![]() |
|
[10.10.72] Klątwy między nami - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [10.10.72] Klątwy między nami (/showthread.php?tid=5944) Strony:
1
2
|
RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Brenna Longbottom - 17.04.2026 – Mam wrażenie, że nigdy tego nie ogarnę. Popatrz na mojego brata albo Alka ze stałą czujnością, przywykłam do innego podejścia – skwitowała, zdecydowanie niepewna, czy wie wszystko. Erik, Alastor, Patrick, Thomas Figg, nawet Castiel czy Vincent, czy oni też kazaliby się domyślać i złościli na dziewczynę bez powodu? Czy Victoria po prostu miała złe doświadczenia i to Sauriel odstawiał? Spalona Noc pewne rzeczy bardziej… uwidoczniła. Dotknęła każdego i zdawało się, że po niej cały świat oszalał, a przynajmniej tak widziała to Brenna. Ale nie, nie była początkiem problemów. Nie było tym nawet Beltane, choć rozdarcie granicy pomiędzy światami i dziesiątki ludzi zagubionych w lesie, umierających tam od obrażeń i z powodu widm, przeniosło wszystko na wyższy poziom. Dla Brenny zaczęło się jednak znacznie wcześniej. Nie była pewna w którym momencie. W tamtej chwili, w której avada dosięgła na jej oczach dziecka? Czy to też był tylko kolejny kamyczek, a po prostu wtedy miała wrażenie, że wszystko się rozdarło, i było już wyłącznie to wcześniej i to co później? – Jeśli tak się czujesz, to właśnie jest to, co powinnaś powiedzieć i co chcę usłyszeć – przyznała, spoglądając na Victorię. Czy widziała, że coś jest nie tak? Oczywiście, że tak: nie była ślepa. Szukały odpowiedzi na zagadkę tego dziwnego chłodu, a potem rozmawiały na wyspie, ale… ale chociaż pewne rzeczy dzięki temu mogła zrozumieć, jak to że Lestrange dręczy ten chłód, przejścia w Beltane, że Sauriel nie tylko złamał jej serce, lecz także namieszał w głowie, to chyba nie domyślała się, jak mocno to i różne inne drobiazgi rozjechały jej pewność siebie. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale ciężko było jej zgadnąć, co dokładnie, zwłaszcza że chodziło o więcej niż jedną rzecz. Dopiero jej reakcja na ten schowek spychała myśli ku konkretnym rzeczom, bo przecież nie mogło chodzić tylko o to. Starała się zwykle na ludzi nie naciskać, bo czasem ktoś wolał zachować pewne rzeczy dla siebie: albo nie mówić ich akurat Brennie. Bo jej samej często łatwiej było milczeć czy raczej mówić o zupełnie innych sprawach, i pewnie upierałaby się, że tak jest lepiej. Może była w tym jakaś hipokryzja, bo wcale nie uważała, aby było lepiej, gdyby Victoria milczała. – Nigdy się z tobą nie nudziłam i co do spędzania czasu… wiesz, to nie tak, że ktoś mnie pogonił tutaj batem? – powiedziała powoli, a potem znów – metodą majtnięcia się do przodu razem z krzesłem – przechyliła ku biurku i Victorii. – Chcesz iść do domu odpocząć czy masz ochotę gdzieś się przejść? Pora była zaiste wybitnie późna, ale Fontanna powinna być czynna, a jak nie ona, to na pewno znajdzie się jakiś mugolski lokal, w którym będą miały spokój. Do diabła, była gotowa zaciągnąć Victorię nawet do the Loft, gdyby ta miała ochotę. Ale być może wolała tego wieczora zostać sama czy odpocząć po tym dniu. RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Victoria Lestrange - 17.04.2026 – Tak, ale z nimi się nie spotykasz – to była zasadnicza różnica, bo jak do głosu dochodziły uczucia romantyczne, to ludzie potrafili się zachowywać irracjonalnie. Lestrange nie twierdziła, że taki był dosłownie każdy facet, o nie nie, chciała tylko pokazać Brennie pewne zachowania, na które warto zwrócić uwagę. A patrząc na Atreusa, który nawet się nie kwapił wytłumaczyć Brennie o co szła cała rzecz, to śmiała twierdzić, że to dokładnie ten przypadek. Wcześniej po prostu nie każdy odczuwał dotkliwie i na własnej skórze