Secrets of London
[22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach (/showthread.php?tid=5142)

Strony: 1 2 3 4


RE: [22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach - Erik Longbottom - 08.11.2025

Zmrużył oczy, taksując Brennę uważnym wzrokiem. Co takiego śmiesznego powiedział? Kto jej ostatnio sprawdzał aury? Oderwał od niej spojrzenie dopiero, gdy odezwał się wuj Morfeusz, nawiązując do kwestii ślubu Geraldine i Ambroise'a. Z ust Erika wyrwało się ciche westchnienie.

Mnie niestety nie będzie na głównej ceremonii. Będę mógł się pojawić dopiero następnego dnia. Jakoś wczesnym popołudniem, może trochę wcześniej, jeśli dopisze mi szczęście — odparł na pytanie Morfeusza, pozwalając, żeby dziadek Godryk wypowiedział się jakiś pierwszy. Zaraz po tym zwrócił się jednak ku Brennie. — Ale ty, moja droga, nie powinnaś się w ogóle nad tym zastanawiać. Musisz iść. Para młoda na pewno się ucieszy, że cię tam zobaczy. Poza tym, ktoś będzie musiał mi obiektywnie opowiedzieć, co się działo przed moim przybyciem. A kto, jak kto, ale ty masz wręcz wybitne oko do takich szczegółów.

Wieści o tak szybkim terminie ślubu Geraldine nieco go zaskoczyły, ale z drugiej strony... Yaxley przecież zawsze była narwana, a Spalona Noc mogła tylko podsycić jej aspiracje związane z popchnięciem swojego życia do przodu. A może po prostu spieszy się, żeby pan młody nie zdążył uciec z sideł, dodał w myślach, uśmiechając się do siebie pod nosem na samą myśl. Życzył jej jak najlepiej na nowej drodze życia, ale żałował jednej rzeczy: że nie będzie mógł na własne oczy zobaczyć, jak Gerard odprowadza córkę do ołtarza. Córkę w białej sukni. Na Merlina, ciekawe, czy wciśnie się w nią z własnej woli, czy raczej pod namową matki i swoich ciotek? Ech, cholerna pełnia.

Znając Yaxleyów to prędzej zorganizują gościom zabawę terenową, żeby to oni spróbowali upolować jakąś zwierzynę na ich terytorium — skomentował Erik. — Z tego, co słyszałem, to nie zamierzają się ograniczać z uroczystością... Samo wesele ma chyba potrwać ze dwa-trzy dni. Na pewno mają coś w planach, żeby nikomu się przypadkiem nie zaczęło nudzić. — Jakby kogokolwiek mogło dopaść znużenie. — A Greengrassa znam... Widziałem się z nim jakiś czas temu w klubokawiarni Nory.

Skinął niespiesznie głową na sugestię Brenny odnośnie dokładki. Zamierzał korzystać, póki jeszcze było coś na stole. Powinien się najeść jak najwięcej. A może i napić. Kto wie, może jak zapcha żołądek, to podczas pełni będzie na tyle rozleniwiony, że po prostu prześpi całą pełnię. No, mógłbyś się w końcu na coś przydać wilku. Tak dla Ger. Wypadałoby, żebyśmy pojawili się tam w dobrym stanie, biorąc pod uwagę, jak bardzo o nas dba podczas wspólnych treningów, skomentował w myślach, łudząc się, że chociaż strzępek tej informacji dotrze do jego wewnętrznego wilka.



RE: [22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach - Dora Crawford - 17.11.2025

Dora pokiwała głową, uznając temat szklarni za względnie wyczerpany. Ani nie mogły tego zrobić teraz, ani pewnie dzisiaj. Robiło się coraz ciemniej, po kolacji trzeba będzie posprzątać, a potem jeszcze czekały inne obowiązki i zobowiązania. Jeden wieczór pewnie też nie robił zbyt wielkiej różnicy, ale Dora obiecała sobie że zajmie się tym następnego dnia, wstępnie oglądając w jakim stanie mogła faktycznie znajdować się rzeczona szklarnia. Tym bardziej, ze Brennę czekało wesele, podobnie jak jeszcze parę osób które zaszywały się w Księżycowym.

