Secrets of London
[20.10.72] Trupy w szafie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Brighton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=155)
+---- Wątek: [20.10.72] Trupy w szafie (/showthread.php?tid=6023)

Strony: 1 2 3 4


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Christopher Rosier - 29.05.2026

Strach Chrisa był głęboko zakorzeniony i chyba bardziej realny niż wpadnięcie na choćby szyszymorę: ale też zamknięty w kształcie bogina nie przerażający aż tak bardzo, jak wtedy gdy lękałeś się dementorów albo Voldemorta. Może i faktycznie należało się niemal spodziewać tu bogina w jakiejś szufladzie, w końcu często pojawiały się w takich domach, ale Rosier zwyczajnie rzadko w miejscach tego typu bywał… i chyba w pierwszej chwili nie rozpoznał nawet w tym kształcie przed nimi siebie.
Żebraka, starca, jego samego, odrzuciło w tył. Nie uderzył o ścianę, niestety i zaraz znów ruszył w ich stronę. Wyciągnął ręce ku Christopherowi, a ten wreszcie z pewną zgrozą dostrzegł w nim znajome elementy: jasne oczy, dokładnie takie, jakie widywał w lustrze, jakieś ledwo widoczne podobieństwo w rysach, odmienionych przez zmarszczki i używki. Nie wprawiło go to może w panikę, ale na pewno sprawiło, że serce przyspieszyło biegł, a dłoń zaciśnięta na różdżce zadrżała: oto był cel wszystkich boginów. Wywołanie lęku.
– Bogin? – powtórzył Rosier, w ostatniej chwili rezygnując z rzucenia kolejnego zaklęcia odpychającego. – Cholera, byłem w skrzydle szpitalnym, jak to przerabialiśmy.
I zdaje się, że tamtego roku mieli akurat marnego nauczyciela (żadna nowość, właściwie), i materiał był czysto teoretyczny. Coś tam Chrisowi się kołatało po głowie z egzaminu, ale tam też nie walczyli z prawdziwym boginem, bo gdzie profesorowi chciałoby się takiego łapać…
– Coś śmiesznego z tym czymś? Masz ogromne wymagania wobec mężczyzny, Victorio – stwierdził Chris, siląc się na coś na kształt żartu. Może w chwili, w której usłyszał, że to bogin, zgroza ustąpiła, ale coraz mocniej uświadamiał sobie, co widział… i ten widok wcale się mu nie podobał. A mimo całej wyobraźni, którą rzeczywiście posiadał, osadzenie samego siebie w zabawnym scenariuszu trochę uderzało w odrobinę przerośnięte ego Rosiera. Machnął jednak różdżką, próbując rzucić zaklęcie, o którym mu przypomniała, i wyobrażając sobie, jak… tę marną kopię… pokrywa różowa, brokatowa peleryna, a mnóstwo kolorowych baloników unosi go pod sufit.
[roll=Z]


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Victoria Lestrange - 30.05.2026

Doskonale wiedziała, że informacje jakie przyswajali w szkole, już dawno mogły ulecieć z głowy. Jeśli się czegoś nie odświeża, nie obcuje z daną rzeczą na co dzień, to po prostu było to nadpisywane przez inne, być może ważniejsze, rzeczy, a bogin w świecie, w którym obcował na co dzień Christopher to raczej nie było coś, z czym miało się często do czynienia (o ile w ogóle). Prawdę mówiąc, to zapewne gdyby nie ścieżka kariery, jaką podążała Victoria, to istniała duża szansa, że i ona by się do tej pory na bogina nie natknęła, ale dlatego była w stanie poratować Chrisa z informacją, z czym się właśnie mierzą.

Tak naprawdę mogło być dużo gorzej. Któreś z nich mogło spanikować, mogło ich sparaliżować ze strachu, niektórzy mdleli, zalewali się łzami, a ich tylko trochę wcięło, co nie trwało na szczęście długo, a i zaklęcie Christophera, nawet jeśli nie potężne, kupiło trochę czasu.

– Mhm – mruknęła pod nosem, nie spuszczając bogina z oczu. – Teoria jest dość prosta, wykańcza go śmiech – powiedziała mu szybko. Nie wiedziała, czy zdołają go tak całkowicie unicestwić, ale mogli go na przykład zagonić do szafki… A może lepszym pomysłem będzie wciśnięcie go do jakiejś wyczarowanej walizki, szczelne zamknięcie i zabranie do Ministerstwa, żeby młodzi brygadziści mogli sobie poćwiczyć, albo wysłanie do Hogwartu, dzieciakom na pewno się przyda… Przez głowę Victorii jak zwykle przebiegło kilka pomysłów na raz.