to, co się dzieje. Jednych dotykało to szybciej, innych później. Victoria nie kręciła się wśród mugolaków, to nie tak, że nimi gardziła, ale podchodziła z dystansem i pewną nieufnością, której nabrała w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof (nie mówiąc o tym, co wkładali jej przez całe życie w domu). Ale na własne oczy widziała skalę zniszczeń i śmierci jeszcze gdy nosiła mundur aurora z miedzianymi, a nie srebrnymi wstawkami. Cholera, wyciągała nawet z ruin zawalonego domu ciało swojego wtedy-narzeczonego, nawet nie poznając, że to właśnie on. Mogła go nie lubić, ale i jego śmierć ją przecież w jakiś sposób dotknęła. Zaś Beltane… To, co się tam wydarzyło, odczuła na własnej skórze bardzo dokładnie, bardziej niż większość, a z konsekwencjami mierzyła się do teraz, kilka miesięcy później. Victoria westchnęła w końcu i w lekkim roztargnieniu potarła czoło, odsuwając przy tym kosmyki włosów, które wpadały jej teraz do oczu. Chciała i nie chciała jednocześnie mówić to wszystko. Z Brenną znały się przecież tak długo, ufała jej i nie było powodu, dla którego nie miałaby się zwierzać z takich rzeczy. I jednocześnie nie chciała jej martwić, nikogo nie chciała martwić, ale nie była tak naiwna by wierzyć, że nic po niej nie widać, zwłaszcza dla osób, które znały ją dobrze. Chciała, by to było wzajemne. Żeby nie było tak, że jest jedyną osobą, która swoim przyjaciołom mówi o tym, co jej leży na sercu, ale zauważyła już, że najpierw trzeba się tego domyślić, a potem trochę naciskać, z czym też nie czuła się najlepiej – jak ten niechciany element. – Czy jest w ogóle taki scenariusz, w którym gdziekolwiek i z kimkolwiek byś się nudziła? – zapytała w odpowiedzi i lekko przekrzywiła głowę. Starała się ignorować to bujanie się Brenny na krześle – głównie dlatego, że dokładnie tak samo wyglądało to w szkole i już się przyzwyczaiła, poza tym zwracanie jej na to uwagi zupełnie mijało się z celem i było kompletną stratą czasu. Pod tym względem były swoim całkowitym przeciwieństwem, bo Victoria zwykle na krześle siedziała prosto, a na pewno się nie bujała. Zerknęła na zegarek na ręce po kolejnym pytaniu Bren, potem na kartkę papieru, którą do tej pory zapisywała, a ostatecznie wzruszyła ramionami. – A ty nie wolisz odpocząć? Choćby po tym ciosie – zgoda, dostała jakieś leki czy coś tam, ale może jednak sama była zmęczona. RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Brenna Longbottom - 18.04.2026 – Hm… tak, kilka tak. Mogłoby mnie znudzić albo podnieść mi ciśnienie – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, i nad tą kwestią, czy w ogóle zdarzało się jej nudzić, i nad tym, co zdawało się jej, że wyłapuje w podtekście do tego pytania. Może Victoria uważała, że Brenna spędza z nią czas, bo po prostu była zwykle gotowa ofiarować go każdemu, kto tego potrzebował. I trochę było racji w tym, że nie umiała odmawiać, że była gotów pomóc przypadkowej osobie na ulicy, że przywiązywała się łatwo… ale to nie znaczyło, że niektórzy ludzie nie byli dla niej ważni. Dopiero teraz uderzyło ją, że może dla Victorii nie było to oczywiste. Sądziła, że takie jest, znały się od wielu, wielu lat: ale przecież sama wiedziała, że wojna oplatała je obie, nawet jak na zupełnie inne sposoby i wsuwała pomiędzy nie tym, że dla Brenny od początku było to coś, w co była gotowa się rzucić dla większego dobra, a dla Victorii pracą. Rozumiała to podejście, jednocześnie jednak stały w trochę innych miejscach. Było też Beltane, Spalona i Sauriel, które najwyraźniej namieszały Victorii w głowie, o czym owszem, Bren wiedziała, ale chyba tego jednego sposobu, w jaki to zrobiły, rozjeżdżając pewność siebie, do tej pory nie wyłapała. Jakoś nie mieściło się jej w głowie, że Victoria