![]() |
|
[sierpień 1971] Wodne klątwy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [sierpień 1971] Wodne klątwy (/showthread.php?tid=4201) |
RE: [sierpień 1971] Wodne klątwy - Brenna Longbottom - 14.01.2025 Brenna też nie wiedziała, co dolega chłopakowi: rozumiała tylko tyle, że było to coś złego i prawdopodobnie o magicznym podłożu. Mogłaby jeszcze zakładać, że upił się i oszalał, ale nie w sytuacji, w której wcześniej tyle było tutaj utonięć i w pewnym sensie w sprawę były zamieszane osoby powiązane z magicznym światkiem. Przemieściła się błyskawicznie ku swojemu plecakowi, wciąż skrytemu w krzakach, żeby chwycić kajdanki, chociaż nie skuła na razie niedoszłego topielca: ot chciała mieć je pod ręką. Nie wiedziała, czy Thomas zdoła odczarować mugola nie zdejmując z niego zaklęcia rozpraszającego, a i nie mogła być pewna, jak długo chłopak i bez tego zostanie nieprzytomny. Na wszelki wypadek machnęła różdżką, zagęszczając nieco powietrze pomiędzy nimi a jeziorem – wprawdzie teleportowali się tutaj właśnie po to, by zwiększyć odległość między nimi, a bawiącymi się na drugim brzegu, ale gdyby młodzieniec zaczął krzyczeć naprawdę, naprawdę bardzo głośno… mogliby go usłyszeć. A potem Brenna odsunęła się, po prostu czekając aż Thomas skończy działać. Czekała w pobliżu, gotowa w każdej chwili dopaść do chłopaka, gdyby trzeba było go obezwładnić. Początkowo nic się nie działo. Zerknęła na Figga pytająco, kiedy skończył rzucać swoje czary, niepewna, czy podziałały, czy nie. A potem przyklękła przy chłopaku, gdy jego powieki lekko zadrgały, a z ust wydobyło się jęknięcie. – Hej, słyszysz mnie? – spytała. – Pamiętasz, co się stało? Otworzył oczy i spojrzał na nich, trochę nieprzytomnie, ale spojrzenia nie miał już tak pustego, jak wcześniej. Zakasłał, a potem usiadł, rozglądając się wokół z pewną paniką. – Co… co się stało? – Wyciągnęliśmy cię z jeziora – przypomniała. – Pamiętasz, jak do niego wpadłeś? Wciąż wszyscy byli mokrzy, chociaż już nie tak jak chwilę wcześniej: ciepły wiatr, który przez chwilę ich owionął, trochę wysuszył ubrania. Chłopak zacisnął palce na swojej wilgotnej koszulce i odsunął się trochę, jakby chciał zwiększyć pomiędzy nimi odległość. – Ja… – zaczął, zaciął się na chwilę i pokręcił głową, trochę bezradnie. – Poszedłem w krzaki, no wiecie… a potem… potem ktoś mnie wołał? Brzmiał jak Crystal, ale ona… Urwał nagle i zacisnął wargi, zerkając na nich z nową paniką. – Musiałem wypić piwo za dużo. Może się potknąłem? Dzięki. Za pomoc. Gdzie są moi przyjaciele? – spytał, spróbował nawet wstać, chociaż musiało się mu zakręcić w głowie, bo niemal natychmiast opadł z powrotem na trawę. Brenna sięgnęła ku niemu, łapiąc go za ramię, tak na wszelki wypadek. Dzwonki alarmowe już nie tylko dzwoniły w jej głowie, a wygrywały stały rytm. Jeśli słyszał Crystal i sam nie był pewien, jak trafił do wody, prawnie na pewno został zaklęty: a coś w jego zachowaniu zdawało się po prostu ogólnie rzecz biorąc podejrzane. – Zniosło cię kawałek, nie wstawaj lepiej jeszcze, pójdę po nich – zapowiedziała po szybkiej kalkulacji. Nie chciała zostawiać tutaj z nim Thomasa samego, ale też gdyby się zamienili i jeśli ona posłałaby go do Ministerstwa, zanim zdołałby zgarnąć kogoś, kto mógł w razie potrzeby zahipnotyzować mugola, minęło za dużo czasu. – Sprowadzę pomoc – dodała, zwracając spojrzenie na Thomasa, chcąc mi niewerbalnie przekazać, że ta pomoc wcale nie oznaczała, że pobiegnie na miejsce, w którym bawiła się reszta, a do Biura. RE: [sierpień 1971] Wodne klątwy - Thomas Figg - 17.01.2025 Poczuł jak magia formuje się wedle jego woli, jednak nie na tyle, aby mógł swobodnie wybierać sobie jakie zaklęcia rozprasza, dlatego też nie udało mu się to co zamierzał. W sumie to nadal nie był przekonany, ze wybiórcze niwelowanie mocy zaklęć było możliwe. Może gdyby używał słabszych zaklęć? Ale nie wiedząc z czym miał do czynienia, wolał nie ograniczać się i zaczynać od razu jak to mówią mugole z grubej rury. Przypatrywał się chłopakowi i Brennie, kiedy prowadzili swoją rozmowę. Nie tylko ona czuła, że coś jest tutaj nie tak, zdecydowanie miało się coś wokół tego jeziora. Tylko co polowałoby na mugoli, kto czerpałby przyjemność z zabijania ich w taki sposób, żeby się topili. Była w tym pewna forma sadyzmu, jednak brzmiało to mało czarnoksięsko. - Czy widziałeś jakiś błysk światła zanim usłyszałeś Crystal? - zapytał w końcu patrząc uważnie na twarz młodzieńca i obserwując każdy jego grymas. Nie miał jak siłą wyciągnąć od niego tych