Podziękowała za dokładkę, dochodząc do wniosku że najadła się wystarczająco, nawet jeśli skarmiała zawartością swojego talerza, także psy z pod stołu. Nie było zanadto sensu najadać się po uszy, szczególnie że spiżarnia i lodówka zawsze stały w tej rodzinie otworem i można było korzystać z dobrodziejstw ile dusza zapragnęła. Zamiast jedzeniem, zajęła się więc kompocikiem, sącząc go powoli i pozwalając by kolacja ułożyła się w żołądku.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=K4FrNaG.png[/inny avek]


RE: [22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach - Morpheus Longbottom - 30.11.2025

Wezmę je na warsztat w Departamencie, niech się pobawią i popatrzą, jak się czegoś więcej dowiem, to dam wam znać — podsumował kwestię owoców z Mabon Morpheus, kończąc w sumie rozmowę na ten temat. Pokiwał głową na wyjaśnienie ojca. Sam wahał się nad tym, czy pójść na przyjęcie Yaxleyów, nie był pewien, czy ma odpowiednie ubranie na tę okazję, ale wygrzebał coś z dna szafy w apartamencie Shafiqa, znalazł bardzo szybko krawcową gotową coś dla niego uszyć, nawet jeżeli nie było w jego zwykłym stylu.

Jeszcze nie wiedział, że to był chichot losu i miał wyglądać w nowej szacie, jakby przybył w trójkę z Vakelm i jego żoną.

Kupiłem im jajko ze srebra, w którym są sztućce.

Sztućce kosztowały bardzo dużo pieniędzy, sprowadzone z Włoch, ale kto by na to patrzył. Polecono mu to jako prezent dla nowożeńców i tyle.

Noc mijała, a jego straszyła ciemna Warownia, ku której wciąż uciekał mu wzrok. Był tak zmęczony, więc w pewnym momencie przymilkł i przesuwał dania z prawej na lewą po talerzu. Wypił za to zdecydowanie za dużo. Trochę szumiało mu w głowie, a obraz był zamazany na brzegach. Kieliszki wchodziły zbyt płynnie i roztapiały pewne skamieniałe sentymenty.

Zapatrzył się na Dorę pustym wzrokiem, a świeca między nimi zgasła sama z siebie. Dym skulił się i popłynął w górę.


Przewaga: Wróżbiarstwo III — wróżba dla Dory
[roll=Symbol]

Kłopoty przeminą — powiedział do niej tym dziwnym, nieco głuchym głosem, gdy wieszczenie przychodziło do niego samoistnie, bez jego woli czy udziału. — Widzę ich koniec w twojej przyszłości, Doro.

Uśmiechnął się do dziewczyny. Jej takich wróżb było potrzeba na pęczki.




RE: [22.09/72, Warownia] Światła na zgliszczach - Quintessa Longbottom - 30.11.2025

Rozmowy przy Longbottomowym stole toczyły się jeszcze długo — na tyle długo, że dopiero Godryk, zbierający się do odejścia ze stołu zasygnalizował rodzinie, że było już późno. Ale, tak jak głowa rodziny wycofała się, aby odpocząć, tak reszta familii przysiedziała jeszcze trochę. Zaczęli się zbierać dopiero wtedy, kiedy wosk z dopalających się świec zaczął skapywać na obrus.
Zaczęto zatem przygotowywać się do dobrze znanego, tradycyjnego rytuału, który znał każdy, kto choć raz gotował górę jedzenia na spotkanie rodzinne. Chodzi bowiem o… sprzątanie. I w towarzystwie Tessy, która cząstkę swojej młodości (ledwie tydzień, bo dłużej nie wytrzymała), przepracowała w pubie jako kelnerka, objęto dokładny tor działania. Należało zebrać w jedną kupę wszystkie talerze, a na górze ułożyć sztućce. Resztki z kolacji skompresowano do kilku talerzy, które kolorami pasowały do osób, mających potem dostać ów wiktuały ze sobą. Tessa zaklepała trochę ciasta i pasztecików— miała w zamiarze przekazać to potem Anthony’emu, a także rodzinie Bletchey’ów, którzy zatrzymywali się razem z nią u Shafiqa.
Wszyscy zgodnie wycałowali się nawzajem; poklepano się po plecach, po policzkach i uszczypnięto w nosy. Życzono sobie dobranoc i miłego, przyszłego tygodnia.
Potem rozeszli się, a jedyną oznaką, że cokolwiek działo się w ogrodzie Warowni, był nikły zapach pieczonych dyni.

Koniec sesji