uznawana za idealną, mogła tak faktycznie myśleć. I nie mogła zareagować, póki ta nie powiedziała sama o co chodzi, nawet jeżeli wielu rzeczy się domyślała i je widziała. – Ale tu mnie masz, faktycznie, rzadko się nudzę – przyznała bez oporów, wpatrując się w ciemne oczy Victorii, pochylona już ku biurku na tyle, że oparcie podparło się o blat. – Ja lubię ludzi. Nie wszystkich, ale wielu. Tyle że jednak dzielą się na dwie kategorie, tych w których towarzystwie znajduję się przypadkiem i dobrze się bawię albo tych, którego towarzystwa celowo sama szukam, bo mi zależy i ty jesteś w tej drugiej. Jak ktoś uważa cię za nudną, to cię nie zna. Victoria była trochę zdystansowana, to prawda, i nie dopuszczała do siebie ludzi łatwo, ale na pewno nie nudna. – Nic mi nie jest, dostałam zaklęcia i maść, żeby je utrwalić, nawet nie boli – zbyła to krótko, unosząc dłoń do twarzy i dotykając lekko policzka. Opuchlizna już znikała, siny ślad jeszcze oczywiście był, ale oświetlenie o tej porze to i tak będzie kiepskie, a ból przestawał już dokuczać. – Mogę użyć pudru, żeby się tak nie rzucało w oczy, mam go w torebce. Używanego głównie na takie okazje właśnie, kiedy chciała coś pod drobną warstwą ukryć, bo zwykle na co dzień nie malowała się wcale. – Jak nie chcesz iść do łóżka, możemy iść na miasto. Albo jak chcesz mieć spokój, możesz mi późną porą pokazać swój nowy dom. I oby Atreus jednak nie trafił z tą klątwą na nikogo, z kim nie chciał gadać, bo pewnie już wyszedł, ale Brenna uznała, że nawet jak będzie wobec kogoś szczery, to świat się nie zawali. RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Victoria Lestrange - 18.04.2026 Chciałaby zobaczyć te osoby, które znudziłyby Brennę – nie dlatego, że jej nie wierzyła, a dlatego, że to musiały być bardzo… niezwykłe osobistości, skoro nawet kogoś tak pełnego życia czy werwy, chcącego dostrzec w ludziach same najlepsze cechy, były w stanie zanudzić. Tak, to była dla niej praca. I jednocześnie do tej pracy nikt jej nie zmusił. Jej rodzina, każdy jej członek miał na to trochę inną wizję, a ona tutaj i tak zrobiła po swojemu, szukając tego miejsca dla siebie. Tam, gdzie Brenna od początku wiedziała, czym będzie się zajmować po szkole, tam Victoria nie miała pojęcia, gdzie będzie czuła się odpowiednio i na miejscu. Był nawet taki moment w sierpniu, gdy poważnie rozważała zmianę kariery – przez tę bezsilność, którą odczuwała w stosunku do oklumencji. Z biegiem lat zresztą wyszło, że warzenie eliksirów nie tyle ją uspokaja, co zwyczajnie cieszy… Ale lubiła też ten nieprzewidywalny pierwiastek związany z obecną pracą. I to nie tak, że wykonywała wszystkie polecenia ślepo, że nie widziała, że wiele rzeczy nie ma zwyczajnie sensu. Jak to, że nie mogli używać nawet prostego zaklęcia jakim było wyczarowanie Patronusa. Albo z jakim ryzykiem wiązało się przekazanie Ministerstwu substancji, jaką stworzyła trytonka z Windermere… Więc jej nie przekazała, a zniszczyła. To jednak, co najbardziej bolało, zwykle nie było takie proste do przyznania na głos. – Ja się uważam za nudną – odparła, w jakimś przypływie szczerości nim chrząknęła i uciekła spojrzeniem gdzieś w bok. Prześlizgnęło się wtedy po raporcie, który pisała i może powinna go dokończyć nim wyjdzie, by jutro zacząć pracę z czystą głową, ale prawda była taka, że skupienie się na pracy w tym stanie i momencie nie było najłatwiejsze. – Wiesz jak jest. Żeby pójść do łóżka muszę sobie zapalić kadzidło, albo wypić eliksir – i przynajmniej przestała z tym walczyć i męczyć się, że może akurat się uda. – Chyba nie mam ochoty na tłumy. Ale do siebie zapraszam. RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Brenna Longbottom - 20.04.2026 Gdyby musiała wymienić konkretne osoby, pewnie