Secrets of London
[09.09.1972] When a Stranger Calls - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [09.09.1972] When a Stranger Calls (/showthread.php?tid=4709)

Strony: 1 2


RE: [09.09.1972] When a Stranger Calls - Leviathan Rowle - 04.06.2025

Już pierwsze zaklęcie sprawiło, że trzymany przez niego zwitek przeobraził się. Zaokrąglił, przybrał odpowiedni kształt, ale kolejne machnięcie różdżką dopełniło dzieła, dodając detale i żłobienia, jakby faktycznie ktoś wyciągnął maskę spod wprawnego dłuta. Transmutacja zawsze wydawała mu się tą dziedziną magii, która wymagała od czarującego szczególnego zrozumienia otaczającego go świata i przemyślenia tego, co chciało się właściwie zrobić i w tych momentach kiedy zdarzało mu się z niej korzystać, osiągając efekty nie przeciętne, a wręcz wybitne, klepał samego siebie po plecach za włożony w naukę upór.

Pasował jej ten materiał i wcale nie dlatego, że mogła słuchać szeptów, które posyłały w jej stronę drzewa zaklęte w Kniei. Metal, ten który sam miał na twarzy, równie dobrze przypominał stalową klatkę, z której ona przecież zdawała się wyrywać. Wyłamała się z konwenansów, niczym natura rozrywająca korzeniami chodniki i stalowe okucia wszelkiej rzeczy, w której chciano ją zamknąć. Metal był chłodny, sztywny i pod wpływem działania ludzkiej ręki - wydawał się wręcz nienaturalny w swej istocie, nawet jeśli wyrywano go z serca ziemi. Drewno jednak... ono zawsze pozostawało bliskie naturze. Ciepłe, pełne wewnętrznego oddechu i tęsknoty do właściwego stanu. Miało w sobie duszę, zamiast być tylko połyskująca klatką.

Jemu też było przykro.
Była nieprzyjemną słabością i czymś, co wiązało go ku ziemi. Czymś, co można było wykorzystać, kiedy tak bardzo chciał rozwinąć skrzydła i nie przejmować się niczym innym. Była cieniem, od którego nie można było się oderwać. Byłoby łatwiej, gdyby pozostała tylko dziewczyną z jego młodości, zamkniętą we wspomnieniach, o której cała rodzina zapomniała, albo nawet się wyrzekła. Przestałaby wtedy istnieć kompletnie; nikt nie musiałby jej pilnować, odwiedzać i prosić o pomoc, by pomogła paru niezdarnym śmierciożercom swoimi eliksirami.

Kiedy był na kolanach, przed nią, ta słabość tryumfowała i mimowolnie Leviathan zastanawiał się, jak mocno będzie musiał wbić w nią swoje szpony, żeby przestało mu to w końcu przeszkadzać. Podniósł się więc, znowu nad nią górując, nawet jeśli nie miał potrzeby by udowadniać jej swoją wyższość. Kiwnął głową, w ten przemyślany, usłużny sposób, jakby cała przyjemność leżała po jego stronie.

A potem Mroczny Znak zapiekł go pod rękawem szaty.
- Już czas - rzucił krótko, niemal szorstko, nagle przywrócony do szarej rzeczywistości, ale głos wciąż pobrzmiewał dla niej metalicznym zobojętnieniem, który miał chronić jego tożsamość. Poczekał aż założy maskę i wyciągnął do niej rękę w oczekiwaniu - a kiedy wreszcie chwyciła ją, teleportował ich oboje i jej przybytek do Atraxii.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7rh4tox.png[/inny avek]

Koniec sesji