym specjalnym nie wyróżniać poza rześkim zapachem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości. Imbirowe muffinki (Zjedzenie muffinki natychmiastowo orzeźwia umysł i popycha do działania, sprawiając że postać zachowuje się jakby miała przewagę Odwaga I. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.) RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Baba Jaga - 03.06.2026 Lorraine & KożuchKożuch wylądował pod spódnicą Malfoy i ruszyli przed siebie w celu dostania się do środka. Ciężko się szło, kisząc pod spódnicą i z koniecznością uważania by ani kot nie podłożył się pod nogi wili, ani wila nie kopnęła kota i przypadkiem się przy tym wywróciła. Lorraine zwracała więc uwagę, ale bardziej przez to jak szła – za mało w tym było magicznego uroku, który objawiał się tylko podczas tańca, a teraz przecież nie tańczyła. Mieli trochę szczęścia, bo właściciel był aktualnie zajęty swoimi znajomymi, ale wciąż do pokonania był mężczyzna, który witał każdego przy wejściu i oddelegowywał do odpowiednich stolików. Uśmiechnął się do blondynki płasko, na moment zawieszając spojrzenie na jej twarzy. — Witamy w Zaklętej Łyżeczce. Jedna osoba? — zapytał, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę, kiedy zatrzymała się nieopodal wejścia, przypatrując się menu. Zanim jednak Malfoy zdążyła odpowiedzieć, ze stolika który znajdował się najbliżej, rozległ się dziecięcy krzyk. — TA PANI PRZYPROWADZIŁA KOTKA!! — pełen radości, oczywiście, bo jak nie cieszyć się z fakt, że oto w zasięgu rączek mogła się znaleźć żywa, puchata istota? Jeśli więc Lorraine liczyła na to, że spojrzenia się od niej odwrócą, kiedy pchnęła Kożucha do przodu, to niestety, ale stało się zupełnie odwrotnie. Dziecięcy palec wskazał cel – wilę i towarzyszącego kota, w zdradzieckim geście. — Proszę pani — zaczął mężczyzna, który chwilę temu przywitał ją przy wejściu. — Tu nie można wprowadzać zwierząt, pomijając wyjątkowe przypadki. Czy to pani zwierzak? RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Lorien Mulciber - 03.06.2026 [inny avek]https://i.ibb.co/ccHQGmPj/image.png[/inny avek] To nie tak, że nie lubiła słuchać co Aaron ma do powiedzenia. Lubiła. Ale czasami zdarzało mu się odpłynąć w bezmiar oceanu rurek, kształtek, układów, żelbetu i bogowie jedni jeszcze wiedzieli czego. Lorien oceanów nienawidziła. Rozmowy o technikaliach remontowych były jednak całkiem blisko zajęcia tego mało zaszczytnego miejsca. Dlatego przewróciła oczami. - Nie wiem co do mnie właśnie powiedziałeś.- Powiedziała po prostu, na szczęście bez cienia jakiejkolwiek irytacji. Założyła nogę na nogę, poprawiła miękki materiał sukienki. Przecież jej to było wszystko jedno, nie ona będzie to montować. Grunt żeby było dokładnie tak jak sobie wymyśliła, a czy to osadzą w pakiecie czy nie pakiecie, no tu już mieli panowie pełną swobodę. Zastanowiła się nad pomysłem z przeszkleniem drzwi. Dobrym pomysłem swoją drogą. Co taki witraż mógłby przedstawiać? No nad tym to się jeszcze nie zaczęła nawet zastanawiać. Nie chciała żadnych symboli Bogini. To był dom nie kaplica. Jej babka stryjeczna miała kiedyś witrażowe okno w kuchni, a na nim cytrynki. Dużo cytrynek. Kochała limoncello. Zresztą zmarła po upadku z miotły, na której leciała po “ździebko” zbyt mocnym trunku. Jakieś mitologiczne istoty, może? Absolutnie, nie ma nawet mowy. Już ona doskonale pamiętała jak się chłopcy ślinili do tej pizdy z łazienki prefektów. - Kwiaty?- Bardziej pytanie niż stwierdzenie.- Może wrzosy? Irysy? Dużo zieleni, fioletu i chłodnego różu? Albo maki - ale to wtedy dużo czerwieni i żółci. Zdecydowanie za dużo.- Wydęła delikatnie dolną wargę, mrucząc ciche “hmm”. Jasny sygnał, że decyzja tego typu może odrobinę potrwać. Dopiero co wybrała płytki do kuchni! A wzorników było z czterdzieści. I ona, uwaga ONA, zdecydowała się praktycznie od razu. To nie było tak jak z wyborem potencjalnego męża. Nie można było tak po prostu wejść do Biura Aurorów, rozejrzeć się, zobaczyć który tu najbardziej radykalny i seksowny, polizać takiego i sobie zaklepać. Nie. Tu się trzeba było zastanowić na spokojnie. Nie mówiła mu, że jutro dostarczą do Doliny jej nowiutkie zasłony, dywany i parę(naście) innych niezbędnych (wcale nie) drobiazgów (durnostojek). Będzie mieć niespodziankę