Secrets of London
[08/09/72] Kartkówka z BHP - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [08/09/72] Kartkówka z BHP (/showthread.php?tid=4637)

Strony: 1 2


RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Keyleth Nico Yako - 16.08.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufrjaMM.jpeg[/inny avek]
Świat widziany oczyma fretki był bardzo interesującym miejscem, bez względu na to, czy poza budynkiem szalał pożar, czy też nie bardzo. Głównie w takich chwilach istota patrzyła nosem, a że nos miała podwójnie dobry za sprawą ojcowskiego dziedzictwa...

Pomimo, że była tylko gościem w tych rejwachowych przestrzeniach, jej mizernych rozmiarów zwierzęce ciało wciskało się w najciaśniejsze kąty i korytarze, dziury w ścianach, dawne usprawnienia mające w nieco mniej magiczny (a zatem tymczasowy lub możliwy do szybkiej redukcji za sprawą złośliwego zaklęcia rozproszenia) sposób na jej ocieplenie. Ściany, podłogi, eksploracja czy może nawet ekspansja (zabawnie podobne słowo o tak przecież odmiennych znaczeniach) przebiegałą sprawnie.

Keyleth lubiła to miejsce, bo pachniało wszystkim i niczym tak na prawdę konkretnym. Nic - z oczywistych względów - nie pachniało tak wspaniale jak dom, ale ten - z mniej oczywistych względów - dla wielu i tak byłby uznany za "śmierdzący". Może dlatego tak bardzo jej się tutaj podobało? Nawet jeśli powoli budynek, podobnie jak znajdujący się w środku i na zewnątrz ludzi, zdawał sobie sprawę z tego jak ma ostro przejebane.

Przemieszczała się więc po przybytku nokturnowym trochę jakby widziała go po raz pierwszy. Trochę rzeczywiście tak było i potrzebowała chwili by oswoić wrażliwy mały nosek z natłokiem wrażeń. Kuchnia Lewisa - tam myśl uciekała najłatwiej, ale brzuszek szczęśliwie nie burczał rozpaczliwie, ukontentowany smokołykami - tymi kupionymi i tymi wciskanymi w łapki pod ladą. Potem alkohol, nie tylko w wersji płynnej ale też i trawionej. Odór gości, ich oddechów, śpiewów, śmiechów, kaszlnięć, wielkiej tęsknoty za kąpielą i drugiej za kolejną butelką. Ten zapach wbrew wszelkim pozorom był dla Key dość nieźle znajomy. Pływało się tu i ówdzie, włóczyło po gorszych portowych spelunkach. Czasem śmierdziało się tak samemu. Był kurz. Była taka dziwna znajoma przytulność.  ... Może to hodowla grzyba na nieco przymokniętej ścianie?

I był też intruz.

Była spalenizna.

Pożar. To nie tylko Wiwern (czymkolwiek był?) płonął, ale Key nie miała jeszcze pojęcia, jak wiele rzeczy miało spłonąć tej nocy, nie ruszając jej ani o jotę. Wyczuwała jednak tę charakterystyczną woń, do małych włochatych uszków docierały dźwięki i nawet ten pub zdawał jej się jakoś tak... trzeszczeć lękliwie.

Na zewnątrz padał zszarzały śnieg niosący pożogę i strach, a wewnątrz mizerne zwierzątko znalazło odpowiednio ciasny, ciemny i suchy kokon (i były w nim ciasteczka! Zaschnięte, ale zawsze!) pośród wielu, wielu, wielu ubrań rzuconych niedbale na stertę będącą niewątpliwie dziełem przypadku, choć finalnie decydująca o jej przeznaczeniu tej nocy.

W tamtym czasie, w tamtej godzinie, mała Key - fretka z zawadiackim loczkiem na środku czółka, której lśniące futerko było nieco zmurszałe popiołem i kurzem poodkrywanym podczas tej ekspansji, znaczy eksploracji, myślała raczej o ciepłym uśmiechu Lewisa, jego rękach, które potrafiły zrobić cudowne jedzenie, o przynoszącej poczucie bezpieczeństwa prezencji Aseny, grzmiącej zza lady na co większych nicponiów całkiem skutecznie no i pan Woody. Przez myśl, przez krótką chwilę przyszło jej na myśl, że może powinna im powiedzieć jakoś niedługo, że wygląda nieco inaczej i mieć nadzieję, że nie przepędzą jej na cztery wiatry, za tą małą  szaradę. Ale to nie był problem na dziś, prawda?

