![]() |
|
[25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +---- Dział: Epping Forest (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=123) +---- Wątek: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima (/showthread.php?tid=6162) Strony:
1
2
|
RE: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - Samuel McGonagall - 29.09.2026 Przycisnął ją mocno do swojej piersi, mierząc wciąż różdżką w stronę zagrożenia, myśląc w rosnącym napięciu o tym, gdzie mogliby się teleportować. Jego myśli wciąż uciekały do Kniei, do lasu w którym się wychował, lasu, który ukochał całym sobą. Myśli uciekały do puszczy, do urokliwych miejsc i zakamarków, wiekowych drzew, które przed laty mogły być ancestorami rodu Greengrassów, a które to drzewa widziały więcej niż niejeden czarodziej, nie mający korzeni zapuszczonych głęboko w mikoryzową sieć oddychającego, czującego i cierpiącego teraz organizmu. Dłoń miał zaciśniętą mocno na różdżce, czując wzrastający puls i rozpoznając dzięki treningom uważności zasugerowanym przez uzdrowicieli, że lada moment nie dźwięki spomiędzy obcych drzew będą mogły być dla nich największym problemem a on, on sam i jego przekleństwo, błogosławieństwo, zazdrość lasu, który chciał, aby Samuel myślał tylko o nim. Zieleń krążyła w jego żyłach, skóra twardniała korą i łagodzącym krawędzie mchem, ale Kniei wciąż było mało. Chciała odzyskać swojego przeklętego chłopca, karząc go za to, że odwrócił się od niej. Samuel przeczuwał, że jeśli się teleportuje, to będzie to miejsce, które mogłoby okazać się tysiąćkrotnie bardziej niebezpieczne dla niego, a przede wszystkim dla Septimy, niż to gdzie byli teraz. Szelest. Chichot. Dzwoneczki. Musiał działać szybko. – Wskakuj na mnie i trzymaj się mocno – wyrzucił z siebie przez zaciśnięte zęby, gdy przykucnął ręką zagarniając ją na swoje plecy, po czym… …urósł i to bardzo. Różdżka wtopiła się w dłoń, która stała się rosłą łapą. Ubranie zastąpiło gęste brązowe futro, a ciało całkiem cywilizowanego stolarza zastąpiło niedźwiedzie cielsko, a cichy, lekko chrapliwy głos niezbyt śmiałego w towarzystwie ludzi chłopaka wyparł donośny, rozchodzący się echem po polanie ryk udekorowany rzędem ostrych zębisk. Jeśli tylko poczułby, że siedzi na nim pewnie i mocno, mocno zaciska ręce na futrze, puściłby się cwałem w miejsce, do którego przecież i tak mieli dotrzeć. Tymczasem na polanie rozległ się przerażony pisk kilku całkiem mało duchowych gardeł, a w miejscach gdzie coś się poruszało, co było dla nich wcześniej nieuchwytne, zerwały się niewysokie postaci w białych sukmanach i zaczęły całkiem sprawnie uciekać w przeciwnym do nich kierunku. RE: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - Septima Ollivander - 07.10.2026 Nie zapytała go, co robi, bo w tej jednej sekundzie nie było już miejsca na pytania — poczuła tylko, jak jego ramię zgarnia ją za biodra, jak ziemia przesuwa się o nieprzyjemną piędź, i jak całe jej opatulone cudzym płaszczem ciało, usztywnia się jak na wykalkulowaną komendę. A potem Samuel, którego znała… przestał być Samuelem. Nie zdążyła tego zobaczy, ale poczuła za to wszystko inne. Jak płótno koszuli pod policzkiem w pół oddechu zarasta sierścią, szorstką, tłustą od wilgoci, ale pachnącą czymś dziwnie znajomym; jak plecy pod nią wzbierają, rozpychając się w boki niczym ciasto, któremu ktoś uchylił pokrywę; jak jej własne kolana rozjeżdżają się bezradnie, bo nagle nie miała już czego nimi objąć. Pamiętała o jego zdolnościach, choć bardzo udawała, że nie, wspominał również o tym jeszcze niespełna kwadrans temu. Ale i tak nie spodziewała się, że przemianę zobaczy jeszcze dziś. Ryk zatrząsł nią od środka, wybijając z niej powietrze razem z resztkami myśli, i Septima poczuła go w przeponie wcześniej, niż we własnych uszach. Trzymaj się mocno — tak powiedział, zanim przestał mówić, i to było dokładnie tyle instrukcji, ile dostała; całą resztę musiała sobie dopowiedzieć sama, więc przywarła do niego policzkiem, wsunęła dłonie głębiej, splotła palce i ścisnęła kolanami to, co dało się ścisnąć, myśląc, że przecież już raz patrzyła na ten sam grzbiet, tylko że z drugiego końca sali i w znacznie przyjemniejszych okolicznościach. Ale patrzeć na niedźwiedzia, a go, cóż, ujeżdżać, to były dwie różne, bardzo różne, czynności. Gdzieś z boku polany zerwał się pisk, cienki, kompromitująco… ludzki. Ponad karkiem Samuela Septima zdążyła jeszcze zobaczyć kilka białych sukman podrywających się z trawy i czmychających w stronę drzew tak niezdarnie, że jedna z postaci zgubiła po drodze coś, co brzęknęło o korzeń. Dzwoneczki! Czy były prawdziwe? Czy po prostu wszystko co widzieli było jedynie czkawką porzuconej przez kogoś magii? I dlaczego nie obchodziło ją to bardziej? Już nie odwracała głowy. Samuel popędził przed siebie i świat uciekł jej z ramion. Ruszyli cwałem, a obraz stracił krawędzie. Pęd rozciął jej powietrze przed twarzą, włosy poszły do tyłu jednym pasmem, a drobne gałązki muskały je, najpierw się wczepiając, by chwilę potem odpuścić potulnie. Kiedy ostatnio tak gnała przed siebie? Kiedy uciekała, ale uciekała nie przed nokturnowymi zbirami o obitych gębach, tylko przed leśnymi marami. Nie potrafiła. Nie zapanowała nad tym. Kąciki ust rozchyliły jej się same, bez pozwolenia, i zanim zdążyła je z powrotem siłą ściągnąć, wiatr wepchnął jej do środka garść haustu powietrza. Instynktem było zacisnąć krtań i wykrztusić resztę, ale zamiast zwierzęcego charczenia z jej ust uleciał inny dźwięk. Śmiech. Głupi, bezgłośny z początku, a potem już całkiem głośny, brzmiący tak, jak niegdyś śmiała się na barkach ojca, albo Finneasa, zanim urosła na tyle, żeby jej już nie podnosili. Chociaż szamotało tam na górze i chociaż mięśnie pracowały nad asekurującym ściskiem niedźwiadka, to z całą pewnością mogła stwierdzić, że trzepoczące pod piersią serce chciało gnać dalej. Dłużej. Bez celu. Czy Samuel czasem czuł to samo? Czyżby do tego jego wiecznie nieobecne, naznaczone tęsknotą ślepia, wracały? Czy gdy zasypiał na ich kanapie to żałował, że to nie leśny las muskał jego szyję? Ollivander nagle wyrobiła sobie przekonanie, że tak. |