![]() |
|
[Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd] (/showthread.php?tid=5607) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd] - Robert Albert Crouch - 23.04.2026 Wiesz już wystarczająco wiele, nieznajomy. Te słowa sprawiły, że dopytywanie o to, czy nieznajoma była selkie czy syreną, straciło swoją adekwatność. Jakakolwiek konkretna wiedza na temat drugiej osoby zepsułaby moment. Czar prysłby, a pozostałyby tylko twarze – nagie, nudne, pozbawione tajemnicy. Ludzie nie doceniali tego, jak wiele kryły maski. Może, gdyby się uprzeć, dałoby się rozpoznać drugą osobę później gdzieś na ulicy czy nawet w gmachu Ministerstwa. Ale cała zabawa polegała na tym, by owego rozpoznania później nie było. Jedno pamiętne spotkanie. Jedna szansa. Robert cieszył się, że na chwilę mógł stać się po prostu nieznajomym w masce. Mógł odejść od reputacji, która – szczególnie w środowisku czystokrwistym – lubiła za nim podążać. Widział czasem krzywe spojrzenia, słyszał chichot. Słowa, które do niego wypowiadali, często miały ten charakterystyczny wyższościowy ton. Tak jakby mówili do dziecka. Jeszcze im pokażę – myślał wtedy. Obecnie jednak jego umysł zajmował jedynie słodki pocałunek, który nieznajoma złożyła na jego ustach. Czy robili coś złego? Czy łamali jakieś reguły obyczajności? Teoretycznie ludzie powinni bliżej się poznać. Usłyszeć swoje imiona. Może było w tym coś zdrożnego, rzeczywiście. Ale czy było to gorsze od balowania z czystokrwistą socjetą, gdy zwyczajni Londyńczycy nie mieli czego włożyć do garnka? Cóż, z pewnością całowanie nieznajomej w oranżerii wydawało się Robertowi mniej bezczelne niż to, co robili ludzie w sali balowej. Jedna jego dłoń znalazła się w talii kobiety, druga zaś na odsłoniętych plecach. Opuszki palców delikatnie musnęły ciepłą skórę. Robert nie liczył oczywiście na to, że dojść mogłoby do czegoś poza pocałunkiem. To było złe miejsce, a w dodatku nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś nakrył go in flagranti i doniósł potem całej Anglii. Pocałunkowi dało się zawsze łatwiej zaprzeczyć. Po dłuższej chwili odsunął się od kobiety w bieli. Łagodnie przesunął palcami po jej policzku. – Dziwne rzeczy spotykają mnie na tym balu. Myślałem, że będzie to kolejne nudne przyjęcie z ludźmi, których nie cierpię, a ukazała mi się prawdziwa perła – uśmiechnął się do niej. Uwielbiał prawić zasłużone komplementy. RE: [Jesień 72, 7.10 Maida Vale | Robert & Urd] - Urd Nordgersim - 07.05.2026 Pocałunek był przyjemnie elegancki, wyrafinowany w technice i jakże perfekcyjnym wykonaniu. Miał w sobie obietnicę możliwości potencjalnego kochanka, ale też świadczył o nim per se, a obraz który wyłaniał się przed przyjezdną był nader przyjemny. Łatwo było wpaść w stare tory, zwłaszcza w nowym środowisku, w którym dopiero próbowała się odnaleźć, pozbawiona porządnego zaplecza. Improwizacja wciąż jednak stanowiła jej mocną stronę, podobnie jak kokieteryjny śmiech, którym teraz radośnie obdarzyła tak mężczyznę, jak i dość upiorne w swoich założeniach otoczenie. - Ależ oczywiście mój drogi, ze mną zawsze jest ciekawie - nie odsuwała się, jeszcze nie, chcąc pozostawić na szacie wspomnienie własnego zapachu, aurę tajemniczości, perfum niosących skojarzenie z morzem i bielą wzburzonej fali. Delikatnie przygryzła wargę, rozważając kolejny krok w tym tańcu wzajemnej fascynacji i w sumie... taniec wydał się odpowiednim kierunkiem. O północy z tego co słyszała miały być zdjęte maski, choć wolałaby chwilę wcześniej umknąć, pozostawić tajemnicę, wspomnienie, które kiedyś... kto wie, przyniosłoby oczekiwany efekt, napięcia na którym mogłaby grać. Z drugiej strony wciąż pozostawało ryzyko, że więcej się nie spotkają, lub zwyczajnie nie rozpoznają w tłumie wiedźm i magów. Szczęśliwie nie musiała podejmować tej decyzji teraz. - Byłeś kiedyś na rejsie w morzu śrudziemnym? Wyborne słońce, doskonała aura. Nie za ciepło i nie za zimno. A Itaka... zachwycająca! Wiedziałeś być może o tym, że wiedźma Kirke pozostawiła tam... - ujęła swojego kawalera pod ramię i zainicjowała powrót do sali balowej, by w sposób całkiem publiczny dać się porwać w jego ramionach w wirujący puls walca. A potem... kto wie, może znaleźć równie elegancki i wyrafinowany sposób na to, by to spotkanie nie okazało się jednorazowe. Kto wie... Koniec sesji
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=YjBD34W.jpeg[/inny avek] |