PRAWDA?!

Nie minął kwadrans, a zwierzątko zasnęło snem hehe sprawiedliwego. W błogiej, słodkiej i rozkosznej nieświadomości, rozpoczęła najgorszą noc w życiu wielu, wielu czarodziei jedną z najmilszych drzemek jej ostatnich miesięcy, spędzanych w biegu. Drzemek w otoczeniu przyjemnego mroku, miękkości materiału cudzej kieszeni i przyjemnej świadomości, że jej podróż n jakiś czas się skończyła.

Tak na prawdę jednak to wszystko dopiero miało się zacząć i choć była w Londynie od tygodnia, po latach to właśnie ta noc i ta drzemka będzie przez nią kojarzona jako TEN początek, jej angielskiej przygody.

Postać opuszcza sesję



RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Lewis McKinnon - 08.12.2025

Coś uspakajającego na pewno mamy... — Każdy kucharz miał coś na denerwujących go klientów. W przypadku Lewisa zazwyczaj były to zaczarowane środki na orzeczyszczenie, które aktywowały się dopiero po przekroczeniu progu Ministerstwa Magii, dla wszystkich biurew i podejrzanych donosicieli lub takie, które wywoływały eksplodujące gazy, gdy ktoś zdradzał ich w Wiwernie. Niestety, żadna z tych możliwości nie wchodziła teraz w grę, ale kocioł jakiegoś trunku na cześć płonącego Wiwerna, który nie będzie wcale alkoholowy tylko udawany, z dodatkiem senności i błogości.

Dajcie mi pięć do dziesięciu minut, będę próbował coś ogarnąć. Z jedzenia zostawię tylko to, co mamy w garach. A Ty szefu, jak nie wrócisz na czas, to łychą do dupy nakopie, żeby się szanowna pani była żonka przypomniała!

I zniknął w swoim królestwie, aby przygotować senną chmurkę, najbliższą eliksirowi formę płynnego ukojenia.


Rzemiosło ◉◉◉○○: Lewis robi uspokajającego i wprawiającego w błogostan ekspresowego jabola. Przewaga Gotowanie (II)
[roll=Z]

Trochę mleka, trochę miodu, trochę tego i owego, jeszcze trochę tamtego i szczypta procentów. Wszystko to umerdać w wielkiej brytwannie, która z jakiegoś powodu miała pokrywkę wytłoczoną w kształt profilu królowej Elżbiety, jak na monecie, trochę zaczarować i jest!

Lewis z dumą wypadł z kuchni po minutach jedenastu, trzymając w dłoni dwa puchary pełne magicznego trunku. Wskoczył zgrabnie na ladę i uniósł je w górę.

Ahoj ludziska! — zakrzyknął. — Jako, że na zewnątrz nieciekawie, oto coś na pokrzepienie serc, specjał lokalu. Tylko dzisiaj i tylko tutaj, niebiańska kremowa rozkosz na koszt firmy! Oczywiście procentowa!

Puścił oczko do pierwszej lepszej osoby i wręczył gościom dwa kubki, by pójść po kolejne. Zarządzanie tłumem mieli z Asenką w małym paluszku.




RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Woody Tarpaulin - 24.02.2026

