![]() |
|
[23.07.72, zmierzch] Zabieram cię na spacer - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [23.07.72, zmierzch] Zabieram cię na spacer (/showthread.php?tid=2321) |
RE: [23.07.72, zmierzch] Zabieram cię na spacer - Brenna Longbottom - 11.12.2023 – Odjebało ci, Sherwood? Mojego brata? – Brenna omal się nie roześmiała, ale zaraz skrzywiła się, schwyciła za bok i zdecydowanie odechciało się jej wszelkiego śmiechu. – Co on by tutaj zaradził? Stanął obok i ładnie wyglądał ze zmartwioną miną? – spytała tylko. Erik umiał walczyć, owszem, ale nie zajmować się rannymi. Prędzej przydałby się Charlie ze swoją teleportacją łączoną albo Danielle uzdrowicielka, ale ten pierwszy niekoniecznie był tej nocy w domu. Z kolei Danielle… Nie, jej też nie chciała tutaj ściągać i to nie tylko dlatego, że wciąż w swoim uporze nie chciała, aby kuzynka dzisiaj popatrzyła na jej aurę. Poza tym wszystko zajęłoby za wiele czasu. Dawało więcej czasu tamtym na ucieczkę, a ona z kolei zostałby tutaj sama, a cóż – tamten, który uciekł, mógł wrócić po kolegów. To nie był tylko ślepy upór, Brenna po prostu wiedziała, że w takim stanie sobie z nim poradzi. Trzasnęło. Zdołała się teleportować, ale zaraz zaryła kolanami o ziemię. Pod palcami czuła ciepłą krew, a jej zrobiło się cholernie zimno. A już przestała krwawić dzięki temu eliksirowi… Powinna się cieszyć, że ostatecznie nie zostawiła w lesie żadnej części ciała. – Tylko trochę krwi – odpowiedziała mu, blada jak sama śmierć. Nie, nie umierała, poza tym dalej utrzymywała, że skoro oddycha, to nic poważnego jej nie dolega, ale wolałaby, żeby świat przestał się tak kręcić. – Zapiszę ci adres w pobliżu. Sowa zaniesie wiadomość, a znajomy przekaże dalej informację falami – powiedziała, nawet wyjątkowo nie protestując przeciwko jego pomocy. Żałowała koszmarnie, że nigdy nie opanowała porządnie fal, bardziej zajęta innymi dziedzinami magii. Zwinęła się po prostu w kłębek na tej paskudnej kanapie i przymknęła na moment oczy. – Sherwood? Jeżeli masz tutaj eliksir wiggenowy, to dam ci pieprzone sto galeonów za jedną buteleczkę – obiecała szczerze, bo może i sam eliksir zwykle wart był góra pół galeona, to wartość zależała niekiedy od konkretnego momentu. A w tej chwili dla Brenny ta mikstura była absolutnie warta takiej ceny. Niemiła teleportacja RE: [23.07.72, zmierzch] Zabieram cię na spacer - Vincent Prewett - 12.12.2023 Nie kontynuował rozmowy. Wiedział, że nie było sensu, że czasu też mieli mało, a Brenna chciała się wykrwawić mu na rękach. Nie podobało mu się to. Nie chciał jej tutaj tracić, ani zostawiać, ani też aby się rozszczepiała, ale Brenna bez rzęs i brwi musiałaby śmiesznie wyglądać. Nawet to sobie wyobraził, dla uspokojenia swojej duszy i myśli. Tak radził sobie ze stresem, żartując, kpiąc, wyobrażając sobie niestworzone rzeczy. W końcu dotarli na miejsce, złapał ją tak, aby nie musiała się wysilać, nie musiała się męczyć i bardziej tracić krwi. Klął w myślach, ale milczał. O dziwo, był naprawdę milczący, nie chciał nic powiedzieć, co mogłoby sprawić, że Longbottom jeszcze by pomyślała, że mu na niej zależy. To było głupie. Gdy tylko położył ją na kanapie poleciał do szafek w kuchni. Przeszukał jedną i znalazł dwie fiolki eliksiru wiggenowegoido tego jeszcze pół dawki eliksiru uzupełniającego krew. Podał jej je szybko, aby wzięła dla siebie odpowiednią dawkę. Nalał też jej wody, aby mogła się napić i naprawdę odpocząć. Odebrał od niej adres, wysłał odpowiednią informacje i tyle. Chodził nerwowo po pokoju, miał ochotę wrócić do tamtego lasu i przypilnować tamtych gości, ale nie chciał jej też tak zostawiać, bo chuj wie co jej strzeli do głowy. – Przyciągasz kłopoty jak magnes – prychnął tylko i w końcu, gdy nerwy już go opuściły zajął się swoimi ranami. Mniej ich zdecydowanie miał niż sama Brenna. Ubrał też na siebie ciuchy, bo jego ulubiona koszulka w strzępach tamowała krew wypływającą z jej ciała. Gdy już siebie ogarnął, pościągał jej prowizoryczne bandaże i założył cos bardziej sterylnego. Jak już nabrała siły zabrał ją do jej domu, przeniósł się z nią, aby upewnić się, że faktycznie zostanie tam, a nie pójdzie na jakąś akcję i to bez niego. Mając pewność, że jest w odpowiednich rękach wrócił do siebie. Koniec sesji
|