– Ach, nie aż takie wielkie jak myślisz – odparła na żart i nawet leciutko udało jej się zmrużyć oczy w bardzo bladym uśmiechu, nie chcąc się jednak rozproszyć. – Poradzisz sobie – dodała, naprawdę wierząc w to, co mówiła.

Zaklęcie Christophera podziałało… a przynajmniej podziałało w jakiejś części, bo różowa brokatowa peleryna faktycznie pokryła bogina, ale raczej była z gatunku tych niezbyt ładnych… a baloniki, owszem, uniosły go pod sufit, ale zaczęły też przy tym szybko pękać, robiąc sporo hałasu.

– Może… Może spróbujemy go zamknąć – podsunęła, mrużąc oczy – cóż bogin z pewnością był teraz wyprowadzony z równowagi i wszelki strach już minął, stracił więc swoją siłę napędową, ale bardzo nierozważnym było go tak zostawiać. – Spróbuję wyczarować walizkę na kłódkę – dodała i cichutko zachichotała, gdy upiór potknął się na brokatowej pelerynie, kiedy baloników nie było już wystarczająco dużo, by go unosić.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Christopher Rosier - 02.06.2026

Chris usiłował przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz śmiał się naprawdę szczerze i głośno. Zdarzało mu się uśmiechać dość często, owszem. Zaśmiać – także, może niezbyt często, ale bywało, pewnie zrobił to nawet przy Victorii. Ale to było zwykle krótkie, rozbawione parsknięcie, i to wcale nie dlatego, że Rosier był jakimś ponurakiem, sztywniakiem czy osobom, która nie miała poczucia humoru nawet za pensa. Po prostu… czy dorośli ludzie w ogóle się śmiali? Ci, w których towarzystwie się obracał, robili to niezmiernie rzadko.
Może do walki z boginami należało trenować dzieci.
Mimo to spróbował jeszcze raz. Widok potykającego się bogina w brokatowej pelerynie i pękających baloników chyba nie wystarczał, aby wzbudzić w Rosierze prawdziwe rozbawienie (choć bogin ewidentnie jakby się zakłopotał, kiedy Victoria zachichotała).
– Możemy spróbować zamknąć go z powrotem w tej szufladzie i niech ktoś inny się martwi? – zasugerował, kiedy to, cokolwiek Lestrange próbowała zrobić, nie wyszło, a on ponownie machnął różdżką. Tym razem usiłował transmutować strój bogina w ubranie, które jego ciotka pragnęła wystawić w zimowej kolekcji, ale szczęśliwie ojciec Christophera dopilnował, aby projekt „przypadkiem” został zniszczony. Zasadniczo osoba, która by go założyła, wyglądałaby jakby obwieszono ją bombkami, światełkami, łańcuchami… czyli zostałaby zamieniona w choinkę. Modelka w wizji ciotki miała nawet nosić berecik, z którego szczytu sterczałaby srebrzysta gwiazdka.

[roll=Z]

Brokatowy płaszcz znikł, baloniki popękały. Znów zaklęcie Rosiera wyszło, ale tylko częściowo: mężczyzna który przed nimi stanął, został opleciony srebrzystym łańcuchem choinkowym, choć nie pojawiły się żadne bombki. Za to z jego głowy rzeczywiście teraz sterczała antenka z gwiazdką. Bogin sięgnął ku niej i pomagał, coraz bardziej skonsternowany, gdy nie spotykał się z paniczną reakcją, a zamiast tego serwowano mu takie wrażenia.
- ...albo możemy bardzo szybko się wycofać do drzwi i zatrzasnąć drzwi - zaproponował Christopher, trochę zirytowany na cały świat, że nie wyszło dokładnie tak, jak sobie życzył. No nawet jak chciał stworzyć beznadziejną kreację, to powinna wyjść wspaniała, beznadziejna kreacja, a nie taka mizerna namiastka beznadziejności!