Ano nigdy — zdecydował w końcu Woody, nie znalazłszy w głowie przypadku, kiedy by Lewis coś spaścił tak, że doszło do transmutacji jadła w węgiel.
Nie poświęcił temu zresztą wiele myśli. Po pierwsze dlatego, że znaleźli się na wstępie biblijnej apokalipsy, która ściągała ku sobie wszelkie dumania. Po drugie dlatego, że kucharz, co przypala, to nie jest dobra wizytówka dla biznesu, więc nawet jakby przypalał, to Tarpaulin by całym sercem łgał, że nie przypala.
Szczuroszczety były z nimi na tyle krótko, że nie miały jeszcze ustalonej rezydencji, poza tym że częściej widywało się je na dole niż na górze, chyba że Woody nosił je ze sobą pod pachą. Były to w każdym razie szczury szczęśliwe, z wolnego wybiegu; nie bardzo je ograniczali.
Nie wiem, gdzie siedzą, co cię będę kłamał — odpowiedział na pytanie Aseny stary, drapiąc się bezradnie po karku. — Jakoś je tam zorganizuj.
Na kolejne pytanie odpowiedzieć nie zdążył, ponieważ przejął je bardzo słusznie Lewis. Sam pomysł lekkiego spacyfikowania tłumu środkami uspokajającymi był całkiem niezły. Byle z jakimś umiarem, bez efektu głupiego jasia, żeby nie stali się obciążeniem w tę drugą stronę. Tak czy inaczej, w kwestii dawki ufał Lewisowi.
Tak trzymać — zdopingował więc chłopaka znikającego na kuchni. — Za godzinę. Jak będziesz wychodziła na ratunek, to weź mi beczułkę z małym co nieco — zażartował jeszcze do Aseny, wyobrażając ją sobie jak te pieski bernardynki, co nosiły rum na ratownicze misje górskie. — No, trzymajcie się, młoda. Pilnujcie mi interesu. — Zacisnął jej na pożegnanie rękę na ramieniu i zaczął przeciskać się przez tłum Rejwachu.
Skoczył prędko na górę po swoją roboczą kurtkę, w której drzemała fretka — i poszedł w Londyn. Jak się drzwi za nim zamykały, słyszał za sobą McKinnona, jak ten na koszt Tarpaulina oferował ludziom rozkosz procentową. Nie wiedział jeszcze wówczas, że będzie to inwestycja w ludzi, którzy w chwili zagrożenia pomogą zachować Rejwach od ognia.

Postać opuszcza sesję



RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Asena Greyback - 04.03.2026

Ktoś podłapał jej słowa odnośnie ścinania alkoholu i po sali przebiegł miejscami niezadowolony pomruk, ale chyba wszyscy którzy znajdowali się aktualnie w środku Rejwachu, o wiele bardziej zainteresowani byli bałaganem na dworze. Zapach spalenizny nie ustawał, co powinno pewnie martwić, ale na to nie było teraz przesadnie czasu, szczególnie że Lewis dość szybko zabrał się do roboty ze swoim mieszaniem w garach.
Senka odprowadziła Tarpa uśmiechem i jakimś sztywnym uśmiechem - jedynym świadectwem tego, że faktycznie się martwiła. Czy go pójdzie szukać za godzinę to była kwestia sporna, bo kto wiedział co mogło wydarzyć się w przeciągu sześćdziesięciu minut. Beczułki też mu nie zamierzała żadnej taszczyć. Nawet jeśliby umierał.
- Każdy dostanie swój kubek, więc nie ma co się przepychać. Na spokojnie - ostrzegła Greyback w ślad za McKinnonem, kiedy ten wreszcie oznajmił wszem i wobec, że oto na Rejwachowych gości spływało dobrodziejstwo. Sama ruszyła za nim by złapać za kolejne kubeczki i rozdać je osobom, które postanowiły schronić się wewnątrz lub siedziały tu już od dłuższego czasu.
- Co ty w to wrzuciłeś? - zapytała z zainteresowaniem, kiedy wszyscy mieli już swoje kubeczki, a oni obydwoje stali za ladą i patrzyli jak sala pije.


RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Lewis McKinnon - 08.03.2026

Lewis, nalewał bardzo szybko kolejne kubki, w sposób, który marnował trochę napoju, ale prędko zaspokajał potrzebę rozdania go w wielkich ilościach, czyli lał wielką chochlą do umieszczonych obok siebie, stykających się naczyń jednym strumieniem. Razem z Aseną uwijali się, jak mróweczki, czasami nawet wydawało się, że mieli po sześć rąk, z taką precyzją wychodziły spod ich pieczy kolejne i kolejne porcje. Raz czy dwa musieli zakrzyknąć, aby goście się nie pchali lub żeby nie przychodzili po dolewkę, gdy inni jeszcze nie dostali pierwszej kolejki. Generalnie jednak, wszystko działało lepiej, niż Lewis zakładał.

