![]() |
|
[05.10.1972] Mulled wine to go (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Dziurawy Kocioł (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=44) +---- Wątek: [05.10.1972] Mulled wine to go (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) (/showthread.php?tid=5496) Strony:
1
2
|
RE: [05.10.1972] Mulled wine to go (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - Astoria Avery - 03.04.2026 Zawiesiła na nim spojrzenie, gdy zobaczyła konsternację wymalowaną na jego twarzy. To wcale nie było normalne, nie w świecie, który znała. Każdy był zajęty, a sprawunki w większości należały do skrzatów domowych. Nie próbowała jednak wchodzić w polemikę, bo skoro było to dla niego normalne, to i nie było, o czym dyskutować. Przekrzywiła głowę, gdy mówił o manierach. Jego słowa były uporządkowane, logiczne, niemal chłodno wyważone, dokładnie takie, jakich można było się po nim spodziewać. W gruncie rzeczy zgadzała sie z większością tych stwierdzeń, dlatego po prostu kiwała lekko głową. - Istotnie. Moje towarzystwo to najwyższa forma nagrody za wszelkie niedogodności - zgodziła się ostatecznie, a na jej twarzy majaczył zadziorny uśmiech. Nie była to złośliwość, raczej lekka prowokacja, subtelne pociągnięcie za niewidzialną nić, która napinała się między nimi od samego początku rozmowy. Oparła się wygodniej o oparcie krzesła, krzyżując nogi w powolnym, niemal niedbałym ruchu. Jej dłoń wróciła do kubka, ale tym razem nie po to, by się nim zająć - raczej po to, by mieć zajęcie dla palców, które zdradzałyby zbyt wiele, gdyby pozostawić je bezczynne. Słuchała, jak rozkłada swoje doświadczenia na części, niemal analitycznie, i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że opisuje to wszystko tak, jakby mówił o kimś innym. O obiekcie badań, nie o sobie. - Tak? Nigdy nie zagłębiałam się w ten temat - alkohol nigdy specjalnie jej nie interesował, nie nadużywała, choć spotykała się z takimi przypadkami wśród malarzy. Niektórzy sięgali po używki jako inspirację - nie pochwalała tego, ale trzeba przyznać, że niektóre wielkie dzieła powstawały w taki sposób. Zaśmiała się lekko, słysząc historię o bracie. Nie przyszłoby to jej do głowy, ale może wynikało to z faktu, że nie była na tyle zdesperowana, by szukać sposobów. - Ja... znam swój limit i rzadko piję alkohol, ale zdarzyło mi się stracić panowanie - przyznała niechętnie, postrzegając to jako słabość. Po śmierci Juliana i wykryciu swojej choroby miała w życiu gorszy moment i łapała się wszystkiego, by choć trochę sobie ulżyć. Nie była z tego dumna i z pewnością nie chciała teraz o tym rozmawiać. - A w Hogwarcie byłam prymuską, więc nawet nie przeszło mi przez myśl, by cokolwiek podkradać. Jej głowa przechyliła się odrobinę, jakby przyglądała mu się z nowej perspektywy, a spojrzenie nabrało tej znajomej ostrości. Atmosfera między nimi była lekka, a jednocześnie naelektryzowana. Subtelna gra zadziornej uprzejmości i niewinnej prowokacji, która sprawiała, że żadne z nich nie chciało zejść z własnej, przyjętej pozycji. Ale każdy wiedział, że w tej grze nikt nie wygra, bo oboje byli zbyt przyzwyczajeni do testowania granic drugiego. - Gdybyś naprawdę potraktował w ten sposób obraz ode mnie, musiałabym rzucić na ciebie jakąś klątwę - westchnęła dramatycznie, jakby tylko przysparzał jej roboty. Nie miałaby większych skrupułów, żeby dać mu nauczkę. - Chciałabym, ale muszę już wracać do domu. Obiecałam ojcu, że przejrzę raporty przed kolacją. Odstawiła kubek, mimo że znajdowało się tam jeszcze ponad połowa grzańca. Uniosła się płynnie z miejsca i zarzuciła płaszcz na ramiona. - Miło było cię spotkać - dodała na odchodne, a potem każde rozeszło się w swoją stronę. Koniec sesji
|