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Victoria Lestrange - 02.06.2026

Ostatnimi czasy w jej życiu było tak wiele smutku, że była pewna, że tak szczerze i głośno nie śmiała się już od dawna, i bardzo się bała, że to było niemożliwe. Nie że w ogóle i już nigdy, po prostu teraz, w niedalekiej przyszłości, gdy najwięcej na co było ją stać, to lekki uśmiech (na szczęście dosięgający ciemnych oczu) i okazjonalnie jakieś parsknięcie czy nieśmiały chichot. Nie dlatego, że sama była nieśmiała, ale miała wrażenie, że jej poczucie humoru jest dość specyficzne, poza tym… nie czuła się ostatnimi czasy zbyt dobrze. Chociaż nie dało się nie zauważyć, że towarzystwo i uwaga Christophera w jakiś sposób poprawiały jej humor. Ale dlatego też nie była przekonana, czy uda im się tego bogina tak całkowicie zniszczyć.

– Tak, możemy – odparła. – Po prostu schwytany bogin przydaje się do ćwiczeń – dodała jeszcze szybko, by wyjaśnić, skąd w ogóle ten jej pomysł. Raz, że można było na nim ćwiczyć odpędzanie boginów, ale największą siłą takiego schwytanego bogina, którego można było wypuścić w kontrolowanych warunkach, było to, że można było na nim przećwiczyć też inne rzeczy. Bo w jakiś sposób przejmował umiejętności istoty czy stworzenia, w którą się zmieniał. – Daj mi spróbować jeszcze raz. Jak nie wyjdzie, to wrzucimy go do szuflady – bo nie zamierzała próbować do skutku, nie była szalona, a i nie chciała wystawiać cierpliwości Christophera na próbę, ani go w żaden sposób narażać, chociaż w tym momencie bogin już nie był tak groźny jak wcześniej.

Bo chyba sam zdał sobie sprawę, że ich nie przestraszy.

A już tym bardziej, gdy Christopher raz jeszcze rzucił zaklęcie transmutujące go w coś i bogin-Rosier (a Victoria dalej się nie połapała na kogo dokładnie patrzy) został opleciony łańcuchem ewidentnie choinkowym, a na głowie pojawiło się… coś. Z gwiazdką. Victorię trochę na moment zatkało, nim parsknęła krótko, rozbawiona tą anteną zakończoną gwiazdka i raz jeszcze spróbowała wyczarować tę walizkę, do której można byłoby zagonić bogina i go tam zamknąć.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]

– Dobra, olać to. Kolega bogin proszony jest do powrotu do spania – mruknęła pod nosem, równie lekko zirytowana, że znowu jej nie wyszło. Nie zamierzała naprawiać tej roztrzaskanej szuflady, teraz bogin będzie musiał się cisnąć razem ze sztućcami, póki ktoś znowu go nie wypuści (albo wypuści się sam).

I tym razem spróbowała wyczarować ciśnienie powiatrza, które zdmuchnęłoby bogina w pobliże szuflady, by go tam wcisnąć.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Christopher Rosier - 05.06.2026

Nigdy nie myślał w takich kategoriach: że bogina warto złapać, aby na nim ćwiczyć czy to tego Riddikulusa, czy postępowanie z innymi potworami, jeśli dasz radę znaleźć kogoś, kto konkretnego potwora się boi. Ostatecznie jeśli w czymś szkolił ludzi, to raczej w szczegółach dotyczących przygotowywania projektów, czasem szycia i innych stu tysięcy drobiazgów związanych z funkcjonowaniem Domu Mody Rosierów. Kiwnął więc tylko głową, nie zamierzając się kłócić: jeżeli Victoria miała ochotę zabrać sobie stąd bogina, dlaczego miałby się temu sprzeciwiać?
Jego irytacja rozpłynęła się, gdy Lestrange parsknęła, bo to oznaczało, że nawet niedoskonałe zaklęcie przynajmniej częściowo wywołało zamierzony przez niego efekt. Zachęcony tym sukcesem, gdy ona usiłowała wyczarować coś jeszcze do zamknięcia bogina, on spróbował „udoskonalić” strój, jaki miał na sobie fałszywy, stary i biedny Rosier.