Kucharz zmarszczył nos i powiedział z iście poważna miną, oznaczającą wierutne kłamstwo:

Narkotyki

Kilku gości, najbliżej kontuaru, zaśmiało się z tego oczywistego żartu, w końcu to była porządna knajpa z zasadami, substancje nielegalne należało wymieniać w zaułku przy śmietniku, pod znakiem zakazu palenia, który ktoś tam powiesił chyba dla żartów, bo wszyscy właśnie tam chodzili na dymka. Lewis uznawał go za ładny element krajobrazu, nawet jeżeli sam nie palił, rzucił niedawno i zamierzał się trzymać swojego postanowienia.

Gdy klienci zwracali bardziej uwagę na siebie i to, co się dzieje na zewnątrz, nachylił się do niej.

Magia wyciszająca. Będzie im dobrze i wykurwiście spokojnie, pewnie kilku zaśnie. Daj znać, jak przyjdzie się schować ktoś z dzieciakami, to zrobię takie mleko. - W głowie Lewisa nie istnieli dorośli-abstynenci. Nie spotkał jeszcze nigdy takie, ba, nie spotkał takiego nastolatka. Wszyscy wiedzieli, że typowym żartem Nokturnu, było to, że rzucali alkohol w wieku dwunastu lat. Tak, jak palenie. - Mam jednak kurewsko złe przeczucie co do tego. Wiesz, takie te, no, włoski na karku. Mam wrażenie, że mogę wyniuchać śmierć i to jeszcze nie ode mnie.

Oczywiście, w rzeczywistości Lewis nie wiedział, co czuje, poza swądem dymu, który zaczynał przedostawać się do środka i hałasem, który docierał, gdy któryś z gości decydował się jednak wyjść na ulicę, czy to po to, aby pomóc, czy to po to, aby odnaleźć swoją rodzinę czy ratować majątek.

Chyba powinniśmy ogarnąć coś do gaszenia, jakąś dodatkową wodę oprócz magii.

Lewis należał raczej do tych chujowych z magii i poza gotowaniem, nie używał jej prawie do niczego poza zaklęciami z poziomu hogwarckiego pierwszoklasisty, więc taka propozycja była zrozumiała.




RE: [08/09/72] Kartkówka z BHP - Asena Greyback - 09.03.2026

To nie było ich pierwsze rodeo, uporanie się z ilością kubeczków i gości w krótkim czasie przyszło im z łatwością, tak samo jak i zaprowadzanie porządku. W końcu więc mieli wszystko za sobą i mogli obserwować jak goście z zadowoleniem mlaskali pijąc swój przydział.

Na narkotyki uśmiechnęła się porozumiewawczo, prawie w odpowiedzi pytając, czy w takim razie mogła sobie trochę uszczknąć. Jej nadmierna spokojność, mogła jednak nie być najlepszym pomysłem więc darowała sobie nawet takie żarciki.

- Jesteś wielki - podsumowała. - Może powinniśmy coś takiego wprowadzić do stałego menu? - przekrzywiła lekko głowę, przeskakując spojrzeniem od kubeczka do kubeczka, ale też mimowolnie ściszając głos. - Żłopią to jak najlepszą wódę - cokolwiek Lewis dodał do środka - działało. A to z kolei sprawiało że Senka zastanawiała się, czy rzeczywiście nie opłacało się mieć coś takiego na stanie cały czas, żeby pacyfikować problematycznych klientów pod przykrywką dobrotliwego polania czegoś darmo.

- Mam to samo. Może nie włoski, ale strasznie wali spalenizną. Coraz bardziej i bardziej. To nie kolejny palony worek śmieci - westchnęła, bo jakby nie patrzeć, czuła ten zapach bardziej swoim nieco bardziej wyostrzonym zmysłem węchu. Wilczy nos nie dawał spokoju, podsycając niepokój.

- Mam ten duży kocioł na grzaniec. Może jego zapełnimy?