miałaby wobec tego pewne opory, bo zwyczajnie nieładnie mówić, że ktoś był nudny. Ale pewnie zaliczyłaby do tego grona na przykład ciocię Evę, miała też wrażenie, że na dłuższą metę zanudziłby ją taki Philip, sam widok psorki od numerologii ją usypiał i kiedyś trafiła na targowisku przy Pokątnej na człowieka, z którym zupełnie nie umiała rozmawiać… co niekoniecznie znaczyło jednak, że byli nudni: ot że ona trochę gorzej bawiłaby się przy nich niż przy innych. Brennę w pewien dziwny sposób można było uznać jednocześnie za bardzo pewną siebie i za absolutnie niepewną. W dużej mierze dlatego, że choć zdawała sobie sprawę ze swoich wad, a w niektórych rzeczach miała o sobie dość niskie mniemanie, zazwyczaj się tym nie przejmowała. Nie, dopóki jakieś jej braki nie sprawiały, że ktoś mógł ucierpieć. Nie uważała się za nudną: ale chyba dlatego, że za często wpadała w tarapaty. Za to za absolutnie przeciętną, w przeciwieństwie do wielu swoich przyjaciółek i koleżanek, już owszem. Tyle że rzadko zaprzątało jej to szczególnie jakąś głowę. Za to bardzo martwiło ją, że Victoria tak sądzi i że wyraźnie ją to boli. – Kotku, powinnaś kogoś poznać lepiej. Nazywa się Victoria Lestrange – westchnęła w końcu, stawiając znowu krzesło jak bogini przykazała i wstając. Była gotowa ciągnąć Victorię do Fontanny słuchać muzyki, zabrać ją do the Loft i tańczyć do rana albo po prostu wpaść do jej domu, niezależnie od późnej pory. Kiwnęła tylko głową: bezsenność bywała paskudna. Sama na szczęście pozbyła się runy, która wywoływała bezsenność z kamienicy londyńskiej, ale mimowolnie zastanowiła się, ile osób w Anglii nie mogło teraz zasnąć… i czy nie powinni, póki nie odkryją, jak pozbyć się tego poza Mabon, przygotować jakichś zapasów i zacząć je rozdawać… Bezsenność naprawdę źle wpływała na ludzi. – Dobra, idziemy od razu, czy na ciebie poczekać aż z tym skończysz? – spytała, wskazując na raport. – Ja już ogarnęłam, od rana w pobliżu tej księgarni będzie się kręcił obserwator. Młodzi brygadziści zostali uszczęśliwieni pilnym zadaniem bojowym. RE: [10.10.72] Klątwy między nami - Victoria Lestrange - 20.04.2026 W przeciwieństwie do tego, jak chciała ukształtować ją matka, Victoria wcale nie uważała siebie za idealną. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich wad, które zresztą wychodziły na wierzch bardzo szybko podczas rozmowy. Brenna była znacznie bardziej przebojowa, ludzie lubili przy niej przebywać, zawsze miała też coś do opowiedzenia. A Victoria… lubiła sobie czasami pomilczeć i niekoniecznie dobrze jej wychodziło wynajdywanie zastępczych tematów do rozmów na poczekaniu. – Myślę, że znam ją całkiem dobrze – i nie była tym, kim miała być w oczach rodziny. Rodzice to na nią postawili jakieś swoje ambicje i wymagania, pod tym względem jej siostry miały odrobinę lżej i też… z jakiegoś powodu… to nie one dziedziczyły po rodzicach fortunę, ale też dlatego to Victoria wzięła na siebie zapewnienie im tych wszystkich niezbędnych rzeczy, które straciły w pożarze. Spojrzała nieco bezradnie na wpół napisany raport i ostatecznie wyciągnęła pióro z kałamarza, który zaraz zamknęła, by atrament nie wysechł. – Nie mam do tego głowy. Jutro dokończę – stwierdziła w końcu, ale nie zostawiła po sobie bałaganu, o nie, chyba by tego nie wytrzymała. Uprzątnęła swoje biurko z wprawą i szybkością, kiwając jeszcze głową na informację o tym, że załatwiła czujki. – Poproszę Strzałkę, żeby zrobiła nam jakąś dobrą kolację, co myślisz? – zagadnęła, gdy szły do punktu teleportacyjnego, by stamtąd mogła zabrać Brennę do siebie. Do tego wymarzonego domu, w którym nie było żadnych poltergeistów, bębnów i innych dziwactw. Nad spokojnym jeziorem, w którym nocą odbijały się gwiazdy. Koniec sesji
|