[roll=Z]

I tym razem wyszło idealnie!
Nie wybuchł może głośnym śmiechem, ale rozpromienił się, gdy strój bogina pod łańcuchem stał się zielony i zaczęły zwisać z niego bombki, oczywiście takie nietłukące - przy brzegach tuniki, płaszcza, nietoperzowatych rękawach. Łańcuch zwinął się, wpasowując w strój. Była to bez wątpienia bardzo wymyśla kreacja, ale też raczej nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby w niej paradować, bo skojarzenie pozostawało oczywiste: człowiek - choinka. Jeden z tych szalonych projektów, które projektanci pokazują, aby zwrócić uwagę, ale które ewidentnie nie powinny (zdaniem Chrisa i jego ojca) być prezentowane w Domu Mody Rosierów.
A potem człowieka choinkę zaklęcie Victorii zmiotło do szuflady.
- Myślę, że wystarczy nam oglądania kuchni. I tak raczej bym tu wiele nie gotował - stwierdził, wodząc podejrzliwym spojrzeniem po szafkach. Oczywiście, nie dlatego, że nie potrafił (wierzył święci, że tamten pudding to nie było szczęście, a po prostu był tak świetny we wszystkim, co robił), tylko bo od tego były skrzaty. - Nie jestem pewien, czy zaglądanie na strych i do piwnicy nie wykończy nas nerwowo. Przysięgam, że jeśli siedzi tam jakiś ghul, wyślę sprzedawcy wyjca.
Otworzył przed Victorią drzwi kuchenne, a potem gdy wyszli zamknął je. Bardzo starannie. I rzucił kolejne, podejrzliwe spojrzenie, tym razem zasłonom, z których wcześniej wypadły gryzące, latające stwory.


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Victoria Lestrange - 06.06.2026

Prawdopodobnie ani bogin, ani Victoria, nie spodziewali się tego, co zaraz nastąpi: że Christopher raz jeszcze spróbuje swojego czaru i tym razem uda mu się w pełni przemienić bogina w to, co sobie wyobraził. Lestrange patrzyła przez moment oniemiała na to, jak ubrana została zjawa, w tę suk…nię… iście choinkowozieloną, w kupę materiału, który tym bardziej miał ją upodobnić do drzewa, w bombki, które zwisały z rantów materiału i podzwaniały teraz, gdy bogin się poruszył, patrząc po sobie w co jest ubrany. Victoria przez dwie sekundy wytrzeszczała oczy, trochę nieświadomie rozchyliła usta, a potem… potem w końcu do niej dotarło, że oto chwila dla debila na to, by bogina zapakować do szuflady, bo jest ewidentnie rozproszony. Uśmiechała się, to na pewno udało się sprawić, oraz pokręciła z niedowierzaniem głową.

A chwilę później szuflada zatrzasnęła się z trzaskiem, gdy już wciągnęła do środka bogina. Sztuce szybko przestały dzwonić i nastała grucha cisza.

– Noo, widzisz! Mówiłam, że sobie poradzisz – pochwaliła za chwilę i odruchowo zaczęła wygładzać sobie rękawy, choć po prawdzie nie bardzo było po co. – Gdyby to był egzamin, to według mnie zdany na Powyżej Oczekiwań – bo były lekkie potknięcia, dlatego nie Wybitny, ale ostatecznie w żadnym punkcie nie zawalił, a poza tym udało mu się za trzecim razem i d e a l n i e. – No i masz pewność, że nie ma tu poltergeista. Tego by już na pewno nie wytrzymał w ciszy – dodała i niemal z czułością poklepała front szuflady – tej jedynej teraz zamkniętej. – Co to w ogóle było? Ten… ta… sukienka… – lekko zmarszczyła brwi, a potem dmuchnęła, chcąc pozbyć się zbłąkanego kosmyka włosów, który po tych wszystkich ciśnieniach powietrza spadł jej aż na czoło. – A pamiętasz, jak mówiłeś, że udzielisz mi kilku lekcji? – z pieczenia ciast, oczywiście i Victoria nie mówiła tego do końca na poważnie… ale jej ostatnia próba, jakiś miesiąc temu, była równie spektakularną porażką jak próba upieczenia na Lammas chleba. Jak sobie radziła od czasu wyprowadzki do momentu zabrania skrzata po Spalonej Nocy…? Otóż umiała zagotować wodę na herbatę i zrobić kanapkę. Kroiła całkiem nieźle, miała wprawę po siekaniu i krojeniu składników do eliksirów. Póki nie trzeba było nic… przygrzać, smażyć, gotować albo nie daj Merlinie piec, to była w stanie jakoś przeżyć. A poza tym jadła na mieście. Albo na ministerialnej stołówce.

