![]() |
|
[Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia (/showthread.php?tid=5789) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 04.05.2026 Wampiry były bardzo terytorialne i Gabriel nie był aż tak głupi i krótkowzroczny, żeby zakładać, że jego spontaniczne rwanie ścian i niszczenie mebli pozostało by bez echa. On chciał, żeby było jej źle (bo jemu też było źle i to kolejną noc!) i chciał żeby cała ta sytuacja dała jej pretekst, a jemu wolność. Tylko, że teraz jak tu leżał na tej chłodnej podłodze to wcale już nie był taki pewny, dlaczego wbijając palce w zmurszałe tapety ten plan wydawał mu się taki doskonały i pozbawiony wad. Wcale przecież nie chciał się stąd wyprowadzać i wcale nie chciał nigdy więcej jej nie widzieć na oczy i wcale nie chciał... wcale też nie chciał, żeby właścicielka tego opactwa myślała o nim źle. Nagła myśl o tym, że mogłaby go wyrzucić (do czego miała przecież pełne prawo) zdawała mu się jeszcze smutniejsza i jeszcze bardziej deprymująca, niż wewnętrzny konflikt i rozedrganie w które został wprawiony za pośrednictwem jednej dziennej mary. Snu, którego zmysłowych aspektów nie potrafił się pozbyć. Wspomnienia zapachu gotowanej zupy, płatków śniegu na skórze, gryzącego mrozu i poszumu lasu jemioły baldachimem rosnącej nad głową. Wspomnieniem iskier lśniących w oszołomionych wspólnym tańcem oczach. - Jeśli nie podobał Ci się ciemny orzech, to stolarnia ma jeszcze kilka opcji, choć oczywiście możemy poszukać antyków poza Twoim nadpalonym krajem. - zasugerował, wciąż przytulając policzek do posadzki. - Chociaż wolałbym nieco odświeżony wystrój, ja wiem, że to opactwo, ale często jesz jak na wampira, i może nieco bardziej przytulny anturaż bardziej by się sprawdził. - umilkł, bo przecież nie to mówiła. A może... po prostu ją zahipnortyzować i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło? Na tym etapie z wielką chęcią zahipnotyzował sam siebie. - Być może moja nowa roślina nieco za bardzo zaprzyjaźniła się z pokojem w którym śpię. Nie spodziewałem się, że tak szybko tu wszystko rośnie i być może przedobrzyłem z jej opieką. - powiedział nieoczekiwanie, jakby wyciągnął z kieszeni listę rzeczy, które jeszcze mogłyby zdenerwować pannę Rosewood. Być może wszystko po to by rozmawiać o tej jednej najbardziej niedorzecznej. Czy gdyby nie śnił, ponowiłby swoje pytanie na jawie? Przełknął boleśnie ślinę, a zaraz potem podniósł się gibko i strzepnął (bezskutecznie) kurz i remontowy pył ze swojego ubrania. A potem nie potraifił jej spojrzeć w oczy więc zamiast tego rozejrzał się po mizernie leżących śmieciach ze zdartej tapety, które w przeciwieństwie do niego nie mogły wstać same z siebie. - Zapytam następnym razem. I uprzedzę. Tak. - powiedział w końcu bardzo cicho i wyciągnął różdżkę, żeby jakoś się uporać z tymi odpadami inaczej niż chaotycznym uściskiem. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Lucy Rosewood - 13.05.2026 – Ciemny orzech mi nie przeszkadza – odparła szybko, bo naprawdę ładny kolor drewna nie był obecnie jej problemem. Nie, że w ogóle wybieranie nowych mebli powinno być dla niej jakimkolwiek problemem, bo te poprzednie były przecież idealne, ale skoro szkoda już się wydarzyła, to orzech włoski mógł jej to zrekompensować. Chociaż… Przez chwilę szalenie kusiło ją, aby na złość Gabrielowi wybrać wszystko niemal identyczne do tego co było. Kolor drewna? Nieznacznie inny Kształt stołu? Identyczny. Tapeta? Taka sama, ale w nieco innym odcieniu tylko po to aby i tak mogła wzdychać przez najbliższą dekadę, że przez te zmiany nie czuje się już tutaj tak dobrze jak kiedyś. Tak… Już czuła tę wspaniale wredną satysfakcję płynącą z irytowania w ten sposób Gabriela, ale… Ale chyba jednak powinna być nieco mądrzejsza. Przy czym pewnych rzeczy oczywiście nie zamierzała odpuszczać. – Myślę, że rzeczywiście... Przyda się tutaj nieco więcej, hah, życia, ale nie będę iść w żadną nowoczesność jeśli to masz na myśli. Cokolwiek jest modne teraz i tak za chwile zostanie uznane przez kogoś za przestarzałe. I ja wybieram meble. I dekoracje. A ty udzielasz wskazówek i wysuwasz propozycje. Obraz zostaje. Nie masz może wiecej w takim stylu? I hm… nie wiem, czy chcę dokładnie wiedzieć co się dzieje z roślinami w twojej sypialni, ale w sumie zawsze podobała mi się wizja pomieszczenia, lub korytarzza przeznacznego tylko dla roślin. Ah i no mój ogród na pewno by zyskać na zmianach. – W ślad za nim podniosła się z ziemi i posłała mu słaby uśmiech. No dobrze. Już nie była zła i nawet nie aż tak zirytowana. – Dziękuję. – Skinęła głową po czym się zawahała, bo… Czy powinna wspomnieć o tamtym śnie? – Ja… Gabrielu… Może chciałabym też jakoś... Uroślinnić cmentarzyk? To był było dla mnie ważne. !BINGO B4 RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Pan Losu - 13.05.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: B4 wariant: 2 typ: zadanie Ludzie, którzy za bardzo wczuli się w pracę, mają tendencję do zapominania o reszcie świata... i o własnych potrzebach. Być może dzieje się to często, a może to dopiero pierwszy raz – ale twoja druga połówka trafiła do takiej pętli i potrzebuje, żeby ktoś się nią zaopiekował. Przynieś jej jedzenie lub picie i zmuś do krótkiej przerwy. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 06.06.2026 Słuchał. Na prawdę słuchał. To znaczy starał się, ale było to na prawdę trudne. Nie był w stanie pojąć, czemu nie został przegoniony na cztery wiatry, szczególnie, że noc nie była aż tak zaawansowana, żeby mógł ryzykować spotkanie ze słońcem i konieczność nocowania w cudzej piwnicy. A jednak. A jednak. A jednak. – Dobrze Lucienne. Dobrze. Ja… – zawahał się na moment, gdy w końcu podniósł na nią zapodziane wszędzie dookoła oczy, ale w sumie nie był w stanie dźwignąć jej spojrzenia, bez względu na to czy była w nim wściekłość czy nie. Zamiast tego więc ujął jej dłoń i ucałował ją delikatnie, chłód do chłodu, który wobec ich tożsamej natury chłodem wcale nie był. – przepraszam Lucienne. Przepraszam, że zainicjowałem te działania bez Twojej zgody. – równie szybko co wykonał ten gest, tak wypuścił tę dłoń i skupił się już całkowicie na sprzątaniu. Najprawdopodobniej teraz, gdy okrzepł, będzie mu o wiele łatwiej znaleźć drogę na zewnątrz. Najprawdopodobniej. Koniec sesji
|