akurat na powrót z Włoch. Zresztą. Lorien wychodziła z założenia, że prędzej czy później taki dywan będzie im potrzebny. Podobnie jak wazon na kwiaty, które na pewno Aaron jej chętnie kupi, widząc taki pusty i smutny wazon. I co jak wtedy nie będzie mieć już wszystkiego gotowego? Może i posadzki i tynki były ważne, ale co Aaronowi po nowiutkim parapecie (on jeszcze nie wiedział, że widziała u sąsiadki taki ślicznie wykafelkowany), skoro nie będzie mieć nawet kwiatka żeby go na nim ustawić! Albo taki zlew w kuchni - jasne, najlepiej wziąć pierwszy lepszy, byle by pasował wielkością w dziurę w blacie, nie? No nie. Już mieli tą dyskusję za sobą. Uśmiechnęła się wdzięcznie do kelnerki, która przyniosła im napoje. Na posiłek musieli jeszcze moment zaczekać. - Zawsze możemy drogiego papę zapytać.- Stwierdziła po chwili zamyślenia.- O szklarza.- Dodała szybko.- Jak nie ten, to inny, panie Moody. Aż jej kącik ust drgnął w uśmieszku, kiedy sięgnęła po swój kubek z parującym grzanym winem. Nie skomentowała faktu, że Aaron wybrał sok. Dobrze zrobił, zwłaszcza jeśli planowali złapać świstoklik późnym wieczorem. Miała przeczucie, że wujek Benito nie odpuści “gościny”. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Victoria Lestrange - 04.06.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pNjQXjv.png[/inny avek] Bardzo wątpiła, by któryś z tych graczy chciał ją zaprosić na randkę, biorąc pod uwagę, że miesiąc wcześniej prowadziła w ich klubie pewne śledztwo, stąd lekko sceptyczna mina na twarzy Victorii. – Mój drogi, musiałabym się jeszcze zgodzić – a takiej ewentualności nie przewidywała, przemoc była więc zupełnie w tej sytuacji niepotrzebna, bo nawet gdyby któryś z nich ją zaprosił, to by na taką randkę nie poszła. Nie była zainteresowana. Nie chciała też, by Christopher się wdał w bójkę z tak głupiego powodu i żeby coś mu się stało, bo te osiłki z drużyny pewnie mogliby mu podbić oko, nawet biorąc pod uwagę, jak wysoki Rosier był. Nie mogła nie docenić tego, że brał pod uwagę jej preferencje dotyczące deserów i że w ogóle chciało mu się bawić w zamawianie „tej drugiej opcji” dla siebie, żeby nie mieli na stole dwóch takich samych. Co zaś tyczyło się słodkiego upominku gustownie zapakowanego w folijkę, Victoria uśpiechnęła się lekko, widząc małe, cukrowe pajączki w swojej paczuszce. Musiała przyznać, że Bertie Bott zadbał o wszystkie szczegóły i dobrze sobie przemyślał promocje Zaklętej Łyżeczki, a póki co szło mu to naprawdę nieźle. Co prawda nie spróbowała jeszcze jego dań, ale na ten moment poprzeczkę zawiesił całkiem wysoko. – Ta amortencja chyba mocno ci zapadła w pamięć po weselu u Blacków, co? – zauważyła, bo już któryś raz Rosier do tego tematu nawiązywał. Z drugiej strony co się dziwić… Został przez to wciągnięty w bójkę, choć to nie on tę amortencję zażył. Bardzo wątpiła, by ktoś chciał na otwarcie swojej restauracji pakować się w kontrowersyjne tematy, a nawet kropla amortencji potrafiła mocno namieszać. – Otrzeźwienie umysłu za to, to przydatna rzecz – zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych… I oby już takich nie było, lecz czasy mieli niespokojne, więc jednak warto było mieć coś na tak awaryjne sytuacje. – Całkiem pomysłowe – stwierdziła. – Nie, nie bardzo. Ale może nie musiałabym już więcej być podsadzana przez przyjaciółkę, albo włazić na krzesło, żeby sprawdzić kratkę wentylacyjną pod sufitem – mruknęła i uśmiechnęła się krzywo. Wspomnienie żółtych, wściekłych i złośliwych oczy poltergeista wciśniętego w ten ciasny przewód było czymś, czego nie zapomni chyba do końca życia. – A jak przy pokazie? – nie od razu pomyślała o modelkach chodzących po ścianach, raczej spojrzała na to bardziej ogólnie: że Chrisowi musiał się podobać kierunek, w którym ogólnie zmierzały myśli i pomysły Botta. Czarnowłosa podziękowała kelnerce i w pierwszej chwili napiła się herbaty – tutaj nie spodziewała się niczego nadzwyczajnego, ot, herbata była herbatą, smaczną, czarną, Victoria uśmiechnęła się już po pierwszym łyku. – I jak? – zagaiła, bo Rosier dobrał się do swojej zupy, ale w tej chwili usłyszała krzyk jakiegoś dziecka. Ta pani przyprowadziła kotka! – i Lestrange odwróciła się w stronę wejścia dość automatycznie, marszcząc przy tym brwi, zastanawiając się skąd to zamieszanie. |