– Jeśli pójdziesz na strych, to pójdę z tobą na strych. Jeśli do piwnicy, to pójdę do piwnicy. A jeśli masz już dość i pójdziesz do wyjścia, to pójdę za tobą do wyjścia – odparła gładko i nawet się uśmiechnęła, bo jej nerwów na pewno to nie nadszarpnęło i w ten właśnie sposób zapewniła go, że decyzja zależy tylko od niego, bo samego go nie zostawi. Widziała znacznie gorsze rzeczy, a bahanki i bogin… Lekka niedogodność. Bahanki do pozbycia się eliksirem, bogin… Skoro się wiedziało, że zjawa tam siedzi, to można było teraz przyjść przygotowanym i go stąd bardzo łatwo eksmitować. – Skoro wprowadził się tutaj bogin i są tu bahanki, to na pewno poprzedni właściciel nie mieszkał tu już długo. Ale wiesz co, nie jest tak źle – dodała, gdy już wyszli z kuchni, Chris zamknął za nimi drzwi i łypnął na zasłony w salonie. Wyglądały najniewinniej jak tylko się dało, prócz tego, że były trochę zakurzone i wymagały prania, albo przynajmniej zaklęcia czyszczącego. O, Chłoszczyść i wszystkie inne odmiany Victoria miała w małym palcu. – Panowie przodem, panie Rosier – dodała i nawet lekko zachichotała.




RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Christopher Rosier - 07.06.2026

– W takim razie będę musiał jeszcze trochę poćwiczyć, żeby zbliżyć się do ideału – oświadczył Christopher, niedorzecznie wręcz z siebie zadowolony. I to wcale nie dlatego, że po czarze Victorii istota znikli, mieli spokój i w ogóle, ale dlatego, że udało mu się zrealizować to co zamierzał i wywołać u niej uśmiech. Chociaż gdy już opuszczali kuchnię, przez tę całą satysfakcję przedarły się i trochę bardziej poważne przemyślenia. Na przykład na temat postaci, jaką bogin przyjął na jego widok.
I tej, którą przyjął na widok Victorii.
Czy bała się samej siebie?
Nie widział jej twarzy. Najpierw stał przy oknie, i widział bogina tylko od tyłu, a potem, gdy się między nie przepchnął, ten niemal natychmiast zmienił postać. Nie był więc pewien, co dokładnie stanęło przed Victorią Lestrange, gdy miała się zmierzyć ze swoim lękiem.
– Spodobała ci się? – spytał, bardzo starając się przybrać neutralny wyraz twarz, aby nie było jasne, że sobie żartuje. – Najnowsza kreacja Domu Mody Rosierów, przedstawiana jako przyszły przebój zimowej kolekcji. Zadbam, abyś dostała jeden z pierwszych egzemplarzy, zdaniem mojej ciotki każda czarownica będzie chciała założyć ją na kolację z okazji Yule…
Nie żeby przypadkiem uszkodzono prototyp, a potem także szkice. Cóż za niefart. Choć Chris miał pewne obawy, że ciotka i tak się nie podda łatwo.
– Może użyjemy twojej kuchni? Obawiam się, że boginy bardzo zdezorganizowałyby taką lekcję – stwierdził Rosier, zapominając na moment, że tak naprawdę praktycznie nie gotował i pewnie nie powinien dawać żadnych lekcji. Zresztą! Najwyżej dzień wcześniej poćwiczy jakieś dane z książką kucharską, robiły to skrzaty, nie mogło więc być trudne, prawda? Fąfel da mu kilka szybkich wskazówek. I zejdzie na zawał obserwując panicza działającego w kuchni.
Salon zdawał się spokojny. Dalej miał ten piękny parkiet i wysokie, prawie idealne okna. Ale gdy Chris wiedział o bahankach siedzących w ścianach, to podobał się mu jakby trochę mniej. Wahał się więc przez moment po słowach Victorii, zastanawiając, czy dać sobie spokój czy jeszcze się rozejrzeć.
– Zajrzyjmy na górę – zdecydował w końcu. – Jeżeli schody się nie zawalą, a sypialnia i gabinet będą idealne do moich potrzeb, to dam temu miejscu szansę. Jeśli coś mi się nie spodoba, odpuścimy już teraz – oświadczył w końcu. Po tych przykrych niespodziankach sprawdził jednak najpierw poręcz, a potem dość ostrożnie postawił stopę na stopniu, aby ocenić, czy ten jest stabilny. Zaskrzypiał, wyglądało jednak na to, że nie planuje się zapadać.