informacji. Przecież nie będzie go tłukł czy poniewierał magią, aby mu powiedział co wie. - A może poczułeś jakiś dziwny zapach? - dodał jeszcze, ale wątpił, żeby tutaj brał udział jakiś eliksir, ale może jakiś stwór? I on by go wyczuł. Jedno było pewne, chłopak nie wszedł do jeziora bo wypił o piwo za dużo. Został zaklęty, ale z tego co czuł i widział to zaklęcie zostało przełamane i nie ciążyło już na nim. - To prawda, lepiej żebyś nie włóczył się po lesie teraz sam. Jeszcze znowu zboczysz do jeziora - rzucił żartobliwie, chcą nieco rozładować napięcie. Cały czas stał trzymając jedną rękę w taki sposób, aby nie musieć pozbywać się z uchwytu różdżki, ale też i nie pokazywać jej chłopakowi. Ktoś albo coś, co wpłynęło na jego umysł nadal mogło tam być, nie chciał być bezbronny, gdyby doszło do konfrontacji. - Moja przyjaciółka sprowadzi pomoc, a my tu na nich poczekamy, to najlepsze wyjście - zwrócił się do młodzieńca i odwrócił się na chwilę ku Brennie. Skinął jej głową dobrze rozumiejąc, że pomoc miała być dla nich, nie dla niego - znaczy dla niego również, dzięki temu zapomni wydarzenia z dzisiaj. A oni przy dobrych wiatrach dowiedzą się co tutaj naprawdę zaszło. Wrócił więc do pilnowania chłopaka, żeby ten im nie zwiał i jednocześnie rozglądania się wokół, czy nic ani nikt nie próbuje ich zajść i przeklnąć ponownie, to byłoby bardzo niefortunne, gdyby zaraz po zniknięciu Brenny, Thomas pozwolił przeklnąć pozostawionego mu pod opieką mugola, albo sam oberwałby urokiem. Nie wiedząc na co się pisze i z czym przyjdzie mu walczyć (o ile w ogóle przyjdzie), nie widział innej opcji - wcale nie dlatego, że panna Longbottom jako brygadzistka wiedziała gdzie i do kogo zwracać się w Ministerstwie, ale też z innego punktu widzenia, przecież nie mógł pozwolić, żeby nadstawiała karku tutaj broniąc jakiegoś mugola nie wiadomo przed czym ,gdy on będzie biegał w poszukiwaniu pomocy. Zdecydowanie to on po winien tu zostać, to bardziej logiczne, nawet jeśli to ona miała więcej predyspozycji, aby wygrać ewentualne starcie z napastnikiem, gdyby pojawił się dokończyć dzieła. RE: [sierpień 1971] Wodne klątwy - Brenna Longbottom - 19.01.2025 – Światło? – spytał chłopak, wyraźnie zdezorientowany. Pokręcił głową, marszcząc brwi, a potem zanurzył palce we włosach. Wyglądał, jakby próbował sobie coś przypomnieć, ale nie mógł. Thomas wiedział, że zwykła magia zauroczająca nie mogłaby mieć trwałego efektu – albo skonfundowano go od razu, tak ze ogólnie nie był pewny, co się działo, albo potraktowano go jakąś klątwą, albo użyto hipnozy. – Nie jestem pewien? Chyba kogoś widziałem, ale… może to byliście wy? Co wy tu w ogóle robicie? – wymamrotał i potarł palcami skroń. – Kurwa, ale boli mnie głowa… * Brenna starała się spieszyć, mimo to Thomas musiał zostać sam na sam z mugolem przez kilka minut. Nie trwało to jakoś strasznie długo: nie dłużej niż w teorii powinno zająć obejście jeziora, dotarcie do miejsca, gdzie płonęło ognisko i wrócenie z kolegami niedoszłego topielca. Na miejsce zamiast nich oczywiście przybyli dwaj pracownicy Ministerstwa – Brygadzista z dyżuru oraz ktoś z oddziału amnestojaztorów, kto mógł tutaj zdziałać zdecydowanie więcej niż Brenna, gdy mugol nie chciał współpracować, a i nie mogli ot tak ujawnić mu żadnych informacji o magii. Longbottom i Figg mogli więc przekazać swoją „zdobycz” w ich czułe ręce (i udzielić nieco więcej wyjaśnień, na które w Ministerstwie Brenna nie miała dość czasu: mianowicie, że chłopak prawie na pewno został przez kogoś w jakiś sposób zaklęty, i prawdopodobnie nie był pierwszym tego typu przypadkiem). Sama pani Detektyw, kiedy ta sprawa została załatwiona, zmieniła się w wilka i pognała w las, z którego wyszedł młodzik, szukając tropów. Trzy dni później mogła opowiedzieć Thomasowi, co ostatecznie wykazało śledztwo – choć mimo jego zaangażowania w sprawę prosiła o dyskrecję. Wyglądało na to, że śmierć pijaka mogła być nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, za to ta charłaczki nie była wypadkiem, choć i nie miała z nią wspólnego żadna magia: za to sporo kłótnia, były ukochany, jego przyjaciel i paru kolegów, którzy pomogli ukryć sprawę. Siostra w końcu odkryła prawdę, a że już dwukrotnie uznano tutaj dwa zgony za przypadkowe i przełamywały one ewentualny wzór, tak że trudniej byłoby ją powiązać z kolejnymi… wzięła sprawy we własne ręce: postanawiając pozbyć się winnych za pomocą magii. I pewnie nawet udałoby się jej to, gdyby krewna jednej z ofiar sama nie była mugolaczką… Koniec sesji
|