Czy góra będzie idealna
[roll=TakNie]


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Victoria Lestrange - 08.06.2026

Ogólnie miała wrażenie, że fakt, że spotkali tutaj tego bogina, żadne nie spanikowało, a Christopherowi udało się go z powodzeniem zmienić, zrobiło więcej dobrego niż złego. Rosierowi wynik tej potyczki sprawił ewidentną radość, no a poza tym… gdyby w przyszłości miał nieszczęście znowu nadziać się na zjawę, to już wiedział doskonale, jak sobie z taką poradzić. Było to znacznie lepsze, niż to, co wielu z nich wyciągnęło ze szkoły (a niektórzy nie mieli nawet tego w głowie).

– Emm… – kupowała sobie właśnie czas, bo strój jej się nie podobał. Nie dość, że nie podobał, to jeszcze w tej odsłonie na boginie sprawił, że parsknęła i zachichotała. – Zależy, co masz na myśli – odparła powoli i dyplomatycznie. – Jeśli to, czy podobało mi się, że dzięki temu bogin się trochę speszył, to tak, jak najbardziej – kontynuowała, nie chcą obrazić… gustu… Christophera (bogowie, ale przecież do tej pory takiego nie przejawiał!). – Czyli że… Poczekaj – założyła sobie w roztargnieniu kosmyk włosów za ucho, patrząc uważnie na blondyna. – Czyli że ona uważa, że – Lestrange ewidentnie brakowało słów, by wyrazić swoje przerażenie, którego co prawda może i nie było po niej widać, ale to, jak już kilka razy urywała zdanie i zaczynała je od nowa, mówiło wiele o tym, co właśnie działo się w jej głowie. – Ona myśli, że każda czarownica chciałaby na Yule wyglądać jak… jak – jak choinka, to było właśnie to słowo, które nie chciało się wydostać z gardła Victorii.

– Może być i moja kuchnia, jeszcze w niej nie gotowałam, ani nic… – robił to skrzat. A ta, w której faktycznie to robiła, znajdowała się w domu, który wedle jej głowy, był w jakiś sposób przeklęty, to może dlatego nic jej tam nie wychodziło i się nie układało. Poza tym poprzeczka nie była zawieszona wysoko, bo startowała z poziomu zera. To, że Christopherowi wyszedł świąteczny pudding już go stawiało w pozycji mentora.

– Dobrze – odparła tylko, nie zamierzając protestować, bo to Christopher w powinien być zadowolony z wyboru domu, a jeśli cokolwiek miałoby mu tutaj wadzić, to nie była to gra warta świeczki. Ruszyła więc schodami za nim, ale różdżkę ciągle miała w pogotowiu, bo skoro nadziali się już i na bahanki, i na bogina, to znaczyło, że dom jest opuszczony i kto wie, czy szkodników nie było tutaj więcej.

Albo czy coś nie postanowi się pod nimi zawalić, ale póki co meble czy ogólnie konstrukcja budynku wydawała się być solidna…




RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Christopher Rosier - 09.06.2026

– Nie była do końca w twoim guście? Moglibyśmy zmienić jakieś drobne szczegóły. Może ciemniejsza zieleń? Albo świeczki zamiast bombek? – dopytywał Chris, który prędzej popełniłby rytualne samobójstwo niż ubrał jakąś kobietę w strój tego typu i oświadczył, że to jego projekt, z którego jest zadowolony. Po prostu chyba rozbawiła go trochę mina Victorii i ostrożność, z jaką wyrażała swoją opinię.
Chyba była równie przerażona jak on, gdy zaczął się zastanawiać, czy żeby była zadowolona powinien zabrać ją do budki z mugolskim jedzeniem, w której sprzedają mięso z psów i nie myją rąk, kiedy je wydają.
– Jak choinka – dokończył za nią bez zbędnych oporów. – Niektórzy projektanci bywają… specyficzni. Ciocia, całkiem słusznie, uznała, że kobiety lubią błyszczeć. Ale sądzę, że większość woli raczej jak gwiazda niż gwiazda choinkowa w zestawie z całą choinką.
Rodzina Rosierów była duża i Christopher lubił uważał, że utalentowana, ale w każdej rodzinie zdarzały się czarne owce. Albo takie specyficzne. Ta konkretna ciotka, jak czasem myślał sobie w głębi ducha, była zwyczajnie nawiedzona. Umiała szyć. Umiała projektować. Ale z jakichś powodów czasem zaczynało się jej roić, że zrewolucjonizuje świat mody. Na przykład przebierając ludzi za choinki, jak twierdziła w myśl najlepszych, czarodziejskich tradycji. Albo projektując wielkie kapelusze z sępem – Christopher był zdumiony, że kilka osób właściwie je kupiło i to za absurdalnie duże kwoty, może więc czasem ciotka miała trochę wyczucia. Wtedy ojciec uznał, że to stosunkowo nieszkodliwe i nie próbował jej powstrzymać…
– Ale solennie obiecuję, że w moim szkicowniku nie znajdziesz żadnego projektu z bombkami – dodał, już gdy wspinali się po schodach na piętro. Uniósł różdżkę i pierwsze drzwi otworzył zaklęciem, tak na wszelki wypadek. A potem przypatrywał się im, upewniając się, że nic zza nich nie wyskoczy. Po tych bahankach czy jak im tak było i po boginie wolał zachować ostrożność, zajrzał więc do środka, zanim wszedł: można by pomyśleć, że sprawdza dom napadnięty przez śmierciożerców, ale… skoro mieli bahanki na dole, tu też mogły się czaić, a raczej żadne z nich nie chciało być ugryzione. – Trochę ciasna, a podłoga byłaby tutaj do wymiany – ocenił krytycznie, lustrując spojrzeniem, jak się okazało, sypialnię. Była długa, za to dość wąska, coś, co na pewno nie przeszkadzałoby większości ludzi szukających domy, jeżeli reszta była świetna, ale Chris naprawdę wyznaczał sobie i wszystkiemu wokół wysokie wymagania. A że lubił swój apartament, który ostatnio przeklęło, dom musiał naprawdę go oczarować. Ściany wymagały odmalowania, co nie byłoby problemem, ale deski na podłodze wyblakły i niektóre były porysowane. – Wydaje mi się, że obejrzę ten drugi dom.
Niby mógł spróbować przenieść sypialnię… ale być może uda się mu znaleźć coś idealnego. Nie lubił zadowalać się półśrodkami.


RE: [20.10.72] Trupy w szafie - Victoria Lestrange - 10.06.2026

– Ale na bal przebierańców? – wyraziła w końcu swoją myśl najbardziej dyplomatycznie jak potrafiła, wyobrażając sobie świeczki zamiast bombek, i według niej wyglądało to równie absurdalnie. Próbowała przede wszystkim siebie w tym wyobrazić, ale tutaj umysł bardzo się bronił i widziała tylko jakaś ciemnowłosa kobietę z zamazaną twarzą w tym… czymś.

W tej choince.

On to powiedział, nie ona. Dobrze. Trochę jej przy tym nawet ulżyło, kiedy Christopher wyraził to, co jej chodziło po głowie, na głos i okazało się, że mówił bardzo niepoważnie. Lubiła czasami błyszczeć, lubiła ładnie wyglądać, lubiła się podobać, ale niekoniecznie chciała wyglądać jak drzewko, obwieszona tandetnymi świecidełkami. Brakowało tylko, żeby rozdawała prezenty.

– Błagam, powiedz, że wybiliście jej tę choinkę z głowy – o tak, prawdopodobnie poziom przerażenia pomiędzy nimi był bardzo podobny. A teraz nawet zauważalnie westchnęła z ulgą. – Przez chwilę, przyznam, trochę się bałam, że mówisz na poważnie – ale głosik w jej głowie mówił jej przecież, że do tej pory Christopher takich tendencji i gustu nie przejawiał, zresztą wyczarował ten strój na boginie żeby czysto teoretycznie rozśmieszyć i już to powinno jej wystarczyć.

Wspięła się za nim po schodach i w spokoju przyglądała się korytarzowi i drzwiom, nie czując takiego niepokoju, że coś zaraz wyskoczy zza winkla.

– I tak warto go obejrzeć, niezależnie od twojej decyzji – stwierdziła i kiwnęła głową, widząc że Chris nie jest do końca przekonany do tego domu. Ale to nic złego, skoro wydawał swoje pieniądze i to niemałe, to czemu na coś, z czego nie byłby w pełni zadowolony? – Chcesz obejrzeć jeszcze ten drugi pokój, czy jesteś zdecydowany, że na pewno nie weźmiesz tego domu? – nie wiadomo w końcu jak będzie wyglądać ten drugi budynek, który miał na oku.